h1

Macho-man part 2

26 Maj, 2009

macho

Kolejny weekend i już przed progiem czujemy zapach ciepłej pizzy z serem, szynką i ananasem. Mhmm, hawajskie smaki, kilka buteleczek Bacardi Breezer w ręku Henczysława i znów zagłębiamy się w fotele licząc na odrobinę czystej i szczerej, męskiej zabawy bez pierdół.
-Co tym razem?
-Może bardziej taktycznie, słyszałem że Vegas płonie i potrzebuje naszej pomocy…A potem mam ochotę się wyluzować i rozwalić kilka głów…

4

W napęd trafia płytką z Rainbow Six: Vegas. Ziomale ze Starej szkoły twierdzili, że to czysty arcade, nieskrępowane bieganie z MP5 i prucie po głowach terrorystów. Nic bardziej mylnego. Akcję w co-op rozpoczynamy od ustawienia liczby respawnów, friendly fire i map- całkiem ich sporo powiem szczerze. Od zapylonych, poprzez zastawione agregatami, po takie gdzie bandyci chowają się za automatami z owockami… Heniek bierze na plecy MP5 i Steyr z gadżetami do walki bezpośredniej i na dłuższy zasięg (dla niewtajemniczonych, do broni dołącza się różne gadżety, które usprawniają konfrontację z wrogiem). Fragi, granaty zapalające i jazda. Ja mam Shotguna, tarczę i Desert Eagle. Szybki zjazd z helikoptera i jazda po nie-tylko-meksykańskich ulicach.
5

O mamo! Po serii sztampowych shooterów rozgrywanych na miękko z Heńkiem, poczuliśmy świeży powiew. Toż to wyjątkowo nie current-konsolowe! Przyczajki za murkiem spoko, ale ostrzeliwanie, momentalne AI wrogów, strzelanie z lin podczas zjazdu z dachu, ganianie po mrocznych piwnicach z heatsensorem na oczach… Prze-pię-kne! Rainbow Six: Vegas to soczysty kawałek karkówki posypanej chilli i świeżym pieprzem. Gra ma już co prawda kilka siwych włosów w skali życia konsolki, bowiem to już praktycznie ponad 2 lata, ale wplata się w nią kilka przefantastycznych motywów, których brakuje w wielu Guerilla-Urban grach. Jeżeli ktoś z Was uważa, że Modern Warfare, czy GoW to gry z elementem taktycznym to jest w błędzie tak głębokim jak ….eeee gardło Jenny Jameson!
Idąc jednak w miarę po kolei- R6: Vegas jest dla oka produktem bardzo znośnym, mini-mapki, przyjazny interface, jak sama oprawa spokojnie wyrabiają dzisiejsze normy (szału pał nie ma, jest ok.), muzyka i dźwięki dają radę, aczkolwiek nisko leżą przy 6ch Kalashnikov w Bad Company. To w sumie tyle co wiedzieć trzeba. Oprawa znośna, miodność horrendalna!
Tak kochany przez nas tryb kooperacji ślizgiem idzie po kampanii, jaką można rozegrać w single, zatem mapy, jak też akcje się powtarzają. Kampania w co-op, jak już wiadomo to podstawa, nie interesują nas skirmishe i terrorist hunty- to dobre dla Bruna Geja z Austrii, czy Australii. Nie ma nic fajniejszego niż opierać się na refleksie i oku Heńka, kiedy wy skradacie się wzdłuż ściany ostrzeliwani przez buraków z Złolandii, nie ma to jak szturmować pomieszczenie z zakładnikami trzymanymi na muszce! Obstawiacie room z dwóch stron, sprawdzacie Snake-cam (takie kamerki, które wciska się w szczelinę pomiędzy drzwiami, a progiem) i ustalacie:
-Ty rzucasz flasha i bierzesz tego naprzeciw Ciebie, ja biorę tych dwóch z Twojej prawej. 3-2-1-Jazda!
-Bang!
Terroryści krzyczą oślepieni błyskiem i hukiem, wpadam i puszczam chmurę śrutu w ciało jednego, drugiego nie trafiam bo się zerwał i skontrował serią na ślepo, trafił. Mój ekran robi się czarno-czerwony, nie wiele widzę i nie będę strzelał by nie uszkodzić zakładników. Równocześnie słyszę tryk-tryk-tryk (MP5 zaśpiewało), pierwszy padł, strzały bez tłumika (któryś z „Afganów”), krzyk, tryk-tryk-tryk i znajomy głos odpowiada.
-Czysto, dałeś dupy man!
6

To jest właśnie Vegas, mnóstwo akcji w których dobre zgrania to podstawa, obstawianie siebie nawzajem, ostrzeliwanie gigantycznych pomieszczeń poprzez małe drzwi, rzucanie granatów na ślepo i „watch my back” na pełnym gwizdku. Brakuje ammo? Spoko, bierzesz coś z trupa. Oberwałeś? Chowasz się i po kilku sekundach energia wraca, jednak 1 kula potrafi ubić, zatem warto planować i chce się to robić- pure fun. Wpadanie przez okna, czy dachy to arbuz na babeczce dr Oetkera. Wrogowie potrafią zajść za plecy, obejść bokiem, zbierać się w grupki, wydawać sobie polecenia, jest kapitalnie. Już jedna z pierwszych misji kiedy trzeba się przebić przez ulice Las Vegas to majstersztyk. 100% męski tytuł, który trzeba ograć w Samczy Wieczór o ile lubi się old school jak Ghost Recon, czy Rainbow Six/Rogue Spear z PC (czasy pięknych tytułów). Na koniec oczywiście łyżka dziegciu… Nie ma walenia nożem, kolbą, albo z karata, niestety też brakuje sprintu…Mimo to jest to must-play.
Kto może mieć teraz większe cochones, aniżeli duet z Rainbow6?
1

Chris Redfield! Chodź sądząc po wielkości jego bica i trica, musiał brać coś co z pewnością na nie wpłynęło, jednak gdyby wielkość cochones była proporcjonalna do wielkości łapy no to panowie… Największe jaja w branży zapraszają!(choć Cole Train czy Tai Calisso też mali nie są) Chris zakłada ciężkie buty, bierze pistol i jedzie do Afryki kopać kościste tyłki! W skład super-testo-ekipy wchodzi również Sheva, która jąder nie posiada, ale swoje potrafi (a i wygląda kissy-kissy)! Resident Evil 5 bo o tym tytule mówimy to gra, która zostawia swoje straszące korzenie, gdzieś daleko i idzie w kierunku Kojimowskiego Cyrku opartego na ostrej strzelaninie. Ekipa ma ograniczone plecaczki do których zbiera różnego rodzaju uzbrojenie i pociski, leczy się czymś co wygląda jak szparagi, albo puszka sprayu i wysadza głowy ludzi zakażonych fizyczną agresją. Zagadek logicznych nie wiele, dużo natomiast biegania (strzelać w biegu-niet), bronienia przed chmarami ludzi, wielkich karaluchów, oleistych-pijawkowatych stworów, macek i krokodyli. Grafika jest zajebista i cut-scenki ogromnie się bronią, fabuła natomiast dla nas podpitych samców nie znających korzeni to abstrakcja, co jakiś czas pojawiają się zatem wielkie macki i ckm, który skoro już jest to musi być do czegoś użyty no i na tym to tak leci.
2

Strzelamy więc z motorówki, kutra, jeepa, rzucamy granatami, walimy z shotgunów i karabinów snajperskich by po linii prostej poznać tajemnicę, jaka rozegrała się pośród Afrykańskich jaskiń, podziemnych laboratoriów, mokradeł, czy gór- przy okazji pojawiają się przedziwne stworzenia wyglądające jak połączenie pająka z czymś, nietoperza ze skorpionem, ośmiornicy z rybą itd.. Mamy okazje zebrać kilka kryształów, czy pooglądać mega kształtną pupkę naszej protagonistki… Miejscówki są bardzo przewidywalne i wiadomo, kiedy pojawią się niedobzi-oni, włączy się jakiś trigger, czy coś w ten deseń, jednak to nie ma znaczenia na rozgrywkę bowiem ma się ogromną ochotę lać tych patafianów (przy tym tępych jak obuch od siekiery), amunicji często brakuje, więc tniemy nożem, elektro-batonem tłuczemy po karkach, czy walimy judo-ciosem w czaszkę (zdarzy się też pół obrotem otworzyć drzwi). Jest bardzo efekciarsko i filmowo- murzyni walą patykami, żołnierze strzelają i rzucają granatami, a karaluchy i wariaci z piłami mechanicznymi robią brzydkie rzeczy w bezpośredniej odległości. Jest zabawnie, można się obstawiać, leczyć nawzajem, otwierać przejścia drugiemu graczowi, wrzucać się na balkony, przekazywać amunicję i upgrade`ować broń, a przy tym od czasu do czasu pokrywać… A nie, tego jednak nie ma.. Fajno? Całkiem, nie ma tu ciemnych i mrocznych korytarzy, jest jasno i raczej dynamicznie, nie jest to Resident Evil z prawdziwą gałką oczną, którą pamiętam z main-menu chyba przy 2 części. To raczej takie Gears of War w innej oprawie i odrobinę inszym klimacie. Fabuła cała do przejścia w co-op, a w tym kilka mini gier, zmienne środowisko, 6 aktów, zbieranie punktów i sekretów, pupa Shevy, zagadki logiczne dla głąbów, piękna grafa i naprawdę sporo „szczelania” do przeróżnych stworów.
3

Ginie się czasem, ale checkpointy są dość ciasno ułożone, więc idzie się w miarę płynnie naprzód. Zdecydowanie bardziej arcade na rozluźnienie niż tytuł powyżej, są jednak momenty w których trzeba się natrudzić (vide pierwsza ucieczka i ostrzeliwanie pana z piłą). Całkiem mocny tytuł na man`s night. Polecamy również.
Co za tydzień się pomyśli kiedyś….

Uth

Reklamy

6 komentarzy

  1. Muszę zagrać w RE V :tak:


  2. Jak to powiedział znajomy „Dżirsy w Racoon” mimo, że to gdzieś w centrum Afryki. Polecam jako całko przyjemny shooter, horror nędza.


  3. Ogólnie rzecz biorąc, to RE5 jest kandydatem do tytułu gry roku. Czysty geniusz spokojnie przebijający czwórkę.


  4. Absolutnie się nie zgadzam, Kupa nie horror, shooter całkiem spoko :P


  5. A czy ja napisałem, że to horror? Nie :P Od czwórki Resident to czystej wody strzelanka i mnie to mocno odpowiada.


  6. Patrząc w ten sposób, całkiem mi to odpowiada również. Brakuje jednak klimatu, napięcia i zwrotów akcji- niestety bardzo przewidywalna i momentami monotonna. Powiem, że GoW2 był dla mnie dużo większym pozytywnym szokiem- jak jedynki nie lubię, tak dwójka była całkiem git. Resident mnie rozczarował trochę, natomiast w gramtv na tv4 mówili ładnie o ostatnim Silent Hill. Ciekawe



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: