h1

Macho wieczór? Tak jest, w co grać? My Wam powiemy!

6 Maj, 2009

macho1

Jest piątkowy wieczór. Szaroburo, zimno, kobieta obrażona wyjechała do mamy, pies sam się wyprowadził na spacer, a do drzwi właśnie puka Wasz dobry kumpel Heniek z kartonem Heinekena- sytuacja bardzo życiowa, macie ochotę pogadać, popić i coś zniszczyć. Nie oczekujcie, więc tekstu o tym, jak się wypłakać facetowi w ramię. Ja proponuje coś innego: ramię w ramię z spoconym kumplem, który idąc do Was nie musi się golić i ładnie wyglądać, nie musi mieć piersi, nie musi dużo mówić, nie musi w zasadzi nic prócz… Prócz czucia potrzeby wpier*olenia wszystkim za niesprawiedliwości tego świata i to jest właśnie w tym wszystkim najważniejsze.

Takie spotkania mają prócz powyższego, wiele zalet. Wzmacniają więzi, pogłębiają poczucie wartości, poprawiają nastrój, zmniejszają ryzyko zrobienia sobie krzywdy, doprowadzają do zniszczenia niegodziwości i uratowania świata, oraz pozwalają na podkręcenie wskaźnika volume w głośnikach na tyle głośno, by kobieta (gdyby była obecna) to z pewnością powiedziałaby „ścisz to”, albo nic nie mówiąc po prostu ściszyła – czego prawdziwi faceci nie znoszą!
Heniek siada w fotelu i nie pyta o otwieracz, nawet jeśli piwo jest odkręcane to on otwiera je na oczodole- tak robią prawdziwi faceci, puszcza bąka, bierze pada w rękę i basowym głosem pyta „napier*alamy?”. Co należy do Was? Wybranie dobrego tytułu na testosteron-bycze jądra-wieczór, włożenie go w tackę konsoli, wybranie drugiego fotela, puszczenie bąka, oderwanie szyjki butelki ciosem ręka-nóż, wlanie sobie zawartości jednym haustem do gardła, chwycenie drugiego pada i wypowiedzenie basowym głosem słowa „napier*alamy!”.

Niniejszy tekścik traktować będzie zatem (co już jest pewnie jasne) o tych wszystkich co-op tytułach w które można pograć we dwóch, kiedy ma się nastrój co najmniej na obejrzenie filmu o tytule „Rambo 4”. Nie znajdziecie tu informacji o wspólnej grze w „The Simpsons”, „Guitar Hero”, czy „Lego Heidi” – te gry są świetne, ale nie dziś, nie teraz…

Z półki odrzucamy prawię wszystko, zostawiając tylko kilka tytułów pozwalających na wspólne granie na podzielonym ekranie w trybie kampanii (tak jakby). Od czego zaczniemy?

Na pierwszy ogień „Army of Two”(Ao2), gra o dwuosobowej armii dla której nie ma rzeczy niemożliwych.

ao21

Świat pogrąża się w chaosie rozgrywek militarno-politycznych w których małe i zorganizowane (przy tym sprywatyzowane) armie są na usługach rządu, wiadomo co się dzieje kiedy idzie o kasę „a jak nie wiadomo o chodzi, to wiadomo o co chodzi”. Widok z trzeciej perspektywy ze standardami zbliżenia/celowania, podział ekranu horyzontalny, cała kampania w co-op, ukrywanie się za murkami, szybkie wślizgi za zasłony i tryb back2back (trigger), kiedy to bohaterowie stają do siebie plecami i ostrzeliwują wszystko dookoła, stając się nieśmiertelnymi bogami zniszczenia o magazynku z nieograniczoną ilością gromów. Gra oferuje prawdziwemu facetowi kilka misji w różnych rejonach świata, zabicie kilku opancerzonych zakapiorów, podróż poduszkowcem, możliwość zbierania pieniążków, które można wydać na poprawienie broni (kilka 2-3 stopniowych upgrade’ów poszczególnych elementów) celem poprawienie jej statystyk i nie-bezmózgi deszcz kul. Pada się zatem raczej szybko, a wtedy z pomocą przychodzi kumpel z fotela obok, który może Was odciągnąć w bezpieczne miejsce (a wy wtedy się ostrzeliwać) i tam zaaplikować medykamenty. To nie wszystko! Chłopak może Was podsadzić na jakiś murek, bądź też wciągnąć na balkon (te akcje tylko w niektórych miejscach), sprzedać wirtualne karczycho, albo wirtualną „piątawkę”, oddać swoją broń, ściągnąć na siebie ostrzał (współczynnik aggro, kto ma większy ten jest większy twardziel) tak byście mogli oflankować wrogów, nabić tryb Overkill by dostać chwilowe Power-up (zwolnienie ruchu i nieśmiertelność, albo przyspieszenie i niewidzialność), czy wspólnie z Wami oddać zsynchronizowany strzał snajperski (co-op snipe mode) by ściągnąć równocześnie dwóch wartowników. Fajno? Pewnie, poza tym sam koncept dwójki bohaterów (Salem i Rios) jest świetny i są to nie byle zakapiory, a wyrzucenia wrogów z pociągu na słupy, czy brutalne akcje z Chińczykami to ich chleb powszedni.

Sumarycznie: dwóch twardych gości o ciętym języku w maskach które mają moc rozluźniania zwieraczy wrogów, trochę enigmatyczna fabuła, kapitalne cut-scenki, sami ludzie, niezła dupa w centrali z która się łączą, przedłużanie luf i ok. 9 godzin fajnej strzelaniny z elementami taktycznymi na lotniskowcu, w ogarniętym huraganem Miami, w piaszczystym Iraku i paru innych… Pozycja na męski wieczór? Zdecydowanie tak.

ao22
Powiedzmy, że macie ochotę na inny klimat, może bardziej beztrosko ale i brutalniej? 4 piwa z kartonu już pękły i w rękę przypadkiem wpada Tobie zielone pudełko z zgniłą ręką na okładce, hmm „Left 4 Dead”(L4D)? Dawaj!

l4d
Klimatyczne wprowadzenie i już wiemy, że jest jakaś infekcja, ludzi jest 4, a reszta to szybkie, sku*wysyńskie zombie (kilka gatunków), które chcą Was zjeść i siłą wprosić do towarzystwa. Fabuła więc jest „byle do następnego schronu”, kilka lokalizacji, poziomy podział ekranu, 4 bohaterów do wyboru (raczej słabo zarysowane postacie), zombiaki liczone w setkach, zastraszenie, pojękiwania Witch (tak – pojękiwania, ta suka chowa się w kącie i beczy, aż wykurzysz ją strzałem, bądź światłem – wtedy biada), które potrafią zabić kilkoma uderzeniami i widok na ten horror w pierwszej perspektywie. Każda z kampanii (a są 4), którą możecie rozegrać jest podzielona na kilka etapów, a ostatni zawsze opiera się na schemacie „coś trzeba kliknąć i falami zlecą się jak muchy do kupy”, ale nie jest nudno – gra jest zmienna i nieprzewidywalna, brakuje apteczek i tabletek przeciwbólowych, amunicja też potrafi się skończyć w momencie, kiedy w tle słychać ryk Tanka (taki zombie-hulk), a mołotowy i dynamity z wabikiem to luksus. Zombie wyskakują z różnych miejsc i zachowują się niezwykle realistycznie, jak na zombie przystało z początku drepczą w miejscu by nagle rzucić się z wyciągniętymi rękoma na Wasze szyje, a kiedy już odeprzecie falę 20-30 trupów to znikąd wyskakuje Hunter(skulony, skaczący na 100 metrów zombie-ninja), który przewraca jednego z Was. Patrzysz na Heńka z nadzieją i kiedy ten podnosi broń by ściągnąć z Was tego małego dziada w kapturze, wokół Jego szyi okręca się długi jęzor Smokera (dymiący się zombie z kilkunastometrowym jęzorem do duszenia i przeciągania po ziemi)… Nadzieja jedynie w 2 botach, które idą z Wami. Czujecie klimat? Do tego broń jak Uzi, czy Benneli (świetnie zbalansowane), tunele, małe pomieszczenia, lotnisko, dachy, opuszczony szpital, kanały, autostrada, czy pole kukurydzy! Gra trzyma ciągle w napięciu i nie daje odpocząć za zasłoną (chowanie not included), energia sama się nie regeneruje, a zombie nie czekają. Styl jest krwisty i ostry niczym w „Serious Sam”, tyle że jest ciężej i bardzo mroczno. Strzela się dużo i bezmyślnie, taktyka jest na poziomie „trzymajmy się razem”, albo „spie*dalamy! zostaw ich” i jest niezwykle miodnie. To mocna gra o bardzo gęstym, zielonkawym klimacie, a Heniek zawsze chętnie Was wciągnie z powrotem na gzyms, gdy się z niego ześlizgniecie, czy też podniesie z ziemi, kiedy już zmiecie trupy, które przed chwilą Was butowały. Do tego możecie liczyć na to że ktoś użyje swojej apteczki by Was podleczyć, czy też odda Wam swoje painkillery, które tylko czasowo przywracają zdrowie.

Gra to wojna w której chcecie przeżyć, światło latarki w mroku, pojękiwania w tle i głos Billa mówiący „Ammo here!”, setki zombie, tranzystorowe „we are almost there” słyszane z radia, kiedy czekacie na motorówkę mająca Was zabrać z tego piekła w momencie gdy boty nie żyją, a Heniek właśnie leży pod stopami Tanka.

Zaszczucie, zaszczucie, zaszczucie i przerażająca przewaga wroga, oraz nad wszystkim czuwająca myśl „mam nadzieję, że nic nie kryje się za rogiem…”. To jest właśnie „Left 4 Dead”, testosteronowa bomba z kapitalnym dźwiękiem na enginie „Half-Life 2”. Tytuł zdecydowanie dobry na męski wieczór, zwłaszcza na poziomie Hard, kiedy nie jest już tak „tralala”, okazuje się że magazynek w M16 ma „tylko” 30 kul, a pasek zdrowia jest czerwonego koloru, wtedy Heniek mówi „Spoko man, trzymaj się za mną”. Wszystko jest dobrze, kiedy obok pojawia się Boomer obryzgując wszystkich dookoła lepką mazią w tle słychać już krzyki hordy i szaleństwo zaczyna się od nowa, zostało „aż” 500 metrów do bunkra…

l4d2
W kartoniku już pusto i Heniek zawija z fotela:
– Powtarzamy to za tydzień?
– Jasne, mam jeszcze Rainbow 6, Ghost Recon, Halo 3, Gears of War i Kane & Lynch….

Do zobaczenia na następnej schadzce.
Uth

Advertisements

4 komentarze

  1. Faktycznie, w Left4Dead grało nam się całkiem dobrze, chociaż lama ze mnie jest :P


  2. Ao2 świetny jest na dłuższą posiadówkę, to fakt. Druga część będzie już tylko lepsza.


  3. Nie mogę się doczekać Ao2 2, tak samo Left4Dead2… mniam


  4.  ¿Seria Posible confirmarme en los cuales has visto tanta contenido productivo?
    Se trrata de ago simplemente Guay!



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: