h1

God of War, ale tak nie do końca

4 Maj, 2009

demon-chaos-okladka

Bóg Wojny – pod takim właśnie tytułem został wydany w Japonii Demon Chaos na PS2. Nawet jeśli jesteście uważnymi wyłapywaczami branżowych newsów, to wątpię, że kojarzycie Ikusagami (japoński tytuł). Jest to bardzo prosta nawalanka w stylu Dynasty Warriors, gdzie jeden wojownik rzucany jest na tysiące przeciwników. Z tą tylko różnicą, że o ile w serii DW te „tysiące” to tak naprawdę kilku wojaków na krzyż, to w Demon Chaos nie ma w tym stwierdzeniu przegięcia. Tytuł jest znany z tego, że grając podobno mamy szansę zobaczyć trochę ponad 65 tys. w pełni trójwymiarowych jednostek na ekranie. Ja jak na razie doszedłem do 11 tysięcy i po tym, co zobaczyłem jestem skłonny uwierzyć autorom na słowo.

demon-chaos-1Jak nie trudno zgadnąć, grafika nie jest najmocniejszym punktem DC, jest zdecydowanie brzydsza niż w serii Koei. Ale dzięki możliwości oddalenia kamery i fajnym efektom graficznym nie zwraca się na nią tak dużej uwagi. Ważne, że jest kilka typów jednostek i ich powtarzalność aż tak bardzo nie przeszkadza.

Fabuła jest w grze taka, że nawet nie ma sensu na nią zwracać uwagi. Po pierwsze, jak każda gra o średniowiecznej Japonii, dzieje się w wiadomym okresie. Po drugie, skoro pojawia się Nobunaga, to pewnie jest zły. Choć tu małe zdziwienie, bo na początku odgrywa porządnego faceta. No ale mniejsza. Gracz dostaje pod swoją kontrolę Inugamiego, psiego boga wojny, który musi pomóc pewnej kapłance wyrżnąć w pień wszystkie atakujące ziemię demony. Mają o tyle dobrze, że on jest niezłym madafaką jednym pociągnięciem miecza zabijającym setki przeciwników, a ona się nie starzeje. Fabułkę rozwijają mega drętwe scenki przerywnikowe polegające na rozmowach dwóch bądź trzech postaci znajdujących się w bezruchu i renderowane filmiki tak okropne, że nawet starusieńki Soul Edge miał ładniejsze intro. No właśnie, jest jeszcze niezłe animowane wprowadzenie z fajną współczesno-tradycyjną japońską muzyką.

demon-chaos-2Tyle o tym, przejdźmy do jakże wypasionej rozgrywki. Każda z misji zaczyna się super nudnym wprowadzeniem w nieudolny sposób naśladującym to z serii Tenchu, wiecie, literki, głos narratora. Później przechodzimy do ekranu misji, gdzie wybieramy broń, sprawdzamy swoją pozycję na mapie, pokazywane są cele. Wreszcie start i jedziemy. Głównym celem jest oczywiście pilnowanie odpowiednich bohaterów i zabicie wszystkiego, co się rusza i nie wygląda na członka naszej armii. Inugami może używać standardowego ataku mieczem, silniejszego wykorzystującego magię, skakać, blokować, jednym słowem standardzik. System walki także nie jest żadnym zaskoczeniem, ponieważ wymaga tylko mieszania dwóch przycisków, przy czym ataki magiczne zabierają energię z paska berserka, dzięki któremu można zrobić dziurę w szeregach wroga dziesięć razy szybciej. Właściwie nie ma nawet co się o walce rozpisywać, wiedzcie tylko, że jak się człowiek postara, to w jednym kombosie może mieć spokojnie ponad tysiąc zabitych pokrak. Tylko warto zmienić w opcjach kolor krwi na czerwony, zalany nią ekran wygląda bardzo soczyście.

demon-chaos-3No i na tym to polega, wpadasz między demony, zabijasz, zbierasz dopałki i bonusowe bronie, używasz tych broni, zmieniają Ci się ciosy, znowu robisz czystki i tak w kółko bez strachu o śmierć, bo do tego doprowadzić jest bardzo trudno. Aha, jest jeszcze jeden patent warty wspomnienia. Na planszach często gęsto pojawiają się wielkie czerwone kryształy produkujące diabelskie nasienie, których Inugami nie może zniszczyć. Trzeba do nich przyprowadzić swoją armię (której liczebność jest podana cyfrowo pod energią postaci) i kazać im się tym problemem zająć. Przy okazji można stawiać specjalne filary strzelające ogniem, strzałami, lub uzdrawiające kompanów. Ciekawa pseudo taktyczna zagrywka. Swoją drogą, kiedy ścierają się ze sobą dwie armie łucznicy wybijają w powietrze setki kolorowych strzał pokazujących nam gdzie znajduje się która strona konfliktu. Piękna sprawa.

I chyba w tym miejscu nagle urwę, bo co warto było napisać napisane zostało. Jasne, w tekście ponarzekałem na grę, ale jeśli tylko macie trochę kasy na zbyciu warto w Demon Chaos zainwestować i naocznie przekonać się co to znaczy tysiące przeciwników na ekranie. Takich doznań nie doświadczycie nigdzie indziej. Tylko weźcie sobie do serca to, że przez praktyczny brak trudności gra może łatwo znudzić. To jednak nie ten poziom immersji co w Dynasty Warriors i Devil Kings.

Shinigami

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Nie podeszłą mi ta gierka. Bawi przez kwadrans


  2. Zmiana stylu? Zabawny tekst, takie gry pasują do tekstu o którym własnie piszę. Fajnie, że interesujesz się tytułami o bardzo różnej tematyce- zaskakujesz mnie ciągle :]


  3. Czyli to takie past-genowe Ninety Nine Nights?


  4. Uth, pracuję nad stylem pisania i myślę, że w dziewiątym miesiącu działania CPN coś nareszcie powinno być widać ;)
    A jeśli chodzi o gry, to wszystko co ma w sobie bohatera z mieczem rzucanego na grupę przeciwników teoretycznie potrafi mnie zainteresować.

    Bzdur, coś w ten deseń, tylko na o wiele większą skalę.


  5. Z tego co słyszałem to ta gra została stworzona tylko dla pokazania ile jednostek może wyprodukować PS2…



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: