h1

RETROspekcja: Metalowy Solidny Robot 3: Pożeracz Węży

13 Październik, 2008

Przyznajcie – czy gdybyście zobaczyli grę o takim tytule w polskiej wersji zwrócilibyście na nią uwagę? Ja sam zapewne parsknąłbym śmiechem, wypowiedział się dobitnie na temat polskich tłumaczeń i ludzi za to odpowiedzialnych, po czym poszedłbym dalej, zapominając o grze. Może czasami opowiedziałbym znajomym o tym, jaki to śmieszny tytuł widziałem wczoraj w sklepie, pośmialibyśmy się wspólnie i na tym bym się skończyło. W takich chwilach dziękuję dystrybutorom, że Metal Gear Solid 3: Snake Eater nie ukazał się w polskiej wersji językowej, bo straciłbym jedną z najlepszych gier na PS2, jakie kiedykolwiek zagościły w paszczy mej konsoli. A to byłby błąd niewybaczalny, bo MGS3 to lekturka obowiązkowa nie tylko dla fanów serii, ale i dla wszystkich graczy. Hideo Kojima zaprasza do rosyjskiej dżungli…

Rosja, dziewicze klify Tselinoyarsku, rok 1964. Na niebie można dostrzec sylwetkę przelatującego samolotu. Postać w nim leniwie pali cygaro, jakby od niechcenia. Na rozkaz rzuca je z niedbałością i wkłada maskę tlenową na twarz. Rozpoczynają się przygotowania do pierwszego w historii skoku HALO – czyli po polsku „duża wysokość, niskie otwarcie”. Rozpoczyna się odliczanie, postać w masce stąpa powoli w stronę tyłu samolotu. Otwiera się jego tył, a fala wiatru uderza w żołnierza, który stawia powolne kroki w stronę wyjścia, stawiając opór masom powietrza. 3, 2, 1… „Rozwiń skrzydła i leć. Niech Bóg będzie z Tobą.” – to ostatni komunikat od dowództwa, jaki słyszy nasz wojak na pokładzie. Po tym następuje skok…

Tak rozpoczyna się jedno z najpiękniejszych przeżyć, jakie są w stanie zafundować nam konsole. Niestety, posiadacze pecetów będą musieli obejść się smakiem. Dobrze to czy źle – nie mi oceniać. Z jednej strony grono fanów serii zawęża się do posiadaczy konsol (i w zasadzie tylko marki PlayStation, bo na Xboxa wyszła jedynie druga część sagi, a w czwartą można póki co zagrać tylko na PS3), z drugiej – pecetowcy zawsze będą zazdrościć nam tego tytułu. Rynek komputerowej rozgrywki jest jednak tak hermetyczny, że MGS3 miałby małe szanse na przyjęcie się i przebicie wśród Crysisów czy innych RTSów. Ale ja nie o tym miałem…

W Metal Gear Solid 3: Snake Eater gracz wciela się w rolę Jacka aka Naked Snake. Jest to członek nowo utworzonej jednostki FOX. Jest to pierwsze zadanie tej organizacji, które zostaje ochrzczone jako „Virtuos Mission”. Jack znalazł się w Rosji nieprzypadkowo – przetrzymywany jest tam naukowiec o nazwisku Sokolov, który zwraca się z prośbą o azyl do U, S i A. Jak sam twierdzi „boi się swojej najnowszej broni”. Ci z Was, którzy nie spali na historii wiedzą, że w roku 1964 trwała Zimna Wojna. Jak to się ma do fabuły? Ano tak, że zalecenia dla Snake’a z dowództwa brzmią „załatw to po cichu, od teraz jesteś duchem”. W razie ewentualnej wpadki nikt nie przyjdzie Jackowi z pomocą, gdyż jego obecność na terenie Rosji jest naruszeniem prawa, a nasi sąsiedzi ze wschodu gotowi są rozpętać kolejną wojnę światową, atakując Stany. Snake rusza na poszukiwania Sokolova…

Zacny prolog, czyż nie? Tak, dobrze czytacie – „Virtuos Mission” to tylko wstęp do kolejnych wydarzeń, które mają miejsce w grze. Nie zdradzę Wam przebiegu wcześniej wspomnianej, gdyż musiałbym użyć słów „The Boss, Shagohod, Volgin, Cobra Unit”. A to by powiedziało zbyt wiele. W zasadzie jednak fabuła MGS3 jest tak ułożona, że mógłbym ze stoickim spokojem opowiedzieć Wam i połowę gry, a i tak bylibyście zaskoczeni końcówką. Wzruszającą, piękną i niebanalną końcówką, należy dodać. Jakoś tak się składa, że mam farta do pięknych historii w grach, filmach i anime – najpierw Elfen Lied, potem SH2, teraz MGS3. Wszystkie łączy zakończenie wyciskające łzy z oczu. Nie, naprawdę – przy trzeciej odsłonie Metal Gear Solid można się solidnie poryczeć, ale tylko pod warunkiem, że grę kończyliście sami. W zaciszu, obserwując rozwój postaci i relacje między nimi. Wtedy przypomnicie sobie moje słowa: The Boss i Snake to najwięksi patrioci, o których kiedykolwiek opowiedziano historię. Zobaczycie sami.

Sama gra jest niesamowicie filmowa – masa, dosłownie masa filmików na silniku gry, zero renderowanych wstawek (gdyby nie ten zabieg gra pewnikiem zajmowałaby i ze cztery płyty DVD) i niewielka ilość gameplayu. Na moje kieprawe oko proporcje między wstawkami filmowymi a samą rozgrywką oscylują w granicy 70:30. Jednak są to przerywniki tak niesamowicie wyreżyserowane, przekazują takie dawki emocji i pasji, z jaką tworzono ten tytuł, że po prostu nie sposób się przy nich nudzić czy narzekać na ich ilość. Jeżeli nie jesteście fanami serii to i tak będziecie narzekać na ten element, ale jeśli MGS gości w Waszych sercach – będziecie zachwyceni, ile nowych zabiegów reżyserskich przyswoił sobie Hideo od czasu MGS2: SoL. A jeśli nigdy nie mieliście kontaktu z serią? Cóż… tak bardzo Wam zazdroszczę, że sobie nie wyobrażacie. Tyle wspaniałych chwil przed Wami…

No dobra, ale jak w to się gra? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Dla jednego kamera ukazująca akcję z  rzutu izometrycznego będzie objawieniem, dla drugiego – przestarzałym archaizmem. Od siebie powiem, że tak jak taki widok sprawdzał się w zamkniętych pomieszczeniach, do których przyzwyczaiły mnie poprzednie części serii, tak już w dużych lokacjach pokroju rosyjskiej dżungli wypada to niezbyt intuicyjnie – obszar jest po prostu zbyt duży na taką kamerę. Ale wybaczymy to grze, prawda? Zwłaszcza, że ma się czym odpłacić – w stosunku do poprzednich części zmian w rozgrywce zaszło sporo, ale po kolei. Na sam początek system Close Quaters Combat, czyli w skrócie CQC. Są to podstawy walki wręcz, które dają graczowi kilka interesujących manewrów – możemy złapać przeciwnika i rzucić nim o glebę, użyć jako żywej tarczy czy zakończyć jego marny żywot szybkim cięciem noża po gardzieli. Tak, noża – wreszcie wprowadzono to, czego brakowało mi w poprzednich częściach MGS. Jack posługuje się nim sprawnie, zabijając rosyjskich żołdaków i okoliczną zwierzynę. Tutaj kolejna nowość – gracz ma możliwość polowania na okoliczną faunę (florę już mniej, ale również można), coby ją skonsumować i w ten sposób nie dopuścić do spadku staminy. Bo wiedzieć musicie, że obok standardowego paska życia mamy też drugi, odpowiedzialny za kondycję naszego hiroła. Odpowiada on m.in. za szybkość regeneracji zdrowia, celność czy choćby sprawność ruchową (ilość czasu, jaki możemy spędzić wisząc na gałęzi itp.). Staminę uzupełnia się poprzez jedzenie upolowanej zwierzyny. Czasem jednak zdarzy się, że zjemy trującego pająka czy muchomora – i tutaj z pomocą przychodzi system leczenia postaci. Zażywając odpowiednie medykamenty i używając narzędzi pierwszej pomocy możemy wyleczyć Jacka z zatrucia, ran postrzałowych czy też opatrzyć złamaną kończynę. Leczenie zostawia bardzo duży margines błędu – wystarczy dobrać odpowiednie narzędzia lecznicze, by usunąć np. pocisk z ramienia, natomiast kolejność ich używania nie ma znaczenia (można najpierw zabandażować ranę, potem ją zdezynfekować i posmarować maścią, a na końcu wyciągnąć pocisk). Moim zdaniem jest to przydatne ułatwienie – to ma być tylko dodatek do gameplayu, a nie jego esencja. Zmienił się też sposób przechowywania przedmiotów – żeby swobodnie używać broni czy innych narzędzi trzeba je najpierw wyjąć z plecaka. Mamy osiem miejsc na bronie i osiem na akcesoria dodatkowe (sonar, termogogle czy noktowizor). Trochę to mała liczba, sporo czasu spędza się przez to na ganianie po menusach i dobór odpowiedniego ekwipunku. Skoro o menusach mowa, to warto wpomnieć o opcji kamuflażu. Przyjdzie nam działać na zróżnicowanych terenach, zatem Snake musi się odpowiednio do nich dostosowywać. Wchodzimy do odpowiedniego menu w grze, zmieniamy wdzianko i nakładamy na postać odpowiednie ubranko maskujące i volia – efekty widoczne są jak na dłoni. Kamuflaże pomagają nam pozostać niezauważonym, a o dopasowaniu ubrania i farby na twarzy informuje nas wskaźnik procentowy w prawym górnym rogu ekranu. Miło.

Solidnemu – jak na tytuł gry przystało – gameplayowi towarzyszy jedna z najlepszych opraw AV, jakie dane mi było widzieć w grze na PS2. Grafika w erze HD nie szokuje, ale naprawdę daje się zapamiętać – mimika twarzy, piękna animacja postaci podczas cut-scenek, realistycznie i pieczałowicie oddana dżungla – to się musi podobać, podobnie jak stały framerate i szczegółowe modele postaci. Przeróżne filtry graficzne użyte podczas animacji przerywających gameplay wypadają naprawdę ślicznie (scena wybuchu ładunku atomowego w prologu naprawdę daje po oczach). Sam design dżungli jest tak niesamowity, że większość widoków zapiera dech w piersiach. Zamknięte lokacje nie wypadają już tak pięknie, ale nie da się im nic zarzucić. A muzyka? Kto grał w poprzednie części MGS, ten wie, czego się spodziewać.Utwory idealnie podkreślają to, co widzimy na ekranie i współgrają z sytuacją, w jakiej się znajdujemy. Najciekawiej wypada przewodni motyw gry – orkiestrowa aranżacja jest świetna, ale jednak nie dorównuje tej z openingu MGS2, moim zdaniem. Za to utwór „Snake Eater” jest jedną z najpiękniejszych pieśni w grze, jakie moje uszy słyszały. Przeszukajce YouTube w poszukiwaniu tej piosenki – nie zawiedziecie się.

W tym miejscu powinno nastąpić podsumowanie. Powinienem napisać, że Metal Gear Solid 3 to gra ponadczasowa. Powinienem wspomnieć o fabule, która zgrabnie łączy wątki historyczne z fikcyjnymi, która zaiwera trudny do opisania pierwiastek geniuszu Kojimy, a zakończenie wyciska łzy z oczu. W tym miejscu powinniście czytać, że gameplay jest rozbudowany na tyle, by pozwolić hardkorowcom na wyciskanie z niego siódmych potów, przechodzienie gry na najwyższym poziomie trudności z najwyższą rangą, a słabszym graczom dawać swobodę działania i zajmującą rozgrywkę. Po tym powinny nastąpić ciepłe słowa pod adresem grafiki, jeszcze cieplejsze skierowane w stronę muzyki i wręcz gorące sentencje chwalące klimat tej pozycji, który jest niepowtarzalny. Jednak zamiast tego zadam pytanie: czy to naprawdę jest potrzebne? Odpowiedź brzmi: nie. Hideo Kojima i jego zespół zrobili to za mnie. Przeżyjcie to sami.

Plusy:

– świetny klimat, jeszcze lepsza fabuła, wyraziste i niebanalne postacie, wciągający gameplay, grafika, muzyka

Minusy:

– trudno się do czegokolwiek doczepić… na siłę: kamera

Ocena: 10/10

Bzdursky

Reklamy

22 komentarze

  1. I prawidłowo aczkolwiek uważam że druga część już na zawsze pozostanie tą najlepszą. Aha – i jakbyś grał w MGS3:Subsistence to nie miał byś się jak doczepić na siłę kamery… :)


  2. Grałem, ale zabrałem sie za Snake Eatera, to już do końca konsekwentnie ;)


  3. mgs5 ma powrócić do big boss’a; kurcze jak ja chciał bym zobaczyć dżunglę z mgs3 w grafie mgs4.


  4. *podobno


  5. osobiście nienawdzę tej częsci z całego serca (z wielu powodów) i uważam że dla całej serii (a zwłaszcza czwórki) było by lepiej gdyby nie powstała. Zbyt wiele negatywnych emocji we mnie ta gra wywołuje i wraz z częscią czwartą, obrzydziła mi MGSy do końca życia.


  6. Luz, Shad, jak widzisz jedziemy chronologicznie i w niedługim czasie (zależy jak się Bzduras wyrobi z następnym tekstem) napiszemy o pozostałych trzech częściach ;)


  7. Chronologicznie? Zaskoczyłeś mnie, ale w każdym razie postaram się naskrobać coś o MGS w jak najbliższej przyszłości.


  8. Przecież mówiłem Ci o tym już :P


  9. Powinieneś porozmawiać z KUL’em na temat tej gry. Cóż ja ci mogę powiedzieć. MGS to gra w którą każdy gracz powinien zagrać. Jedna z najlepszych grafik na PS2 wg mnie. Ponadczasowe teksty, których nie można traktować błahostkowo, gdyż są wsparte niesamowitą wręcz dokładnością faktów historycznych lekko pomieszanych z odrobiną ludzkich doznań i niezrealizowanych eksperymentów militarnych owych czasów.
    Bardzo dobry artykuł. przepraszam że tyle, bo nie ma o czym rozmawiać. Gratuluję tak dobrego tekstu.

    Oto co odpisałem Kul’owi na temat Snejka:

    „Witaj Kul,
    No niestety chyba zapominasz jeszcze o jednym. Komiks zrobiony pod szerszą audiencję niż gracze. Książka MGS napisana jest przez Raymonda Bensona, który pisał nowe przygody takiego „garniturusia” zwanego 007. Autor choć chciał pewnie dobrze to faktycznie zrobił ze Snejka mordercę. Wręcz Punishera. To też zgadzam się z tobą że jest za krwawy i bez miłosierny. Niestety TY należysz do nielicznego grona osób, które więcej niż tylko zagrały w grę. Zagłębiłeś się w Snejka i nie możesz z niego nic innego zrobić.
    Komercja bracie ostro wyruszyła na przód. Nawet sam nie wiem czy i ile kontroli miał pan Hideo nad komiksami, err, graphic novels these days. Jestem w połowie książki i mam podobne zdanie do ciebie. Niestety czytając ją widze bardziej scenariusz do filmu przeznaczonego na rynek zachodni niż życie Snejka uplątanego w konflikt, którym na samym końcu przewodzą niestety maszyny. Nie ludzie. Snejki morduje tylko wtedy kiedy musi. Nie jest mordercą, ma wyznaczone cele, a osoby napotkane w misji nie są dla niego znaczące. Nie są częścią programu. Czasami mam wrażenie że mu żal tych których zabija, aczkolwiek priorytetem jest zadanie.
    .
    Snake wie, że jego czas nadejdzie końca i będzie musiał tak czy siak stanąć z „kimś’ kto go rozliczy z jego czynów. Będąc jednak na ziemi do końca wypełnia swoje zadania. Bo tylko na tym się zna…”

    A co do wyrazu GEAR, to raczej trzeba go traktować w pojęciu „ciężkiego sprzętu” domyślnie – robot.

    Pozdrawiam i oby wasi czytelnicy rośli w ilościach.


  10. Hej
    Absolutnie nigdy nie rozumialem na czym polega magnetyzm tej serii. Wszyscy do niej wracaja, odwoluja i przezywaja…Hyper porownywalny z Halo i Gta 4.
    O ile w jedynce postacie jak Mantis, Vulcan Raven, czy Sniper Wolf byly niezwykle zjawiskowe, tak w trojce Krol Pszczol, czy grubas z dynamitem na rolkach w dwojce to dla mnie porazka.
    Nie wiem czemu ale 3 czesc MGS strasznie mi zajezdza filmem Ninja Scroll, czy produkcjami Johna Woo – jakos to miesza moja koncepcje, ktora przyjalem przy pierwszej czesci gry. O ile mozna mowic o realizmie w przypadku tej gry, tak kazda kolejna czesc miala go coraz mniej- choc z kazda krzyczano o tym coraz glosniej :)
    Przyznaje, ze gra jest bajecznie piekna. Grafika, muzyka, cutscenes, oraz fabula zawila jak trzewia pijanego prosiaka faktycznie nadaja grze epickosci i poetyki, do mnie niestety trafila tylko pierwsza czesc, ktora z tych cech byla ostro rozebrana.
    Pamietam, ze wtedy odczuwalem fabule, bylo mi smutno przy koncowce (jej imie to Meryl? Juz nie pamietam…), czulem zal kiedy Mantis i Raven umierali, scena w korytarzu ze Sniper Wolf… Boze, TO poruszalo.

    Ogromny tekst, fajna recenzja. Good work :)


  11. @Nin – KUL’a niestety nie znam, ale ufam, że to dobry rozmówca jeżeli chodzi o MGS3 ;) A słowo „Gear” poszło na polski, żeby troszkę przeironizować nasze „jak najwierniejsze” polskie tłumaczenia czy to gier, czy filmów.
    @Uth – można odbierać tego Metal Geara dwojako – albo się go pokocha, albo znienawidzi. Ja (jak zapewne już sam zauważyłeś) należę do tej pierwszej grupy ludzi, bo MGS3 przypomniał mi, że gry to nie tylko „gupie szczelaniny” czy „zjadanie kropek żółtym ludzikiem”. Sentyment do części pierwszej zostaje, ale jednak MGS3 jest grą piękniejszą i bardziej epicką.


  12. bzdursky, zobacz:
    ja.gram.pl/kul – człowiek który stworzy Zanzibar, potem metalgearsolid.us a obecny mgs.gram.pl
    Jeden z ludzi których warto poznać i znać
    No i super gość.


  13. Nin – poczytałem i poczułem, że moja wiedza na temat Metal Gearów w porównaniu z nim jest o taka: .


  14. The Boss wcale nie była najwiekszym patriotą. Ona była glupia i egoistyczna. Zalezalo jej glownie, na odrodzeniu dawny filozofow, a do tego potrzebowała kasy ojca Volgina. A, że jej plany mają bardzo ważne znaczenie dla MGSa 4 to sie sam kiedys przekonasz.


  15. Nie grałem w MGS4 dlatego The Boss to dla mnie patriotka godna limeryków.


  16. Wcale nie, Boss wcale nie była głupia, chciała dobrze. I więcej bez spoilerów nie napiszę XD


  17. Owszem chciała dobrze, chciala stworzyc świat bez granic taki jaki zobaczyła, gdy ją w kosmos wysłano. Jednak z patriotyzmem niewiele ma to wspolnego imo.


  18. Bzdursky, patrząc po nowych informacjach nie predko zagrasz xD Ale nie martw wbijaj do Maszewa, daleko nie masz xD


  19. samym końcu przewodzą niestety maszyny. Nie ludzie. Snejki morduje tylko wtedy kiedy musi. Nie jest mordercą, ma wyznaczone cele, a osoby napotkane w misji nie są dla niego znaczące. Nie są częścią programu. Czasami mam wrażenie że mu żal tych których zabija, aczkolwiek priorytetem jest zadanie.

    popłakłem sie, powaga, jak ktoś gral w mgs3 to napewno arcy cięzką misję z sorrowem i jak to przejść, snejk atedy się topiłi widział każdą osobę którą zabił, to oznacza ze nie byl faszystom bandytą jebanym brucem willisem bez skrupułów, zabijamie mu sie odcisnęło na psychice, poza tym, dlaczaaego najlepszą rangę w grze tzn, snake dostaniesz tylko wtedy gdy nie zabijesz rzadej osoby i nikt cię nie zobaczy, chodzi o przezwisko snake=wąż czyli sie skrada nikt nie czaji go w otoczeniu, a jeszce jedno boss byla wg. mnie doskonała, nie zabiła snake`a na moście a mogła, volwginowi delikatnie mieszała szyki, on był w stanie ją pokonać ale nie mógł,nie wiem dlaczego…

    a jeszcze jedno zebraliście wszystkie żabki, bo ja tak,, jestem dumny z siebie a wy???????


  20. Ja żabek nie zbierałem :(


  21. Bzdursky is Alive!


  22. […] przypomnienia kilka najlepszych tekstów byłego redaktora cpn Bzdursky’ego: DMC, MGS, MGS2, MGS 3. Prawda, że niezłe? Dzisiaj aktywnie na naszym blogu piszę ja, Shini oraz Uth – autor jak […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: