h1

Historia Grobowego rodu Akt I

22 Listopad, 2008

Zainspirowany kilkoma komentarzami przy poprzednich wpisach, postanowiłem zbadać bliżej… a może bardziej przypomnieć sobie i Wam pewien niezwykle urokliwy gatunek negatywnego bohatera.
Kim oni właściwie są? Jedni ich bowiem kochają, inni unikają jak soli w herbacie. Zieloni, niebiescy, szarzy, albo o kolorze naturalnie odpowiadającym naszym skórom. Pojękujący, pomrukujący, zawodzący i leniwie, bądź też niezwykle szybko poruszający się w kierunku bohatera z wyciągniętymi rękoma i głowami opadającymi sztywno na bark….
Zdarza się też że z czegoś co kiedyś było aparatem mowy (bo teraz jest głównie wrotami do układu trawiennego) wydobywa się melancholijne, jednak mało romantyczne słowo „móóóóóóóóóóóóózg”.
dawn-zombies

By nie przynudzać genezą nomenklatury wspomnę tylko o pierwszym obrazie w którym omawiany bohater był postrzegany jako zniewolona ofiara środków odurzających wykonująca ślepo polecenia swojego pana, tak, tak – działo się tak na wskutek zafascynowania voodoo i innymi tajemniczymi religiami, czy fetyszami spoza naszego zamkniętego świata. Wszystko by sobie tak trwało, gdyby nie przewrotowcy pokroju pana Romero, którzy to postanowili że ich „chopaki” będą ożywionymi trupami, a ich motywacją ku pełzaniu będzie pożeranie żywych ludzi (przez co zwykle ofiara stawała się jednym z nich). By było ciekawiej bo przecież większość z nas tutaj jest graczami, opowiem o kilku grach i gatunkach zombi z jakimi przyszło nam walczyć… Głupstwem było by traktować ich, jako jedną, nieróżniącą się niczym masę. O nie,nie, zombie są „trupią rasą” o dużej ilości gatunków i ogromnym zróżnicowaniu. Przecież sposoby w jakie powstają, jak się z nimi walczy, czy też jak się przed nimi ucieka są niezwykle różne… W moich badaniach udało mi się odnaleźć pewien niezwykły pamiętnik, którego autorem był jeden z najpotężniejszych wojowników w historii naszego świata. Nazwał się „Graczem X” i w notesie opowiedział mi swoje życie:
Moja historii walki z Nimi rozpoczęła się bardzo, bardzo dawno, możecie mnie zatem nazywać Van Helsingiem zombich. Eksterminowałem, miażdżyłem, ciąłem, paliłem i rozstrzeliwałem ich całe setki. Tym co odnaleźli mój pamiętnik postaram się przekazać wiedzę, która pomoże w momencie kiedy w piekle zabraknie miejsca na złych, wtedy bowiem wypełzną znów i zaatakują.
Akt I
Pierwszy kontakt nawiązałem w 85 roku kiedy to poznałem rycerza Arthura. Arthur musiał przebić się przez cmentarze, bagna, lasy i inne okrutne miejsca zasypane plagą zombich by uratować księżniczkę Prin Prin. Ich gatunek był niezwykle głupi ponieważ poruszały się tylko horyzontalnie w lewo bądź wprawo, miał też niezwykle frustrującą tendencję do wyłażenia z ziemi tuż pod nogami. Draństwo niezwykle szybkie, a magią krążąca w tych zielonych łapskach potrafiło rozbić zbroję do samej pieluchy… Zwykle jednym uderzeniem zależnie od stali, jaką Arthur miał na sobie. Cios w ciało sprawiał, że rozpadało się zostawiając zaledwie szkielet na do dziobanie krukom.
Czego by jednak nie mówić to pękały po oberwaniu rzuconą lancą, czy kulą ognia. W zasadzie to więcej nad nimi przeskakiwał niż walczył… Dzieje te zapisano pod nazwą „Ghost `n Goblins”. Z tego co mi wiadomo historia powtarzała się we wszechświecie C64, Amiga, Amstrad, NES i wielu innych…

250px-ghostsngoblins_flyer

Sielanka trwała niezwykle krótko, ponieważ w 93 roku zaatakowały ponownie tym razem na planetę o nazwie SNES. Kolor zielony, średnio szybkie. Umierały od gazu z gaśnicy, latających talerzy, lodów, kul z pistoletu i generalnie wszystkiego co wpadło dwójce urwisom o imionach Julie i Zeeke w rączki. Ja zaledwie obserwowałem, jak Tych dwoje razem, bądź też samodzielnie stawiało opór nie tylko hordom trupów, które niewiadomo skąd znalazły się w sąsiedztwie, ale też wilkołakom, szaleńcom z piłami i innym dziwnym stworom. Para biegała nie tylko horyzontalnie jak Arthur, ale też wertykalnie podobnie z resztą, jak sama grobowa ekipa. Nastolatki więcej strzelały, zbierały klucze i ratowały sąsiadów.
Tak, to był niezwykle udany duet. Mówiono o nich w legendach o nazwie „Zombies Ate My Neighbors”.
250px-zombies_ate_my_neighbors_box

Kilka lat wcześniej odnotowano również pojawienie się zombi w „Castlevanii”. Te były niezwykle słabowite, powolne i mało irytujące w przeciwieństwie do tych z Arthurowych przygód. Umierały od strzału biczem, uderzenia mieczem, czy toporem…Od 87ego roku, pojawiały się w różnych okresach w NES, SNES, GBA, NDS i innych. Obecność raczej przypadkowa pośród wielu innych stworów, prawdopodobnie powołana negatywną magią Drakuli, który to był właścicielem zamku i co jakiś czas przypominał sobie, że trzeba zasiać popłoch. Jego zombi wyłaziły z ziemi i spośród płyt w różnych miejscach- jak już wspomniałem, słabowite…Jednak sam zamek! O tak, niezwykle interesujący i wart dokładniejszego zbadania. Później wiele razy go odnawiano, lecz zło pozostało i czeka aż ktoś je wykurzy, wcześniej robił to Simon – ostatni z linii Belmontów. Zręczny, skoczny, szybki i waleczny. Prawdziwy bohater, który żadnej platformy się nie bał, a tajemnice zamku nie stanowiły dla niego żadnej zagadki…
578318_35454_front

Losy tych wymienionych bohaterów stanowią zaledwie preludium do tego co się wydarzyło później. Zombi zrozumiały swój potencjał i zaczęły się pojawiać w niezwykle różnych lokacjach…Rafinerie, zamglone milczące miasteczka, korporacyjne wieżowce, katedry Tristram, duże miasta, średniowieczne zamki, czy też stare domostwa…
Mam jeszcze Wam wiele do opowiedzenia, wiele bohaterskich historii, kilka nowych gatunków, a wśród nich takie te co używają broni, przerażają a nie śmieszą… Jeśli drogi znalzco zechcesz dalej czytać to przygotuj się na Akt II… Dużo mroczniejszy i bardziej brutalny…

uth

Reklamy

5 komentarzy

  1. Wraz z rozwojem gier, rozwijają się techniki walki z nimi :) Autorzy mają coraz więcej pomysłów, by odświeżyć walkę z zombie. Przyznaję, że właśnie ich gatunek jest niezwykle ciekawy. Grając w Fallout’a 3 dziwiły mnie zachowania tak zwanych Ghuli. Które widząc mnie nawet z odległości kilometra, biegły do mnie, rządne krwi :) A ja przeskakiwałam z kamienia na kamień, one za to głupie biegały dookoła i nie wiedział jak mnie dorwać :D
    Aha i wyłażenie z ziemi, (jest może i straszne, bo nigdy nie wiesz w którym momencie to się stanie), ale jest rozwiązaniem raczej durnym… Pamiętam jak w Fable’u mnie to wkurzało. Aż się bohater podnosił kurde :S


  2. Dzięki za komentarz i przypomnienie o tych dwóch grach, dodam do tytułów, które jeszcze postaram się omówić. Zapraszam też do kolejnych części cyklu :)


  3. Muahahaha, zombie attack! Braaaaaaain… Zombiaczki to nader wdzięczny temat na kolejnych kilka felietonów :)


  4. Świetnie napisany tekst, zajebisty pomysł przyszedł Ci do głowy ;) Liczę na to, że następne części będą dłuższe i bardziej obfite we wspomnienia.


  5. Dzieki, mam nadzieje, ze uda mi się utrzymać poziom :)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: