h1

Gears of War 2 – „bigger, better, more badass”

10 Styczeń, 2009

lrg-539-gears-of-war2-logo

Ten tytuł jest znany wszem i wobec w światku graczy. Gra, która wstrząsnęła odbiorcami niesamowitą oprawą graficzną, świetnym gameplayem polegającym na chowaniu się za osłonami i stamtąd zdobywanie terenu kawałek po kawałku (notabene patent ten pojawił się pierwszy raz w mniej znanym kill.switch) i niesamowitą wręcz dawką testosteronu, jaką była przeładowana.  Bohaterowie o aparycji Pudziana na sterydach, nienaturalnie niskich głosach, wszechobecne „fucki” i jeszcze gorsze „tatafakery” pojawiały się w ilościach hurtowych przez całą grę, a sama rozgrywka była – nie oszukujmy się – odmóżdżająca. Owszem, kilka elementów urozmaicało strzelanie, ale na zagadki logiczne nie było co liczyć.Moim zdaniem to bardzo dobrze – shooter TPP to shooter TPP, a nie gra logiczna, ale sporo graczy miało odmienne zdanie. Narzekano też na fabułę (że słaba), narzekano na zbytnie przyklejanie się postaci do ścian (że za często robią to, chociaż nie powinny), narzekano na długość gry (że za krótka) i na multiplayera (że ma parę błędów, których być nie powinno). Narzekano, a i tak każdy w to grał, bo tytuł był przełomowy. Czy wydany w listopadzie minionego roku sequel naprawia błędy poprzedniczki, czy jeszcze bardziej je pogłębia? Zobaczmy…

Po wysadzeniu pod ziemią bomby mającej na celu wybić nękających nas wrogów – Locustów – w zakończeniu pierwszej części okazało się, że starania ludzi spełzły na niczym. Owszem, nadszarpnięto siły wroga, ale nic ponadto. Co gorsza na powierzchni zaczynają zapadać się coraz to kolejne miasta, będące ostojami żyjących i walczących przedstawicieli naszej rasy, a Locuści stają się agresywniejsi z każdym dniem, zajmując coraz nowe tereny. Ostatnia ostoja ludzkości – Jacinto – jest desperacko broniona, z coraz marniejszym skutkiem. Człowiek jak to człowiek, uparty jest i wyprzeć tak łatwo się nie da, dlatego dowódcy wojsk COG decydują się na ryzykowny ruch – przeniesienie walk na tereny agresora. W międzyczasie zdążą zmienić się priorytety misji naszych wojaków, będzie kilka spotkań ze starymi znajomymi (wejście Cole Traina – hell yeah, baby!) oraz z nowymi-starymi, a sowy nie będą tym, czym się wydają. Marcus Fenix i jego oddział Delta ruszają skopać kilka tyłków…

gow2Fabuła w drugich Gearsach jest na pewno lepsza od jedynki – mamy większy rozmach, kilka fajnych twistów i mocno nakreślony wątek Dominica szukającego swej zagubionej żony. Nadal brakuje kilometrów do tuzów pokroju Metal Gear Solid czy Silent Hill, ale powiedzmy sobie szczerze – Gyrosy nigdy do miana „ambitnych” nie pretendowały. Dla mnie najważniejsze jest to, że druga część historii jest do przełknięcia bez popitki – rzadko kiedy ma ochotę stanąć nam w gardle. Jest nieźle, a jeśli skok fabularny między tą a następną częścią będzie taki, jak między jedynką a dwójką – możemy dostać mocne zakończenie całości. Tak, tak – koniec GoW2 daje nam do zrozumienia, że „nie odchodzę, to jeszcze nie koniec”. Osobiście nie lubię takich praktyk, ale skoro twórcy w ten sposób zapowiadają trzeci rozdział tej opowieści – jestem skłonny im wybaczyć. A to dlatego, że gra się w to wybornie i ja po prostu chcę więcej.

Więcej chowania się za osłonami, więcej strzelania ze świetnie zaprojektowanych broni, więcej krojenia ruchomych pokrak piłą łańcuchową i więcej pojedynków na te ostatnie. Wyobraźcie sobie taką sytuację: stoję z moim oddziałem w podziemnym przejściu czekając, aż towarzyszący nam niemy robot Jack naprawi windę. Z tyłu słyszę młodego (w tej roli B. Carmine – mówi Wam coś jego nazwisko?), który ostrzega przed atakiem Locustów. Z miejsca chowam się za osłonę, strzelając na oślep do ruchomych celów, którymi są dla mnie oddziały wroga. Wychylam się, przymierzam, oddaję strzał – prosto w głowę biegnącego – a w zasadzie już nie – Locusta. Nie cieszę się z jego nieszczęścia długo, ponieważ słyszę charakterystyczny odgłos, wydawany przez Tickery – małe, szybkie i upierdliwe stworki, które nasi wrogowie wykorzystują jako ruchomych min (coś jakby taki zamachowiec-samobójca – podbiega i wybucha, gdy jest blisko nas). Rozglądam się i widzę kilka Tickerów, które biegną w moją stronę – dwa wybuchły pod moim ostrzałem, zabierając ze sobą stojącego niedaleko nich nieszczęśnika, natomiast cała reszta stara się za wszelką cenę podbiec do mnie i moich towarzyszy. Bezskutecznie, należy dodać, bo mimo ostrzału ze strony wroga udaje nam się trzymać je na dystans. Po chwili słychać głośne „plask” i ostatni wróg pada bez głowy. Słabo?Ano tak, bo to dopiero jeden z początkowych rozdziałów historii. Dalej jest już tylko lepiej, ale nie będę spoilerował. Wiedzcie tylko, że w pewnym momencie Locusty padają dosłownie dziesiątkami. Nowe bronie, o których wpomniałem wcześniej, przyjąłem pozytywnie – moździerz, miotacz ognia (!) czy Gatling Gun spełniają swoje zadanie (czyli sieją niesamowity popłoch w oddziałach naszego wroga). Rozgrywkę usprawniono o kilka elementów (m.in. po powaleniu naszego wojaka mamy kilkanaście sekund na odczołganie się w stronę naszego oddziału i krzyknięcia o pomoc – jeśli towarzysze nam pomogą gramy dalej, jeśli nie – giniemy, a w przypadku, gdy obok kręci się chmara Locustów mamy szansę podziwiać ich podeszwy… zaraz przed tym, jak zmiażdżą nimi naszą głowę). Przydatny to patent, pozwalający częstokroć przeżyć w kryzysowych sytuacjach. O urozmaiceniach rogrywki nie będę mówił, bo nie chcę zabierać Wam radości z ich odkrywania. Element zaskoczenia jest tu niezwykle ważny, dlatego w tym momencie przestaję pisać o gameplayu – zagracie i odkryjecie go sami.

Oprawa AV – w części pierwszej robiła niesamowite wrażenie i do dzisiaj nie ma zbyt wielu tytułów, które jej mogą w tym względzie fiknąć.gow3 Dwójka natomiast dosłownie wypala gałki oczne! Wystarczy postawić obok siebie te dwie gry, by zobaczyć, jak dużo nauczyli się graficy Epic Games przez te dwa lata – pięknie wymodelowane postacie, masa efektów specjalnych, jeszcze więcej postaci na ekranie i płynna animacja – coś pominąłem? Gram w tą grę i wiem, że pieniądze wydane na Xboxa 360 nie poszły na marne. Chylę czoła przed Epic, bo bo, co możemy zobaczyć na ekranach naszych TV (i monitorów, jeśli ktoś, – jak ja – podłącza pod takowy konsolę) wypala mózg. Oldschool rulez? Taa, jasne… O muzyce dużo nie napiszę, bo nie zapadła mi w pamięć – głównie z głośników płyną orkiestrowe aranżacje, ale podczas gry jest się tak pochłoniętym akcją, że na muzykę nie zwraca się uwagi, po prostu. Za to wszelkie odgłosy wystrzałów bronii, okrzyki naszych i nie-naszych postaci, wybuchy, przeładowanie i cała masa innych – to brzmi świetnie. Na pochwałę załuguje dubbing – niski głos Marcusa i jego ekipy, kobiecy i delikatny naszego anioła stróża – babki z centrali, Anyi oraz każdy inny to bardzo dobra robota, nie ma tu miejsca na fuszerkę. Po prostu – pełen profesjonalizm.

8749079681Co mi się natomiast w drugich Gearsach nie podobało? W pewnym stopniu przeszkadzało mi „rozstrzelenie” klimatu – w jednej chwili mamy rewelacyjny klimat zaszczucia i lęku, który za chwilę przeradza się w radosne „hurrraaaaa!” na całe stado wrogów, by po jeszcze chwili zmienić się w shootera na szynach – troszeczkę taka żonglerka mi się nie podobała, powodowała zaburzenie spójności koncepcji całej gry, która przecież tak świetnie wyszła w pierwszej części. Zestrzeliwanie długo rozgrzewającą się bronią małych kropek, lecących w naszą stronę (a w zasadzie będących pociskami) też mi nie podeszło, podobnie jak jazda uzbrojonym wozem pancernym po lodowisku. Te dwa elementy są tu wepchnięte na siłę i gdyby ich nie było na pewno nic by się nie stało. No, może frustracja gracza byłaby mniejsza. I to w zasadzie koniec wad, jakie naliczyłem w drugich Gearsach.

Czas na podsumowanie, nieprawdaż? Cliff Blesziński przechwalał się, że Gears of War 2 będzie „bigger, better i more badass”. Jak pewnie domyślacie się z treści tekstu – moim zdaniem udało mu się to w stu procentach. W tą grę po prostu chciałem grać, a gdy już złapałem za pada – przepadłem, nie było mnie, a kumple wyzywali mnie od… No, tego nie musicie wiedzieć ;)  W każdym razie – gorąco polecam. Warto złapać za Lancera i pokroić kilka chodzących ścierw, by uratować ludzkość od zagłady i wygrać tą piętnastoletnią wojnę. Jeśli nie macie na co wydać kasy, brakuje Wam dobrych i intensywnych shooterów TPP i szukacie tytułu, który wybije zęby Waszym znajomym za pomocą grafiki – kupujcie bez wahania. Nie zawiedziecie się.

Bzdursky

PS. nie wspominam o multi, ponieważ grałem jedynie w singlu.

Advertisements

5 komentarzy

  1. No i Bzduras znowu pozamiatał :] Nie grałem jeszcze ani w jedynkę, ani w dwójkę, ale się przymierzam (która to już gra w kolejce do „must have?” XD). W Empiku widziałem jedyneczkę w serii Classics za chyba 80zł? Ostatnio Forzę za 59zł kupiłem sobie w tej serii, więc jak się troszkę grosza uzbiera to nadrobię zaległości ;P

    Co do tekstu, to bardzo mi się podobał, gdyż Bzdur zawarł wiele swoich osobistych odczuć, jak ten opis z rozwałką, oraz wypunktował najważniejsze elementy za jak i przeciw. Z tego co zlukałem z tekstu, to wygląda na to, że Gearsy 2 są godną kontynuacją jedynki i twórcy poszli trochę do przodu, tak w grafie jak i nowych elementach. Cóż, mogę powiedzieć – sprawdzi się w przyszłości :D


  2. Sprawdzaqj, bo warto – jeśli jesteś facetem to obok GoW2 nie przejdziesz obojętnie ;)


  3. Jak to mawiał Mark Whalber znany jako Marky Mark „its just a good vibration” ;)
    Jedynka momentami strasznie zasysała, ogromne „bow” za planszę w kopalni i pociąg – pierwsza klasa. Reszta mi nie podeszła, jazda UV czołgiem to również nieporozumienie, jak przypuszczam w dwójce podobny patent zastosowano (vide lodowisko).
    Gra ma fajny klimat w co-op kiedy się gra na hardcore poziomie, czuje się więcej aniżeli „biegnę do przodu, bam, chowam się, bam bam, biegnę”.
    Tak jak napisałeś jest to kwestia podejścia do tematu, dla mnie perfekcyjny shooter to :Left 4 Dead, Gears of War było dla mnie nudnawe, szczerze mówiąc to chyba przy wspomnianym przez Ciebie Kill Switch bawiłem się lepiej.
    Mimo wszystko skończyłem część pierwszą i drugą chce obaczyć, wiele osób dobrze o niej mówi- skoro i Ty polecasz to postaram się zakupić. Choć teraz pora dla mnie na Condemned 1 i Darkness – też bardzo dobre klimaty :)
    Bardzo ładnie napisana recenzja.


  4. Cóż, gust jest jak c**j – każdy ma swój (pań nie dotyczy ;) ). Ja przy Gearsach – opowieści o wojnie widzianej oczami wojaków – bawiłem się przednio, dlatego recenzja napisana jest w optymistycznym tonie. Jedynka również dostarczyła mi masę radochy, a na trójkę czekam bardziej aniżeli na wypłatę co miesiąc ;) A tytuły, kóre wymieniłeś (L4D, Condemned i The Darkness) to przeca shootery FPP, Gearsy są w TPP ;)

    Powiem to tak – jeżeli zawiodłeś się na jedynce to dwójkę sobie odpuść. To po prostu kontynuacja w tonie „więcej, ładniej, lepiej”. Nie ma tu rewolucji w stosunku do pierwowzoru, prędzej nazwałbym to ewolucją.


  5. Shooter to shooter, nie ma znaczenia czy zza pleców, czy sprzed nosa- ważne by była flinta i w co strzelać.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: