h1

Upiór w operze – the teatr edyszyn

9 Czerwiec, 2009

0

Byłem ostatnio w teatrze, pierwszy raz od diabli wiedzą jak dawna. Mimo, że pochodzę z południa poczułem, że dotarcie na spektakl aż do Warszawy nie będzie większym problemem. A to dlatego, że od dawna starałem się podejść w jakiś sposób do Upiora w operze, niestety adaptacje filmowe oraz książka dziwnym trafem mnie ominęły. Skoro już i tak ktoś kupił mi bilet do teatru, to czemu się nie wybrać? Warto było spędzić te kilka godzin na dojeździe zakorkowanymi drogami.

Musical rozpoczyna się aukcją staroci w budynku zamkniętej już Opery Populaire, gdzie stary pan de Chagny kupuje 1właśnie pozytywkę w kształcie małpki uderzającej talerzami. Kiedy przychodzi czas na następny przedmiot – wielki, potłuczony kandelabr – licytator wspomina, że był on związany z nigdy nie wyjaśnioną sprawą upiora tej opery.

Akcja przenosi się o trzydzieści lat wstecz do schyłku XIX wieku na próbę Hannibala w tej samej operze. Podczas arii głównej divy, Carlotty, wali się część scenografii za co pracownicy opery obwiniają jej Ducha. Zdenerwowana powtarzającymi się „wpadkami” śpiewaczka postanawia odejść z teatru ciągnąc ze sobą naczelnego tenora. Z rozpaczy nowych właścicieli przybytku wyciąga jedna z baletnic, Meg Giry, podsuwając na główną rolę swoją przyjaciółkę – Christinę Daae. Dziewczyna pomyślnie przechodzi próbę i zaraz widzimy ją kiedy swoim śpiewem zamyka przedstawienie. W garderobie spotyka wicehrabiego Raoula de Chagny, swojego przyjaciela i zarazem miłość z dzieciństwa. Podczas ich rozmowy dowiadujemy się, że dziewczynę nauczył śpiewać tajemniczy anioł muzyki, który został według niej zesłany na ziemię przez jej zmarłego ojca. Jak nie trudno się domyślić, anioł wcale nie jest istotą boską…

Zawsze darzyłem mus2icale jakąś tam cząstką uwielbienia, choć nigdy ich nałogowo nie oglądałem. Pewnie wszystkie jakie obejrzałem mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, niekoniecznie ślepego drwala. Ten na pewno wdziera się z łatwością na szczyt prywatnego „rankingu” i aż kusi by wybrać się do teatru Roma jeszcze na kilka. Zaskoczyło mnie praktycznie wszystko, a najbardziej to, jak wyraźnie aktorzy śpiewali, nie miałem najmniejszego problemu ze zrozumieniem o czym nawijają, z czym często różnie bywa, tym bardziej, że modulowali głos by nadać mu odpowiednich emocji. Zaskoczyło mnie także to, jak fajnie w pewnym momencie słuchało się pięć głosów śpiewających zupełnie coś innego. To jednak ma jakiś swój czar. Zaskoczyły mnie także, choć to już nie związane z grą aktorską, scenografie. Dynamicznie zmieniające się i dzięki rzutnikowi wzbogacane efektami komputerowymi tła. Dzięki nim jaskinia Upiora z zasłoniętej półprzezroczystym materiałem sceny stała się pieczarą o wielu drogach z których niekoniecznie wszystkie musiały prowadzić w szczęśliwe miejsca. No i padłem z zachwytu oglądając tancerki, może nie wszystkie były piękne, ale na pewno każda z nich ruszała się z godną podziwu gracją. Normalnie aż się zakochałem w głównej tańczącej, wspomnianej już Meg Giry (Ida Nowakowska).

Właściwie trudno mi napisać coś więcej, bo rozpływałbym się chyba nad wszystkim, nawet nad tym, że prawie podłożyłem nogę jednemu z przechodzących przez widownię aktorów (część przedstawienia). Warto pogratulować reżyserowi Wojciechowi Kępczyńskiemu, aktorom Paulinie Janczak (Chrisitna), Łukaszowi Talikowi (Raoul) i Damianowi Aleksandrowi (Upiór) oraz wszystkim innym, których nazwisk nie pamiętam, a przyczynili się do tej wspaniałej inscenizacji. Czasami świetna sprawa ten teatr.

Shinigami

Advertisements

6 komentarzy

  1. […] tego oznaką będzie wnr Upiora w operze w wersji warszawskiego teatru Roma do przeczytania TU – a drugą, mam nadzieję nowy cykl, pisanie o komiksach. Na początek Cable & Deadpool od […]


  2. Ba! Jedna z najfajniejszych historii śfiata, kiedyś był mroczny serial, a kilka lat temu nowa ekranizacji. Kapitalna postać i zazdroszczę, sam bym się na to wybrał z ogromną przyjemnością.


  3. Heh, tak się składa, że akurat też byłem na tej sztuce. Roma jak to Roma – oszałamiające efekty i customizacja sceny (marmurowe schody, pokoiki… wszystko wygląda niesamowicie prawdziwie i znika ze sceny w kilkanaście sekund…). Moment upadku żyrandolu gniecie, owszem… nie wiem jak z aktorami, na spektaklu byłem w poprzednim sezonie, jednak wtedy, hm… nie porazili mnie jakoś specjalnie swoją grą.

    Muzycznie pamietam że momentami była orgia, motyw główny na elektryku po prostu boski.


  4. Nom, nom, muzyka zarządziła przemaksymalnie. A jeśli chodzi o aktorów, to może można to zrzucić na jakieś pierwsze występy albo na inną kadrę, bo z tego co widziałem w programie, to mają dwa bądź trzy różne składy.


  5. Ja w Romie byłem klika dobrych lat temu w liceum na „Kotach” – fajne przedstawienie, dużo kolorowych wdzianek i ogólnie cool i dżezi.. ale obecnie to jakoś mnie opery nie kręcą ;P


  6. good shit. Teatr to fajna sprawa!



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: