h1

Silent Hill: Homecoming (X360)

25 Marzec, 2009

si1

„Nazywam się Alex Shepherd, mam 21 lat i jestem weteranem wojennym. Zostałem ranny w walce na froncie, jednak na moje szczęście rany nie okazały się śmiertelne i już po jakimś czasie zostałem wypuszczony ze szpitala wojskowego. Z pewnością wróciłbym na front, gdyby nie jeden niepokojący szkopuł: koszmary. Z każdą nocą były coraz wyraźniejsze, dosadniejsze… Zbyt dosłowne. Zbyt niepokojące, abym mógł powrócić do służby w armii. Najgorsze w tym całym szaleństwie było to, że każdy z nich łączył jeden motyw: moja rodzina. Mój młodszy braciszek, Joshua, pojawia się w każdym z nich, za każdym razem ginąc w ten sam sposób… Ciężko mi  o tym mówić. Zresztą, to nie czas na mówienie – wiem, że Josh ma kłopoty. Muszę wrócić do swojego miasta i to sprawdzić. Muszę odwiedzić mój dom w Shepherd’s Glen i upewnić się, że Josh jest bezpieczny…”

Mniej więcej taki jest zashhcrys fabularny najnowszej części jednej z popularniejszych serii gier – Silent Hill.  Cała przygoda rozpoczyna się w szpitalu, w którym lekarz w zakrwawionym kitlu wiezie Alexa przytwierdzonego do noszy. Wokól rozgrywają się sceny, których nie chciałbym ujrzeć na żywo, a szalony doktorek ani myśli chociaż odpowiedzieć na krzyki naszego protagonisty. Gdy koszmarna podróż dobiegia końca słychać krzyki zza drzwi, a Alex – pozostawiony samopas – uwalnia się z krępujących go pasów i ma w głowie jedno: wydostać się z tego szpitala. Jak najszybciej. Zapewniam – początek jest mocny, klimatyczny i solidnie nakręca gracza na dalszą grę. Może dlatego, że jest prawie żywcem skopiowany z filmu „Drabina Jakubowa” (kto nie oglądał, a uważa się za fana serii – marsz do wypożyczalni), który był cholernie dobry? Możliwe. W każdym razie szybko okazuje się, że wizyta w upiornym szpitalu to tylko sen głównego bohatera. Podobnie jak on, z ulgą nabrałem powietrza w płuca. Ale nie na długo, gdyż w Shepherd’s Glen czekały na mnie gorsze rzeczy…

Fabuła, główna oś napędowa serii, w tej części jest zauważalnie gorsza. Nie ma tam wprawdzie jakichś rażących niedociągnięć, wszystko jako tako trzyma się kupy, a przez pierwsze 3/4 gry jest nawet bardzo dobrze. Końcówka jednak popada w banał, częstując gracza akcjami rodem z filmu „Hostel” oraz rażąc motywami prosto z filmu. Wybaczcie, ale wprowadzenie do pełnoprawnej części gry motywów z filmowej adaptacji (The Order? Po co ich tam wciskano?) w moim odczuciu burzy mitologię pierwszych części. Dlaczego do Silent Hill udajemy się z dwójką innych postaci? Dlaczego rolę Silent Hill spłycono do roli miasta, „do którego nie wolno chodzić”? Co się stało z miejscem, do którego trafiają jedynie grzesznicy dręczeni swym wyrzutem sumienia? Obecność Alexa jest tam w pełni uzasadniona (o czym przekonacie się na końcu gry – swoją drogą motyw bardzo podobny do tego z Silent Hill 2, ale już siedzę cicho), ale czarny policjant i blondynka już niezbyt pasują mi do rysopisu typowego „bywalca” Cichego Wzgórza. Czepiam się, ale to dlatego, że pierwsze godziny gry fabularnie są naprawdę dobre. Końcówka niestety ściąga poziom całości w dół, serwując nam wyjaśnienia podane na talerzu i przewidywalne zakończenie całości. Szkoda, bo scena z dr Fitchem w piekle jest naprawdę mocna i niepokojąca.

Motywem przewodnim nowej części – i zarazem podtytułem gry – jest „powrót do domu”. I szczerze mówiąc, narażę się teraz ortodoksyjnym2441302490_5069f99c52 fanom serii, ale ja czułem się jak w domu. Owszem, ktoś przestawił mi meble, trochę nabałaganił, ale to ten sam dom. To Silent Hill i każdy, kto miał styczność z poprzednimi częściami przywita z radością powrót latarki (raz jest ciemniej, raz jaśniej, ale pod tym względem gra wypada o niebo lepiej od SH4), radia informującego nas o monstrach grasujących w pobliżu czy zamglone ulice miasta. Muszę powiedzieć, że mimo zmiany developera (z Team Silent na Double Helix) czuć to specyficzne silentowe „coś”. In plus. Ulice miasta zioną pustkami, ale za to lokacje zamknięte są zaprojektowane całkiem przyzwoicie. Brakuje trochę detali przykuwających wzrok na dłużej, ale też nie da się im zarzucić monotoni. Chociaż… Hotel, szpital, kościół, kanały – ile razy widzieliśmy to już w serii? Jeśli nie przeszkadza Wam ten mankament – będziecie zadowoleni. Ja byłem.

Jak to wygląda? Źle. Już nie chodzi o sam fakt tego, że jest brudno, ulice kwalifikują się do gruntownej renowacji, a chałupa rodziny Shepherdów to kandydat do remontu, tylko to wszystko jest zwyczajnie brzydkie. Rozmazane tekstury (czasami myślałem, że to moja konsola nie wyrabia z doczytywaniem teksturek), słabo wymodelowane postacie (z wyjątkiem głównego bohatera – ten wygląda przyzwoicie), masa filtrów mających ukryć niedoróbki… Gdyby nie to, że alternatywna rzeczywistość potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć w tym temacie to na grafice nie zostawiłbym suchej nitki. Jednak mając w pamięci podróż po piekle czy kościele odpuszczę sobie totalne zjechanie oprawy wizualnej i powiem, że jest słabo. Na drugie Gearsy, czwartego Metal Geara czy Devil May Cry 4 się nie nastawiajcie. Szkoda, bo muzyka jest jak zawsze świetna i mimo pewnej powtarzalności (ile razy słyszeliśmy specyficzną gitarę w utworach?) przywołuje dawny klimat i trzyma poziom. Akira Yamaoka spisał się na medal jak zawsze, podobnie Mary Elizabeth McGlynn – kudosy za utwór „One More Soul To The Call”, jest rewelacyjny. Cała reszta oprawy audio również nie powinna zawieść fanów, a nowicjusze w serii doświadczą tego, czym zachwycają się ci pierwsi. Niepokojące odgłosy otoczenia spisują się na medal w kwestii wywoływania ciarek na plechach grającego.

silent_hill_homecoming_2504924Dźwięk zawsze odgrywał w serii istotną rolę, podonie jak i design potworów. Zazwyczaj zaskakiwały swoją symboliką i ich chorymi projektami. Przyznać się – kogo nie przerażały małe dzieci z pierwszego SH czy „człowiek w worku” z drugiej części gry? W tej części niestety designerzy się nie popisali. Nie mam nic do zarzucenia Siamowi, bo wpasowuje się w koncept wypracowany przy pięciu poprzednich częściach, ale już  Schism czy Smog budzą moje wątpliwości. Są po prostu zbyt… Standardowi? Przewidywalni? Banalni? Chyba trochę z każdego z tych przymiotników pasuje do opisu części maszkar w Homecoming. Na całe szczęście bossowie trzymają poziom i gąsienica złożona z kobiecych korpusów (!) wypada ochydnie i świetnie zarazem. Znajdzie się nawet piramidogłowy znany z SH2, ale z nim nie powalczycie. Co najwyżej nim… Dobra, cicho, bez spoilerów. No dobra, ale w pokrakach próbujących zabić wszystko, co się rusza i ma na imię Alex najlepsze jest to, żę trzeba je zaciukać, prawda? :) Pod tym względem Homecoming jest o wiele bardziej przyjazne graczowi niż jej poprzedniczki. Uniki, kilka kombinacji ciosów, podział na ataki lekkie i ciężkie – jest dobrze. Nacisk został położony na walkę wręcz, a gnaty zazwyczaj oferują baaaardzo małą ilość amunicji (zapomnijcie o 250 nabojach do podstawowej pukawki, 100 do shotguna i 50 do karabinu – 21 sztuk ołowiu to chyba najwięcej, ile miałem przez całą grę), co moim zdaniem wyszło grze na dobrze. Już nie ma zagrywek w stylu „nosz, wpakowałem w niego chyba z 30 strzałów i jeszcze nie padł!”, za to jest „fak, unik mi nie wszedł” ;) Niektórzy narzekali, że walk jest dużo za dużo – nie powiedziałbym. Ich ilość wcale nie jest wyższa niż w SH2/3, w dodatku każdy przeciwnik stwarza potencjalne zagrożenie (przynajmniej na hardzie – na innym poziomie trudności gry nie przechodziłem). Wiele razy ginąłem z rąk zwykłego pionka, bo spanikowałem i nie wyczułem uniku. In plus, bo co to za przeciwnik, który nie sprawia problemu? SH graczom kojarzy się również ze świetnymi łamigłówkami, ale… Zagadki nie zasługują nawet na osobny akapit – jest ich mało i w dodatku stanowią obrazę dla inteligencji gracza. Każdy fan serii rozłoży je w góra 10 minut. Niesmerfnie…

Narzekam sobie i narzekam, a prawda jest taka, że to kawał porządengo Silent Hilla. Co z tego, że wtórnego – nie oczekiwałem rewolucji pokroju tej, jaką przygotował Capcom wraz z RE4. Co z tego, że brzydki – miejscówki z alternatywnych światów wynagradzają tą niedogodność. Co z tego, że ekipa poszła w stronę gore – atmosfera zagrożenia i niepokoju towarzyszyła mi przez całą grę, podobnie jak w poprzedniczkach, a zbalansowanie krwawych momentów i tych „straszących-ale-nie-krwawych” jest dobre i ani te, ani tamte nie występują zbyt często. No, może pod koniec gry robi się lekki „horror festiwal”, ale pal to sześć. To najlepszy Silent od ponad czterech lat! Jeśli oczekiwaliście drastycznych zmian – zawiedziecie się. Jeśli jesteście wiernymi fanami serii – ta gra jest adresowana do Was. Masa nawiązań do poprzedniczek, stary klimat i usprawniony (wreszcie) system walki – jeżeli tego oczekiwaliście, wskakujcie i skonfrontujcie swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Jeśli natomiast z Silent Hillem nie mieliście wcześniej styczności – możecie sprawdzić. Możecie się zawieść, ale jeśli dzięki tej grze poznacie jej kultowe poprzedniczki to wyjdzie to tylko z korzyścią dla Was. Moja ocena jako fana? Mocne 8.

Bzdursky

Advertisements

12 komentarzy

  1. Eee… Ten „sajlent” to już nie to samo. Zrobili z niego najzwyczajniejszego „residenta”. Brakuje trochę tego zaskoczenia, po którym można było dostać zawału.


  2. No Bzdursky, muszę powiedzieć że to kolejny dobry tekst ;)


  3. Des – w moim odczuciu jest to bardzo dobry Silent, a już na pewno lepszy od czwórki.

    Bodek – dzięk ;)


  4. Fajny tekst, ciekawe – brzmi że gra fajna, ale bałbym się chyba jej ruszyć. Przerzuciłem się na softcore z królikami i lizakami ;)


  5. Ty w ogóle zawsze byłeś inny :D


  6. Aye, ale to przez te zdolności parapsychiczne. Silent hill jest za straszny ;)


  7. Wszystko rozbija się o ilość szatana w szatanie, pamiętaj.


  8. Ja jednak wolę Silent hill 2…


  9. Tak, ale porównywanie gry do jej poprzedniczek mi się już znudziło ;) A przy nastawieniu „ta gra to szit, SH2 jest lepsze” rzeczywiście nigdy się nie spodoba.


  10. Nigdy, nie zagram w coś, co nie potrafi mnie przestraszyć ;)


  11. Skąd wiesz, że Homecoming Cię nie przestraszy? :)


  12. Bo mam tą grę :P



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: