h1

Kilka godzin z multiplayerem Resistance 2, część 1

26 Październik, 2008

Jak większość zainteresowanych zapewne wie, niedawno ruszyła otwarta beta nowej gry Insomniaców, pozwalająca przetestować jej tryby sieciowe. Tak samo, jak w przypadku LBP sporo osób klucze dostało, ale jeszcze więcej graczy nie miało tyle szczęścia. I tu z pomocą przychodzi Crazy Pumpkin’s Nest wraz z naszymi sprawozdaniami z testów. Chcecie się dowiedzieć co w trawie piszczy? Wystarczy czytać dalej.

Na samym początku wypada zaznaczyć, że multiplayer drugiej części Resistance dzieli się na dwa główne tryby – cooperative oraz competitive, czyli po naszemu współpraca i rywalizacja. Dziś zajmiemy się tym pierwszym, który, nie ukrywając, spodobał mi się o wiele bardziej.

Główne założenia kooperacji są proste, drużyna od jednego (tak, wiem, to nie drużyna) do ośmiu graczy wrzucona jest na wielką arenę i by przeżyć musi wykonywać stale powieżane im przez dowództwo zadania walcząc przy tym ze sterowanymi przez konsolę chimerami. I wierzcie na słowo, jest to cholernie ciekawa i zabawna sprawa. Jednak zanim zaczniecie przygotujcie sobie przynajmniej pół godziny wolnego, bo partie trwają najmniej tyle.

Najsampierw musimy określić swoją funkcję w oddziale, możemy służyć jako: żołnierz, specjalizujący się w ciężkich argumentach (gatling gun zobowiązuje) oraz chronieniu towarzyszy przy użyciu specjalnej tarczy; medyk, używający działka wysysającego z wrogów energię by dostarczyć ją jemu samemu oraz mającego możliwość eskpresowego uzdrawiania kompanów; lub człowiek od zadań specjalnych, służący kolegom dodatkową amunicją oraz karabinem snajperskim świetnie sprawdzającym się jako karabin szturmowy.

Klasą, którą ja wybrałem, jest spec ops. Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by co respawn zmieniać swoją profesję. Jednak moim zdaniem lepiej trzymać się jednej, ponieważ za walkę oraz używanie specjalnych zdolności każdej z klas (zbieranie kul na tarczę u żołnierza, leczenie i zabieranie energii przez medyka, dostarczanie amunicji agenta) dostaje się punkty doświadczenia, które służą do awansowania na kolejne poziomy (zmieniają się ranga i pagony), co daje dostęp do dodatkowych pukawek i prezentów podczas używania berserka.

Czym jest berserk? Otóż nie jest to zwyczajowy szał bojowy zwiększający prędkość i siłe ataków, o nie. W Resi 2 mamy dzięki niemu dostęp do, odpowiedniej dla klasy i poziomu postaci, zdolności specjalnej, np. zmniejszenia o połowę otrzymywanych obrażeń, niewidzialności, czy używania specjalnej, silniejszej, amunicji. Oczywiście wszystko po naładowaniu odpowiedniego paska oraz, po włączeniu, przez pewien ograniczony czas. Z berserkiem jest o tyle dobrze, że po napełnieniu cholerstwa  nie trzeba się chamić na ten jeden jedyny odpowiedni moment, który może nigdy nie nadejść. Ładowanie odbywa się na tyle szybko, że przy większych rozpierduchach można go czasami używać dwa razy. Moim osobistym rekordem jest strzelanie silniejszą amunicją (podstawowy berserk u spec ops) trzy razy pod rząd podczas walki z tytanem – wielkim i cholernie twardym bydlakiem z którym walki często trwają od kilku do kilkunastu nawet minut.

Aha, zanim poruszymy samą strukturę misji – po określeniu kim się chce być jest jeszcze chwila na „customizację”, czyli w tym przypadku tylko zmianę twarzy chłopka. Wszystko po to, by każdy z kompanów wiedział kim jest stojący przed nim wojak i jakimi zdolnościami dysponuje. Po awansie na wyższe poziomy i zebraniu specjalnych waluty można dokupić sobie jeszcze przedmioty specjalne, które przykładowo przyspieszają przeładowania, czy dają więcej amunicji, oraz są widoczne na modelu postaci. Miły dodatek.

A teraz o samej rozgrywce. Jest ona idealnie przystosowana do liczby ludzi w oddziale oraz dynamicznie się razem z nią zmienia. Grając w 8 osób by zabić podstawową chimerańską jednostkę muszę strzelić cztery trzystrzałowe serie (taki ma tryb strzału snajperska pukawka) w głowę oponenta. Jednak jeśli jestem tylko z jednym ziomkiem wystarczy spust nacisnąć tylko raz. Bardzo fajny motyw dodający rywalizacji oraz wymagający skupienia w grze z większa liczbą ludzi, ponieważ my tak odporni na kule nie jesteśmy. Do tego Insomniacy w bardzo fajny sposób wyeliminowali oskarżenia o cziterstwo i błędy w statystykach. Otóż kiedy do kogoś strzelamy nad jego głową wyświetlają się, jak w rasowym erpegu, punkty przyznawanego nam doświadczenia, a gdy wykończymy drania pokazują się one na czerwono. W takiej sytuacji każdy dobrze wie czy to on wymierzył ostateczny cios czy też zwinął mu go sprzed nosa kumpel. Ale nie ma co się martwić, bo przeciwników podczas rozgrywki jest po prostu od groma (mój rekord – 100 zabitych w jednym meczu) i czasami, przy bardziej zmasowanym ataku jednej i drugiej strony, cały ekran nie dość, że jest rozświetlany wybuchami i pociskami, to jeszcze trzęsie się od większych eskplozji. Czuć moc.

Jak wspomniałem, gra podzielona jest na przydzielane losowo misje, dzieki czemu żaden mecz nie powinien wyglądać tak samo. Po rozpoczęciu rozgrywki możecie zostać wrzuceni z oddziałem do lasu (jedyna dostępna do coopa plansza) by odbić z rąk wroga wzgórze, a następnie bronić przed posiłkami chimer dopiero co zdobyta pozycję. Po zmieceniu z powierzchni Ziemi chojraków zostajecie poproszeni o zajęcie się tytanem, co potrafi napsuć trochę krwi, choć przez lekko kulejące AI tej jednostki spokojnie może przez trochę nie zwracać na Was uwagi. Po rozprawieniu się z bydlakiem, który na sam koniec wybucha tworząc zupę z krwi i mięsa, oddział biegnie zająć się zneutralizowaniem chimer stacjonujących w opuszczonej stacji bęzynowej. I tu pojawiają się schody oraz kapka taktycznego podejścia, ponieważ przeciwnicy dysponują niezniszczalnymi działami, które da się wyłaczyć tylko podchodząc do nich (naciska się guzik) po uprzednim ubiciu obsługujących je brzydali. Ale nie takimi rzeczami zajmowali się amerykańscy bohaterowie, uda się wygrać z wrogiem bez większych strat. A jeśli nawet ktoś padnie, to albo odrodzi się po trzydziestu sekundach, albo samemu można do niego podbiec i skrócić ten proces.

Po odbiciu fortu chimer następuje jeszcze oczszyczenie magazynu, w którym z kokonów wychodzą zombiakopodobne pokraki i następuje sprint do domu zajmowanego przez steel heady, wojaków lepszych niż podstawowe płotki. Jeśli macie szczęście, w tym momencie misja może się skończyć, jeśli jednak macie go mniej będziecie lecieli dalej walczyć o kolejne przyczułki. Lub, jeśli naprawdę szczęście nie jest Waszą domeną, wszyscy z oddziału pójdą do piachu, co zakończy misję porażką.

Po zakończeniu rozgrywki następuje podliczenie punktów, możliwe levelowanie, dostanie części mamony i rzut okiem na statystyki meczu.

Przedstawiłem Wam tylko przykładowy wygląd rozgrywki. Dziś grałem taki sam mecz, choć zakończony potyczką z dwoma tytanami, która, moim zdaniem, nie jest aż tak fajna jak odbicie chaty z łap kilkudziesięciu elitarnych (najważniejsze jednostki są cholernie twarde i mają nad głowami pasek energii) wojaków wroga.

Czy podczas czytania nie nasunęło się Wam na myśl porównanie rozgryki z grą MMORPG? Zasugerował mi to wcześniej mój znajomy i faktycznie trudno się z tym nie zgodzić. Punkty doświadczenia wyświetlające się podczas walki, paski energii, levelowanie, questy, skille, masowe walki z hordami przeciwników – wszystko jak w rasowym erpegu, który w tym przypadku jest fpsem. Wyszło to naprawdę wyśmienicie, a wrażenia tylko pogłębia duża liczba ludzi z headsetami, co jest aż dziwne jak na PS3.

Graficznie i dźwiękowo wszystko także stoi na najwyższym poziomie, choć, i tu coś ciekawego, te dwie sfery są jakby niezauważalne. Muzyki raczej nie ma żadnej, a przynajmniej nic nie pamiętam. Audio ogranicza się chyba tylko i wyłączenie do wystrzałów, wybuchów, krzyków i pochrząkiwań oraz rozmów graczy. Grafika natomiast trzyma wysoki poziom, jednak jest to mało zauważalne, przynajmniej dla mnie. Poważnie, na pierwszy rzut oka gra wydawała mi się średnia, wręcz brzydka. Dopiero gry kolega kazał mi się wpatrywać w tekstury i ich szczegółowość zobaczyłem, że świat Resistance 2 faktycznie jest całkiem ładny. Czyli też plus.

Jednak minusów pominąć nie można, choć zapewne wynikają z tego, że to wciąż tylko beta. Po pierwsze, wspomniany przeze mnie tytan i jego czasowe braki inteligencji oraz ślepota. Po drugie, nieliczne błędy z serwerami. Nie, gra chodzi uber płynnie i nie uświadczycie ani jednego laga. Co to, to nie. Niestety w becie występują czasami problemy z połączeniem do hosta i założeniem własnej gry. Nie można także sprawdzać statystyk innych graczy, a po skończonym meczu widzimy wyniki wszystkich, a nasz wynosi 0. Trochęt o irytujące, ale jestem pewien, że Insomniacs poprawią to do premiery. Albo może i nawet wcześniej, bo sama beta dostała już dwa patche. Miło, że chłopaki (i dziewczyny) pracują nad grą w pocie czoła.

Do tego mogliby wprowadzić przeglądanie opcji i statystyk trzymając strzałkę w dół, a nie naciskając ją za każdym razem by czytać dalej. Ale to już tylko taka moja fanaberia i nie ma co tego uznawać za wadę.

Na dziś tyle, następnym razem zajmę się trybem competitive, czyli masową wyżynką 60 graczy naraz z kupą nowych broni. Stay tuned.

godzillachan

Reklamy

3 Komentarze

  1. Resi 2 jakoś mnie zbytnio nie grzeje – ot, sprawdziłbym, ale szału macicy nie ma.


  2. […] w swoich założeniach przypomina trochę swój odpowiednik w drugim Resistance. Nasza drużyna składająca się z trzech postaci – Nate, Chloe i Sully – wbija na […]


  3. Pomocyyyy!!!! chcem pograc z bratem w te frę na 2 pady ale niewiem jak ustawić cooperative?? niewiem może ktoś pomoże



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: