h1

RETROspekcja: „Fission Mailed? WTF?”

14 Grudzień, 2008

metalgear2boxart

Powiedzmy to sobie na początku – drugi Metal Gear Solid zaskakuje. Wielu spodziewało się kontynuacji przygód Snake’a z cyklu „więcej, lepiej, ładniej”, okraszonej iście rewolucyjnymi patentami, wykorzystującą w pełni moc PlayStation 2 (o konwersji na PC nikt wtedy nie myślał). Słowem – dającą niesamowity zastrzyk adrenaliny produkcji, którą wspominać się będzie latami.  Czy Hideo Kojima – twórca serii i idol wielu fanów serii – sprostał postawionym mu wymaganiom czy nie podołał tworzeniu najbardziej oczekiwanej gry roku 2001? Jedno wiem na pewno – udało mu się stworzyć grę, o której mówiono przez bardzo długi czas… chociaż niekoniecznie były to rozmowy przychylne dla Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty.

Most George’a Washingtona, późny wieczór. Jest ciasno na drodze, tak, jakby każdy kierowca w Nowym Jorku chciał przejechać właśnie tamtędy. Zatłoczona ulica kontrastuje z niemal pustym chodnikiem, po którym leniwie przechadza się postać w płaszczu przeciwdeszczowym, spod którego wystaje jeno tląca się końcówka papierosa (niechybnie „Poznański” bez filtra – ktoś pamięta jeszcze ten wynalazek? ;) ). Po chwili sennego marszu tajemniczy jegomość zaczyna biec, zrzucając po drodze z siebie płaszcz. Niewiele pomaga to w jego identyfikacji, gdyż korzysta z kamuflażu stealth. Nagle postać skacze z mostu, pod którym przepływa tankowiec Discovery, wypełniony po brzegi amerykańskimi Marines… Lądowaniu mężczyzny towarzyszy awaria urządzenia kamuflującego – teraz widać, że to sam Solid Snake. A skoro on tu jest, to na pewno nie bez powodu, nieprawdaż…? Powód może być tylko jeden – na pokładzie statku transportowany jest nowy model Metal Geara o nazwie kodowej Ray. Niespodziewanie statek zostaje opanowany przez rosyjskich terrorystów, część Marines zostaje wyrżnięta w pień, a Snake nie wie, co się w ogóle dzieje…

metal-gear-solid-3-snake-eater-20040720021852496Pierwszy kontakt z Metal Gear Solid 2 zaczyna się od tej właśnie sceny. Sceny wyreżyserowanej niesamowicie sprawnie, okraszonej tajemniczą muzyką, która powoduje ciarki na plecach. Nie sposób nie dać się ponieść akcji, która rozwija się z minuty na minutę, podnosząc poziom adrenaliny w organizmie. We wszystko jest wplątany stary znajomy, Revolver Ocelot, który w końcowych scenach kradnie Metal Geara i zatapia statek wraz z naszym bohaterem… Właśnie zdradziłem Ci, drogi czytelniku, koniec. Koniec pierwszej części Metal Gear Solid 2. Zdezorientowany? Zdenerwowany? Chcesz pourywać mi palce za to, co napisałem? Czytaj dalej…

Po katastrofie tankowca Discovery wody Nowego Jorku pokryły się trującą warstwą nafty, która praktycznie zniszczyła podwodne życie w tym rejonie. Aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się „największej katastrofy ekologicznej” zbudowano platformę Big Shell, mającą służyć oczyszczeniu wody i przywrócenie jako takiej stabilizacji tamtejszym akwenom wodnym. Haczyk w tym, że platforma ta została opanowana przez terrorystów, którzy zaatakowali z wyrachowaniem – podczas wizyty prezydenta USA. Mają więc cholernie mocną kartę przetargową, mnóstwo zakładników i wygórowane żądania. Nic dziwnego, że nas Big Shell posłano sporo antyterrorystów. Wysłano tam też naszego bohatera, jako pojedynczą jednostkę mającą na celu infiltrację Big Shell, uwolnienie prezydenta i ciche wydostanie się na ląd…

I tak oto rozpoczyna się drugi epizod gry, która była bodajże najbardziej oczekiwaną produkcją roku 2001.  Gry, która aspirowała do mianametal_gear_solid_2_sons_of_liberty_004 „najlepszej konsolowej produkcji ever”. Pamiętam relacje w pismach konsolowych, które nie szczędziły ciepłych słów pod adresem MGS2, pamiętam zachwycanie się niesamowitymi screenami, pamiętam trailery z gry, które oglądało się u kumpli lub w kafejkach internetowych, bo człowiek sam nie miał internetu. Wreszcie nadeszła długo wyczekiwana premiera, której nie zapomnę nigdy, bo… zwyczajnie nie miałem na czym grać. Tak oto sobie szał na MGS2 minął, pojawiły się głosy krytyki, pamiętne 8-/10 w PSX Extreme, a ja zaczynałem coraz mniej wierzyć w to, że kiedyś dane mi będzie zagrać w dzieło Kojimy. Z pomocą przyszedł kumpel, któremu ojciec kupił we Francji PS2 i MGS2 właśnie. Szybkie pożyczenie konsoli z grą i…

I szok. Oprawa graficzna powaliła mnie na kolana. Mając w pamięci pierwszego Metal Gear Solid nie byłem przygotowany na grafikę, którą przeliczała wtedy nowa konsola Sony. Bogactwo detali, pięknie wymodelowane postacie, szalejący na statku deszcz i wiatr… Mocny kopniak w siekacze. Dalej trafiłem do zamkniętych pomieszczeń, które były opatrzone ślicznymi teksturami,  wieloma interaktywnymi elementami otoczenia (pamiętam, jak pierwszy raz schowałem się do szafki, wyszedłem i wywaliłem drzwi z kopa – szok!) i pięknie wymodelowanymi przeciwnikami przemykającymi się tu i ówdzie. Nie mogłem się nacieszyć pistoletem na strzałki, celowaniem w trybie FPP, przenoszeniem zwłok i chowaniem ich po kątach (tudzież w szafkach), a Snake’a oglądałem chyba z każdej możliwej strony, porównując jego model z tym z pierwszej części, zachwycając się widocznym zarostem na twarzy… Tak, swego czasu oprawa graficzna oferowała niesamowite wrażenia. Dziś wypada znośnie, jednak trzecia część MGS obnażyła jej braki. Uroda przemija, a nic nie trwa wiecznie, jak mawiał poeta.

Muzycznie to pierwsza liga – świetny motyw przewodni, stylizowany na lekkie techno z instrumentami symfonicznymi zapada w pamięci. Końcowy utwór „Can’t Say Goodbye To Yesterday” uderza w nutkę jazzową ze ślicznym kobiecym wokalem (Carla White) oraz świetnie podkreśla nostalgiczną końcówkę. W grze da się słyszeć sporo dynamicznej muzyki, ale są też motywy ckliwe i chwytające za serce. Słowem: nic, do czego Hideo Kojima nie zdążyłby nas przyzwyczaić. Spoglądam teraz na płytkę z OST z gry. Chyba ją włączę…

metal-gear-solid-2-solid-snakeTak, właśnie tego mi trzeba było, teraz mogę pisać dalej. Seria Metal Gear Solid słynie od zawsze z fabuły. W tej części Hideo pojechał niesamowicie, dostarczając nam niesamowicie klimatyczny political thriller z lekką nutką dekadencji… Znaczy – z japońskimi akcentami, oczywiście. Tylu fabularnych twistów chyba jeszcze w grze konsolowej nie widziałem – non stop ktoś kogoś zdradza, zmienia swoje poglądy, a sowy nie są tym, czym się wydają. Fabuła jest zakręcona jak świński ogon i pierwsze przejście gry zostawi na pewno bardzo dużo znaków zapytania w głowach graczy. Może nawet więcej, niż odpowiedzi na nie. Wielu narzekało właśnie na fabułę – że niespójna, że niezrozumiała, że zatraciła klimat pierwszej części. Po części muszę przyznać rację malkontentom – wątków jest od groma, przeciwnicy nie dysponują charyzmą Psycho Mantisa czy Sniper Wolf, a dialogów przez Codec (czyli takie radio łączące z bazą naszego bohatera, jeśli ktoś nie orientuje się w serii) jest zbyt dużo. Ale spójrzmy też na drugą stronę Metal.. tfu, medalu – dialogów słucha się z zaciekawieniem i przyjemnością (jeśli dobrze zna się angielski, w przeciwnym razie faktycznie mogą one nużyć). Ja w każdym razie nie przewinąłem żadnego, chociaż podczas rozmów z wybranką naszego bohatera, Rose, miałem taką ochotę.

„Zaraz, to Snejk w końcu znalazł sobie dziewczynę? I dlaczego nie Meryl?!” – krzyknie ktoś z audytorium. Cóż… Snejkiem można kierować tylko na tankowcu Discovery.  Podczas przeczesywania Big Shell w nasze ręce zostaje oddany Jack Raiden, żółtodziób, który jako jedyne doświadczenie w cichych operacjach posiada z wirtualnych misji. Pamiętam ogromną falę krytyki pod adresem Kojimy za to posunięcie. Gracze zarzucali, że Jack to metroseksualny gość, którym gra nie sprawia żadnej przyjemności. Cóż, do czasu poznania pewnych faktów z jego życia faktycznie może się tak wydawać. Ja w każdym razie słuchając pewnych ciekawych opowieści o nim samym polubiłem tego blondasa. Być może Hideo chciał pokazać, że siła serii nie opiera się jedynie na postaci Solid Snake’a z kiepem w ustach? Możliwe. Odważne posunięcie, za które wypada mi tylko przyklasnąć Mistrzowi.

Gameplay. Obok niesamowitej liczby cut-scenek  to właśnie on stanowi esencję MGS2. W porównaniu do części pierwszej zaliczył spory skokps2_metal-gear-solid-2-sons-of-liberty_6 jakościowy. Doszły nowe ruchy dla obu postaci (zwisanie z barierek, podciąganie się niczym na drążku, pływanie (!), nurkowanie, celowanie w FPP, gwiazda czy skok z fikołkiem…), które skutecznie urozmaiciły rozgrywkę. W temacie „stealth-action” Metal Gear Solid 2 w czasie swojej premiery naprawdę był nową jakością – przenoszenie zwłok terrorystów, chowanie się po szafkach i temu podobne dawały zupełnie nowy wymiar zabawie w „kitranie się po kątach”. Pamiętam, w jak ciężkim szoku byłem, gdy sprzątnąłem sobie strażnika, po czym usłyszałem przez radio jego dowódcę, który zaniepokojony brakiem raportu ze strony „przed-chwilą-tragicznie-poległego” wysłał patrol, który miał ustalić co się stało! To naprawdę robiło wrażenie. Sama gra natomiast stawia przed nami kilka nowych wyzwań (szukanie i zamrażanie bomb daje radę), ale też powiela kilka schematów z poprzedniej części (elektryczna podłoga i sterowanie rakietą z Nikity, żeby daleko nie szukać). Ma to swoje uzasadnienie fabularne, które na pewno nie pozostawi Was obojętnym. W każdym razie – gameplayowo to kawał solidnej roboty, przy którym można bawić się długo i za każdym razem inaczej opracowywać swoją strategię cichej eliminacji przeciwników.

Czy Hideo Kojima dostarczył produkt kompletny? Chyba nie, bo jakiś czas po premierze „Sons of Liberty” dostaliśmy ulepszoną wersję drugiego MGSa, o podtytule „Substance” (który wylądował również na Xboxie i PC). Co zawierał dodatek? Sporo tego – 300 misji w wirtualnej rzeczywistości, pięć dodatkowych rozdziałów historii z MGS2 z udziałem Snake’a i możliwość walnięcia kilku trików na desce (Snake na Big Shell walił grindy, że hoho!). Sama gra została wydana na płycie DVD-9 i oferowała zarówno te dodatki, jak i podstawowe „Sons of Liberty”. Miło.

mgs-art-conceptsm

Czas na małe podsumowanie. Metal Gear Solid 2 na pewno nie jest produktem dla każdego. Niektórzy gracze uznali go za przegadaną historę, która jest niespójna i prawie niezrozumiała. Inni ogłosili nadejście Mesjasza, najlepszej konsolowej gry, jaka kiedykolwiek powstała. Moim zdaniem prawda leży pośrodku – jest to produkcja nie bez wad, za to z ogromną dawką grywalności. I przede wszystkim – skłania do refleksji. A to w grach cenię sobie najbardziej. Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty to bardzo dobra gra, którą polecam wszystkim, bez względu na płeć, wyznanie i wiek. Jeśli się wciągniecie, czeka Was około trzynastu godzin niesamowitej akcji. Moim zdaniem – warto, zdecydowanie warto dać MGS2 szansę.

Bzdursky

Reklamy

8 Komentarzy

  1. Synowie Wolności, to zdecydowanie moja ulubiona część sagi Węża i gdyby nie moje zaniedbanie tematu już dawno napisałbym o grze to i owo sypiąc spoilerami o wiele bardziej niż Bzduras. No nic, pozostaje mi tylko nie olanie tekstu o MGS4 i wyrobienie się z nim w najbliższym czasie.


  2. No sorry, o czwórce za Ciebie nie napiszę. Czemu? Bo w nią zwyczajnie nie grałem ;)


  3. eh… pamietam jak zobaczylem pierwszy raz MGS2 na moim ekranie… pazdziernik, 6 rano…


  4. pytanie: czy mnie oczy mylą czy z jakiegoś niewiadomoego powodu daliście arta z jedynki???


  5. Fakt. Po prostu tak mi się spodobał, że pozwoliłem go sobie tutaj wrzucić.


  6. wolałbym jakiś z Raidenem ;p


  7. Co fakt, to fakt, brakuje Raidena na artach.


  8. […] dla przypomnienia kilka najlepszych tekstów byłego redaktora cpn Bzdursky’ego: DMC, MGS, MGS2, MGS 3. Prawda, że niezłe? Dzisiaj aktywnie na naszym blogu piszę ja, Shini oraz Uth – […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: