h1

Ile się zmieści w 21 gramach?

1 Październik, 2008

Ostatnio przypomniałem sobie najlepszy moim zdaniem film z tryptyku Alejandro Gonzáleza Iñárritu – 21gramów. Uznałem, że jest to na tyle ponadczasowy film, iż należy mu się wraz z pozostałymi dwoma, kilka słów na równie nietuzinkowym i znanym już szerszym kręgom czytelników blogu. Zapraszam więc na spotkanie z prawdą o ludziach.. o nas samych.

Amores perros

Akcja ma miejsce w Mexico City. Film ten opowiada o losach trójki bohaterów pochodzących z różnych warstw społecznych. Mamy tu młodego chłopaka mieszkającego w ubogiej dzielnicy wraz ze swoim bratem oraz jego żoną, z którą łączą go głębsze relacje. Postanawia uciec razem z nią i rozpocząć nowe życie, ale w tym celu musi zebrać sporo pieniędzy. Jedynym jego zdaniem sposobem na zarobienie znacznej kwoty w tak krótkim czasie jest wystawienie w walkach psów rottweilera Cofi – ukochanego psa. W między czasie, aby pozbyć się niewygodnego rywala, nasyła na swojego brata złoczyńców. Niestety, marzenia i związane wraz z nimi działania nie przynoszą oczekiwanego skutku.

Z dala od problemów młodego Octavio, rozgrywa się inna historia. Daniel – dobrze usytuowany 42 latek mieszkający z rodziną, pomimo pełni szczęścia postanawia zostawić ją i dalsze swoje życie ułożyć z modelką o niebagatelnej urodzie o imieniu Valeria. Niestety, dziewczyna bierze udział w groźnym wypadku. Wychodzi z niego mocno poturbowana, ze złamaną nogą. Od tej chwili rozpoczyna się koszmar w życiu kobiety, jak i Daniela. Dopiero będąc na wózku inwalidzkim Valeria zastanawia się nad swoim życiem i przemijalnością symbolizowaną przez plakat widoczny z okna, na którym reklamuje damskie perfumy.

Trzecią postacią Amores Perros jest El Chivo. Po wieloletnim pobycie w więzieniu za idee rewolucyjne, mężczyzna nie potrafi się odnaleźć w społeczeństwie. Jest mordercą na zlecenie, a jedynymi jego przyjaciółmi są psy.

Punktem kulminacyjnym filmu jest wypadek drogowy, w którym bierze udział Octavio i Valeria. W samochodzie chłopca jedzie też ranny rottweiler uratowany przed zagryzieniem w walce psów. Ledwo wychodzi z życiem. Podczas zamieszania jakie się tworzy na ulicy, El Chivo zabiera ranne stworzenie do siebie i pomaga mu dojść do zdrowia. Cofi wywiera na niego tak wielki wpływ, że mężczyzna postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie.

To tylko skrót tego, co zobaczycie w filmie. Posiada on tak wiele zaskakujących wydarzeń i jest za razem na tyle obszerną analizą zachowania człowieka, że opisanie tego wszystkiego w kilku słowach graniczy z cudem. Osobiście muszę przyznać, iż Amores perros był jednym z pierwszych tego rodzaju filmów, który wywarł na mnie wielkie wrażenie złożonością fabuły i zawartą w niej szybkością akcji. Ten film się chłonie, nie ogląda. Podczas oglądania warto zwrócić uwagę na wspomniane walki psów, gdyż pomimo tego, iż twórca zarzekał się na temat ich dobrego traktowania, kilka z nich poniosło śmierć podczas kręcenia filmu i to wszystko zobaczycie na ekranie. Wydarzenia te wywołały wiele kontrowersji w światku filmowców i organizacji obrony praw zwierząt. Nie mniej faktem jest, że dzięki swojemu ‚poświęceniu’, psy te zyskały życie wieczne utrwalone na taśmie filmowej i ten aspekt imo powinien przeważyć w dyskusji ;) Polecam.

21 gramów

Jest to drugi film z omawianego dzisiaj tryptyku Inarritu. Jedni uważają, że reżyserowi nie udało się przebić sukcesu Amores Perros. Inni są natomiast zdania, iż 21 gramów, nie tylko jest godnym konkurentem dla AP, ale zostawia je w tyle, będąc jednym z najlepszych filmów światowej kinematografii. Jak za pewne kojarzycie ze wstępu, ja należę oczywiście do tej drugiej grupy :)

Fabuła jest równie zawiła co w Amores. Mamy tutaj byłego kryminalistę nawróconego na wiarę w Boga, że tak to ujmę – z lekką nutką przesady. Bohater zbyt dosłownie odbiera każde słowa zawarte w Biblii, co momentami doprowadza do bardzo stresujących sytuacji w jego rodzinie i nie tylko. Kolejną postacią jest Cristina (Naomi Watts) będąca byłą narkomanką, lecz obecnie szczęśliwa żona i matka dwójki dzieci. Trzecim bohaterem jest fizyk Paul Rivers (Sean Penn) chorujący na serce i oczekujący jego transplantacji.

Podobnie jak w AP, także i tutaj losy wszystkich postaci łączy pewne tragiczne wydarzenie. W tym filmie jest nim wypadek, spowodowany przypadkowo przez Jacka Jordana, wracającego swoim potężnym pick-upem do domu. Kierowca nie zauważa przechodzącego przez ulicę mężczyzny z dwoma dziewczynkami. Spanikowany ucieka z miejsca zdarzenia, przez co nie udaje się uratować dzieci, mających szansę przeżyć, gdyby udzielił im pierwszej pomocy. Okazuje się, że osoby potrącone na przejściu są rodziną Cristiny. Serce zmarłego mężczyzny ratuje życie oczekującego na operację Paula. Od tego momentu losy wszystkich bohaterów bardzo się komplikują i nie raz złączą ze sobą z różnym skutkiem. Nie ma sensu zdradzać dalszych szczegółów fabuły, bo odbierze Wam to przyjemność z oglądania filmu, połączonego z układaniem puzzli. Zapomniałem wspomnieć o pewnym istotnym elemencie łączącym wszystkie trzy filmy Inarritu. Są one podzielone na krótkie urywki pomieszane chronologicznie. Początkowo nie pozostaje nam inne wyjście jak nie rozumiejąc nic, śledzenie kolejnych wydarzeń, aby w pewnej chwili z układanki wyłoniła się całość obrazu, co muszę przyznać daje niemałą satysfakcję. To takie „Memento” z jeszcze większym skomplikowaniem fragmentów fabuły.

Co mnie urzekło w tym filmie, iż uważam go za najlepszy z całej trójki? To proste – łatwość wyobrażenia siebie w sytuacji każdej z ukazanych postaci. O ile Amores Perros wydaje się być bardziej bajką niż czymś co może nas spotkać na co dzień, tak fabuła 21 gram jest nam bardzo bliska. Każdy z nas może zostać sprawcą śmiertelnego wypadku, każdemu może serce odmówić posłuszeństwa, każdemu kiedyś odejdą bliscy.. Takich argumentów mógłbym mnożyć w nieskończoność, gdyż wierzcie mi – problemy z jakimi borykają się bohaterowie nie są proste. Widać, iż postaciom wysiada momentami psychika i często są stawiani przed rozwiązaniem problemów moralnych i egzystencjalnych. Ten film jest imo znacznie bardziej skomplikowany od AP i w tym tkwi jego urok. Pamiętajcie, aby sobie zarezerwować więcej niż 2h, gdyż po wyłączeniu dvd, przynajmniej godzinę posiedzicie gapiąc się w czarny ekran, co zapewniam Was, nie jest dziwne w przypadku tego filmu.

Babel

Różni się od wcześniej opisywanych pewnym istotnym szczegółem. Nie mamy tutaj bezpośredniego kontaktu pomiędzy bohaterami, a w zamian coś w rodzaju posłańca, łącznika. Jest nim nabój. Właściwie cały film opowiada historię pocisku. Także dostrzec możemy zerwanie przez reżysera z jedną lokacją, gdyż akcja ma miejsce w Maroko, Meksyku oraz Japonii. Tak też film został podzielony, na trzy historie..

Pierwsza dzieje się w Maroko. Młodzi chłopcy strzegący stada kóz niemiłosiernie się nudzą. Zaczynają więc zabawę otrzymaną od ojca bronią. Każdy z nich chce się popisać przed kolegą celnością, a nadarza się ku temu okazja. Wijącą się drogą podąża w oddali autokar. Chłopcy strzelają i spostrzegają, że pojazd się raptownie zatrzymuje. Uciekają ze wzgórza. Tymczasem w autobusie zostaje postrzelona amerykańska turystka Susan (Cate Blanchett) zwiedzająca Maroko razem ze swoim mężem Richardem (Brad Pitt). Tak rozpoczyna się ich koszmar. Kobieta potrzebuje szybkiego transportu do szpitala, gdyż jej życiu zagraża niebezpieczeństwo. Niestety jest to niemożliwe, bo ambasada obawia się ataku terrorystycznego. Tymczasem z dziećmi Richarda spędza czas niania. Otrzymuje ona zaproszenie na ślub syna do Meksyku. Nie ma co z nimi zrobić, więc zabiera je ze sobą. Wracając do broni, z jakiej strzelali chłopcy, to karabin jest podarunkiem od pewnego Japończyka, który przyjechał do Maroka na polowanie. Jego córka mieszkająca w Japonii całe dnie spędza sama, bo ojca praktycznie nigdy nie ma w domu. Dziewczynka nie słyszy i nie mówi. Sama nie potrafi zapanować nad swoimi uczuciami, po tym jak jej matka popełniła samobójstwo. Oczekuje zrozumienia i pomocy. Policjant badający sprawę broni, z której pochodził feralny pocisk, może jej pomóc..

Jak sami widzicie fabuła jest ostro pokręcona. Jedyny minus, to historia w Meksyku, która nie dosyć, że momentami przynudza, to jest dodana na siłę i bez niej film ze spokojem mógłby się obejść. Ale to tylko moje osobiste zdanie. Poza tym odniosłem wrażenie podczas oglądania Babelu, iż reżyser tak jakby się „wypalił”. Sceny tradycyjnie są ze sobą pomieszane i trzeba je dopiero układać w wyobraźni. Jednak brakuje tutaj jakiegoś systemu, wszystko jest skomplikowane na siłę. To samo tyczy się akcji, która w tym filmie jest znacznie wolniejsza i mniej dynamiczna niż w poprzednio opisywanych. Pomimo tych wszystkich minusów, obraz ogląda się przyjemnie. Dużą zasługę mają tutaj profesjonalni aktorzy z najwyższej półki, czyli Pitt i Blanchett. Ich wzajemne relacje zostały zagrane wyśmienicie i dodają sporo smaku temu filmowi. Nie mniej uważam, że Inarritu powinien na Babelu zakończyć przygodę z zabawą chronologią, gdyż obawiam się, że kolejny film mógłby wypaść znacznie gorzej od 21 gram i Amores perros. Nie mniej polecam ten tryptyk wszystkim kinomanom, oczekującym czegoś więcej po współczesnym filmie niż efektów. Inarritu udało się zajrzeć do wnętrza człowieka i to co tam zaobserwował, przelać na kliszę filmową. Grzechem jest tego nie obejrzeć i nie docenić.

pozdrawiam
pit

Reklamy

10 Komentarzy

  1. Już dawno miałem się zabrać za 21 Gramów, może w weekend w końcu znajdę trochę czasu.


  2. Coś jak ja. Tylko nie wiem kiedy je obejrzę :(
    A Amores Perros, to naprawdę świetny film, diametralnie różny od sieczki rodem ze Stanów, jaką się nam serwuje w ilościach hurtowych.


  3. AAAAAaaaaaaaaaa, no i Babel też dobry, choć Amores IMO lepszy ;)


  4. ale 21 gramów NAJLEPSZY!!11 :D


  5. Niech zgadnę, piszesz to specjalnie :P


  6. Sama zobaczysz :)


  7. Hope so ;)


  8. […] dzieło, którego nie da się opisać słowami, choć dokonałem tego w stosownej recenzji (gdzieś tutaj powinniście ją znaleźć) ;P Nie mniej film ten odbił się szerokim echem w moim sercu, na tak […]


  9. […] temu zrecenzowałem na łamach cpn tryptyk Alejandro Gonzaleza Inarritu składający się z filmów: “Amores perros”, “21 gram” i “Babel”, który wzbudził we mnie wielkie uznanie i myślałem, że już nie pojawi się nigdy obraz […]


  10. Miałem podobne odczucia oglądając ten tryptyk.
    Amores Perros jest dla mnie arcydziełem.
    Ciekaw jestem Twojego odbioru statniego filmu Inarritu „Biutiful”.
    O moich wrażeniach można przeczytać tutaj:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2011/02/03/biutiful-hiob-z-barcelonskich-slumsow/

    Pozdrawiam



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: