h1

„Spirit” to by się na ten seans przydał.

12 Styczeń, 2009

sspirit1
W związku z falą zalewających nas ekranizacji komiksów, czy gier, a przy tym niezwykłym popisie wizjonerskich pomysłów reżyserów, ja jako fan kina innego musiałem udać się do teatru 10 muzy na film „Spirit”…

Osoby Franka Millera przedstawiać nikomu nie trzeba, a tym którym zaginęło gdzieś ostatnie 20 lat życia powiem tylko, że ten brodaty człowiek maczał swoje paluszki w takich tytułach jak przeogromnie gamerskie „300”, cudnie komiksowe „Sin City”, czy w cyberpankowym morzu zatopiony „Robocop 2 i 3”. Gdyby Wam było mało to i miał swoje 3 grosze w dwóch ostatnich ekranizacjach Mrocznego Rycerza Gotham, którego grał miękkowargi Bale.
Wyobraźcie sobie więc zgromadzoną wiedzę mieszczącą się gdzieś pod tą porytą zmarszczkami twarzą, te kłębiące się niczym ciemne chmury pomysły i chude palce, które pukają w klawiaturę spisując to co dzieje się w jego głowie, a zapewne dzieje się tam mnóstwo.
Frank Miller musiał wypić naprawdę gorzką kawę, ponieważ wpadł na pomysł nietuzinkowy nawet jak na niego. A co gdyby tak ożywić świat filmu o super bohaterach z lat 60tych?
Wiecie: kiepskie kostiumy, brzuszki wyprzedzające klatkę piersiową, napisy „bum, bam, bang, bach!” i dzwięki „oink, trach, tłink!” wspierające każdą akcję? Wyobrażacie to sobie? Jeśli nie to włączcie youtube i wpiszcie „Adam West Batman”. Gruby temat prawda?
Trzeba wziąć pod uwagę możliwości realizatorskie, jakie były w tamtych czasach. No tak, nawet biorąc to pod uwagę, można stwierdzić, że to tragedia z brwiami narysowanymi kredą…
Mr. Miller więc wykorzystał cały swój sztab i zebrał do kapelusza pomysły, które się już wcześnie sprzedały jak wykałaczki w krainie Toffi. Co więc mamy?
spirit4
Klimat! O tak, klimat jest potrzebny, dużo klimatu. Co miało klimat? „Sin City”! A dlaczego? No bo miało kapitalnie nakreślone sylwetki bohaterów, skomplikowane monologi myślowe nawet jak na osiłka co to wyglądał jak Thrud Barbarzyńca, piękne zdjęcia, no i ten czarodziejski filtr komiksowy- snopy światła, podkreślone krawaty, okulary, trampki, broń. To wg. Franka stanowiła kwintesencję klimatu „Sin City” (które już na dziś dzień jest filmem kultowym, a kto go nie widział ten parówka). Znalazł też fajną historię napisaną przez Willa Eisnera w 40 roku, o „nieśmiertelnym bohaterze”, który działa niczym cień, wspiera policje i bije złych bandytów, a w samotności… W samotności słucha szlochów swojego ukochanego Central City ubrany w garniturek, kapelusz i płaszcz.
spirit2
Jest więc baza: „dobra historia” oparta na komiksie o którym niewielu „mainstream`owców” słyszało, doświadczenie w efekciarstwie, szkice klimatu, więc jedziemy!
Czasu to trochę trwało i w internecie zaczęły się pojawiać trailery nakręcające hype, pchając nogami, barkiem, rękoma i głową masę głodną obrazów ramy „Sin City” do kin. Będzie bowiem filtr, będzie na komiksie, będzie bohater, będzie fajnie.
Usiadłem wygodnie w foteliku podtrzymując pudełeczko z nachos i chrupiąc śliniłem się na to co zobaczę.
Początek w klimacie milion razy wspominanego „Sin City”, muzyka jak u Dannego Elfmana.
…bohater biegnie po dachu (Spirita gra miałki Gabriel Macht), robi salto, a jego płaszcz i krawat powiewają w deszczu… mignęły gdzieś podświetlone trampki i zaczęła się akcja.
Pojawiają się dwie śliczne kobiety scharakteryzowane na lata 40te, podniecające, eleganckie i zarazem niebezpieczne. O tak, będzie dobrze! Pojawia się też Samuel L. z rodziny Jacksonów (ale nie tych od „5”), kapitalny jest, będzie cudownie!
spirit3
Wtedy też następuje wymiana ciosów pomiędzy bohaterami niczym wyrwana z Toma i Jerego, toaleta nałożona przez głowę i „kloaczne są zawsze śmieszne”. Potem fala kiepskich dialogów, nieścisłości świata, który ni to steampunkowy nie jest, ni retrotechno, ni to Gotham City, lata 40te to nie są. WTF? Komórki i ubrania jak z „Chłopaków z Sąsiedztwa”?
Coraz więcej takich elementów składało się na myśl „że coś tu nie gra i nie tworzy całości”, całość przesycało efekciarstwo wypełniające nawet schody obok foteli na których siedziałem, nachos nie smakowały, nijaki bohater i tragiczne dialogi. Nie, nie, nie- to nie może być Frank Miller, którego znam? Gdzie jest bohater? Gdzie jest brudne i zepsute „Miasto Grzechu”(btw. policjantka idealnie pasuje do jednej z pracownic dzielnicy Starego Miasta)? Co to za skacząca stopa zakończona głową? Co tu się dzieje? Czy „Spirit” to człowiek, czy nie? Dlaczego wspina się po ścianie wbrew fizyce, a potem spada z nią zgodnie bojąc się, że zginie? Przecież on jest nieśmiertelny, przecież zebrał kule w klatę, uderzenie znakiem, rurą, kiblem, nóż w żebrze… Dlaczego się boi? O co tu chodzi? Gdzieś tam przemknęła pupa Evy Mendez…. I usnąłem. Przykro mi, ale film sprawił mi ogromny zawód, a ja obserwowałem jak kilka osób do finału nie dociera opuszczając ze smutną miną kino- przez myśl przemknęła mi groteskowa myśl „czy powinienem iść za nimi? Przecież już zacząłem oglądać, nie mogę teraz się zatrzymać, na pewno będzie zaraz dobrze! Jesteście głupcami, że nie dajecie mu szansy. Głupcami..”.
Później stwierdziłem, że gdzieś w tym wszystkim wizjonerski Miller zaginął. Nie ma ani komiksowości i jaja z „300”, nie ma „noir” i detektywistycznych klimatów z „300”. Jest tu za to wszystko, składające się na totalne „nic”, znalazł się film w zestawieniu z którym którym „Rambo 4” ma lepiej złożoną fabułę i wyraźniejszego bohatera, mimo tego że głównie burczy, biega, strzela i krzyczy.
„Spirit” mówi mnóstwo i prócz uwodzenia kolejnych kobiet nie wiele więcej. Aktor jest nijaki, jego bohater tym bardziej. Skojarzył mi się z taką biwakową zupą do której się wrzuca wszystko co ma się do jedzenia, tworząc ciężko strawny misz-masz w konsekwencji przyprawiający o ostre wypróżnianie za krzakiem pokrzywy zostawiając w żołądku nic i ból.
Jest źle, brakuje utrzymania jednego stylu, bowiem wepchano tu zbyt wiele konwencji. Mimo momentami ślicznego zapachu gry Max Payne, pięknych przerywników brakuje głębi i celowości. Brakuje przede wszystkim celowości zachowań bohaterów, a wszystko jest takie „po prostu”. No i końcówka w iście Disneyowskim stylu- „to nie koniec”.
Jak już od dawna wiadomo: łatwo zniszczyć piękne licencje i spalić oryginalne, oraz wyjątkowe pomysły. Tu się tak stało.
No ale przecież nie mogą być tylko minusy prawda? Więc kilka pięknych kobiet, przekapitalne zdjęcia i S.Jackson nie wystarczą by ten film dostał ode mnie więcej niż 4/10…
eva
Naprawdę się zawiodłem, zaliczam go do „Not Recommended by Uth”

Reklamy

6 komentarzy

  1. Hmmm… A miałem obejrzeć. Szkoda.


  2. No niestety… Ja też chciałem i żałuje, może po nasłuchaniu się jaki to gniot poszedłbym z innym nastawieniem i się tak nie rozczarował. Bardzo szkoda


  3. Ja tam i tak się wybiorę bom ciekaw.

    I napisałeś jakby to Miller nakręcił 300 i Sin City, a on przecież tylko stworzył komiksy ;) Przy Mrocznym też nie wiem czy miał większy udział niż wzorowanie się na jego komiksach.


  4. scenariusz:
    2008: Spirit – Duch Miasta(Spirit, The)
    2005: Sin City – Miasto grzechu(Sin City)
    1993: # RoboCop 3 (1993) (screenplay) (story)
    # RoboCop 3 (1992) (VG) (characters) (scenario)
    # RoboCop 2 (1990) (screenplay) (story) 1990: RoboCop 2

    reżyseria:
    2008: Spirit – Duch Miasta(Spirit, The)
    2005: Sin City – Miasto grzechu(Sin City)

    produkcja:
    2006: 300 (producent wykonawczy)
    2005: Sin City – Miasto grzechu(Sin City) (producent)

    materiały do scenariusza:
    2010: Sin City 2 (komiks)
    2008: Mroczny rycerz(Dark Knight, The) (postacie)
    2005: Sin City – Miasto grzechu(Sin City) (komiks)
    2005: Elektra komiksów (komiks)
    2005: Batman – Początek(Batman Begins) (postacie)
    2003: Daredevil (postacie)

    A movie adaptation of Sin City, co-directed by Robert Rodriguez and Frank Miller with „special guest director” Quentin Tarantino…

    „(…)powiem tylko, że ten brodaty człowiek maczał swoje paluszki w takich tytułach jak przeogromnie gamerskie “300″, cudnie komiksowe “Sin City”, czy w cyberpankowym morzu zatopiony “Robocop 2 i 3″. Gdyby Wam było mało to i miał swoje 3 grosze w dwóch ostatnich ekranizacjach Mrocznego Rycerza Gotham, którego grał miękkowargi Bale”

    @Shini
    „I napisałeś jakby to Miller nakręcił 300 i Sin City, a on przecież tylko stworzył komiksy ;) Przy Mrocznym też nie wiem czy miał większy udział niż wzorowanie się na jego komiksach.”
    Gdzie tak napisałem? :)


  5. Miller był tylko pomocnikiem reżyserów.


  6. Z tym to się zgodzę, ale jakkolwiek „paluchy tam maczał”.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: