h1

Spirited Away – baśń tysiąca i jednej magii

18 Wrzesień, 2008

Piter i ja (czyli g-chan) znów rzuciliśmy się jak głodne psy na ten sam temat. Pierwszy swoim tekstem podzieli się z Wami ten podrywacz nastolateq, Mistrz Szef (czyli g-chan) na drugie danie. Enjoy, jak to mawiają nasi przyjaciele Rosjanie!

======================================

Czy da się stworzyć baśń, którą z równym zapałem będą oglądać dzieci jak i dorośli? Czy w jednym filmie można połączyć oba te światy? Na to i inne pytania postanowił znaleźć odpowiedź Hayao Miyazaki – reżyser, który fanom japońskiej animetografii nie powinien być obcy. Także stali czytelnicy niniejszego bloga powinni kojarzyć tę postać z innym równie dobrym anime, a mianowicie „Ksieżniczką Mononoke”. Jednak już na wstępie obiecuję, że nie będę porównywał „Spirited Away: W krainie bogów” do wspomnianego zdanie wcześniej filmu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – bo to dwa całkowicie różne anime :)

Cztery lata minęły od sukcesu „Mononoke Hime” do światowej premiery „Spirited Away” mającej miejsce w 2001 roku. Cztery lata to dużo, jednak w przypadku takiej produkcji jaką bez wątpienia jest opisywany dzisiaj film, to dosłownie mrugnięcie okiem. Mimo to, czas który poświęcił Miyazaki swojemu młodemu dziecku, w pełni został wykorzystany i zaowocował nie tylko szacunkiem milionów wielbicieli studia Ghibli, ale też w pełni prestiżowymi nagrodami. Wystarczy tylko wspomnieć o Oscarze w 2003 roku za „Najlepszy film animowany”. Co więc takiego niesamowitego jest w tym obrazie, że został doceniony nie tylko przez wiernych fanów anime, ale także panów w markowych garniturach ceniących sobie widowiskowość za bardzo nierozsądną cenę?

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy po pierwsze film obejrzeć, a po drugie zrozumieć. Oczywiście, mając na uwadze, że nie wszyscy jeszcze „Spirited Away” widzieli, postaram się nie odkrywać całej tajemnicy, ale rąbek jak najbardziej :) Otóż poznajemy małą dziewczynkę, taką jak każdy z nas w tym wieku. Ma ona bogatych i niezbyt roztropnych, kochających rodziców. Oczywiście Chihiro kocha ojca i matkę równie mocno, toteż kiedy po przyjeździe do tajemniczego wesołego miasteczka ich traci, postanawia za wszelką cenę im pomóc. Cóż, nikt nie podejrzewał, że ów plac zabaw i radości, okaże się nocną łaźnią bogów. Jej rodzice po skosztowaniu aromatycznych potraw, bynajmniej nie służących za poczęstunek dla śmiertelników, zostają zamienieni w świnie, a ona sama staje się pracownicą we wspomnianej łaźni. Nieprawdopodobne i dziwne? To jeszcze nie wszystko, wystarczy kolejne kilka minut filmu aby przestać się dziwić i  dać się wchłonąć żywcem w magię lejącą się strumieniami z ekranu.

Spirited Away jest niezwykłym anime. Jak zapewne się domyślacie po przeczytaniu poprzedniego wpisu o San i Ashitace, także tutaj Miyazaki pokazał swój kunszt w każdym niemal aspekcie, no może poza muzyką, która jest autorstwa Joe Hisaishi’ego i tworzy tak jak w poprzednim filmie niesamowity klimat. Nie obyło się w przypadku Hayao bez wielu porównań i symboliki. Spirited aż kipi od nawiązań do współczesności. Na przykład fakt, który doprowadził do zamiany rodziców dziewczynki w świnie, jest satyryczną wizją grzechu obżarstwa i konsumpcjonizmu tak charakterystycznych dla dzisiejszego społeczeństwa. Zresztą Chihiro wychowana w nowym duchu nie różni się bardzo od swoich rodziców. Reżyser w pewien sposób sam był ciekawy jak 10 latka sobie poradzi w nowej sytuacji, zupełnie innej od jej dotychczasowego cukierkowego życia. Bawi się kolejnymi nierealnymi przygodami dziewczynki, podobnie jak my przed ekranem. Co ciekawe, pomimo wielu absurdów i często scen na pozór drastycznych (np. zjadanie pracowników łaźni), w efekcie wszystko wychodzi na dobre. Ma się uczucie, że oglądany obraz jest najpiękniejszą baśnią, jaką kiedykolwiek się widziało. Jest bardzo wiele nawiązań do tego gatunku. Choćby scena w jednej z komnat właścicielki łaźni, wiedźmy Yubaby, kiedy dziewczynka dosłownie znika pod stertą poduszek XD Nawet sama czarownica przypomina żywcem wyjętą z pewnej bajki ;) Takich stereotypów jest w Spirited pełno, ale szybko zostają obalone przez reżysera. Przykładem może być bóg bez twarzy będący uosobieniem chciwości ludzkiej, a w efekcie dzięki działaniu dziewczynki, znający wartość przyjaźni i miłości. Także wiedźma okazuje się tylko pozornie zła. Swoją drogą pewna scena, że tak powiem, jedna z bardziej ważnych w filmie, tak na moje oko zainspirowała Andrzeja Sapkowskiego w „Wiedźminie”, gdzie Geralt musiał samemu odkryć, które z bawiących się na dziedzińcu dzieci było jego Cirillą :]

Wspomniałem o kilku istotnych szczegółach, a zapomniałem powiedzieć słowem o najważniejszym: o kresce. Otóż napiszę coś bardzo odkrywczego – kreska jest charakterystyczna dla Miyazakiego :) Jeżeli ktoś ją lubił w poprzednich filmach tego reżysera, to polubi ją i tutaj, a nawet bardziej – pokocha ją w Spirited Away, bo imo jest ona najbardziej dopracowaną w całej jego twórczości. Ilość szczegółów masakruje, a klimat magii da się niemal poczuć zmysłami. No i niektóre ujęcia, jak ten pociąg mknący po zalanym torowisku, niczym wodolot, echhh niezapomniane. Tak jak wszystko, co zobaczycie w tym filmie. Równie dobrze mógłbym tutaj zacytować wstęp do mojego wpisu o Mononoke, gdyż także i ten film pozostawia w widzu coś, co każe wracać do niego myślami. I znów gówno wiecie z tego co napisałem, więc czym prędzej przed ekran – marsz!! :]

pozdrawiam
pit :D

======================================

To teraz moja kolej. Będę leciał w mniejsze lub większe spoilery, więc tekst może wydać się zbyt drastyczny dla czytelników o słabych nerwach :>

======================================

Dawno temu było w Polsce tak, że wszyscy oglądali anime, choć nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. Później nadeszły czasy Polonii 1, następnie Polsatu, RTL7, w międzyczasie pojawiły się wydawnictwa komiksowe zajmujące się tylko japońszczyzną. Jeszcze później przyszedł czas na to by ten trochę mniej zwyczajny Kowalski mógł obejrzeć anime z prawdziwego zdarzenia w kinie.

Co  było pierwsze nie jest tu ważne, sam nawet już nie pamiętam. Tym wspominkowym tekstem podważającym tezę, że „kiedyś było lepiej” chciałem dojść do dzisiejszego tematu, czyli Sen to Chihiro no kamimakushi, uroczo nazwanego Spirited Away – jednego z niewielu anime, które można było zobaczyć w polskich kinach. Poza tym było już o Mononoke, więc czemu nie kolejna pełnometrzażówka Miyazakiego?

Opis fabuły sobie daruję, bo zainteresowani już dobrze ją znają, a jeśli znajdzie się jakiś świeży człek, to na pewno przeczytał najpierw tekst Piterka.

Spirited Away, to film o dojrzewaniu i związanym z nim nie traceniu gdzieś swojej osobowości by dopasować się w schematy. Kiedy poznajemy Chihiro trudno nie odnieść wrażenia, że jest zwyczajnym, lekko rozpieszczonym i bojącym się samotności dzieciakiem. Niestety Miyazaki nie obszedł się z nią lekko i w jednej chwili wyrwał ją z normalnego życia by włożyć w rolę osoby dorosłej. Mała dziewczynka bardzo szybko musiała się zmienić i przestać na wszystko reagować płaczem, ponieważ w taki sposób nie poradziłaby sobie z życiem i pracą w łaźni. Do tego wszystkiego jeszcze poprzez umowę z Yubabą straciła swoje prawdziwe imię, a więc i część osobowości, a mogłoby być jeszcze gorzej gdyby zapomniała jak napradę się nazywa. Strata imienia i przypisywanie mu magicznych zdolności, to temat poruszany od zamierzchłych czasów, już w dzieciństwie sami poznaliśmy różne opowieści z nimi związane, a dziś jesteśmy zasypywani wiadomościami czy serialami, gdzie wystarczy by ktoś zmienił swoje imię, a dla ludzi (oraz po pewnym czasie dla samego siebie) staje się kimś zupełnie innym niż dotychczas.

Do tego wszystkiego mamy jeszcze chciwość, tak świetnie ukazaną przez pracowników łaźni, których charaktery wykręciły osobowość Boga Bez Twarzy czyniąc go osobnikiem rządnym luksusów (w tym przypadku jedzenia), oraz uświadamianie ludziom problemów naszej planety poprzez zawitującego do łaźni wodnego boga oraz Haku nie mogącego wrócić do domu z powodu wysuszonej przez ludzi rzeki, której był duchem.

Na sam koniec nałóżmy przegenialną muzykę, która sentymentalne i łatwo wzruszające się osoby może doprowadzić do płaczu (cicho, nie potwierdzę, że się poryczałem :P), a uzyskamy obraz filmu wybitnego, docierającego do widza w każdym wieku. Nic, co animowane nie jest mi obce – powiedz to sobie jeśli jesteś uczulony na japońszczyznę i siadaj przed telewizor.

Jednak mimo tego z polskiej trójki Miyazakiego jest to anime, które stawiam na ostatnim miejscu, po Mononoke i Hauru (właśnie w takiej kolejności). Pewnie dlatego, że w pierwszym się zabijają, a bohaterem drugiego jest blond bishonen ;)

godzillachan

Advertisements

6 komentarzy

  1. jakos nigdy nie lubiłam tego animca, nie trafiał do mnie i raczej nudził o_O


  2. Monnonoke było lepsze ;p ale i tak Spirited Away kosi i wymiata (choć juz nie tak bardzo). Muszę to sobie odświerzyć, bo pewne rzeczy pamietam jak przez mgłę niestety (dawno sie to oglądało, oj dawno). Swoją drogą dubbing był naprawde bardzo dobry jak na polskie warunki, aż sam się zdziwiłem O__o


  3. Tylko Haku mówił jakby mu się naprawdę nie chciało. A z tego, co pamiętam, to w amerykańskim albo japońsku dubbingu miał ten sam problem, hmm.


  4. Ghibli nakresla kapitalnie charaktery dzieci i doroslych, spora czesc ich produkcji jest pro-rodzinna. Fajne familijne kino w morzu kiczu, ktore powinno byc puszczane w niedzie miast „3 malolatow ninja” ;)


  5. Zgadzam się absolutnie z tym co zostało tutaj napisane. No poza oczywiście „własnymi myślami autora”: „Jednak mimo tego z polskiej trójki Miyazakiego jest to anime, które stawiam na ostatnim miejscu”. :P Ale nie ma co, było to najlepsze anime (z filmów) jakie widziałem.
    A tak wracając do tych „starych”kanałów RTL7 i innych to przypomina mi się oglądanie bajek z mojego dzieciństwa, Daimos, Jataman (nie wiem jak się pisze :P) A tak ostatnio jak uda mi się wstać do rano na Polonii oglądam Tygrysią maskę. :D


  6. Zdecydowanie uwielbiam. O ile Mononoke do dziś nie mogę przebrnąć, a Hauru nie widziałam, o tyle Spirited Away jest naprawdę genialnym i myślę, że pomimo masy nieczytelnych dla Europejczyka nawiązań do kultury japońskiej, bardzo uniwersalnym. I nie wyobrażam sobie oglądania go w wersji innej niż polski dubbing, co więcej – na przekór większości widzów nawet polski Haku mi się podobał :D



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: