h1

„Elfią Pieśń w sosie japońskim raz proszę…”

25 Wrzesień, 2008

Elfia Pieśń – tytuł kojarzący się z fantasy, biegającymi krasnoludami, siepającymi wszystko i wszystkich wokół orkami oraz – a jakże – tytułowymi elfami, pomagającymi ludziom, zwierzątkom czy komu tam jeszcze. Wielkim fanem fantasy nie jestem, toteż z ulgą przyjąłem wiadomość, że anime pt. Elfen Lied, wyreżyserowane przez Mamaru Kanabe, a wydane przez studio GENCO nie jest utrzymane w tej konwencji, a samo anime z elfami ma wspólnego tyle, co tytuł. W rzeczywistości nie byłem przygotowany na to, co Elfen Lied mi zaoferował.

Najpierw krótkie przybliżenie fabuły: anime zaczyna się od sceny ucieczki niejakiej Lucy z centrum badawczego, położonego na wyspie gdzieś w okolicach Japonii. Dziewczyna zabija przy okazji dużą liczbę strażników, którzy próbowali zapobiec jej wydostaniu się na zewnątrz. Nieudana próba zabicia dziewczyny powoduje, że wpada ona do oceanu, dryfując bezwładnie… Okazuje się, że Lucy jest dicloniusem – człowiekiem z rogami na głowie, dysponującym niezwykłą naturalną bronią, czyli czterema niewidzialnymi rękami, które mogą poszatkować praktycznie wszystko, co znajdzie się na jej drodze. Jakiś czas później, podczas pobytu na plaży Lucy zostaje odnaleziona przez dwójkę młodych ludzi – studenta imieniem Kouta i jego kuzynkę, Yukę. Okazuje się jednak, że groźna zabójczyni stała się potulna jak baranek, straciła umiejętność mowy (poza jednym wyrazem – „Nyu”) i przypomina raczej nieporadne dziecko, a nie chłodnego mordercę.

Dlaczego tak się stało, co spotkało młode kuzynostwo oraz jak potoczą się losy najgroźniejszego (w teorii) dicloniusa – tego Wam nie zdradzę. Musicie jednak wiedzieć, że historia przedstawiona w Elfenie jest godna Oscara – fabularne twisty, momenty humorystyczne czy dramatyczne – to wszystko razem jest spięte w tak spójną całośc, która mimo „rozstrzelenia” klimatycznego (w jednej minucie sytuacja z groźnej potrafi zmienić się w zabawną i odwrotnie) nie wydaje się ani trochę chaotyczna. Przeciwnie, daję głowę, że oglądając to anime będziecie chcieli, żeby trwało jak najdłużej, a po skończeniu jednego epizdou natychmiast włączycie następny, żeby tylko przkeonać się, co do cholery było dalej. Ja osobiście wciągnąłem się na całego – doszło nawet do sytuacji, że siedziałem cały dzień i oglądałem odcinek za odcinkiem, a pies pod drzwiami zapewne przeklinał twórców anime, piszcząc niemiłosiernie (tak, wyszedłem z nim… jakoś pod wieczór). Największe wrażenie wywarły na mnie relacje między postaciami – pomimo tego, że niby od początku wiadomo wszystko, to jednak z czasem okazuje się, że nie do końca… Ale nie zepsuję Wam zabawy. To musicie sprawdzić sami.

Warstwa audiowizualna jest zdecydowanie powyżej średniej. Piękna kreska, duże, wyraźne postacie, dbałość o detale – to robi wrażenie od strony graficznej i zapewniam, że wzrokowcy będą usatysfakcjonowani. OST z tego tytułu natomiast zasługuje co najmniej na pieśń pochwalną! Mocny, kobiecy wokal w otwierającym „Lilium”, basowe, stonowane chóry męskie w innej wersji tegoż utworu, całość śpiewana w języku łacińskim – to nie może się nie podobać. Cała reszta utworów również jest w porządku – dobrze podkreślają i uzupełniają to, co widzimy na ekranie.

Nie można również przemilczeć faktu, że Elfen Lied jest uznawany za jedno z brutalniejszych anime, jakie powstały. Fruwające głowy, latające członki i co jeszcze chcecie – wszystko znajduje tutaj swoje miejsce. To taki ukłon w stronę dorosłych widzów, zresztą Elfen Lied ma kategorię wiekową 18+. Moim zdaniem scen obfitujących w hektolitry rozlewanej krwi jest niedużo, aczkolwiek te, co są, potrafią wywołać odruchowe wzdrygnięcie się na fotelu/kanapie/gdziekolwiek-siedzicie-oglądając-anime (walka na cmentarzu uświadamia to dosyć dobitnie). Jest to jednak dodatek do fabuły, która jest bardzo dobra – nie wzruszyć się na końcowym epizodzie to dla mnie coś niezrozumiałego.

Dochodzimy do momentu, w którym muszę wypomnieć Elfen Lied dwie zasadnicze wady. Po pierwsze, anime jest stanowczo za krótkie – 13 odcinków kończy się relatywnie szybko, pozostawiając niedosyt, którego nie zaspokaja nawet odcinek specjalny (który de facto powinien być standardowym epizodem, ponieważ jego akcja dzieje się pod koniec całości). Zdecydowanie za mało, aczkolwiek otwarte zakończenie cały czas daje mi nadzieję, że powstanie kontynuacja. Drugą wadą, jaką udało mi się wychwycić, jest niekiedy absurdalne przedstawienie zachowań postaci – mała dziewczynka widząc okaleczone ciało żołnierza, leżącego bezwładnie na plaży… spokojnie udziela mu pierwszej pomocy, po czym idzie wezwać pomoc. No proszę Was… Na całe szczęście, podobnych absurdów nie ma w Elfenie wiele.

Słowo na koniec? Elfen Lied to, mimo wszystkich niedociągnięć i stosunkowo małej liczby odcinków, jedno z lepszych anime, jakie widziałem. Jeśli Twoja wrażliwość nie jest na poziomie kamiennego głazu, nie zraża Cię wątek komediowy pomieszany z poważniejszymi zdarzeniami, a w dodatku lubisz odrobinę brutalności – z czystym sumieniem polecę Ci to właśnie anime. Ja sam przymierzam się do ponownego seansu w najbliższym czasie (który to już raz? Szósty? Dziesiąty? Nie wiem, po piątym przestałem liczyć :P ) i wiem, że znów będe przeżywał dramaty bohaterów tak samo, jak za pierwszym razem… I pewnie znów poryczę się na końcu.

Bzdursky

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Nyu :oops:
    hehe, a tak poważnie, to dzięki Bzdurasowi już wiem, jakie anime będzie moim następnym, ulubionym po NGE – już same dwie foty umieszczone w tekście + treść wpisu mnie o tym przekonały XD


  2. Miałem okazję obejrzeć Elfen Lied i bardzo mi się podobało. Rzeczywiście 13 odcinków to za mało, ale niestety co zrobić. Niby autorzy zostawili „coś” :P co mogłoby być początkiem drugiej serii, ale jak na razie nic nie ma… I już na koniec napisze słowa kogoś, kto mądrze ujął zakończenie anime (jakiegokolwiek): „koniec to głupie uczucie”…


  3. Dziękuję Ci za ta niezapomnianą zarwaną noc… Dziękuje Ci za te cudowne sześć godzin…


  4. Właśnie skończyłam parogodzinny seans. Elfen Lied oglądałam po raz trzeci, jednak po dłuższej przerwie; zdążyłam zapomnieć parę wątków i znów odkrywałam tą serię na nowo. Dwa ostatnie odcinki niosą taki ładunek emocji, że nie potrafię powstrzymać łez.
    Polecam również mangę, na podstawie której ów serial powstał. Jednak chociaż zazwyczaj wolę pierwowzory, tutaj wyjątkowo anime bardziej mi przypadło do gustu – może przez nadmierne pogmatwanie fabularne w mandze, a może za sprawą pięknej, budującej nastrój muzyki…


  5. W rzeczy samej, ładne podsumowanie ;)


  6. ja chce kontynuacje ; ( !



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: