h1

Kôkaku kidôtai – Ghost in the Shell

5 Październik, 2008

Nie ma chyba człowieka na ziemi, pasjonującego się kinematografią japońską, który nie słyszałby lub nie widział chociaż fragmentu tego obrazu. Jest to najbardziej rozpoznawalny i ponadczasowy film w historii kina. Posiada tak wielką bazę wielbicieli i fanów, że niejedna amerykańska megaprodukcja mogłaby mu pozazdrościć. Tym bardziej jest mi trudno opisać w kilku słowach to wszystko co czyni go wielkim, gdyż mam świadomość, że moja wiedza i umiejętności są niewystarczające aby w pełni tego dokonać. Mam też zbyt małe doświadczenie i za mało jeszcze widziałem w życiu aby wykrzesać z tej recenzji diament, który wartością dorównywałby temu obrazowi. Nie mniej, świadomy swoich ograniczeń, podzielę się z wami moimi refleksjami i odczuciami związanymi z pierwszym „prawdziwym” filmem anime jaki kiedykolwiek widziałem w życiu. A było to 7 lat temu..

Ten akapit właściwie mogliby sobie prawdziwi miłośnicy tego filmu odpuścić, gdyż pokrótce opiszę zarys fabuły. Ale postaram się aby nawet oni z przyjemnością powrócili do miłych wspomnień związanych z panią major i jej przyjaciółmi. Wszystko zaczęło się od kilku dziwnych wypadków. Sekcja 9 – specjalna jednostka służb wewnętrznych, zajmująca się cyberprzestępstwami, rozpoczęła prowadzenie śledztwa w sprawie pewnego hakera, zwanego Władcą Marionetek, który swoją nazwę zaczerpnął od serii wykroczeń związanych z włamaniami do ludzkich mózgów. „Przejęci” ludzie wykonywali wszystko to co chciał haker – byli jak kukiełki w jego rękach. Dlatego rząd bardzo szybko postanowił działać. Poszukiwania prowadziły jednocześnie Sekcja 6 i 9. Jednak to Sekcja 9 była lepiej przygotowana, gdyż posiadała w swoich szeregach najlepsze cyborgi, jakie udało się stworzyć – major Motoko Kusanagi oraz Bateau. W samej jednostce tylko Togusa był człowiekiem – jedyne pewne ogniwo w przypadku zsynchronizowanego ataku na układy scalone. Jak się szybko okazało, Władca Marionetek to coś więcej niż zwykły program, który wymknął się spod kontroli. Tylko jedna osoba mogła mu pomóc..

Jak sami widzicie fabuła jest bardzo interesująca i nie bez powodu przyciągnęła miliony fanów anime. Była w pewnym sensie przełomem jak na rok 1995 w cyberpunku i Ghost In The Shell odbił się szerokim echem w tym gatunku pozostawiając swoje piętno na wiele wiele lat. Kreska pomimo upływu lat wciąż urzeka i czaruje, w połączeniu ze świetną muzyką – ulice po których podąża pani major jeszcze nigdy, w żadnym innym filmie nie były tak piękne. Ciepły deszcz, samotny pies na moście i grupki ludzi uciekające w żółtych płaszczach przeciwdeszczowych po nabrzeżu miejskiego kanału.. myślisz sobie – pewnie jakaś szkolna wycieczka. Tak jest przez cały film, właściwie tego filmu się nie ogląda, tylko sublimuje, delektuje się wyrafinowanym smakiem obrazu autorstwa Masamune Shirow. Bardzo szybko światek anime zrozumiał, że Król jest tylko jeden i trudno będzie stworzyć coś, co przebije pod względem kunsztu i artyzmu GITS. Tak było przez lata, aż do roku 2004, kiedy światło dzienne ujrzał następca – ukrywający się pod enigmatycznym, niewinnym tytułem Innocence..

To właśnie ten seans kilka tygodni temu natchnął mnie do poświęcenia jednego z wpisów na blogu tej niesamowitej serii. Stwierdziłem, że opisywanie tylko jednej części mija się z celem w przypadku tak wielu nawiązań do oryginalnego GITS. Już sama osoba głównego bohatera, którym jest Bateau, skłoniła mnie do przypomnienia sobie i Wam pierwszej części, aby w oparciu o nią podzielić się kilkoma refleksjami. Postaram się uniknąć zbyt nachalnych porównań, ale jeżeli takie się trafią to wybaczcie.

Jak na prawowitą kontynuację udanego anime przystało, Innocence nie ma się czego wstydzić. Ponownie widz zagłębia się w doskonałej intrydze, do końca trzymającej w napięciu i nie bójmy sie tego powiedzieć: bardziej skomplikowanej fabule od jedynki. Jeżeli oglądając GITS narzekaliście chwilami na zbyt egzystencjalne i filozoficzne przemyślenia dotyczące racji bytu jakim jest cyborg. Tutaj będzie ich znacznie więcej. Mnie osobiście bardzo wciągnęły refleksje pani major i próba identyfikacji siebie w świecie zdominowanym przez roboty i ludzi. Dlatego z wielką radością zanurzyłem się w nowej porcji stymulujących neurony przemyśleń, poprzeplatanych trafnymi cytatami poetów i filozofów.

Jak już wspomniałem, głównym bohaterem jest Bateau. Zmienił się trochę od wydarzeń z pierwszej części. Pierwszą różnicą, widoczną już po krótkiej chwili obcowania z nim (oprócz samego wyglądu, z naciskiem na nową fryzurę) jest samotność. Nie da się ukryć, że łączyła go z major Motoko pewna szczególna więź emocjonalna. W wyniku wydarzeń z jedynki, pozostał sam. Często w trakcie filmu okazuje co czuje, czasami na osobności, a czasami podczas rozmów z przyjaciółmi z Sekcji 9 – starymi znajomymi z jedynki. Tym razem jego partnerem, ponoć z samego polecenia pani major, jest sympatyczny Togusa. Muszą oni rozwikłać sprawę seryjnych zabójstw czynionych przez jeden model cyborgów płci żeńskiej, wyprodukowanych w fabrykach korporacji Locus Solus. Gynoidy z niewiadomej przyczyny zabijają swoich klientów, obchodząc 3 prawa robotyki. Tak jak w pierwszej części okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, co zmusza nas do nowych refleksji na kilka poszerzonych tematów, będących kontynuacją rozmyślań z jedynki.

Już od pierwszych sekund filmu doznajemy pewnej konsternacji, a to za sprawą wprowadzenia animacji komputerowej. Na szczęście, tradycyjna kreska nie została wyeliminowana i wciąż to właśnie ona gra pierwsze skrzypce. Grafika cyfrowa została wykorzystana głównie do odwzorowania modeli pojazdów, szybko przemieszczającego się tła (przykład: bieg gynoida po pokładach statku) i bardziej skomplikowanych elementów, wokół których obraca się kamera. Pewnie z ciekawości co niektórzy zerknęli na arty, ale mogę wam zagwarantować, że wszystko współgra ze sobą wyśmienicie, a zwłaszcza w ruchu!! Pierwszy raz spotkałem się z tak pięknym i udanym połączeniem grafiki komputerowej z tradycyjną animacją!! To wręcz niesamowite jak wizualnie doskonały jest ten film. Żadna produkcja nie ma tylu smaczków graficznych po prostu łechcących purystyczne podniebienie widza hedonistycznym wręcz przepychem szczegółów. Przykładów mógłbym wymieniać bez liku, ale zerknijcie tylko na doskonały model samochodu na jednym ze screenów. Majstersztyk!! Te refleksy świetlne, nasycenie barw, cienie.. ehh chciałbym zobaczyć ten film jeszcze raz w HD.

Skoro już jesteśmy przy samochodach, to w dosyć interesujący sposób ewoluował świat motoryzacyjny przez te kilka lat od wydarzeń przedstawionych w części pierwszej. Otóż samochody są z wyglądu starsze od tych nowoczesnych maszyn z jedynki. I wyszło to fenomenalnie – klimat spotęgowany o kolejnych 50%!! A ciekawy jestem czy pamiętacie reklamy pieska na ścianach i w telewizji (oraz żywego na moście) pojawiające się od czasu do czasu w oryginalnym GITS?? To w Innocence będziecie mogli mu się lepiej przyjrzeć, a dokładniej jego ultranaturalnej animacji!! Otóż Bateau aby choć odrobinę uciec od samotności, posiada takiego właśnie pociesznego czworonoga – ale nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie przepięknie odwzorowane zachowanie tego stworzenia. Moja ulubiona scena w szpitalu gdy Bateau odwiedzają przyjaciele z wydziału i przyprowadzają psa, z którym zaczyna się bawić spoglądając w jego uśmiechnięty pysk – bezcenne!! XD Zresztą sceny w domu jak psiak biega lub spogląda w szklaną kulę z karpiem wewnątrz to też mistrzostwo samo w sobie. Prawdziwy diabeł tkwiący w szczegółach to rezydencja pewnego hakera – spójrzcie na rzeźbę pod sufitem oraz na jeden z pokoi.. Chylę czoła przed twórcami Innocence.

Jak długo kontynuacja jedynki utrzyma się na zasłużonym tronie?? Tego nie wiem. Prawdopodobnie do czasu kolejnej części GITS, o ile taka się pojawi. Na razie zamierzam ten czas wyczekiwania osłodzić sobie serią Stand Alone Complex, którą postaram się obejrzeć i może naskrobać kilka luźnych znaków. Póki co polecam GITS I i II, bo są prawdziwymi arcydziełami w moim osobistym rankingu filmów światowej kinematografii.

pozdrawiam
pit

Advertisements

6 komentarzy

  1. GITS 2 jest niesamowty ale CG zabija jego dusze… moze o to chodzilo?


  2. Ja wiem tyle, że na GiTSie zasypiałam, nuuuudyyyyyyyyyy.
    Gorszy był tylko Akira XD


  3. Kleks nie znasz się ;P


  4. Też Cię lubię XD


  5. Ja planuję zapoznać się zarówno z serialową wersją jak i opisanym powyżej filmem… Choć pewnie nie nastąpi to przed najbliższą przerwą świąteczną… Ale ze wszech stron zapewniają mnie jak ambitnym jest ten tytuł, trzeba będzie wynaleźć nieco czasu…


  6. Film jest melancholijny to prawda, ale w tym tkwii jego urok. To taka Cyberpunkowa wizja Miedzyslowami Coppoli :] Serial jest bardziej dynamiczny, ale jesli nie ma sie dobrych subow to naprawde latwo sie zgubic w meandrach politycznych rozgrywek. Mimo wszystko warte obejrzenia



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: