h1

Historia Grobowego rodu Akt II

24 Listopad, 2008

world-of-warcraft-undead-1
1990 rok wiązał się z miastem Waterdeep w równoległym wszechświecie o nazwie kojarzącej się z rosyjską, ręczną wyrzutnią rakiet- RPG (która swoją drogą stanowi całkiem niezłą barierę na niewielkie stadko trupów).
Wtedy dowiedziałem się, że odwiedzany przeze mnie wszechświat Role Playing Games (RPG) ma swoje własne legendy. Na pozór proste historie grupy anonimowych bohaterów, którzy zeszli do kanałów „pod”, jaskiń „tam”, czy lasów „za”, by stoczyć ostateczny bój ze złem i stać się elementem przewodnim pieśni.

Co ciekawe, każda osoba która sprzedawała mi te opowieści mówiła o innej grupie – trudno więc ustalić kim byli naprawdę bohaterowie z historii „Eye of Beholder”. Przypomnieć jednak czytelniku muszę, że ten świat rządzi się swoimi prawami i w jego powtarzalnych postaciach jest nadzwyczajnie różny. Ten podobnie jak świat Arthura, pełen jest magii i odpowiada mniej więcej „mrocznym czasom” przeplecionym z przeróżnymi fantastycznymi legendami, jakie zdołałeś usłyszeć w swoim krótkim żywocie. No ale cóż, trudno mówić o świecie bez magii, kiedy czytacie o Zombi, prawda?

We wszystkich opowieściach o Waterdeep jedno się zgadzało: z nogami po kolana w błocie, pleśnią okrywającą każdy kamień, oraz pochodniami, które leniwie, niby od niechcenia rozświetlały wędrowcom drogę, pojawiły się One. W poszarpanych łachmanach, skórze koloru brąz i smrodzie nieznanego pochodzenia. Człapały grupami w stronę bohaterów wymachując wyciągniętymi łapskami.
W usłyszanych przeze mnie opowieściach reagowały na miotane z łuków strzały, miecze, buzdygany, młoty, błyskawice ciskane z dłoni, czy też magiczno-religijne inkantacje. Czułe na wszystko o tendencji do pojawiania się kilka metrów przed bohaterami nie wiadomo skąd- przypuszczam, iż na wskutek kiepskiego oświetlenia i wad żywieniowych bohaterowie nie mieli orlego wzroku…
Zombi pojawiały się na jednym z poziomów kanałów w towarzystwie uzbrojonych szkieletów. Nie były niezwykle groźne, a niebezpieczeństwo pojawiało się wyłącznie kiedy pełzły w grupach. Śmiem zatem wątpić by były w stanie opanować świat, czy miasto. Dało się odnotować, że poruszały się one bowiem tylko tunelami i nigdy nie wpadły na pomysł skorzystania ze schodów, czy drabiny….Inteligencja ograniczona do „móóóóóózg”, popędów i jednego poziomu kanałów…
eyeofthebeholderfront1

Cwańsze bestie można było napotkać w okolicy wsi Tristram z kontynentu Diablo. Zapuszczając się w odmęty Katedry tuż obok, napotkałem Ich kilka odmian. Nie tylko te zwyczajne/typowe, ale też ghule, gnijące trupy, czy też takie, które wieśniacy nazywają czarną śmiercią, szepcząc że potrafią wyssać z Bezimiennego bohatera życie, niczym robią to wampirze pomioty…
Zombie niezwykle stadne, nadto wśród nich można było odnaleźć czempiona, bestię silniejszą niż pozostałe… Bezimienny wspominał, mówiąc o nich imionami Soulpus, Goretongue, czy Rotfeast Głodny. Wspominał też o nich z szacunkiem bowiem o ile on potrafił uderzyć tym co miał w ręku, strzelić z łuku, czy cisnąć w nie magiczną kulą, tak wieśniacy bronić się przed nimi nie potrafili.
Stwory te stanowiły mimo wszystko łatwy łup dla bohatera. Potrafiły jednak zaskakiwać, jak to zombi. Wyłaziły niespodziewanie z beczek, krypt, czy eksplodowały rozrzucając krwistą papkę w przeróżne strony. Przypuszczalnie powstawały z pochowanych wcześniej tubylców, których popsutymi ciałami zawładnęła chaotyczna magia diabła z katakumb poniżej…
Ponadto istoty te wykazywały pewną odporność na magię, a ich uderzenia zadawały niezwykle duże obrażenia. Określił bym je jako zróżnicowane pod względem siły i niebezpieczne. Inteligencja jak gatunek powyżej, czyli na poziomie pantofelka. Przebrzydłe i zawodzące.
Walka z nimi natomiast miała pewną niezwykłą zaletę. Zadziwiające było, że po rozpłataniu cielska wyskakiwały z nich jak z procy: halabardy, scrolle, złoto, łuki, eliksiry, zbroje czy czarodziejskie laski…Wyobraźcie sobie, że nieraz byłem w szoku widząc, jak z rozbitej głowy wypadała pełna płytówka, albo momentalnie bohaterowi rosły bicepsy… Taaaak, 1996 rok przyniósł dość niezwykłe zombie, które powróciły w roku 2000… Legendy mówią, że niedługo nadejdzie trzecia fala. Jesteśmy, więc dobrze przygotowani i uzbrojeni w wiedzę.
icover11

Powinienem teraz odbić do miasta Racoon, bowiem w tym samym roku wydarzyło się coś ogromnie istotnego dla zombi tego świata, jednak zmuszony bym został do pozostawienia legend RPG. Jako, że robić tego nie chce bowiem pamiętnik-poradnik ma stanowić logiczną całość me zapisy będę kontynuował w tym temacie. Jeden bowiem przypadek stanowi interesujące odstępstwo od wskazanych cech.
Istotną odmianę w omawianym uniwersum stanowi planeta „Fallout”. Świat bardzo niezwykły. Wypalony, napromieniowany, brudny i niebezpieczny. Świat w którym ludzie nie są zagrożeni tylko przez niebezpieczne istoty z zew., ale przede wszystkim przez samych siebie. Odizolowane osady, kanibalizm, szaleństwo i brak wody przekładał się na dehumanizacje zamieszkujących go mieszkańców. Nawet dla mnie była to kraina zniechęcająca. Stal i broń palna na każdym kroku, jako wyznacznik władzy. Mutanty, roboty, gigantyczne skorpione i cholera wie co jeszcze…
Tuż obok komputerów, szedł ktoś z młotem w żelaznej kamizelce, a w innym miejscu obok dwugłowych krów bawiły się dzieci w lnianych portkach. Jak to określić? Podobno to miejsce kultu dla wielu szaleńców, którzy tam się zapuszczają. Nie można pominąć bohatera, samotnego człowieka w niebieskiej kurtce z numerem „13” na plecach. Dziwaczny typ, o zmiennym charakterze. Czasem ogładny, czasem zachowujący się jak Troll.
Trudno też było zapamiętać jego budowę, było w niej coś bowiem dziwnego. Miało się wrażenie, że albo jest potężny, albo drobny…Naprawdę dziwny człowiek.

Nie odstępując jednak od tematu, chce powiedzieć, że pośród tego całego pogrążonego w szaleństwie świata, zniszczonego wybuchami bomb nuklearnych, uchowało się kilku reprezentantów interesującego nas gatunku. Nie mam jednak na myśli czystych zombi.
Wskutek napromieniowania narodziły się ghule. Kiedyś ludzie, jednak póxniej poddani tak silnemu promieniowaniu, że ich ciało jak rónież kod DNA uległ przemianom pozostawiając przy życiu tych najsliniejszych.
Inteligentne i cwane. Część z nich niestety mimo zachowania ludzkiej świadomości zmieniła się w dzikie bestie, które stanowią odpowiednik bardzo zbliżony do zombi, czyli agresywne, głupie, powolne i w bliskim kontakcie groźne.
Zatem gatunek bardzo interesujący i jakby nie patrzeć, bardzo niebezpieczny. Pojedyńczy przedstawiciele żyją pośród zwykłych ludzi nie stanowiąc dla nich zagrożenia, inni włóczą się po pustkowiach w poszukiwaniu „żywego” jedzenia. Zdecydowana większość jednak skupiona jest w centrum, gdzie owa rasa się narodziła.
Opowieści z „Fallout” należą do tych bardziej dojrzałych i bolesnych. Udało mi się je odnaleźć w archiwach biblioteki pod rocznikami 97 i 98. Ostatnia wizyta na „pustkowiach” również przekonała mnie, że w ciągu ostatnch miesięcy coś się stało….
940108021-001

Podsumowując powiem, że wszechświat RPG walczył z zombie od zarania dziejów. Planety Elder scrolls, Fogoten Realms, Fable, czy Planscape Torment toczyły własne, odwieczne boje, a tam gdzie się pojawiają bohaterowie, tam są i one…
Inaczej ma się sprawa w przypadku realiów zbliżonych do Naszych, skąd pochodzę ja i Wy. To jednak opowieści, które przygotowałem na kolejny akt.

uth

Reklamy

6 komentarzy

  1. Fajny styl, chociaż żadnej z przytoczonych gier nie skończyłem to czytało się ciekawie. Wolę jednak zombie znane z takich niszowych produkcji jak Resident Evil i pochodne.


  2. Ha! Tak niszowe pozycje oczywiscie porusze ;) Nie ma mowy o pisaniu czegokolwiek o zombie bez tych tytulow. Chce tak przekrojowo przewertowac historie roznych stylow, jak i mojego kontaktu z nimi. Sukcesywnie postaram sie temat uzupelniac. RE, House od dead, l4d,dead rising i jeszcze sporo wiecej ;)


  3. Bardzo fajnie, bo zombie to – powtórzę się – wdzięczny temat na felietony i zainteresowani tematem powinni znać przebieg kariery zombiaków jako bohatera kulturalnego. Czy jakoś tak to szło :)


  4. Respect za Falla! :]


  5. O nie! Bagna… Moje ulubione! W Gothicu – kiedy się po nich chodziło mozolnie i jeszcze atakowały cię potwory – świetna atmosfera :F A magia i zombie? Nie kojarzy się niby, ale jedno i drugie jest „wymyślone”. Więc jakiś związek jest. Hehe wspomniałeś o ghulach :)
    Aha no i najważniejsze:
    Poooooooooooooozdro :O


  6. Magia i zombie kojarzą się jak najbardziej ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: