h1

Odmóżdżacze – Death Race & Tokio Drift

16 Październik, 2008

Dzisiaj zajmiemy się dwoma filmami, które dosyć daleko stoją od takich klasyk jak „Czas Apokalipsy”, „Znikający punkt”, o „Pulp Fiction” i „Scarface” nawet nie wspominając. Jednak coś musi w nich być, że przyciągnęły rzesze maniaków przed ekrany kinowe, a także telewizory i monitory.. no właśnie co?

Na początek określmy jasno czego wymaga współczesna widownia? Otóż, nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem informacja, iż przeciętny Polak odwiedza kino raz, dwa razy do roku. Tak wynika ze średniej, jednak nie ma co się dziwić, gdyż ze średniej może wyjść, iż pies ma 3 nogi.. ale ja nie o tym ;P Mam nadzieję, że skoro wszedłeś drogi czytelniku na Crazy Pumpkin’s Nest, jesteś przynajmniej w małym stopniu zbulwersowany ww. informacją, gdyż zapach sali kinowej nie jest Ci obcy :) Wracając do tematu, imo widownia oczekuje teraz widowiskowości oraz szybkiej akcji i taką dostaje we współczesnych produkcjach. Jednak jak sami wiecie są filmy i filmy. Bardzo często widowiskowość i efekty nie idą w parze z jakością. Przykładów mógłbym mnożyć na pęczki, począwszy od „Resident Evil’a 2” po „Hancocka” (akurat te dwa mi przyszły aktualnie na myśl). Tak samo nie oczekiwałem wiele po tytułowych produkcjach.

Czemu w ogóle w 2008 roku wspominam „Szybkich i wściekłych :Tokio Drift”? Ano, to był pierwszy film jaki mi się skojarzył z ostatnio emitowanym w kinach „Death Race’em”. Uważam, że o ile TD można nazwać najlepszym filmem ever o driftingu, tak Death Race jest imo najlepszym filmem o zabijaniu z udziałem samochodu. Autorzy tego ostatniego bankowo wzorowali się na takich ikonach elektronicznej rozrywki jak Carmageddon (szacun czytelniku jeżeli jeszcze pamiętasz ten tytuł), Burnout czy Full Auto. Co ciekawe pomimo ich, że tak się wyrażę, fabularnego dna, są one najpiękniejszą bajką dla dużych chłopców z jaką się spotkałem w życiu. Tak, zaraz mi ktoś wypomni „Matrixa”, „Władcę Pierścieni” czy „SIn City”, ale nie zapominajmy o jakiej lidze mówimy w tej chwili :) Otóż jak na swoje ograniczenia TD i DR są bardzo dobrymi filmami poruszającymi w nowatorski sposób raczej raczkującą tematykę, bo ile mi wymienicie filmów traktujących stricte o driftingu lub niemal Destruction Derby? Poprzedni „Szybcy i Wściekli” są raczej popłuczynami niż wartą uwagi produkcją. Tymczasem w „Tokio Drift” można się zakochać. Film ten jest kwintesencją tego wszystkiego co jara nas – samochodziarzy śniących nocami o Evo. To samo z „Death Race”, który jest kwintesencją Road Rage. Do tego bardzo ładną kwintesencją. Menusy mi bezbłędnie przypominają te z Need for Speeda: Most Wanted.. no właśnie „menusy” – przecież to film, a nie gra powiecie! Otóż jeżeli podobał Wam się „Gladiator” z walkami w Colosseum i tłumem skandującym imię swojego ulubieńca, tak polubicie więzienie w jakim dzieje się akcja, będące właśnie takim entertainment center.

Fabuła jest prosta jak kij od szczotki. Za kilka lat będzie brakować paliwa a ludzie znudzeni telewizją i różnymi dziwacznymi „Tańcami na lodzie” (jakkolwiek się to kojarzy), zapragną czegoś nowego. Szefowa pewnego więzienia, które można nazwać współczesnym Alcatraz, wpadnie na pomysł zorganizowania śmiertelnych wyścigów, w trakcie których 4 krotny zwycięzca dostanie możliwość opuszczenia posępnego przybytku. Takim kolesiem jest mistrz kierownicy – niejaki Frankenstein, który przekraczając trzeci raz metę, obrywa po zadku rakietą – na tyle skutecznie, iż potrzebny jest zastępca ukrywający się pod mroczną maską. Traf chciał, że do więzienia trafia ex kierowca wyścigowy z wyrokiem (już nie pamiętam czy dożywocia czy nie, mniejsza z tym) za zabicie żony. Grozi mu ponadto utrata córki, więc jak sami widzicie jest dosyć steranym przez życie obywatelem. Chyba nie muszę Wam mówić, że w owe zabójstwo został wrobiony, bo tego domyśliliście się za pewne sami ;) Dodam, iż jest to prawdą, czego domyślacie się dalej :] Ale nie fabułą ten film stoi. Idąc na niego nie oczekiwałem więcej niż samej rozrywki. Postanowiłem się postawić w roli zwykłego widza z popcornem w ręku (choć nie miałem nic, bo cena owego w kinach zawsze mnie skutecznie odstraszała) i po prostu się odprężyć po ciężkim dniu. Tym bardziej było mi to potrzebne, gdyż niemal cały przepracowałem przy moich szklarniowych pomidorkach, więc byłem wzorowym Kowalskim :) No i z takim nastawieniem ten film mi się szczerze spodobał. Został nakręcony w konwencji Reality Show, gdzie wszystko jest z góry ustalone przez organizatorów (w tym wypadku demoniczną i mściwą kierowniczkę zakładu), ale my oczywiście o niczym nie wiemy i co krok jesteśmy zaskakiwani. Dostajemy świeże mięsko, że się tak kolokwialnie wyrażę. Kamery są niemal wszędzie poustawiane, mamy zbliżenia, powtórki i szybki wgląd do losów wyścigu. Nawet trailer każdego z 3 zmagań jest fajnie zrobiony i pozytywnie nakręca. Ten film to gra i to zajebista gra! Podczas śledzenia wydarzeń na drodze można się psychicznie wyżyć i po wyjściu z kina już z całkowitym spokojem zasiąść za kierownicą auta. Dodatkowo czując satysfakcję i mając świadomość, że nasze kubki smakowe zostały wyłechtane do granic możliwości :tak: Wszystko jest w tym filmie skończone, nie to co w Tokio Drift, gdzie ostatnia scena w kanionie nijak się trzyma magicznej reszty filmu, ale mniejsza  z tym.

Co do postaci granych przez aktorów, to mamy jako głównego bohatera kolesia będącego bad guy’em w „Komórce” (ostatnio leciała chyba na tvn), a jego największy rywal to czarnoskóry pan z bodaj sequela filmu „Szybcy i Wściekli”. Jak zobaczycie lub już wiecie znając ich wcześniejsze dokonania ich gra jest .. marna. No ale nie o to w tym filmie biega! Tutaj prawdziwymi aktorami są samochody – od starego Mustanga po… a zresztą co ja tam będę spojlował – po coś baaardzo dużego. Wypadki są efektowne i kolejne takedowny wywołują uśmiech radości na twarzy i o to właśnie chodzi. Niezłe chicks included :]

Dobra, z mojego opisu – film, pt. „Death Race”, wygląda jak hicior no i tutaj dochodzimy do konkluzji. Jak za 16zł to obraz nie jest warty świeczki, gdyż należy do kategorii filmów maksymalnie prostych, ale jeżeli macie darmowy bilet to śmiało idźcie, bo film spełni Wasze w miarę stonowane aspiracje. Jak nie oczekiwałem po nim zbyt dużo, a dostałem to co chciałem a nawet więcej, tak jak po Tokio Drifcie, który o dziwo został tutaj potraktowany po macoszemu (lol co za określenie). A wiecie czemu? Jak nie wiecie, to przeczytajcie jeszcze raz ;P

pozdrawiam
pit

Reklamy

6 komentarzy

  1. DR ma u mnie czas antenowy w najbliższym czasie ;)


  2. No i fajnie. Znam fabułę filmu, to teraz tylko obejrzeć wyścigi :D


  3. Piterekd,
    Uwielbiam kino i odwiedzam raz, dwa razy na miesiąc. Nie wyobrażam sobie bez-kina.
    Co do prostej fabuły filmu i oczywiście z góry do przewidzenia finału nie mam nic. Można obejrzeć dla same satysfakcji krwawej akcji.

    Jeżeli można tutaj mówić o pościgach, fabule i akcji to jest tylko jeden tytuł.

    RONIN


  4. Możesz sobie odwiedzać kino nawet 8 razy dziennie, ale nie zmieni to tego, że statystyczny Polak chodzi do kina w roku _niecały_ raz. Pit trochę zbyt hop siup do przodu napisał.


  5. Byl film chyba o tym samym tytule z Stallone, podobnie gra na PC o identycznej tematyce.
    Dziwny rodzaj kina. Dynamicznie i lekko, ale czasem niestrawnie (vide Transporter 2). Trzeba sie nastawic odpowiednio na takie filmy: cola, popcorn i dobzi samczy snajomi zdecydowanie zwieksza frajde, anizeli wyjscie z gerl w ramach wyrownania za „Seks w Wielkim Miescie” ;)
    Statham sam sie szufladkuje – chyba nie zaryzykowalbym wyjscia do kina na ten film :) Zdecydowanie bardziej na „Cesarzowa i wojownikow” – choc tez niepochlebnie kilka osob o nim mowi :/

    Kino nalezy do kilku rodzajow „wyjsc z domu”, ktore uwielbiam – panowie trzeba ta srednia podbijac ;)


  6. […] __________________ Odmóżdżacze – Death Race & Tokio Drift […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: