h1

Job, czyli ostatnia dobra komedia

26 Marzec, 2009

    35 Polskie kino to nadal terra incognita dla nas, typowych zjadaczy białych bułek z dżemem. Co prawda wiemy o tym co trafia do kin, czy na godzinę 20:00 w Polsacie, ale większość tych produkcji ogranicza się do romantycznych komedii pokroju „E=mc2”, „Killerów”, „Rozmów Nocą”, czy innego crapu przy którym na wypustkach jednej macki potrafię zliczyć ile razy się zaśmiałem, bądź zapłakałem i to nie z zażenowania…

    Co dziwne bo przecież w opinii społeczeństwa te filmy to klasa.
    Ci którzy mają większe szczęście, dostaną od znajomych film pokroju „Ciało”, „Rezerwat”, czy jakieś inne perełki w morzu tego telwizyjno-kinowego-trzynastolatkowego szamba i zobaczą więcej, aniżeli 70% społeczeństwa w kinach, czy tv. Więc jak to jest z tym kinem?
    Tak jak napisałem, jest kilka dobrych filmów w naszym rodzimym Pollywood jednak szaraczaki nie wiedzą nawet o ich istnieniu. Dla przykładu „Wesele” Smarzowskiego puszczono przed północą bo przecież taki film nie może lecieć o normalnej godzinie, a jest to naprawdę kapitalny kawałek filmu o tym jacy my-polakowie, a może nawet my-ludzie jesteśmy. Wczoraj więc śmigając po kanałach około 23ej natrafiłem na TVN i co tam znalazłem?
    Jedną z najlepszych w mojej opinii odsłon talentu Konrada Niewolskiego w podobnym „polaczkowym” klimacie. „Job, czyli ostatnią szarą komórkę” i niestety znów o nieludzkich godzinach mimo braku wielu potencjalnie wulgarnych treści.
    Ciekawe, możemy oglądać zwłoki w Kryminalnych Zagadkach Helsinek na AXN, czy autopsje na National Geographic w samo południe, natomiast nie możemy śmiać się z siebie w życiowych godzinach. Hipokryzja, która bije z szklanego ekranu jest okrutnie krzywdząca, nas ludzi o względnie rozumianym guście ;)
    Między innymi o tym jest ten film, nie o puszczaniu ciekawych pozycji w normalnych godzinach, ale o naszej hipokryzji, buractwie, zagubieniu, szarości i to wszystko w krzywej perspektywie pełnej cynizmu i dobrego żartu starej szkoły (tak, nie ma tu dowcipów w deseń „American Pie”). Dla niektórych film jest płytki i złożony z dziwnie porozrzucanych gagów, ale to właśnie tworzy prostą, strawną i trafną całość, która ostatecznie okazuje się przyjemną historią o niczym. I o to chodzi, kołujemy gagami dookoła głównego wątku w którym to obserwujemy perypetie trójki ograniczonych intelektualnie i społecznie bohaterów pośród których można znaleźć…
    17
    Adiego ( kapitalny Tomasz Borkowski)- którego wylano z kolejnej pracy. Mistrza prezentów co to ojcowi swojej niezwykle atrakcyjnej kobiecinki w prezencie na urodziny kupuje kulki analnej rozkoszy. Typ, który na pytanie „where is Tuwim street” odpowiada „I dont know cat named Tuwim”… Ofiara dziwnych korepetytorów języka angielskiego i tzw. oferma.
    Poznajcie też jego najbliższego kumpla- Pelle`go ( wybuchowy Andrzej Andrzejewski). Cwaniaczka i właściciela „czarnego pasa w poniżaniu”. Pelle kocha babcie, ganje, co poranek wysłuchuje gigabajta owacji i wyrusza bezrobotnie w miasto strzelając swoim tikiem nerwowym na przypadkowych ludzi. Typ groźny-czubek.
    Ostatni z menażerii to Chemik( Borys Szyc)- intelektualista, egoista i skryty terrorysta. Jeśli wyobrażacie sobie gościa, który nie mogąc przygotowywać się do sesji próbuje zagazować ujadającego psa sąsiadki psikając po klatce „Kundlozolem” to macie obraz Chemika. Gatunek który mogę określić, jako taki co od lat robi zakupy w tym samym sklepie, aż któregoś dnia wyciąga karabin i zaczyna strzelać do klientów.
    Losy tej trójki łączą cały film, który przerywany jest krótkimi żartami to dotyczącymi religii i chodzenia po kolędzie, to ludzi ze wsi robiących zakupy w miejskich hipermarketach (obowiązkowo muszą jechać tam autem klasy Warburgini Diablo), zachowań kierowców na drogach, czy monologów ludzi o swojej wymarzonej pracy.
    Co do Naszej Trójki Drongo, ich przygody tak jak już napisałem są w zasadzie o niczym, typowe perypetie ludzie starających się „coś/cokolwiek” robić w czasie dnia. Jeżdżą autobusami, rozmawiają przy trzepaku, biorą lekcje jazdy, opiekują się babcią, oglądają teleturnieje itd. Sytuacje jednak te często są gruntem dla jakichś komicznych dialogów, które wbrew polskiemu kinu (nie licząc wyjątków tj. „Chłopaki nie płaczą”, czy komedio-dramatycznych filmów Koterskiego) są naprawdę komiczne. Jeśli śmialiście się na „Dniu Świra” i „Clerksach” to film jest zdecydowania dla Was – jak przyznał sam Niewolski, żart jest zbliżony do tego jaki reprezentuje Kevin Smith i albo się będziesz śmiał, „albo się pie…..” ;)

    Prócz tego Ci którzy przykładają większą uwagę do szczegółów znajdą tu nawiązania min. do „Symetrii” i „Ediego”, czy parę interesujących dialogów np. o Luku Skywalkerze.25
    Film nie jest dla wszystkich, nie stara się być kinem intelektualnym, nie stara się być oryginalny bo przecież wszystko to co jest ukazane mamy na co dzień: hipochondryczne babcie, gówniarstwo w autobusie, idiotów na drogach, ucieczki przed „kanarami”, czy sytuacje w których chcielibyśmy powiedzieć coś mądrego i robimy wspak, ale ukazuje to w przyjemny sposób korzystając z talentu aktorów, którzy bardzo dają tu radę- jest tak naturalnie, jak na podwórzu kiedy mieliśmy 10 lat.
    „Job…” to komedyjka, która czerpie z klasyki żartu i gagów skonstruowanych w ciekawy i lekko chaotyczny sposób na dialogach, jest co prawda kilka słabszych momentów. Jest jednak strawnie i z lekką nutką „spójrz w lustro”. A na deser, jeden z moich ulubionych i jakże prawdziwych:
    „Panie władzo ma Pan rację, niestety zdarzyło mi się przekroczyć prędkość…zdaje sobie sprawę, że było to bardzo nieodpowiedzialnie, że naraziłem innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo, ale… Jechałem szybko… gdyż…lubię zapier*alać” ;)
    Polecam
    uth
Advertisements

21 komentarzy

  1. Też oglądałem wczoraj ten film na TVN-nie i był super. Podobało mi się jak babcia mówiła do Pele’go :
    „-Wojna by ci się przydała” Haha to było dobre, albo ta akcja z wieśniakami w markecie. Po prostu film jest udany i zabawny tak jak ten wpis. :)


  2. -Nie widziałeś pilota?
    -Ten Niemiec babci zabrał :D


  3. Ma swoje momenty, ale jako całość jest tylko trochę ponad przeciętną moim zdaniem. Nie podoba mi się urywanie wątków i wplatanie gagów na siłę – ot, leci film, ciemny ekran, żarcik, ciemny ekran, dalej oglądamy film. Chociaż trzeba przyznać, że bohaterowie są niewąscy :)

    BTW – gość, który gra księdza mieszkał kiedyś w Gryficach ;)


  4. O jezus… „Job” to dla mnie zlepek starych, ogranych dowcipów.
    „Ciało” natomiast to kapitlna komedia, takich właśnie filmów brakuje w polskiej kinematografii.


  5. Obaj macie rację, ale wg mnie stare żarty nigdy się nie starzeją ;) IMHO film kapitalny


  6. Wszystko ładnie, ale jedno zdanko mi dało po oczach.

    „Dla przykładu “Wesele” Smarzowskiego puszczono przed północą bo przecież taki film nie może lecieć o normalnej godzinie, a jest to naprawdę kapitalny kawałek filmu o tym jacy my-polakowie, a może nawet my-ludzie jesteśmy.”
    Myślę, że powinien lecieć nawet po północy. Po seansie nie miałam żadnych odkrywczych wniosków na temat „nas-polaków”, za to wielką chęć wizyty w toalecie :P


  7. A byłaś kiedyś na takim wiejskim weselu? ;)


  8. Uth, nawet mi nie przypominaj… :P


  9. Dlatego film Wesele wg mnie jest „życiowy” :]


  10. A zdarzyło się. I dlatego uważam, że tego typu rzeczy nie powinny trafiać na ekran ;)


  11. Wszystko musi trafić w końcu na ekran ;)


  12. W sumie na temat filmu zgodzę się w całości z bzdurskym. Niektóre momenty są niewyjęte (vide kanar, teleturniej z sąsiadami, „ziołowy” kurs angielskiego, „grozisz mi?” i tak dalej… naprawdę dużo tego ;D). Niestety zdarza się też sporo „mongolskich” (kto oglądał, ten wie o co chodzi) żartów. W sumie film jest zlepkiem krótkich, luźno powiązanych ze sobą gagów. Gdyby ktoś zaczął je oglądać od końca zapewne nie miałby problemów z ich zrozumieniem. Na szczęście przeważają te pozytywnie zakręcone, więc uważam, że film warty polecenia ;)


  13. Ostatnio widziałem Testosteron i choć nie za bardzo przepadam za tego typu pozycjami (i pisze to współrecenzent Kochaj.. XD), to z chęcią zobaczę co też Job oferuje :)


  14. Dla mnie Job to – patrząc przez pryzmat słowa w potocznym rozumieniu – denne kino. Albo nie – moim zdaniem Job to w zbyt dużym stopniu zbitek dość ogranych, niezwiązanych z osią fabuły, skeczy. Ale jako ten zbitek – nie powiem, jest niezły. Problemem jest tylko zagadnienie – gdzie kończy się kino a zaczyna kabaret?


  15. Dobre pytanie, ale tak samo można się czepiać Monthy Pythona, czy paru innych.
    Może właśnie taki był zamysł, stworzyć zbitek i oglądać go tak, jakby się słuchało kawałów przy piwie- wg mnei w takiej formie sprawdza się doskonale.
    Napisałem, że nie stara się być kinem wyjątkowym ;)


  16. Z racji niedoboru witamin, zanotowałem owe specyjały. Dawno nie oglądałem nic polskiego. Prawdę mówiąc… nie oglądam. Dzięki za podsunięcie pod nos.


  17. Nie ma sprawy, ostrzegam przed specyficznym montażem i żartem, który jak widać nie wszystkim pasuje :)


  18. Spoko. Kawałki na YT mnie zachęciły.


  19. […] zaskoczony faktem, iż nie kojarzę tytułu. Zacznijmy od tego, że nie jest to komedia typu “Job” czy “Testosteron”, ani tym bardziej komedia romantyczna. Bliżej […]


  20. […] zaskoczony faktem, iż nie kojarzę tytułu. Zacznijmy od tego, że nie jest to komedia typu “Job” czy “Testosteron”, ani tym bardziej komedia romantyczna. Bliżej […]


  21. Film jest dobry ! :) nikt nie wspomniał o dość popularnym przynajmniej w moim rejonie tekście „lubisz to s*ko” :D

    „ile się należy prosze księdza?
    „-tyle co łaska- oczywiście plus vat „,

    „Darek otwórz
    Panie Darku też możemy prosić?”- automatyczne drzwi ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: