h1

Nowa Księga Rodzaju u Nieba bram

8 Wrzesień, 2008

Zapraszam do luźnych wspomnień na temat jednego z najbardziej kultowych seriali anime lat 90’tych, ale i nie tylko. Prawda jest taka, że film ten nie zestarzał się ani trochę i do dzisiaj wzbudza takie same emocje co kiedyś. No może dzisiaj już nikt twórcy nie grozi śmiercią za inne od oczekiwanego zakończenie, ale wciąż NGE zaskakuje i budzi wiele kontrowersji w światku fanów anime… pozytywnych dodajmy :)

Oki, zacznijmy od tego czym właściwie Neon Genesis Evangelion jest. Już na wstępie pragnę oznajmić, iż nie jestem fanatykiem tego serialu, tylko fanem i nie będę się zagłębiał w przeróżne filozoficzne i głębokie aspekty fabularne, w które to serial ten jest bogaty, ale skupię się na najważniejszych problemach poruszanych przez film oraz tych mniejszych – jego bohaterów, a właściwie bohaterek, bo nie ma co ukrywać, że to nie Shinji jest najważniejszą postacią tej serii.

Tak, kobiety to jeden z głównych argumentów dla których miliony kinomanów sięgają po ten film – płomienna Asuka Langley Sohryu, zimna jak lód Rei Ayanami oraz realistka Misato Katsuragi stanowią rdzeń wydarzeń NGE i siłę napędową do prześledzenia wszystkich 26 odcinków serii. Blondynka u góry to Ritsuko Akagi, ale dziewczyna ta raczej pozostaje w cieniu swoich pięknych i jakże różnorodnych pod względem charakteru koleżanek :) Jest też Shinji – rzeczywisty główny bohater, ale jego charakter oraz pewne wydarzenia obecne w End of Evangelion skutecznie ostudziły moją sympatię dla tej postaci. Jednak obok płci pięknej, nie byłoby NGE bez mechów (to wcale nie są mechy! – przyp. g-chan)…

Evangeliony, w skrócie Evy, stanowią jedyną broń zdolną do niszczenia Aniołów, istot przyjmujących przeróżne kształty, pragnących tylko jednego – zagłady Ziemi. W sumie to dosyć górnolotne określenie, bo głównie atakują Tokio-3, a w szczególności bazę Nerv’u, ale nie mniej są godnym przeciwnikiem. Wbrew pozorom, Evy to nie bezduszne maszyny siejące zniszczenie w szeregach wroga. Potrzebują pilota z którym wchodzą w interakcję, inaczej mówiąc zespalają się z nim umysłowo i fizycznie. Ważny jest też charakter i tak Evę 02 nie byłby w stanie pilotować żaden inny członek ekipy poza Asuką. Podobne więzi występują pomiędzy pozostałymi Evangelionami i ich pilotami, choć chyba najbardziej ‚elastyczny’ wydaje się być Evangelion 01 należący do Shinji’ego, którego jest w stanie poprowadzić kukła stworzona z… dobra nie będzie spojlerów ;P Warto wspomnieć, że Evy są też żywymi stworzeniami i odczuwają ból podobnie jak ich piloci.

Już wiecie mniej więcej co jest osią fabuły Neona. Przede wszystkim obrona ludzkości przed Aniołami i życie codzienne pilotów Evangelionów. I tutaj pragnę pochwalić twórcę NGE szczególnie za ten drugi element – serial nie byłby tak wciągający gdyby nie wszystkie poboczne wątki pojawiające się pomiędzy walkami. Tylko w ich trakcie możemy lepiej zrozumieć charaktery poszczególnych postaci oraz ich nastawienie względem otaczającego świata – szczególnie mam tu na myśli Rei, która jest najbardziej tajemniczą postacią Genesis. Swoją drogą poznajemy ją prawie jednocześnie z Shinjim i kilka scen (polecam tą w pokoju Rei XD) daje nam szybko do zrozumienia, że nie jest to zwyczajna dziewczyna… hehe, zwyczajna może nie, ale za to szalenie piękna :] Wpiszcie Rei Ayanami w google lub na alltheweb, a przekonacie się jak wielką inspiracją jest dla fanów Neona. Podobnie zresztą jak Asuka ;) (zbok XD – przyp. g-chan)

Neon Genesis Evangelion czerpie garściami z wielu źródeł – jest prawdziwym zbiornikiem inspiracji. Sama nazwa wskazuje już na jedną z nich – katolicyzm. W jednym z odcinków Anioł atakuje Evę 02 falą dźwiękową wraz z wtórującą jej „Allelują”. Efekt masakruje i w tle wydarzeń niemal całego odcinka słychać wspomniany motyw. To jest tylko szczyt góry lodowej jeżeli chodzi o zawiłości fabuły i o wiele więcej na ten temat powie Wam Shini. Ja tymczasem wspomnę jeszcze o doskonałej kresce. Widziałem już kilka anime i NGE się pozytywnie wyróżnia pod tym względem. Przede wszystkim jej potencjał widać podczas walk, które są bardzo dynamiczne i tylko odpowiedni styl może w pełni oddać ich klimat. Taki właśnie mamy obecny w Neonie.

Szczególnie warta uwagi jest walka Asuki z… no no, o mało nie walnąłem potężnego spojlera XD, przedstawiona w End of Evangelion. Artyzm to mało powiedziane słowo. To po prostu trzeba zobaczyć i darujcie sobie fragmenty na yt – od razu wyhaczcie pełną wersję w wysokiej rozdzielczości, gdyż tylko wtedy rozsmakujecie się w najlepszej potyczce z całego NGE, starciu w którego tle przygrywa muzyka poważna.. Ehhh, mógłbym bez końca pisać o tej scenie, podobnie jak każdy fan NGE, ponieważ jest prawdziwym arcydziełem w swoim rodzaju, ale słowa nie opiszą nawet w jednym procencie tego, co wtedy dzieje się na ekranie. Pamiętajcie tylko, że bez obejrzenia 26 odcinków ze zwykłego NGE nie macie co sięgać po Enda, bo go po prostu nie zrozumiecie, już o samym klimacie serialu nie wspominając (przyznam się bez bicia, że sam jeszcze nie rozkminiłem wszystkich zawiłości serialu i wypadałoby abym obejrzał go jeszcze raz). A dosyć istotne są szczególnie te ostatnie, będące wiwisekcją psychiki bohaterów, które to bardzo wpływają na dalszy obraz tych postaci w Endzie. Swoją drogą, cieszę się z faktu iż End of Evangelion ujrzał światło dzienne, bo dzięki niemu NGE jest pełniejsze. Kilka wątków zostało imo właściwie poprowadzonych, klika mniej (w tym Shinji’ego) ale wszystko wraz z serialem tworzy pewną całość, którą fanom anime bardzo polecam.

pozdrawiam
piterekd

======================================

I tyle (jak na razie) do powiedzienia na temat NGE ma Pit. Teraz kolej na kilka słów ode mnie, nie mogłem zostawić tak ciekawego tematu tylko dla niego ;)

======================================

Od pewnego czasu noszę się z zamiarem napisania czegoś o Evie i jak już przychodzi co do czego nie wiem w jaki sposób zacząć. Od tego o czym jest, czy może od tego, że NGE jest uważane, zarówno przez fanów anime jak i krytyków, za jedno z najdoskonalszych dzieci tej formy sztuki? Ech, nie ważne jak zacznę, wystarczy napisać, że każdy, kto chce się w towarzystwie wykazać jakąś wiedzą nt. anime powinien Evangeliona znać.

Patrząc na Evę można powiedzieć, że jest to kolejny serial o walkach mechów z potworami. Nic bardziej mylnego. Neon Genesis Evangelion, to opowieść o problemach. Problemach zarówno wszystkich, jak i pojedynczych ludzi. Właściwie nie ma tu kogoś, kto nie miałby większych lub mniejszych rozterek życiowych i prawdziwych granatów-rozpierdalaczy, którym wystarczy wyciągnąć zawleczkę, by doprowadzić do wybuchu. Szczególnie dotyczy to trójki głównych bohaterów – nastoletnich dzieciaków, które zostały wybrane, by uchronić świat przed złymi stworami zwanymi Aniołami.

Cała historia opiera się na plątaniu ze sobą wierzeń judeo-chrześcijańskich  i, szczególnie w późniejszych odcinkach, głębokich psychoanalizach często w życiu zagubionych postaci (ale spokojnie, sporej dawki humoru nie brakuje). Ludzie, którzy nie lubią mieszania wiary do rzeczy przyziemnych nie mają się czego obawiać, Hideaki Anno (reżyser) nie jest kolejnym antychrystem, nie stara się podważać idei Kościoła oraz podstaw samej wiary. Raczej woli czerpać z niej niektóre motywy oraz nazwy. Instytut Marduka, anioły oraz ich imiona, Adam, Ewa, zwoje znad Morza Martwego – to tylko kilka z nich.

Sama fabuła przedstawia się następująco: w roku 2000 na Ziemi wydarzył się kataklizm – w powierzchnię Antarktydy uderzył meteor. Spowodowało to znaczne ocieplenie ziemskiego klimatu i, w konsekwencji, roztopienie większości lodowców. Wiele obszarów zostało zalanych, dzięki czemu zginęła prawie połowa populacji. Wydarzenie to zostało nazwane „Drugim Uderzeniem”. Później też nie było miło, konflikty zbrojne, wysadzenie Tokio, powszechna militaryzacja, ogólny mewillpwny00nizm.

Pierwszy odcinek wita nas w 2015 roku. Do Tokyo-3 przyjeżdża Shinji Ikari, młody, czternastoletni chłopak. Wita go piękny, letni dzień i nikt więcej. Taka pogoda nie jest niczym dziwnym na obszarze pozostałym z Japonii, dzięki ociepleniu młode pokolenia nie znają takiej pory roku jak zima. Shinji sam właściwie nie wie co robi w stolicy, został tu wezwany przez swojego ojca, który odezwał się do niego pierwszy raz od lat. Pierwsze co widzi, to kompletnie wyludnione ulice miasta. Następne, wielka istota – Anioł Sachiel. Niedługo po tym spotyka także Misato Katsuragi, wojskową oddelegowaną przez jego ojca do zajęcia się nim. Później wszystko dzieje się szybko. Shinji dociera do NERVu, rządowej organizacji, której przewodzi jego staruszek, tam dowiaduje się po co został wezwany – ma zniszczyć Anioła i jemu podobne walcząc z nimi w Evangelionie, wielkim bionicznym mechu (tak, wiem co pisałem u Piterka, uznajcie to po prostu za uproszczenie) będącym jedyną bronią zdolną pokonać wroga. Chcąc być bliżej ojca przystaje na jego propozycję i wyrusza do walki. Czy mu się udało i pokonał Anioła oraz co działo się dalej przekonasz się, drogi czytelniku, już sam oglądając NGE.

Dlaczego kolejny raz świat muszą ratować dzieci? Na to pytanie odpowiedź jest prosta – dzieci urodzone po Drugim Uderzeniu są najbardziej podatne na synchronizację z Evami. Ta synchronizacja pozwala im na używanie ich dzięki myślom oraz nieznacznym tylko ruchom, np. ręcznym wspomaganiu celowaniu. Nie jest jednak tak, że każdy może pilotować dowolnego Evangeliona. One w pewien sposób wybierają swoich pilotów oraz łączą się z nimi często odrzucając „nie swoje” dziecko lub synchronizując się z nim na bardzo niskim poziomie (dla przykładu, początkowy wskaźnik połączenia Shinjiego i jego Jednostki 01 wynosił 41,83%, przy setce będącej najwyższym poziomem). Sama synchronizacja ma jednak pewną wadę, im większy jej współczynnik, tym mocniej pilot odczuwa obrażenia odniesione przez jego Evę. Niejednokrotnie prowadziło to do poważnych uszkodzeń ciała. Czasami prawie doprowadzając do śmierci pilota.

Co ciekawe, Neon Genesis Evangelion nigdy nie powstałby gdyby nie kłopoty finansowe Gainaxu (które nie po raz ostatni mają związek z NGE). W zamierzeniach studio chciało stworzyć sequel do swojej pierwszej kinówki – Oritsu Uchugun, którego reżyserem miał być właśnie Hideaki Anno. (Nie)stety produkcja nie wypaliła z powodu braku pieniędzy i pomysł zaginął w akcji. Po tym podobno podczas spotkania w barze Anno z pracownikiem King Records uzgodnili oni produkcję NGE. Oryginalny scenariusz serialu ulegał pewnym zmianom podczas tworzenia kolejnych odcinków. Z 28 ośmiu Aniołów zrobiono 17, zmieniono także kilka postaci oraz wydarzeń.

4 października 1995 roku wyemitowano pierwszy odcinek. Przeszedł bez większego echa zbierając większą widownię dzięki przekazywaniu wiadomości o nim z ust do ust. Serial z lekkiego anime o mechach stopniowo przekształcał się w coś bardziej złożonego, aż odcinek 16. zrobił z niego to, za co NGE pokochały miliony. Podczas emisji nie obyło się oczywiście bez kontrowersji. Ludzie dbający o psychikę najmłodszych mieli obiekcje co do tego, czy anime skierowane do każdego widza powinno zawierać tak mocną dawkę brutalności oraz odważnych scen. Co było później? Evangelion skończył się dwoma odcinkami, które nie zadowoliły wszystkich fanów oraz wywołały ogólnokrajową dyskusję na temat tego, co przedstawiały i co ze sobą niosły. Odpowiedź na to pytanie wcale taka prosta nie jest, ponieważ twórcy zostawili bardzo wiele dla interpretacji widza, co moim zdaniem jest jednym z najfajniejszych elementów serii.

Do dziś, oprócz serialu mamy trzy kinówki, dwie książki uzupełniające filmy, artbook, cztery mangi z czego tylko jedna jest w większości wierna serialowi, a reszta opowiada całkiem inne historie, soundtracki, dramy, single, sporo gier na różne platformy oraz Rebuild of Evangelion – aktualnie powstający zbiór czterech filmów w pewien sposób zmieniających znaną nam historię.

Od swej premiery NGE zostawiło spory ślad we współczesnej animetografii. Oprócz widocznych odwołań w Digimonach, parodii w Kare Kano lub nawet podobieństwa niektórych postaci w Berserku, Evy odmieniły spojrzenie na mechy. Przed nią wszystkie wyglądały jak w te Transofrmersach, Gundamach czy Mazinger – jak wielkie kanciaste pudła. Smukłe sylwetki Evangelionów pokazały rysownikom i twórcom anime oraz mang, że wielkie roboty mogą przybierać humanoidalne kształty nie tracąc, a może i nawet zyskując, na swojej efektywności (i efektowności).

Wpływ jednak nie ograniczył się tylko do japońskiej twórczości. Pierwsza płyta brytyjskiego zespołu Fightstar zawiera w sobie bardzo dużo odwołań do NGE. Czy to słowa „It’s Neon Genesis” w kawałku Lost like tears in rain, czy rysunek ruin miasta po drugiej stronie okładki. Ich drugi album zawierał utwory Unfamiliar Ceilings (co jest tytułem jednego z odcinków anime) i H.I.P.(enough) (czyli Human Instrumentality Project). W ich najnowszym albumie, Deathcar, także znajdziemy trochę Evangeliona – piosenki NERV / SEELE oraz Shinji Ikari, które w spisie oddzielone są od pozostałych Włóczną Longinusa.

Evangeliona w formie figurki dało się także zobaczyć w filmie One Hour Photo, gdzie grający główną rolę Robin Williams podarował Evę pewnemu dziecku. W filmie nie zmieniono ani nazwy zabawki, ani opakowania, a sama figurka pochodziła z prywatnej kolekcji Williamsa, który jest wielkim fanem NGE.

I tak to w skrócie jest. Serię można lubić, można także nią gardzić i uważać za przereklamowaną, ale na pewno nie da się koło niej przejść obojętnie, ponieważ miała zbyt duży wpływ na rynek produkcji japońskiej pop kultury, by nie wiedzieć o niej nic i nigdy się nią nie zainteresować.

godzillachan

Reklamy

19 Komentarzy

  1. Heh… ten tytuł akurat znam ;] choć nie oglądałem. heh co artykuły to jest on średnio ciekawy ;] no, ale może dlatego, że ja ogólnie opisów/recenzji czytać nie lubię.


  2. Mnie tez jakoś do tego nie ciągnie. A fragment, gdzie koleś spuszcza sie nad koleżanką w szpitalu utwierdza mnie, że nie jest to za ciekawe anime XD


  3. lol, ludzie :facepalm: litości, ja was proszę.

    Eva, ach Eva. Dawne czasy sie przypominają. Wiele tej serii zawdzięczam generalnie i do dziś seria ta łapie sie do mojego top 5 best anime ever. Szkoda że Ginax juz potem nie wzbił sie na taki poziom ale co sie dziwić. Takich dzieł nie da się trzaskać hurtowo.

    „jego bohaterów, a właściwie bohaterek, bo nie ma co ukrywać, że to nie Shinji jest najważniejszą postacią tej serii.” nie zgodze się, choćby zakończenei serii pokazuje jak istotny jest dla całe serii Shinji właśnie ;p
    poza tym spłyciłeś to strasznie Piter, gorzej juz tylko opisał to Aras, któy zrobił z Evy drugiego Gundama ;p

    Shini ratujesz honor. A tego o Williamsie nie wiedziałem, hmmm…


  4. Ciesze się, że się spodobało :) NGE to obok Bebopa i School Rumble moje ulubione anime, więc musiałem się postarać pisząc.

    Tego z Williamsem też nie wiedziałem, wpadłem na to na Wiki. Wikipedią się wspomagałem piszą i to ona pomogła mi dojść do sensu niektórych spraw, jak choćby słów Asuki z Enda.


  5. @Shad:
    „choćby zakończenei serii pokazuje jak istotny jest dla całe serii Shinji właśnie ;p”
    – no niby tak, ale bez dziewczyn w tym przede wszystkim Asuki, anime to nie zdobyłoby tak wielkiej popularności ;] No i wracając jeszcze do Enda i zakończenia, a dokładnie kilku minut przed „Shinji’m”, to znowu nie on, a Asuka gra pierwsze skrzypce dając nam kawał dobrej akcji :D
    ——-
    „poza tym spłyciłeś to strasznie Piter”
    – no wiem, nie wyszło zbyt głęboko, bo w sumie tylko raz obejrzałem serial, a wypadałoby choćby ze dwa, aby wszystko zrozumieć. W sumie oglądałem głównie dla klimatu. No i nie siedzę w NGE tak jak Godzillachan ;P


  6. Z tego okresu pamiętam Księżniczkę z Księżyca. Tym serialem może bym się zainteresował,ale znając życie dzisiaj ciężko będzie go znaleźć…


  7. Może raczej Czarodziejkę? I, eeee, z jakiego okresu? Chyba już lepiej napisać „z gatunku tych chińskich bajek”.


  8. Jeśli kogoś oprócz mnie to interesuje, we wtorek na Polsacie o 22:15 będzie można obejrzeć „Zdjęcie w godzinę”, czyli właśnie ten film o którym wspomniałem w tekście ;)


  9. zanotowane :]


  10. Piter, dałeś czadu z tymi dziewczynami :D Wiedziałem, że jesteś :otaku-nerd-geek: i lubisz panienki, ale nie aż tak :P Niemniej dwa spojrzenia dają radę – po wpisie Pitra bym sobie poszukał tylko panien z NGE na googlach, po wpisie Shiniego na serio bym się zainteresował animcem… Jak dobrze, że mam już je za sobą. Jakieś 6 razy. A End of Evangelion to mistrzostwo świata z półki „nie dla idiotów – myśl, interpretuj!”. Majstersztyk i tyle.


  11. @bzduras:
    Powiem tak:
    Ten wpis był wpisem na miarę moich możliwości XD


  12. Nie czepiać się, Pit opisał pobieżnie, a ja się zagłebiłem w temat dzięki czemu oba wpisy się uzupełniają zamiast kopiować ;)


  13. NGE to majstersztyk, niemniej zgodzę się z KoRnIkiem, że jedna z pierwszych scen End of Evangelion dalej wywołuje u mnie niesmak i odcisnęła na mojej psychice 17-latka głębokie piętno ;) No i Shinji mógłby być trochę mniejszą ciotą (dzisiejsi nastolatkowie nazywają jego styl „emo”), ale cóż, pewnie takie było zamierzenie twórców serii…


  14. End of Evangelion to wybitne anime. Już z 50 razy chyba oglądałem każdą część ;) To, co się dzieje w drugiej, jest po prostu tak niszczące psychikę, że ugh…


  15. “Nowa Księga Rodzaju u Nieba bram Crazy Pumpkin’s Nest” was indeed a remarkable article and I was pretty satisfied to read the blog post. Thanks,Phoebe


  16. Your style is really unique in comparison to other people I’ve read stuff from. I appreciate you for posting when you’ve got the opportunity, Guess I
    will just book mark this page.


  17. Helpful info. Fortunate me I discovered your web site accidentally,
    and I am shocked why this twist of fate didn’t came about in advance! I bookmarked it.


  18. I was recommended this web site by my cousin.
    I’m not sure whether this post is written by him as no one else know such detailed about my trouble. You are amazing! Thanks!


  19. Excellent blog you have got here.. It’s hard to find good quality writing like yours nowadays. I honestly appreciate individuals like you! Take care!!



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: