h1

Co jest grane?

27 Kwiecień, 2009

power-girl

Hej, doszedłem ostatnio do wniosku, że już nie będę pisał wcalenierecenzji gier, basta. A przynajmniej nie za często. I nie w taki rozwlekły sposób jak dotychczas. Ta forma ekspresji pierwotnie powstała przy krótkim spisywaniu wrażeń z kina i właśnie przy krótkich tekstach najlepiej się sprawdza. Opisany w taki sposób wieki temu Prince of Persia był, mam nadzieję, ostatnim tego typu wybrykiem. Postaram się pozostać przy kompilacyjnych tekstach, jak DMC4 z Bzdurem (świetnie wyszło, mate), średniej długości wypocinach (SFIV) i krótkich, jak teraz. Choć z małym twistem, bo zamiast opisu jednej gry zajmę się kilkoma, w końcu mało kto w tych czasach szarpie w tylko jedną pozycję w danej chwili. No, to czapki z głów i zapraszam w podróż po kilku wirtualnych światach.

Dobrze mieć tylko PS3 i DSa ze wspieranych aktualnie konsol. Są tacy, którzy przez to nazywają mnie fanbojem Sony, ale po cholerę mi Klocek, skoro i tak ma prawie identyczne gry, a już na tych dwóch konsolach mam pewne zaległości. Ot choćby przed premierą piątego Residenta (o którym troszkę później) udało mi się wyrwać LittleBigPlanet.

littlebigplanet

LittleBigSnake

Brakowało mi dobrej platformówki, muszę to przyznać. Ostatnia typowo w tych klimatach gra w jaką grałem, to chyba pierwszy Jak&Daxter (nie licząc New Super Mario Bros.). Na LBP łasiłem się od dawna, ale przez inne, ważniejsze gry kupiłem ją dopiero teraz, gdy staniała. Właściwie nie mam co żałować, bo to platformówka z krwi i kości, kto czytał nasz test bety ten wie. Ale o co tak w skrócie chodzi? O latanie sackboyem po planszy gdzie można przełączać się na trzy plany (bliższy, średni i dalszy) unikając sprytnie skonstruowanych przeszkadzajek. W LBP głównie chodzi o sam zabawkowy świat opierający się na dźwigniach i przełącznikach. Widzisz coś w czasie gry -> możesz to odwzorować w edytorze poziomów, żaden problem, trzeba tylko dojść do tego w jaki sposób dana rzecz działa. No i ta edycja bohatera. Można z niego zrobić chłopca, dziewczynkę, tranzwestytę, nawet postać z komiksu jeśli ma się wystarczająco dużo wyobraźni (lub sprawdzi się projekty innych graczy na ich planszach). Jeśli ktoś nie chce ruszać edytora poziomów, to właśnie z przebieraniem woreczkowejosoby i szukaniem dla niej ciuszków będzie miał najwięcej zabawy. Każdy z kilku światów jest odmienny tematycznie, więc nic nie stoi na przeszkodzie by w Afryce latać jako wódz plemienia, a w Japonii niezauważenie pomykać w stroju ninja. Do tego oficjalne ciuszki do ściągnięcia za pewną opłatą z PlayStation Store. Jest na co popatrzeć. Jak na razie dostaliśmy także jeden dodatek oparty o Metal Gear Solid 4, czysty geniusz. Pistolety (na farbę oczywiście) są świetną addycją do kolorowego świata LittleBigPlanet, tak samo, jak poginanie w ceniu ukrywając się przed światłami strażników i końcowa walka z Rexem. Jeśli ktoś kupił LBP i nie ma jeszcze tego packa, to musi naprawić swój błąd. Szczerze polecam zarówno dodatek jak i samą grę. Ach, no i te genialne levele innych graczy dostępne w menu gry.

uncharted

Pięknie, prawda?

Oprócz tego udało mi się w tym miesiącu dorwać nareszcie Uncharted i Heavenly Sword. To pierwsze by przejść przygody współczesnego Indiany Jonesa jeszcze raz i położyć go spokojnie na półkę z grami. Drake jest świetny. Gra wciąż zadziwia graficznie, choć zrozumiałe, że nie tak, jak kiedyś, wciąż gameplayowo jest pozycją z górnej półki, wciąż skala filmowej przygody zmiata wszystko, co do tej pory zrobiono w tych klimatach. Nathan Drake to idealny filmowy bohater w grach, a reszta ferajny w zadziwiająco dobry sposób dotrzymuje mu kroku. Tylko trzeba pamiętać, że gra jest bardziej strzelanką niż skakaniem po zaginionych budowlach jak u Lary. To jest jeden z tych must haveów, które naprawdę powinni mieć wszyscy. Niebiaski Miecz natomiast, to gra nierówna. Na pewno jako slasher spełnia swoją rolę lepiej niż God of War. Klimat chyba też ma fajniejszy. Tak samo lepiej rozwiniętych bohaterów i wrogów. Trudno powiedzieć co tak naprawdę nie zagrało, choć mimo świetnej otoczni można przyczepić się do kilku rzeczy. Na pewno brakuje możliwości swobodnego ruszania kamerą, walki z bossami niepotrzebnie są tak przeciągnięte i biją schematem po oczach, brakuje skoku w systemie walki. HS przypomina mi Devil May Cry 2, który mimo całego ględzenia jest grą na mocne 8, po prostu jako DMC słabuje. Na pewno szczerze poleciłbym Heavenly Sword fanom tego typu gier, bo w tej generacji mamy za mało walk na miecze, a Nariko radzi sobie całkiem nieźle. Tylko nie nastawiajcie się na hit, bo możecie się srogo zawieść. A historia w skrócie, to podbój świata przez złego króla Bohana, który ogniem i mieczem chce zjednoczyć wszystkie narody. Na jego drodze pozostał tylko jeden klan o azjatyckich korzeniach, strażnicy

Ała...

Ała...

Niebiańskiego Miecza. Wśród nich jest Nariko, dziewczyna, która urodziła się w tym samym czasie, kiedy na świat miał przyjść odrodzony bóg walki. Niestety pech chciał, że tak się nie stało i Nariko została ochrzczona skazą na honorze jej ziomków. Później oczywiście wojowniczka dostaje w swoje smukłe ręce chroniony oręż, co bardzo wkurza Bohana i niepodoba się jej ojcu. Aha, tak w ogóle, to na samym początku gry widzimy jak Nariko umiera.

Ostatnią dużą grą jaką udało mi się dostać jest oczywiście najnowsza produkcja Capcomu. Nie ma co tego ukrywać, Resident Evil 5, to garść geniuszu w morzu przeciętności. Większość miesiąca spędziłem właśnie z  Residentem piątym, na pewno jak na razie najlepsza gra tego roku. Minęło 10 lat od incydentu w Racoon City, świat spotkało kilka przemian w zarządzaniu firmami farmaceutycznymi, a Chris i Jill przyczynili się do założenia specjalnego oddziału kontrolującego broń biologiczną. Napakowanego sterydami bohatera spotykamy kiedy przyjeżdża do miasta Kijuju w Afryce, gdzie poznaje swoją nową partnerkę, ciemnoskórą Shevę Alomar. Nową, ponieważ Jill nie żyje, warto dodać. Tego jak zginęła i jak dalej potoczyła się historia walki Chrisa z Weskerem dowiecie się sami.

Mechanika gry nie zmieniła się zanadto od czasów RE4, wciąż mamy widok znad ramienia, wciąż nie można się poruszać podczas celowania. Tym razem jednak przez cały czas gry towarzyszy nam partner z którym dzielimy się wszystkim. W końcu dziewięć miejsc w kieszeni u każdego z bohaterów, to wcale nie tak dużo, a kiedy używa się zbyt wielu broni miejsca wystarczy tylko na najpotrzebniejsze rzeczy. Ale wszystko ratuje fakt, że każdy przedmiot, który da się do ekwipunku wrzucić zajmuje tylko jedno miejsce. A przy okazji, to gra się mega miodnie. Headshoty znów są jednymi z najbardziej soczystych jakie mamy okazję oglądać w grach, a proste i sierpowe Chrisa potrafią przyprawić o ból zębów nie tylko genialnie zaprojetkowanych majini. W piątej części wraca wszystko, co potrzebne fanowi, oczywiście ostro podkręcone. Gwarantuje Wam, że pierwsze spotkanie z lickerami będziecie pamiętali jeszcze długo. Wszystkie ucieczki i walkę o przetrwanie pewnie też.

Tylko naciśnięcie kółka przez Shevę dzieli Chrisa od śmierci

Tylko naciśnięcie kółka przez Shevę dzieli Chrisa od śmierci

I najważniejsze, coop jest GENIALNYM dodatkiem! Nie ma to jak siąść na jednej kanapie z kumplem i wyżynać w pień mieszkańców Afryki i resztę mutantów Weskera. Jak już wspomniałem, Chris i Sheva nigdy nie rozdzielają się w czasie gry, więc nie ma obawy, że jeden z graczy nagle zanudzi się nie mając co robić. Wręcz przeciwnie, zdarzają się takie momenty, gdzie bez zaufania pomiędzy partnerami nie ma szans na przeżycie. W kooperacyjnym Mercenaries szczególnie, tego nie da się załatwić samemu, trzeba sobie pomagać. Jeśli jesteś na tyle szalony by zastanawiać się czy RE5 daje radę, a wysokie oceny Cię do gry nie przekonują, to cóż, przykro mi za Ciebie.

No ok, wydaje mi się, że na tym zamknęła się moja biblioteka dużych gier w tym miesiącu. Dużych, bo oprócz nich sprawdzałem jeszcze kilka pozycji na DSie. Pomijając Cooking i Gardening Mamę szczególnie dwie mnie wciągnęły.

Nie, to jest akurat z rysunkowego przerywnika

Nie, to jest akurat z rysunkowego przerywnika

Ninja Gaiden: Dragon Sword pokazał mi, że machanie stylusem po pionowo trzymanym ekranie konsolki może być naprawdę fajne. Rozkład jest bardzo prosty – górny ekran wyświetla mapę, dolny to miejsce akcji, wszystkie przyciski oprócz startu służą za blok, a za poruszanie Ryu odpowiada ekran dotykowy. I tak się biega i siecze wszystko co ma czelność się ruszać dzięki bardzo intuicyjnemu sterowaniu, którego obsługi uczy się kilka minut. Nie jestem hardkorowym fanem tej serii, ale wydaje mi się, że w grze zawarto wszystko, co być w niej powinno, włącznie z ciekawie pomyślanym używaniem ninpo (magii). Tylko poziom trudności jakiś niski, nie jest wielkim wyczynem zaliczenie misji na ocenę Master Ninja. Ale co tam, ważne, że można się odstresować mając chwilę spokoju. Szczególnie, że gra ma całkiem fajną ścieżkę dźwiękową i bardzo ładną grafikę z trójwymiarowymi modelami postaci i prerenderowanymi tłami rodem z serii Resident Evil. Bardzo ładną jak na DSa oczywiście.

Tu się nic nie zmienia, naprawdę

Tu się nic nie zmienia, naprawdę

Szczególnie kiedy porówna się ja z tym, co prezentuje Pokemond Diamond. Hej, jeśli graliście w Pokemon Red bądź Blue, to graliście we wszystkie. To moja pierwsza gra z tej serii od Yellow i nie widzę tu zbyt wielu zmian. Jasne, jest nowa fabuła, Team Galactic zamiast Rocket, inna mapa, dodatkowe przedmioty, w pizdu nowych pokestworków, nawet konkursy piękności, ale oprócz tego _wszystko_ po staremu. Nawet nikt nie pokusił się o animacje walczących pokemonów zamiast ruszającego się na boki obrazka. Do tego po kilku walkach pod rząd przechodząc przez wysoką trawę można dostać szewskiej pasji i rzucić tę durną i nudną grę w cholerę. Ale jakoś tak wyszło, że mam już nabitych ponad 13 godzin i dopiero trzy wygrane odznaki. Chyba nawet genialne The World Ends With You aż tyle nie trwało. Nie wiem, naprawdę nie wiem co takiego jest w tej grze, która nawet muzyki i dźwięków dobrych nie ma, że potrafi przyciągnąć do konsolki i nie puszczać. Dobrze tyle, że mój Infernape rozwala wszystkie wyskakujące z buszu pokraki jednym atakiem z palcem w dupsku i ustami pełnymi bitej śmietany, bo inaczej mogłoby być krucho.

Dzięki za przeczytanie, mam nadzieję, że taka forma pisania jest bardziej przystępna od tego, co tworzyłem wcześniej. Co ile takie wpisy będą się pojawiały nie wiem, ale obstawiałbym, że raz na miesiąc. Jak na razie mogę Wam powiedzieć, że następnym razem na pewno przerobię Valkyria Chronicles (świetna gra, właśnie się nią bawię), oprócz tego postaram się nabyć X-Men Origins: Wolverine, inFamous i Bionic Commando. Będzie się działo przez najbliższy miesiąc, oj będzie. Aha, jak Bóg da chęci i siłę, to w międzyczasie pojawią się wpisy o Demon Chaos, TWEWY i Naruto Ultimate Ninja Storm. Pozdrówka.

Shinigami

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Ojej Shini, jaki długi wpis :oczy:


  2. Lepiej tak, niż wcale ;) Ja to w ogóle ostatnio czasu nie mam na nic… Co zresztą widać po mojej aktywności :(


  3. Cytuję: „Sony, ale po cholerę mi Klocek, skoro i tak ma prawie identyczne gry, a już na tych dwóch konsolach mam pewne zaległości.”

    Po cholerę mi chlebak, skoro i tak ma prawie identyczne gry ;). A DS’a już mam, ale chyba się chwaliłem ;).


  4. No ta, ale nie wiem do czego się tym cytatem odnosisz, skoro ja po prostu napisałem, że nie potrzebuję dwóch dużych konsol? :P Wszczynanie wojenek to nie tutaj ;p


  5. Wszczynanie wojenek? O matko… Skoro tak zabrzmiało to w ramach pokuty jutro pójdę na jakiś dziadowski film, który puszczają od dzisiaj w kinie(dragon ball evolution).


  6. …Albo pojadę do Lichenia XD



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: