h1

Różne oblicza strachu

24 Wrzesień, 2008

Uczucie lęku jest czymś nieodzownym w naszym życiu, a sam lęk w zasadzie czymś niezdefiniowanym i złożonym. Dlaczego? Ponieważ czujemy to coś wewnątrz klatki piersiowej i żołądka. Czujemy to w nogach, w sytuacjach skrajnie różnych… Podczas oglądania filmu, podczas wyprzedzania na autostradzie, podczas oczekiwania na wynik egzaminu, podczas oczekiwania na jakąś istotną informację. Istnieją pewne cechy zbieżne: dreszcze, zimny pot, kłucie, kołatanie serca, ciężki oddech i wyostrzenie zmysłów… Fenomenem jest to, że sami często wpychamy głowę w paszczę diabła, a dlaczego? Bo lubimy się bać, a boimy się różnie i różności.

Cofnijmy się wiele lat wstecz, aż do czasów matki Amigi i gier pokroju Alien Breed, Alone in the dark, czy Nightbreed. Miałem wtedy dużo mniej niż 10 lat, a przerażały mnie istoty pokroju Crittersów (do dziś boję się spać ze stopami wystającymi poza łóżko), czy krwiożercze ślimaki… Heh, lęki budziły zjawiska znacznie prostsze. Czaszki, krew, zęby, pazury, pękające lalki w horrach klasy F. Brzmi strasznie? Bynajmniej, ale dziecięcy umysł potrafił z tych symboli tworzyć naprawdę, relatywnie dla tego wieku, chore wizje. I tak przez wiele lat, kiedy ciało ewoluowało a wraz z nim wszelkie procesy wewnątrz oraz gry i filmy na zewnątrz.

Narodził się Doom, w którym kilka pikseli na krzyż potrafiło wywołać ciarki na plecach, a migające światło w korytarzu od tamtej pory kojarzyło się z kłopotami. Ile miałem wtedy lat? 8-9? Jakoś tak. Strach przeniósł się na ryk stworów żerujących w marsjańskiej bazie, krwiożercze bestie i ciemność, w której cholernie dużo złych rzeczy mogło się ukryć i czaić aż się zbliżę do granicy cienia by mnie porwać. No cóż, wtedy tak myślałem. Dostępnych platform było niewiele, zatem i wybór gier z embrionem lękotwórczym było niewiele. Do momentu kiedy zaczęły się pojawiać informacje o grach na CD, o tak! W Secret Service i Gamblerze pojawiały się informacje o grach-filmach, jak na przykład 7th Quest, jakoś równocześnie pojawiła się też Phantasmagoria… Wtedy zaczął się rodzić nowy gatunek grozy, który miał swoje korzenie w muzyce, dźwiękach, surrealizmie i abstrakcji. W grze cieniem i widzem… Chodzenie po pustych korytarzach, rozwiązywanie zagadek, czy pukanie w drzwi odbierało mi oddech i kazało co chwile się odwracać. Niemożliwe było też po takiej sesji spokojne zaśnięcie bez myśli „czy ktoś patrzy na mnie przez okno…?”. W takich sytuacjach zawsze wiernie sprawdzało się ukrycie pod pościelą, tam było bezpiecznie ;)

To oczywiście ewoluowało, aż do dziś w międzyczasie tocząc równoległą batalię z inwazjami zombie w Resident Evil, które wywoływały palpitację serca wyskakując zza szyb, drzwi, czy łażąc po sufitach…A oślizgła łapa ze szponami i zaskoczenie nadal robiło wrażenie na młodym mnie. Zatem koniec lat 90-tych, dostępne są konsole, a wraz z nimi wspomniane RE oraz Silent Hill, które narodziły nowe oblicze strachu, zwane survival horrorem. Pojawiają się też ponownie fps horrory – są Blood, Undying, Half-life, który w wielu momentach walił łomem w czaszkę, a ja chciałem krzyknąć „o ja pierdolę!”.

Skrótowo, bo skrótowo, ale chce przejść do ostatnich lat. Nastała więc era azjatyckich trendów… Nie to, by nie było ich wcześniej, po prostu wielu z nas nie miało pojęcia o istnieniu takiego rodzaju horroru. To samo odnosiło się chyba do twórców gier, ponieważ w krótkim czasie zaczęły się pojawiać charakterystyczne cechy azjatyckiego horroru w wielu grach. Jakich? Choćby F.E.A.R., Call of Cthulhu: Dark Corners of Earth, czy Forbidden Siren (ale to chyba akurat oczywiste). Strachu innym niż tym wywoływanym przez obrzydzenie… Strachu, który wywołują dziecięce głosy, lalki, pełzające ciała, wykręcające się kończyny i strachu przed tym, że tak naprawdę nie mamy przewagi mimo dubeltówki, czy granatu przy pasie. Jest jakaś siła, której nie można pokonać – chyba, że anihilując 200km kwadratowych jakimś „little boyem”. Choć pewnie i tak by w nocy coś zawodziło ;) Może F.E.A.R. jest złym przykładem, ale takie CoC… Żaden tam metroseksualny Leon z bicepsem jak głowa, ale zwykły człowiek pośród plagi ryboludzi, którzy chcą go pożreć niczym muszego robaczka…. Nastrój, który buduje się z każdym podejmowanym zakrętem, każdym dialogiem, by nagle wybuchnąć dynamicznym pościgiem, w którym liczy się każda sekunda jeśli chcemy przeżyć. Nie ograniczając się jednak tylko do CoC, jest jeszcze Clock Tower, Rule of Rose… Gry inne, gry w których to nie my jesteśmy Master Chiefem z karabinem szturmowym, na widok którego Covenanci walą w gacie i krzyczą coś o demonach… Jesteśmy marnym, suchotliwym człowieczkiem, który nie może sobie poradzić ze świrem dzierżącym nożyczki w rękach. Dlaczego? Bo bohater się boi i to się czuje! A jeśli on się boi – to co czujemy my? Przecież utożsamianie z postaciami to jeden z głównych motorów grania… Fascynujące jest to, że gramy w gry, które nas przerażają – chcemy do nich wracać, chcemy rozwiązywać te zagadki i wreszcie udupić tych/tego, którzy gnoili nas przez większość fabuły. Nie chodzi o krew, bo ona już nie jest straszna. Nie chodzi o ucinanie kończyn rodem z Audition – to jest tylko obrzydliwe. Chodzi o strach, który siedzi gdzieś głęboko w nas, w naszej podświadomości, i ostrzega nas… przed czym? Przed tym, że gdybyś się tam znalazł, to zamiast machać nożem niczym John Rambo zapełniłbyś gacie i zwinął w kulkę. To różnica pomiędzy prawdziwym, dojrzałym horrorem, a grami w których coś czasem straszy… Jednak by zrozumieć dojrzały horror samemu również należy osiągnąć pewien wiek. Co by nie mówić: zachodnia groza bez pewnych wschodnich akcentów pozostałaby na poziomie straszenia 12 latków ;)

uth

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Pamiętam jak trząsłem gatkami przed Nemesisem w RE3 i serducho waliło podczas zaglądania za ścianę w Half Lifie XD Co ciekawe współczesne pozycje już nie wywołują we mnie tak skrajnych emocji. Np. FEAR bardziej przypominał mi zwykłą strzelankę niż horror, ale to pewnie kwestia gustu i wieku. Bardzo ładnie udało Ci się zrobić tournee przez lata młodości po współczesność :)


  2. Tytułów jest znacznie więcej, ale nie chce się nadto rozpisywać by nie zanudzać. Polecam Call of Cthulhu szczególnie, jesli dodatkowo czytaleś „Widmo nad Insmouth” to można szczerze się wystraszyć :) I ten nastroj „zakazanego miasta”.
    Half-life i mnie przerażał, te małe „kleszcze” i paszcze wiszące pod sufitem robiły swoje ^_^
    FEAR jest zbyt action to prawda, ale nadal potrafi byc creepy :] Wśród action gier to Undying potrafił też wystraszyć i miał kapitalny klimacior…
    Fajnie czasem zagrać w coś strasznego :]


  3. Za mało o Silent Hillu, który straszy niemiłosiernie każdego grzesznika, który pozwoli sobie zapuścić się w progi tego miasta… Mimo tego mam podobne odczucia, z tym, że F.E.A.R. konkretnie potrafi podnieść ciśnienie i adrenalinę. Naprawdę, myślałem, że po Silentach nic nie jest w stanie mnie ruszyć, aż w końcu dorwałem F.E.A.R. i znów poczułem dreszcze podobne tym towarzyszącym wizycie w SH.


  4. Niestety w Silent Hill nigdy nie gralem, nie chcialem pisac o czyms czego nie widzialem na oczy, bym palnal gafe i wszyscy zaraz by mnie zniszczyli ;)


  5. Dlatego zagrać musisz – SH na PC nie są drogie, a i wymagań na poziomie Crysisa nie mają ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: