h1

Błądzić jest rzeczą ludzką

29 Grudzień, 2008

rack_rackham

Dziś mnie w pracy natchnęło podczas przesłuchiwania płyty „Walls” Apparatu (którą btw. gorąco polecam, szczególnie utwór „not a number” i „birds”) i doszedłem do dość kontrowersyjnego wniosku: piractwo jest rzeczą ludzką i należy dojrzeć by to zrozumieć.
Nie krzyczcie i czytajcie dalej…

Dlaczego tak uważam i czy pochwalam ten proceder? Oczywiście, że nie. Staram się po prostu znaleźć odrobinę zrozumienia i nie utopić się w morzu własnej hipokryzji, ponieważ i na moim dysku znajdą się mp3, których po 24h nie usuwam… A co z systemami, edytorami tekstu, archiwizerami, czy innymi „niezbędnymi” do życia programami, które nie są freeware? Pewnie kilku z Was zapłoną teraz policzki i niczym najświętsza inkwizycja krzykniecie „biada Ci, bowiem przyznajesz się, wobec nas, którzy czyści i bez grzechu!”. Chwała Wam za to i bardzo to pochwalam.
Piractwo jest jednak rzeczą dla ludzi naturalną, jeśli bowiem coś można zdobyć drogą krótsza i łatwiejszą to my- ludzie- to robimy. Jest wiele przykładów nie tylko z pola filmów, muzyki i gier, ale również książek, jedzenia, motoryzacji itd. Po co robić obiad 3 godziny i wydać na to 20 zł, jak można iść do chińczyka i zjeść coś za 10 zł, po co czytać lektury skoro ktoś nakręcił o tym film? Po co biegać z włócznią za mamutami skoro obok domu masarnia, czy hipermarket? Po co pracować 40 godzin więcej, albo wydawać pieniądze które mogę wydać na flaszkę…
Pomyślicie, że to nie wiele ma wspólnego z piractwem, które jest problemem społeczności korzystającej z dobrodziejstwem mediów, ale ma i to w rzeczy samej niezwykle dużo.
Kradzież (bo i ja tak to widzę) jest czymś prostym. Dla mnie nie ma znaczenia, czy kupi się płytę na bazarze, czy ściągnie korzystając z torrentów – jeden pies, kradzież jest kradzieżą, jednak przy tym czymś niezwykle łatwym i w szerokim spektrum widzenia pozbawionym konsekwencji. A przecież każdy z nas słyszał „po co utrudniasz sobie życie?”, „idź na skróty”, „czekaj, czekaj, znam szybszą metodę”…
Internetowe napiętnowanie? Dajcie spokój, wymiana gier i piractwo towarzyszy nam od początków komputeryzacji, kto nie słyszał bowiem o nagrywaniu gier z audycji radiowych na C64, czy kupowaniu dyskietek na bazarach i w centrach handlowych jeszcze w latach 80tych… To była codzienność, którą dziś wspominamy ze łzą w oku. Nie było też innej możliwości, mało to blogów o klasyce gier i latach w których rządził inny ustrój?
Jakie więc napiętnowanie? Kontrole? Zdarzają się, jednak to rzadkość i chyba tylko w akademikach. Inaczej ma się sytuacja w której jesteśmy jedynym złodziejem pośród dużej społeczności, wtedy czujemy się napiętnowani. Takie społeczności jednak to zwykle zamknięte gromady koleżeńskie, czy fora. Nie jest to masa z jaką się spotykamy na co dzień, bowiem nawet blondynki umieją ściągnąć „empe czy”, czy „dirty dancing 2” z internetu.
Piractwo jest zatem casualowe, taki może być kolejny wniosek. A co jest casualowe to jest? No właśnie, zależy od punktu widzenia.
Nie odnosi się to tylko do naszego społeczeństwa, które tak naprawdę szczególnie biedne nie jest. Gry na allegro, czy ebay można zakupić po naprawdę niewielkich cenach o ile nie celuje się wyłącznie w uber-wczorajsze-premiery. Mamy średnią więc cenę, bowiem i za gry sprzed kilku lat czasem trzeba sypnąć koło 80zł, no ale przecież trzeba jeszcze zrobić przelew, odebrać to z poczty, potwierdzić mail`em….no i w sumie to 40 płyt, chuj tam… zobaczę czy jest na „mininovie”.
Niestety tak to się kończy, jesteśmy z natury leniwi i chcemy sobie wszystko ułatwiać. Rozterki moralne też niezbyt często ujawniają się w społeczeństwie, myślenie zatem że zabija się wytwórnie takie jak Free Radicals, gry jak Beyond Good & Evil, czy Okami nie błyszczą w główce, pojawia się miast tego lista co ściągnąć można jeszcze (sam sporo takich zrobiłem). Czemu wiele filmów i gier nie powstało? Bowiem rozchody na produkt, który wydano nie były dużo mniejsze od przychodów jakie uzyskano w konsekwencji udostępnienia materiału na przeróżnych stronach, ftp`ach, serwerach itd. Co za tym idzie? Nie było pieniędzy na zrealizowanie nowego pomysłu i coś umarło, ale to przecież jasne i to właśnie główny argument przeciwko walce ze „złem”.
Inną stroną medalu jest dostępność co poniektórych filmów, czy muzyki na naszym rynku. Sam posiadam całkiem sporą kolekcję oryginalnych filmów na dvd, którymi mógłbym się pochwalić i kupuje je namiętnie będąc często posądzanym o „szalone kolekcjonerstwo”. Jednak bez p2p nigdy nie zobaczył bym takich pereł jak „Jade Warrior”, czy „Kathalan”- nigdy bym też o nich nie usłyszał.
Nigdy również nie zobaczylibyśmy wielu bardziej popularnych filmów z polskimi napisami, przecież powstanie większości serwisów z napisami było konsekwencją masowego piractwa filmów. A co z fanowskimi spolszczeniami? Czy to nie jest piractwem? Dla przykładu: http://www.youtube.com/watch?v=3slfvLWxpU0 bez piractwa, nie rozwinęła by się „szara strefa”, a zaraz za nią mnóstwo kapitalnego homebrew, emulatorów, czy właśnie przerabiania oryginalnych plików tak byśmy mogli cieszyć się zrozumiałymi dla nas napisami z „ć,ź,dż,ó”. Zabawne prawda? Jak widać piractwo niesie spore zagrożenie wyniszczające świetne małe grupy z oryginalnymi pomysłami na gry, czy filmy, jak również rozwija pewną niedocenianą, niezwykle twórczą sferę. Co bardziej: zmusza do myślenia. Zrozumcie, że nie chce tego pochwalać i pisać peanów o tym, że nikt nie rozumie. Piractwo jest złe, ale nie piętnujcie wszystkich dookoła, niektórzy bowiem zrobili wiele dobrego dla innych wskutek zaistnienia tego zjawiska. A ja? Ja musiałem dojrzeć by zrozumieć, że chce kiedyś mieć półkę oryginalnych pudełek, których nie będę wstydził się pokazać. A gdy zapytają mnie wnuki: „dziadek a Ty byłeś łobuzem?”, odpowiem „kiedyś dużo kradłem…I to ja zabiłem Time Splitters”.
Nie jestem z tego dumny, a czarne pudełka od gier z drukowanymi u kogoś okładkami powoli zastępują zielone pudełeczka, pięknej jakości okładki, a w środku kalka na płycie, książeczka i duma. Fajnie jest zrozumieć, że w tym wypadku piractwo jest złe i że przyczyniłem się do upadku firmy odpowiedzialnej za jedną z moich ukochanych gier, która btw. ukradłem. Mea culpa. Powoli, ale jednak przechodzę na drugą stronę. Doceniam mimo wszystko rzeczy o których pisałem powyżej, podziwiam tych małych ludzików w okularkach, którzy piszą tłumaczenia, tych którzy zamieszczają filmy jakich w polskich sklepach nie ma i tych, którzy już dawno przeszli na drugą stronę, a na przyznanie się do kradzieży cyfrowej odpowiadają „kiedyś to zrozumiesz Mały”…

uth

Reklamy

12 komentarzy

  1. Muszę się z Tobą zgodzić co do wielu zawartych w tekście tez. Sam uważam, że piractwo może i przyczynia się do rozwoju branży w biedniejszych krajach. W wysoko rozwiniętych państwach piractwo należy uznać za szkodliwe, gdyż gry bez problemu lądują w koszykach rodziców obok innych zabawek – tam nie takiej ma bariery cenowej. Natomiast w krajach Europy wschodniej ludziom często brakuje na zaspokojenie najważniejszych potrzeb i wydatek 1/4 pensji na rozrywkę wydaje się szaleństwem. Z pomocą przychodzi piractwo, na którym często wychowują się przyszli pasjonaci a ci z kolei, kiedy dorastają i mają swoje dochody okazują się tymi szaleńcami przekładającymi swoją pasję ponad wszystko. Gdyby nie mieli szansy na spróbowanie pirata, nie poznali by smaku gier a producenci musieli by ponosić dodatkowe koszty (reklamy itp.) aby pozyskać takich klientów.


  2. Ciesze się, że zrozumiałeś o czym pisałem. Jednocześnie rozwinąłeś tekst o bezpośrednią, świetną myśl.
    Piractwo nie jest czymś prostym do zrozumienia, nie ma tu wyłącznie białych czy czarnych wniosków. Trudno osądzać i pozostać sprawiedliwym wobec siebie. Nam dano szansę, dzięki temu kochamy gry.


  3. W zasadzie Uth, masz rację. Mogę śmiało powiedzieć, że bez piractwa nie było by beriona – i paradoksalnie – nie kupowałbym dziś oryg. gier. Dzięki piractwu mogłem rozwinąć swoja pasję i wiedzę na ten temat.

    Hmm… zaraz, czy aby na pewno dzięki piractwu? ;) Kiedy byłem „małym brzdękiem” to oryg. gier nie było w sklepach. Dostać cart do Famicoma czy Master System to nie lada sztuka. Pomijając też fakt, że ceny softu w Polsce były i są kosmiczne (w stosunku do zarobków oczywiście). O, i tutaj cała tajemnica.

    To błędne koło jest. Obydwie „strony” mają rację.

    Pomyliłeś też dwie rzeczy Uth. Warez z warez-sceną. :P W każdym razie thx za reklamę projektu. ;]


  4. Nie ma sprawy :] Miło zobaczyć tutaj Twój komentarz.


  5. Właśnie, dało się nagrywać gry na C64 z radia?


  6. http://www.frazpc.pl/b/218315 na spectrum for sure, o c64 słyszałem od znajomych, ale sam tego nie doświadczyłem :]


  7. Ja też teraz przerzuciłem się na oryginały po latach piracenia – głównie ze względu na Xbox Live i w trosce o konsolę.

    A właśnie – kto jest autorem tekstu? Lib, podpisałbyś się :P


  8. Czyli widzę, że nie tylko ja mam taki proces za sobą… Co więcej – pamiętam, jak postanowiłem kupować oryginały, bo w tamtym roku kupiłem najwięcej nowych gier :)


  9. Ciekawy tekst. Piractwo stało się – szczególnie w Polsce – zjawiskiem powszechnym. Najgorsze jest to, że dystrybutorzy nie robią niczego, by ludzi masowo zachęcić do kupowania oryginału. Polska jest krajem, gdzie płaci się kupę siana za podatki, a dostęp do szeroko pojętej kultury w legalny sposób mają tylko nieliczni. Filmy, które są chyba najbardziej krótkotrwałą rozrywką(oglądasz – odkładasz na półkę) chodzą średnio po 40 zł. A podejrzewam, że gdyby kosztowały ‚symboliczne’ 10 zł, to ludzie zastanowiliby się 5 razy przed ‚zassaniem’. Teraz nie zastanawiają się w ogóle.


  10. Pamiętam sytuacje z Painkillerem, gdy kosztował 20 zł, w jakiejś super edycji. A ludzie i tak woleli iść na bazar, bo „tam po 15”. Ja osobiście kupuję oryginały, a to czego nie mogę kupić.. No cóż, załatwiam sobie. Ale też nie wszystko, nie grałem w sporo nowych tytułów, Mass Effect, Jade Empire, C&C. Do Diablo 3 szykuję powoli potrzebną kwotę, bo mam szacunek do marki Blizzarda. Ale przyznaję się, jestem casualowym piratem.


  11. Sytuacja z Painkillerem jest świetnym pokazaniem braku szacunku. Ludzie pieprzą, że Polska się w świecie nie liczy, ale nie raczą kupić orginała gry, która tak dobrze się sprzedała. Tak samo irytujący są choćby fani m&a, którzy ściągają skanlacje, ale nie kupią nic wydanego w Polsce. Sam taki byłem, zamiast kupować Naruto wolałem ściągać z netu. Dobrze, że w tym roku zmieniłem swoje postępowanie i zacząłem kupować to oprócz FMA i DN.


  12. Oj, nie ma nic piekniejszego niz pack anime w twardym kartoniku na regale. Niestety srednia cena anime w Polsce to nadal od 35-60 zl za plyte.
    Pierwsze wydanie Mononoke kosztuje prawie 100 zl, przyznam tez ze czytanie scanow (tak przeczytalem calego Thorgala) nijak sie ma do czytenie z karteczek, ktore mozna zakupic w starych „ksiazkowych lombardach”. U nas w Szczecinie taki jest i mozna nabyc klasyki komiksu za 1,2,4 zl… Ile Mega Marvelow, Dark Horse`ow i innych pereł tam kupiłem to bania mała, np. „Weapon X” za 3 zl.

    Co do Painkillera :( Niestety jest to niezwykle smutne, Polacy wydali swietna jak na swoje czasy gre z kapitalna fizyka, oryginalnymi pomyslami (i ch*ujowa koncowka ;) ) i to w rewelacyjnej cenie chyba 30 zl- wyszla razem z gazeta, pozniej w tej cenie mozna bylo tak jak napisano powyzej kupic z dodatkiem. A ludzie i tak wola sciagnac… Wiec jaka tak naprawde powinna byc cena by im odpowiadalo?

    Nowe Beyond Good&Evil mozna kupic za 20 zl… Kolekcje Thiefa chyba za 30.. To, ze sa grami sprzed kilku lat nie ma znaczenia. wg mnie 80zl za gre to nie jest duzo, jednak wszystko sie obraca wokół pewnej mentalnosci i ksztalcenia mlodych pokolen. Przede wszystkim wyuczenia szacunku do „dobrze wykonanej pracy” za ktora sie placi. Taksowkarz Cie zawiozl szybko- dajesz napiwek. Zrobiono Ci dobrego kebaba, drinka, szybko obsluzono- dajesz napiwek….
    Zrobiona swietna i rewolucyjna gre- placisz…
    Wg mnie jest to proste. Ale wlasnie do zrozumienia tego wszystkiego trzeba dorosnac, przejsc kolejne etapy, pokonac kilku bossow, spotkac kilku NPC… Pamietajmy tez o tych, ktorych faktycznie nie stac a chca.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: