
Wspaniały Hauru i jego zadziwiający dom!
17 październik, 2008I tak oto do zacnego grona Mononoke oraz Spirited Away dołącza nie mniej znane w Polsce anime autorstwa Hayao Miyazakiego, Ruchomy Zamek Hauru. Choć tym razem film nie jest w pełni jego zasługą, Hauru jest adaptacją książki Diany Wynne Jones o tym samym tytule. Jaka jest ona nie wiem, jeszcze nie sprawdzałem, ale o animacji trudno powiedzieć coś złego.
Film rozpoczyna się wraz z końcem dnia pracy Sophie, osiemnastoletniej dziewczyny, dokładnie takiej, jaką możemy spotkać na ulicy, ani nie jest piękna
jak San, ani mądra jak Zeniba, jednak wszystkie swoje braki nadrabia gorliwością i zacięciem, których nie powstydziłaby się nie jedna z bohaterek anime. Właściwie można powiedzieć, że jedynym zajęciem w jakim Sophie się realizuje całkowicie jest zajmowanie się domem, od mycia i sprzątania po szycie. I właśnie dzięki temu będzie mogła w pewnym momencie znaleźć się blisko Hauru.
Niestety codzienność w jakiej żyją bohaterowie animacji nie jest różowa. Świat przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku (tak na oko, akcja nie rozgrywa się w naszym świecie) jest w stanie wojny, której początku nie znamy. Żołnierze chodzący po ulicach miast są najmniejszym problemem ich mieszkańców, którzy, mimo wszystko, starają się żyć normalnie. Normalnie także stara się funkcjonować w tym szalonym
świecie Sophie, która, wychodząc z pracy, ma nieszczęście trafić na dwóch wojaków chcących się zabawić. W takich właśnie okolicznościach spotyka blondwłosego młodziana, który używając swych magicznych zdolności pomaga jej pozbyć się nazbyt nachalnych mężczyzn, a ją samą wplątuje w ucieczkę przed dziwnymi stworami, która kończy się przelotem nad miastem i pozostawieniem dziewczyny na balkonie jednego z barów. Jak się później dowiaduje od swojej siostry, miała szczęście, bo Hauru uprowadza piękne dziewczyny by pożreć ich serca (choć Sophie pocieszyła siorę, że w takim razie ona nie ma się czego obawiać).
I na tym skończyłyby się kłopoty dziewoi, gdyby nie fakt, że życie lubi płatać figle, a jej spacer z czarodziejem widziała zła i niedobra Wiedźma z Pustkowia, która, będąc zazdrosna o Hauru, rzuca na protagonistkę urok zmieniając ją w starą babulinkę. Po tak… ciekawym przeżyciu nie pozostało jej nic
innego jak uciec z domu (nie żeby jej matka się tym przejęła, o czym mamy okazję przekonać się później) i udać się na poszukiwania cholery, która jej to zrobiła. Oczywiście pewne konwencje zachowane być muszą i Sophie po drodze trafia na pomocnego stracha na wróble, a później na sam zamek Hauru, gdzie poznaje Calcifera, ognistego demona będącego z blondasem w pewnym pakcie, Markla, młodego ucznia czarnoksiężnika i pięknego Hauru. Przy czym ona sama nie zostaje przez niego poznana z racji swojego wieku, a powiedzieć mu kim jest i w jakim celu przybyła nie może ze względu na ograniczenie narzucone przez klątwę Wiedźmy. Ale chłopak w ciemię bity nie jest i przyjmuje staruszkę na służbę, dzięki czemu ma okazję zobaczyć swój dom pierwszy raz od dawna czysty i lśniący. I to tyle jeśli chodzi o fabułę, nie ma sensu jej bardziej zdradzać, bo od tego momentu zaczyna się właściwa akcja filmu.
Muzycznie świetnie, podniośle. Instrumentalne kawałki idealnie podkreślają tempo akcji oraz charaktery postaci, których trudno nie polubić, a utwór przewodni długo siedzi w głowie i karze się nucić. Aktorów także dobrano odpowiednio do ról, choć na początku mogą dziwić głosy Sophie (o niej później) oraz Hauru, który wydaje się niczym nie cieszyć. Ale po chwili zwątpienia trudno wyobrazić sobie dla nich lepszych seiyuu. Podobnie dobrze wypada polski dubbing, gdzie swoich głosów użyczyli między innymi: Beata Wyrąbkiewicz (młoda Sophie), Joanna Jędryka (stara Sophie), Bartosz Czarnecki (Hauru) oraz Jarosław Boberek (Calcifer). Choć tutaj można przyczepić się do głosu młodej Sophie oraz Hauru. Po prostu są zbyt inne emocjonalnie od japońskich odpowiedników.
Jeżeli chodzi o grafikę podobnie, same plusy. Oczywiście jeśli ktoś lubi tak charakterystyczną dla Miyazakiego kreskę, która, mimo wszystko, przeszła mała ewolucję w stosunku do jego ostatniego filmu, W krainie bogów. Tym razem postaci są dłuższe, bardziej wyciągnięte ku górze, co nie przeszkodziło temu, by co jakiś czas można było ujrzeć typowe dla japońskiego Disney’a okrągłe buzie i wykręcone stworki, z Calciferem i chodzącym zamkiem na czele.
I tu zatrzymajmy się na chwilę przy jednej postaci, Sophie, wokół której cała ta historia się kręci. Jak wspomniałem na początku, ona wcale nie jest jakoś szczególnie pięknie narysowana, ani nawet nie przemawia głosem słodkiej lolitki, co typowe dla bohaterek anime nie jest. Ale właśnie ta jej przeciętność tak świetnie współgra z przekazem filmu. Kiedy widzimy Sophie po raz pierwszy ona po prostu jest, trudno powiedzieć czy jest ładna, ba, zapleciony kucyk spokojnie może się nie podobać. Nagle zostaje zmieniona w staruszkę, co też
jej urody nie dodaje. Jednak uważni widzowie powinni podczas seansu zobaczyć ciągłe zmiany jakie dziewczyna przechodzi, choć są tak delikatne, że często można na nie nie zwrócić uwagi. Znikają jej zmarszczki, przestaje się garbić i staje się bardziej energiczna, jej siwe włosy stają się dłuższe, aż nagle następuje szok, gdy uświadamiamy sobie, że widzimy ją młodziutką jak na początku, mimo tego, że wciąż jest siwa. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że od pewnego momentu trudno powiedzieć, że jej głos jest brzudki, a i ona sama pięknieje. Zadziwiające jak takie subtelne zmiany można pokazać na rysunku. Dlaczego się tak dzieje łatwo odpowiedzieć, działa magia miłości – im Hauru i Sophie stają się sobie bliżsi tym ona robi się ładniejsza. Zupełnie jak w życiu.
Reszta postaci tylko podtrzymuje wysoko postawioną poprzeczkę. Hauru jest czarujący i szarmacki, ale także tchórzliwy, za wszelką cenę stara się unikać obowiązków i poddawania się losowi. Młody Markl jest oczywiście diametralnie inny od swego nauczyciela, natychmiast zaprzyjaźnia się ze starszą Sophie i traktuje ją jak swoją babcię. Calcifer, to mały i przebiegły demon mieszkający w palenisku i napędzający cały zamek, bez którego cała konstrukcja zawaliłaby się bez zawahania. Dalej mamy magicznego stracha na wróble,
podążającego za Sophie odkąd ta wyjęła go z krzaków oraz Wiedźmę z Pustkowia, typową złą sukę, która jednak gdzieś pod fałdami tłuszczu ma w sobie coś dobrego. A także jeszcze kilka innych person i tajemnic, których nie mam serca zdradzać.
Można by jeszcze trochę psuć Wam oczy i opowiadać o Ruchomym zamku, ale niech choć cokolwiek zostanie słodką tajemnicą, którą odkryjecie sami. Dla zabawnego Calcifera i Hauru przeżywającego załamanie nerwowe połączone z myślami samobójczymi po przypadkowej zmianie koloru włosów z blond na rudy warto poświęcić niecałe dwie godziny swego cennego czasu. Kto wie, może uznacie film jak ja, za jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości w formie japońskiego anime?
godzillachan

Mogę się zgodzić co do dziwnego głosu Sophie w wersji polskiej, ale stwierdzenia, że Czarnecki źle zagrał Hauru nie wybaczę- zagrał bardzo dobrze i mogłabym go z czystym sumieniem postawić obok niejednego seiyuu. Że inaczej od japońskiego? A to źle? No właśnie. Siad było 8)
sympatyczny film ale też jakby po łebkach. Ni to dorosła rozparwa o wojnie (jak Mononoke o ochronie przyrody), ni bajka jak Spirited Away (choć zaskończenie ma bardziej dziecinne i wałaśnie takie tanio-bajkowe) Kilka świetnych pomysłów, ale całości zabrakło wyrazu poprzednich filmów Mizayakiego (i nie mówie tu tylko o tych dwóch wymienionych). No i OST nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia ja choćby w Mononoke czy Totoro ;/
I to Totoro się coś napiszę, najpierw tylko siądę i go obejrzę ;)
Ze wszystkich anime, których recki czytałem na CPN, a także na innych blogach – Twój opis mnie na tyle wkręcił, że już podjąłem stosowne działania aby nadrobić haniebne zaległości. Nosz kurcze, piszesz o Babci i widzę staruszkę przed lustrem, a potem tą siwowłosą dziewczynkę z warkoczem i coś mi mówi, że coś tu jest nie tak XD Już dla samych wspomnianych subtelnych zmian tej postaci muszę filma zlukać, NATYCHMIAST!! :)
Niah, niah, starałem się rozmieszczać zdjęcia strategicznie, tam gdzie do tekstu pasowały ]:->
Oglądaj, oglądaj, bo warto :D
Ghibli miazdzy. Na allegro dostepne sa kilkopaki najlepszych anime ich produkcji, niezwykle atrakcyjne – niestety cena to 80 zl, choc moze stety.. W zasadzie to nie tak duzo za kilka genialnych anime.
Musze koniecznie obaczyc Hauru, tak jak Nausice i Opowiesci z Ziemiomorza. Ghibli podaje powazne tematy dosc lekko, chyba stad zamilowanie do jego prac.
Sam sobie obiecalem, ze jesli bede miec dzieci to obejrze z nimi wszystkie anime wraz z ich rozwojem.
Totorek bedzie pierwszy :]
HAKURO KUROSUKE! ;)
Wczoraj zlukałem i jestem bardzo usatysfakcjonowany :] Film jak zawsze w klimacie Miyazakiego – magiczny i piękny. Szczególnie ta ukwiecona łąka wywołała u mnie opad szczeny i dozgonny szacunek – nie sądziłem, że można przebić pod tym względem doskonałe Mononoke Hime i jej prześliczny las, tymczasem tutaj mamy najprawdziwsze góry i dolinę z miasteczkiem, a wspinaczka bohaterki i jej zmagania wiatrem to poezja – doskonałość w najdrobniejszych szczegółach! No i sam rzeczony zamek – skubany, do ostatnich kilku zbitych desek zaskakuje XD Hauru też wymiata, a szczególnie jego emo rozpacz po zmianie barwy włosów :] No i faktycznie bohaterka się zmienia, czasami bardziej widocznie czasami mniej – to jeden ze smaczków, dla których warto zobaczyć Ruchomy Zamek Hauru – momenty w których Sophie młodnieje są dobrze przemyślane i nawet chwila w której jest najpiękniejsza (dodam iż pozbycie się pewnego elementu bardzo w tym pomaga ;] ) jest bardzo ładnie poprowadzona :) Ogólnie polecam bardzo jak jeszcze ktoś nie widział :tak: I dzięki za reckę Shini – zmobilizowałeś mnie skurczybyku!! :]
Wlasnie skonczylem to ogladac, Ghibli ma niezwykly talent do ozywiania i tworzenia przedziwnych magicznych istot tj. kurzyki, jakis zlosliwy duch ognia, smoliste stworzenia, czy duchy z mononoke. Naprawde jest na co popatrzec i choc opowiesc ze mnie lez nie wycisnela to bardzo mio sie spodobala. Przyjemny rodzinny film w ktorym animacja i tla pokazuja kunszt tego poetyckiego studia filmowego.
Warto zobaczyc, u mnie w nastepnej kolejnosci Nausica w Dolinie Wiatrow, a za kilka dni Laputa ;)