h1

RETROspekcja: „This is Snake.”

19 Październik, 2008

Takimi słowami zaczyna się gra wydana w roku 1998 przez Konami na konsolę PlayStation, która do tej pory sprzedała się w sześciu milionach egzemplarzy. Gra, którą tworzył od 1996 roku mało znany wtedy Hideo Kojima. Internetowa społeczność po ujrzeniu pierwszego trailera z E3 1997 roku ochrzciła ją jako „najlepszą grę wszechczasów na PlayStation”. Do dzisiaj wielu graczy określa ją tym zaszczytnym mianem, darząc sentymentem i szacunkiem. Powszechnie uważa się, że mieć PlayStation i nie grać w tą pozycję to głupota, a ja sam przychylam się do tej opinii jako osoba, która skończyła tą przygodę aż 14 razy. Panie i panowie – przedstawiam Wam Metal Gear Solid.

Ciężko napisać coś odkrywczego o grze, o której zostało napisane już chyba wszystko. Znacie fabułę (jeśli nie, to skrótowo: terroryści opanowali bazę nuklearną na Alasce, żądając od amerykańskiego rządu wydania im ciała Big Bossa, najlepszego żołnierza, jaki kiedykolwiek żył), wiecie, kim jest Snake i wiecie, jak wszystko to razem zazębia się i tworzy spójną całość. Znacie założenia gameplayu, może nawet kłócicie się z kumplami o wyższość MGS nad innymi skradankami. Co zatem można napisać odkrywczego o pierwszej części Metal Gear Solid? Ano nic, ale zadam Wam pytanie: czy każdy tekst o tej grze musi być odkrywczy?

Gra niestety postarzała się, patrząc z perspektywy czasu. Niegdyś rewolucyjny gameplay teraz razi niektórymi rozwiązaniami, a grafika nie przyciągnie tłumów przed telewizory. I w zasadzie o całej reszcie elementów składających się na ten tytuł mogę pisać w samych superlatywach. Po dziesięciu latach od premiery MGS nadal elektryzuje scenariuszem, muzyką, reżyserią i niesamowitą atmosferą towarzyszącą grze. Pewnie 90% z Was ma już ten tytuł za sobą, ale Ci, którzy ostatnie 10 lat spędzili na tybetańskich wertepach mają okazję przeżyć niezapomniane chwile ze swoim Szaraczkiem (albo komputerkiem, w końcu MGS wyszedł również na PC), czego niezmiernie im zazdroszczę. Sam chciałbym swoją przygodę z grami zaczynać od pierwszego Metal Geara, bo w swym czasie żadna inna gra nie mogła mu nawet fiknąć pod względem smaczków w gameplayu. Ot, uwięzioną Meryl można podglądać przez dziurę w szybie wentylacyjnym (za każdym razem, gdy tam wejdziemy wykonuje ona inne ćwiczenia, a cierpliwi napatrzą się nawet na polygonalne nóżki panny, odziane tylko w majteczki ;) ), żeby zobaczyć czujniki laserowe można zapalić szluga będąc blisko nich, strażnicy potrafili dojrzeć parę z ust naszego bohatera i powoli go tropić… Jest tego cała masa, a wypisanie wszystkiego zajęłoby więcej, niż wszystkie teksty na CPN razem wzięte.

Metal Gear Solid to również gra, której przypisuje się powstanie nowego gatunku – tzw. stealth-action, czyli po swojsku „skradanek”. Kwestia to dyskusyjna, bo przecież nie można nie pamiętać Tenchu, ale ja nie o tym. Gra nagradza ciche działania bardziej, niż parcie na Jana do przodu z FAMASem w ręku. Za cichą eksterminację przeciwników dostaniemy dodatkowe przedmioty (ot, amunicja, apteczki itp.) oraz wyższą rangę po ukończeniu gry. Plus dla Konami, bo w ten sposób zmuszają gracza do chowania się przed kamerami, strażnikami, kombinowania, jak ich ściągnąć po cichu tak, żeby ten obok tego nie zauważył – swego czasu dawało to niezłego kopa adrenaliny. Dzisiaj raczej gameplay pierwszego MGS nikogo nie zachwyci, ponieważ brakuje mu kilku elementów z kolejnych części sagi i nie tylko (ot, celowanie w trybie FPP, zwisanie z barierek itp.). Cały czas jest to jednak solidna, rzemieślnicza robota, która bawi do dzisiaj. Warto wspomnieć również, że MGS to gra, w której masowo przebija się tzw. „czwartą ścianę” w grach. Daję głowę, że dłuuugo będziecie szukać częstotliwości do Codeca, żeby pchnąć akcję dalej. Ja w każdym razie przeszukałem wszystkie pomieszczenia w grze, po czym odłożyłem płytkę do pudełka… A rozwiązanie leżało na wyciągnięcie ręki. Dosłownie.

Muzyka – do niej nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Po dziesięciu latach nadal idealnie komponuje się z obrazem wyświetlanym na TV, ale i nie tylko. Końcowy utwór „The Best Is Yet To Come” śpiewany w języku irlandzkim wrzuca ciary na plecy, a piękny „Enclosure” wyciska łzy z oczu. Zwłaszcza w obliczu kontekstu, w którym jest grany… Ech, genialna sprawa. Muzyka w tej grze naprawdę wywołuje przeróżne emocje, aczkolwiek na wesoło przygrywające skoczne melodie nie liczcie. Tutaj jest poważnie, stonowanie – adekwatnie do sytuacji. A jak wypada warstwa graficzna, zapytacie? Cóż, w dzisiejszych czasach jest niestety niedobrze – mało szczegółów, rażące tekstury i kanciaste obiekty nikogo nie zachwycą, a wielu pewnie odrzucą. Swego czasu grafika rządziła, ale teraz już nie jest „swego czasu”, świat poszedł do przodu i MGS stał się po prostu brzydki. Czyli mamy kolejny przykład, że nie warto osądzać książki po okładce.

Solid Snake – jeden z elementów rozpoznawczych serii. Dla jednych kozacka postać z gry, dla drugich wzór do naśladowania w realnym życiu, dla trzecich kolejny przerysowany filozof. Niewątpliwie gra bez tej postaci straciłaby wiele (i dla wielu straciła, patrz: MGS2: SoL) i nie byłaby tak klimatyczna, jak jest. Snake to świetny żołnierz, który jest w pewnych kręgach legendarny, chociaż on sam ma dystans do opinii na swój temat. Filozofuje, jest poważny, a jednocześnie potrafi rzucić zabawnym tekstem, chłodny, a jednak wrażliwy, a przede wszystkim jest człowiekiem – i chyba to stanowi o sile tej postaci. Pali szlugi, ma swoje słabości i mocne strony – po prostu czuć, że jest to postać przemyślana od początku do końca. Dodajcie do tego genialny dubbing w wersji angielskiej – głos Davida Haytera jest tak charakterystyczny, że nie wyobrażam sobie Solida z innym głosem. Pan „podrapali-mi-struny” dał z siebie maksimum, już chyba na zawsze będąc kojarzonym wśród graczy jako „głos Snejka”.

Świetny scenariusz utrzymany w konwencji political thrillera, znośny gameplay, masa smaczków, absolutnie genialna muzyka i tragiczna grafika – tak prezentuje się pierwszy Metal Gear Solid w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem jednak plusy przeważają nad minusami, dlatego też nad tą grą można siedzieć i siedzieć, bawić się w wyłapywanie smaczków, a i sama gra motywuje do ukończenia jej co najmniej dwukrotnie (namiastka nieliniowości scenariusza – albo uratujemy pewną postać, albo nie), wynagradzając to bardzo fajnymi bonusami. W zależności od naszej decyzji w trakcie rozgrywki dostaniemy kamuflaż Stealth lub nieskończoną amunicję do każdej broni, co sprawia, że gra nawet za drugim razem sprawia masę radochy. A za skończenie gry dwa razy odblokuje się pewien miły dodatek, ale nie chcę Wam psuć niespodzianki ;) Czy warto sięgnąć po tego Metal Geara dziś, w erze HD? Jak najbardziej – jeżeli tylko przełkniesz grafikę i przyzwyczaisz się do kilku ułomności gameplayu czeka Cię około piętnastu godzin wspaniałej przygody. MGS to ewenement w grach video, dlatego też pozostawiam go bez oceny – oceńcie go sami.

Bzdursky

Advertisements

8 komentarzy

  1. „Ot, uwięzioną Meryl można podglądać przez dziurę w szybie wentylacyjnym (za każdym razem, gdy tam wejdziemy wykonuje ona inne ćwiczenia, a cierpliwi napatrzą się nawet na polygonalne nóżki panny, odziane tylko w majteczki ;) )”
    – Bzduras jest mistrzem w skutecznym zachęcaniu mnie do opisywanych pozycji (gier, filmów anime) :]
    ..a tak poza tym, to nie bijcie mnie – wiecie dlaczego :cry:


  2. MGS to must play szanujących się graczy. Fabuła pierwszej części serii o Gearach jest świetna. Dialogi po walce z Sajko Mantisem czy Snajper Łulf są miażdżące i mi dały do myślenia. MGS, to nie tylko skradanie, nie tylko walka z wrogiem, nie tylko zabijanie, to nie zabijanie czasu przy konsoli. MGS, to historia przedstawiona w świetny sposób, oddziałująca na gracza, zmuszająca do myślenia, skłaniająca do refleksji. I właśnie takich gier chcę!


  3. Bierz Pit, bierz, bo gra jest bez problemu dostępna na pieca, a grać po prostu warto.


  4. Napisane ladnym stylem. Dobry tekst, moze by zalozyc rubryke „klasyki wszechczasow”? ;)
    A gdzie choc zdanie o walce z bossami i o ich historiach? ;)


  5. Od tego jest właśnie nasza RETROspekcja ;) I chyba dodam do niej MGSy, a co tam, w końcu MGS4 to instant classic :P

    A poza tym, to muszę się wreszcie wziąć za tekst o dwójce :P


  6. Lib – szczerze mówiąc to pisałem ten tekst na ciężkim kacu i zupełnie zapomniałem o tym aspekcie gry.


  7. GW Bzdura !! Zajebiście sie czytało ! W końcu nie pisał to byle kto :]. Pozdro


  8. […] okazji dla przypomnienia kilka najlepszych tekstów byłego redaktora cpn Bzdursky’ego: DMC, MGS, MGS2, MGS 3. Prawda, że niezłe? Dzisiaj aktywnie na naszym blogu piszę ja, Shini oraz Uth […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: