h1

RETROspekcja: Metal Slug!

19 Styczeń, 2009

0011

Prawie trzynaście lat temu, roku w którym rozpoczęły się tak znane i kochane przez graczy serie jak Resident Evil, Tomb Raider i Crash Bandicoot, SNK wciąż zajmowało się produkcją światowej klasy gier arcade. Metal Slug miał pokazać nową jakość wśród arkadowych strzelanek – miał być prosty, szybki i zabawny.

1Najłatwiej pierwszą część (wtedy jeszcze nie) serii przyrównać do Contry, ponieważ podstawowe założenia obu są podobne. Prąc ramboidem w prawo mamy ciągłym ogniem dezintegrować zastępy wroga, uwalniając po drodze jeńców, by na samym końcu rozprawić się z wielkim bossem. Największą różnicą w porównaniu do gry Konami były piękna jak na tamte czasy, ręcznie rysowana grafika oraz fakt, że bohater nie ginął po bezpośrednim kontakcie z wrogiem, o przebiegu bezpośredniego starcia stanowił refleks gracza – kto pierwszy zaatakuje nożem, ten przeżyje.

Oczywiście oprócz sporego asortymentu różnorakich wrażych żołnierzy stylizowanych na wojska Trzeciej Rzeczy, gracz spotykał na swojej drodze wsparcie w postaci super czołgu, tytułowego Metal Sluga. Ślimak prócz przejeżdżania po oprychach potrafił pruć z zamontowanych działek, przywalić z armatki oraz skakać. Mógł także przyjąć na maskę aż trzy kule, kiedy Marco, główny bohater, ginął po jednej.

Gameplay jest maksymalnie uproszczony, ot mamy strzał, skok i rzut granatem. I tak doszliśmy do tego, co sprawia najwięcej radości. Dzięki prostemu sterowaniu MS jest mega szybką i zabawną grą. Skacząc między kulami adwersarzy i ratując jeńców, co trochę wpada się na dopałki broni, dzięki którym możemy zastąpić podstawowy pistolet (z niekończącą się amunicją) karabinami maszynowymi, strzelbami, miotaczami ognia (tym kulki już się kończą) i im podobnymi siewcami zniszczenia. Jak w Contrze, śmierć oznacza utratę broni, więc trzeba grać bardzo uważnie. I dzielić się znajdźkami z partnerem w kooperacji.

Aha, byłbym zapomniał. Jak na tak bezmózgą strzelankę Metal Slug posiada także spójną, choć infantylną fabułkę oraz kilka związanych z nią cut scenek. Czasami fajnie wiedzieć, że robi się sporo zniszczenie w armii2 generała Mordena zanim dobierze się i jemu do tyłka.

I tak, po dwóch latach intensywnego strzelania, dostaliśmy część drugą. Metal Slug 2 wprowadził sporo nowości, które stały się znakiem rozpoznawczym serii. Najsampierw rzucają się w oczy dwie nowe postaci – Eri i Fio. Dzięki temu każdy może znaleźć sobie swojego ulubieńca i przejść grę od początku do końca tylko nim (bądź nią).

Poprawiono także grafikę, dorzucono kilka nowych broni (laser, koktajl mołotowa) i pojazdów (samolot, mały mech, wielbłąd z minigunami przy siodle). Oprócz tego jeszcze bardziej postawiono na humor, przez co nie raz i nie dwanaście można zobaczyć podczas gry opalających się lub robiących nad ogniskiem jedzenie żołnierzy. Do arsenału przeszkadzajek dodano mutanty oraz mumie, wytrzymałe skurczybyki potrafiące zmienić gracza w swojego pobratymca. Zmumifikowany bohater poruszał się i strzelał o wiele wolniej i aby wrócić do swojej postaci musiał znaleźć specjalny eliksir. Ale przemiany nie ograniczały się do żywych trupów w papierze toaletowym, zbierając jedzenie można było przytyć, co dawało kolosalną przewagę w walce. Jeśli Marco, Tarma i reszta normalnie siali pożogę, to jako grubasy byli jeszcze gorsi – w tej formie broń przybierała nowe, bardziej zabójcze zdolności. Do schudnięcia wystarczył dłuższy bieg lub proszek odchudzający.

Rozwinięto też pomysł ukrywania dodatkowych przedmiotów i jeńców w elementach plansz. Będąc przy ratowaniu swoich, mamy tu mały ukłon w stronę pewnej serii Capcomu, jeden z jeńców zamiast zostawiać prezent i zwiewać pomaga graczowi w walce Hadoukenami.

Rok później SNK wydało ulepszoną wersję dwójki – Metal Slug X. Ta część, oprócz kilku dodatkowych broni, charakteryzowała się zmianą kolejności pojawiania się bossów. To tyle o niej.

3Lato 2000, to atak Metal Slug 3. By się nie rozdrabniać wspomnę o najważniejszych rzeczach: możliwość wyboru jednej z dwóch ścieżek w prawie wszystkich misjach, 6 nowych pojazdów, plansze pod wodą oraz w przestworzach, walki z zombiakami i możliwość zostania zainfekowanym. Trupek w działaniu przypomina mumię, z tą tylko różnicą, że posiada zabójczą umiejętność zarzygania całego ekranu i zabicia tym wszystkiego, co się rusza.

Do tego powracają żołnierze Mordena oraz Marsjanie i dołączają do nich piraci, yeti i klony.

Dzięki świetnie przemyślanym misjom, ostrej ścieżce dźwiękowej, fajnemu fabularnemu twistowi i znacznie ulepszonej grafice trójka uważana jest za najlepszą część z serii.41

Kolejny skok o dwa lata, kolejna część. Czy najnowsza odsłona znów pobiła swoją zajebistością poprzedniczki? Raczej nie trudno się domyślić, że kiedyś musiało się coś nie udać. MS4 wprowadził do serii dwie nowe postaci – Trevora i Nadię – zastępując nimi Tarmę i Eri. To był pierwszy z nieudanych ruchów. Młodzieniec o wyglądzie Dantego i panienka z warkoczykami nie mogli podskoczyć charyzmą swoim poprzednikom. Kolejną rzeczą, która wyszła nie tak, jak trzeba były mało różnorodne misje oraz nieciekawe tła. Graficznie nie poprawiono nic a nic, to także grze nie pomogło. Zamieniono też armię nazioli na cyborgi…

Na szczęście są i plusy. Do już pokaźnej liczby broni dodano dwa trzymane jednocześnie uzi, do tego cztery nowe pojazdy i możliwość transformacji w małą małpkę. Pociesznie wygląda okularnica Fio zapierdzielająca z karabinkiem trzymanym w łapce i pieluszką na agrafce w pomarańczowym futrze.

5Na część piątą kazano nam czekać tylko rok. Plusem jest to, że była sporo lepsza o średniej czwartej części. Minusem natomiast fakt, że wciąż odstawała od reszty. Tym razem postawiono na realizm i zamiast armii Mordena mamy za wrogów partyzantów, piratów i terrorystów. Zabrakło niestety humoru, a jedyną transformacją, która się ostała było tycie. Wrócono natomiast do Tarmy i Eri dodając także więcej cut scenek do gry. Nowością była możliwość wykonania ślizgu – fajna, aczkolwiek całkowicie bezużyteczna akcja, nigdy nie użyłem jej w czasie wymiany ognia. Krótko, bo nie ma, o czym więcej pisać przy okazji tej odsłony.

Szóstka, która ukazała się trzy lata temu nareszcie wróciła do korzeni serii. Narysowano od nowa praktycznie wszystko, dzięki czemu dostaliśmy ostrą, ładniejszą i żywszą grafikę. Do starej czwórki postaci dorzucono bohaterów Ikari Warriors i zróżnicowano wszystkich statystykami. I tak, Marco miał dwa razy silniejszą podstawową broń, Fio zyskiwała o połowę więcej amunicji i wracała do życia z karabinem maszynowym, a taki Ralf miał dwa życia w jednym – po pierwszej zebranej kulce wstawał z ziemi i leciał dalej. Oprócz trzech nowych Slugów doszedł także wybór poziomu trudności: Easy zawierał tylko cztery z sześciu misji i traktował maszynówkę jako podstawową broń, natomiast Hard był standardowym dla serii wyzwaniem.6

Wprowadzono jeszcze jedną, bardzo ważną dla serii zmianę. Tym razem bohater mógł trzymać aż dwie bronie specjalne naraz i zmieniać je w locie (Real Time Weapon Change jeszcze w latach PS2). W ten sposób można było latać z miotaczem ognia mając jeszcze w kieszeni szotgana lub zostawiając obie bronie na specjalną okazję nawalać z pistoletu. Wielkim plusem tego rozwiązania był fakt, że po śmierci traciło się tylko aktualnie używaną pukawkę.

Fabularnie na szczęście wrócono do Marsjan i armii Mordena. Co ciekawe, w MS6 są oni przeciwnikami tylko przez pewien czas – po kilku pierwszych misjach zjawiają się nowi kosmici i starzy wrogowie stają się przyjaciółmi, a cała gra kończy się epickim (jak w najlepszych z części serii) rozwaleniem całej populacji złych kosmitów.

Chociaż wielu fanom nie podobały się niektóre rozwiązania ja uważam, że szóstka bez problemu dorównuje częściom 1-3.

7Zaraz po premierze szóstej części ogłoszono pracę nad siódmą, tym razem ekskluzywnie na DSa. Przez tę wiadomość straciłem nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się w nią zagrać. Do chwili aż kupiłem kieszonsolkę Nintendo. Możliwość zabrania wszędzie ulubionej serii to jest to, pomyślałem. Jakiż był mój zawód, gdy w zeszłym roku zagrałem w Metal Slug 7. Niestety, ta część jest najsłabszą obok MS4. Jasne, wróciły statystyki postaci i dwie bronie naraz, doszła opcja grania gdzie chcę, nawet nowe, całkiem fajne Slugi. Ale co to wszystko pomoże przy strasznie słabo pomyślanej rozgrywce? Niepotrzebnie ograniczono liczbę dołączeń windując przy tym poziom trudności pod niebiosa, nie pomyślano nad opcją koopowego grania (wtf?), fabuły praktycznie nie ma, a wszystkie miejscówki są praktycznie identyczne.

Jeśli ktoś myślał nad zakupem DSa dla czwartego Metal Sluga, to szczerze odradzam. Nie warto zaopatrywać się w ten tytuł, sprzęt wielkiego N ma sporo o wiele fajniejszych gier.

Poza tym w Metal Slugi można zagrać na prawie każdej konsoli. Siódemka dostępna jest na DSie i XBLA, części 1-6 (włącznie z X) w antologii na PS2, PSP i Wii, trójka do ściągnięcia z Live Arcade, pierwsze części na PSXie. Każdy znajdzie którąś z części na swoim sprzęcie. A spróbować warto, bo nie ma nic tak intensywnego i rajcującego jak seria Metal Slug – szczególnie, kiedy gra się z kimś.

Shinigami

wszyscy

Reklamy

7 komentarzy

  1. Dla mnie MS jest wspomnieniem salonów gier, w których przepuszczałem kieszonkowe…. Ahh wspomnienia ;) trzeba będzie szarpnąć się na wersje z XBLA

    Pozdraw
    Amen


  2. Też spędziłem przy tym mnóstwo czasu, głównie na PC, na PS2 miałem Anthologies – ale nikt nie chciał ze mną grać :(
    Fajny tytuł starej arcade szkoły, cieszę się że taka stylistyka prowadzenia gier znów powraca.
    A Grubasy zamiast noża do cięcia nazioli, używają widelców :]


  3. Ile ja kasy na automatach przez drugiego Sluga przepuściłem – strach się bać! Rewelacyjna seria.


  4. to nie wojska 3 rzeszy, tylko rebelii, a Metal Slug X ma nowych wrogow, bronie, zmiane kolejnosci przedmiotow, lekka zmiane balansu, bossow z jedynki i dwojki oraz engine uzyty pozniej w MS3 ;p ale art fajny


  5. Toteż napisałem, że są stylizowani na nazistów, nie że nimi są ;)

    No fakt, Xa potraktowałem trochę po macoszemu, bo zmian trochę ma, ale to w większości kosmetyka.


  6. Hehe, dobry Metal Slug nie jest zły. Automat z tą grą stoi po dziś dzień w Łódzkim Silver Screenie. Ile kasy przepuściłem. ;) Teraz jest też na NDSa. :D


  7. I loved as much as you will receive carried out right here.
    The sketch is attractive, your authored material stylish.

    nonetheless, you command get bought an impatience over
    that you wish be delivering the following.
    unwell unquestionably come further formerly again since exactly the same nearly
    very often inside case you shield this hike.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: