h1

Jedna taka gra…

18 Czerwiec, 2009

logo

Kiedyś ktoś stworzył taką fajną definicję, jak „gry wideo”. Biorąc to na prosty chłopski rozum i nie zagłębiając się w jakiś specyficzny naukowy bełkot, zrozumiałem to jako możliwość uczestniczenia w czymś więcej niż rozgrywka w „Pong” na Atari (mimo wszystko mam szacunek do tej produkcji, jako ojca wszystkich gier). Uczestnictwo w czymś więcej niż bieg na dwa przyciski, czy kręcenie analogiem. Czymś więcej niż „z punktu A do punktu B, ale uważaj na milion wrogów”… Mianem gry wideo postrzegam produkcję w której rozrywce, towarzyszy ten piękny i niezwykły element fabuły- splot wydarzeń i zaabsorbowanie w continuum historii, którą tworzymy . Chyba to właśnie rozumiem poprzez „grę wideo”. Mimo że to nazwa, która nieodzownie kojarzy się z latami ’80-tymi.

I gdybym miał zajrzeć do pamięci, i gdybym miał skojarzyć coś z tą zwariowaną nazwą, to pierwszym tytułem, byłoby coś pomiędzy nieabsorbującą grą, a absorbującą historią… Coś… Poza dobrem i złem

Na planecie Hillys życie przebiegało niezwykle sielsko. Był to dom dla wielu ras, dom o czystej wodzie i zielonych drzewach. Miejsce, gdzie humanoidalne stworzenia odnajdywały spokój i żyły dostatnio. Świat w którym wiele pomniejszych, kolorowych żyjątek znalazło swój azyl.

1Była tam też Jade- dziewczyna niezwykle urocza. Taka w której byś dostrzegał dobrego kumpla i podkochiwał się w tajemnicy przed wszystkimi. Dziewczyna piękna w wyznawanych wartościach i stylu bycia. Nie jakiś zlepek kulistych brył o większych i mniejszych kształtach, ale taka wirtualna kobieta z krwi i kości z aparatem w ręku (wow! I zdjęcia robi!). Prócz niej, był tam też Pey`J- jej prosiakowaty wuj. Nie chodzi o to, że zachowywał się jak świnia, wręcz przeciwnie! Pey`j był niezwykle honorowym i dobrym człowieko-świnią. Wyobraźcie sobie więc jednego ze słynnych, gallijskich braci (tego grubszego) z głową poczciwego prosiaka…

Poznajcie Pey`Ja. Prosiak od długiego czasu opiekuje się Jade, ponieważ sprawa jej rodziców jest dość enigmatyczna i rozpoczyna się wiele eonów temu w momencie ich zniknięcia (tak jakby)… We dwoje opiekują się garstką sierot w starej latarni, gdzieś pośród spokojnych wód Hillys.

4I ta sielanka by trwała pewnie wiecznie, gdyby nie regularne ataki ze strony rasy zwanej DomZ. Rasy, która traktuje życie na Hillys jako baterie i inkubatory, energię na nogach, które trzeba im urwać i pożreć. Hillys teoretycznie nie wydaje się takie bezbronne na jakie wygląda, są armie, które pomagają opanować chaos i zło powodowane przez najeźdźców.  Obok siebie istnieją Oddziały Alfa i  siły lokalne. Co prawda często pojawiają się później niż trzeba, no ale lepszy rydz niż nic. Prawda?

Dodatkowo życie Jade się komplikuje, kiedy staje twarzą w twarz z jednym z „powiększych” przedstawicieli DomZ, a w jej głowie odtwarza się dziwna inkantacja… Spotkanie to rodzi wizję, a potem nagłą chwilową katatonie w którą Jade bezwładnie wpada. Jade mdleje, budząc w sobie coś nieznanego. Coś co na zawsze połączy ją z rasą DomZ.

Mógłbym napisać dłuższy wstęp, ale nie chcę zdradzać ani jednej sekundy gry więcej, chce za to zachęcić jak największą część z Was, by zainteresować się produktem studia Ubisoft, które kilka dobrych lat już ma.

Beyond Good & Evil należy do bardzo wąskiego grona gier, których kiedyś nie zakończyłem i gryzło mnie to przez wiele lat. A kiedy w końcu zebrałem się by rozpocząć ją ponownie, zniknąłem na 15 godzin z życia wszystkich.

2Fenomen tej gry opiera się na niezwykle strawnym połączeniu wielu gatunków gier:  mamy tu coś z platformera, skradanki, zręcznościówki i pewne elementy RPG. Fabuła jest liniowa, a wykonanie jednego questu rozpoczyna drugi itd., jednak by móc je wykonać potrzebne jest uzupełnianie pojazdu, którym poruszamy się po Hillys w nowe elementy, to usprawniające strzelanie, to pozwalające na wykonanie skoku ponad barierami energetycznymi, a w finale….O nie, tego nie zdradzę.

Generalnie waluty są dwie: jest materia i są perły. Materie znajdujesz eksplorując jaskinie Hillys, oraz w nieskrzętnie poukrywanych skrzyniach. Dostaniesz za to jedzenie, gadżety i małe urządzonka. Perły, to zupełnie inna liga. Zdobywasz je za wygrane w mini grach, które można w łatwy sposób znaleźć przemierzając planetę (która swoją drogą jest sprytnie zamknięta przed zbędnym zwiedzaniem). Jest zatem gra w coś na wzór cymbergaja(przerażająca nazwa), są wyścigi, jest pościg za piratami, są też nagrody za uzupełnienie kliszy zdjęciami żyjątek z Hillys (moja ulubiona), bowiem do Twojej dyspozycji zostaje udostępniony aparacik fotograficzny, a żyjątka często się ukrywają w dziwnych miejscach. Pereł jest na tyle, że łatwo znaleźć odpowiednią ilość by kupić nową część do pojazdu, więc idzie w miarę sprawnie i bez dłużyzn. Ponadto pierwszy raz miałem niezwykle silne odczucie, że gra zmierza ku finałowi -i nie cieszyło mnie to nadto.

Wracając do wcześniej wspomnianego Domu. Rozgrywka jest ograniczona do dość wąskiej części planety, powiem jednak szczerze, że to zupełnie wystarcza i człowiek nie narzeka na monotonie. Ech…gadam i gadam…

Jade nie jest w ciemię bita, walczy, skacze i się skrada. No, ale po koleii… Walka opiera się na prostym standardzie atak-unik, jednym przyciskiem robisz szybkie ataki układające się w sprawne combo, drugim robimy sprytne uniki na boki. Niby skromnie, Jade jednak to reporter, nie wojownik ninja.

6Co potrafi jeszcze? No więc, jakoś tam się skrada, szczupakiem przeskakuje przez linie energetyczne i strzela kompaktami (?). Heh, może to brzmieć durnie, ale właśnie prostota i przystępność jest jednym z wielu niezwykłych atutów tej gry-eksperymentu. Co ze skokiem? Tam gdzie jest to możliwe, Shauni (kryptonim Jade) wykonuje go automatycznie. Ogranicza to problemy z „hmm, może powinienem iść tam?”. Później może przesunąć od niechcenia jakąś skrzynkę, rozgryźć kilka logicznych zagadek, postrzelać z wahadłowca, wygrać wyścig z gigantycznym pająkiem i skatalogować całą faunę Hillys, oraz skorzystać z mapy by na koniec wykonać jakąś tagową akcję z kompanami (będzie jeszcze jeden). Ufff!

Są też niestety wady. Gra ma sporo bugów i np. na pececie zaraz po kupnie oryginału byłem zmuszony do ściągnięcia patcha ze strony Cenegi. To nie jedyny problem. Kamera potrafi zabić, często zmienia się w dziwnych momentach, przez co tracimy kontrolę nad postacią i… Dodam, że nie ma możliwości jej kontroli. Wrogowie i sprzymierzeńcy potrafią się przyklinować, kompas dziwnie działa, mapa jest nieczytelna itd.

Ha! Pomyślcie, że nie da się zrezygnować z tej gry dopóki się nie rozgryzie „o co chodzi, co się z nim stało”. Pomyślcie, że te bugi znikają w momencie, kiedy nagle wzruszy Cię historia, albo zaśmiejesz się na głos.

No a co z bohaterami, jacy są?

7Bohaterowie podczas rozmów rysują obraz niezwykle ludzkich i uczuciowych istot, zaczynamy się stawiać na ich miejscu. Zaczynamy czuć to co mogą czuć one. Ten tytuł gra z nami, gra z naszymi emocjami, a my chcemy się temu poddać. Wiemy, że teraz powinniśmy się wzruszyć no i tak się dzieje w konsekwencji. Czy to jest sztuczne, czy to efekt magii tej gry już sami powinniście ocenić. W mojej biblioteczce BG&E jest najbardziej wzruszającą i najbardziej nasączoną emocjami grą, jaką widziałem (no jest jeszcze Shadow of the Colossus). Jest to produkt pełen ludzkich cech, prawdziwości i szczerości w byciu bohaterem. Chęć ratowania świata przed złem determinowana odczuwaną przez Ciebie niesprawiedliwością i więzią, która połączyła Ciebie i bohaterów tej epopei.

Odpowiedzcie sobie na pytanie: w jakiej grze, strata czegoś powodowała smutek tak głęboki, że niektórzy płaczą? W jakiej grze finał powoduje myśl: to nie może się już skończyć… nie może… po prostu, to jest zbyt piękne by skończyło się tak szybko, by pozostawiło tyle niedopowiedzianych kwestii.

Gra miała premierę w 2003 roku i wtedy wyglądała przepięknie. Najpierw niezwykłe mgły i kolory. Następnie idealne rozplanowanie elementów i przyjemne tekstury. Wszystko wyglądało przepięknie i tak harmonijnie! A potem, kiedy wypłynąłem z latarni zostałem oszołomiony refleksami i animacją wody. Tego wtedy nie było! Wszędzie pływały, bądź lewitowały jakieś pojazdy. Rybopodobne stworzenia wybijały się z fal, albo gdzieś przed pędzącym pojazdem – to wszystko było tak oszałamiające. Pomyśleć, że włączyłem tę grę tydzień temu i mój komputer nie uradził ustawień jakie wybrałem. Po uśrednieniu wszystkiego gra wyglądała nadal ładnie – nadal zachęcająco. W dobie tytułów z currentgenów, kiedy poprzeczka jest tak wysoko, gra daje radę. To jest niesamowite!

Malutkie miasteczko z kilkoma sklepikami, z kilkoma mieszkańcami – nie porażające, ale ładne. Parędziesiąt różnych żyjątek o zupełnie różnej animacji i wyglądzie w zupełnie różnych miejscach. Wszystko jest prześliczne i zrobione tak niezwykle, tak magicznie!

8Kiedy już przestałem się podniecać grafiką, dotarła do mnie muzyka. Jeden z najpiękniejszych soundtracków, jakie powstały w historii gier. Niezwykle spokojne tony, kiedy zwiedzasz dom. Dynamiczne riffy i chóry, kiedy walczysz. Spokojne klimaty raegge, gdy odwiedzasz warsztat Mammagoo. Muzyka, która jest nieodzownym elementem tej historii, przeplata się przez wątki i uzupełnia ją o dodatkowe emocje, pomaga Ci i prowadzi za nos. Dobrana z ogromnym wyczuciem, by dodawać dramatyzmu, czy werwy w odpowiednich momentach… A w tym wszystkim pojawiają się głosy aktorów. Nie jakieś tam smętne kwestie rodem z ekranizacji polskiego Wiedźmina, ale dialogi pełne uczuć. Słuchając tego wiesz, że bohaterów coś łączy, że są smutni, że żartują, że tęsknią, że im ciężko… A kiedy oni to czują, czujesz to też Ty!

Nie sposób przejść obok tej gry obojętnie. Na forum Ubisoft do dziś są zbierane petycje, by ojciec Ancel wziął się za sequel (ostatnio potwierdzony). Oby się wziął, bo sam podpale studio Ubisoftu. A kiedy po Internecie zaczęły krążyć plotki, że coś tam się dzieje, stwierdziłem że muszę ten tytuł odświeżyć. Nie wyobrażam sobie dziś uruchomienia drugiej części, bez zapoznania się z kompletną historią pierwszej – każdy kto dokona się takiego czynu, zostanie wpisany na moją czarną listę! Nie wyobrażam sobie też, że ta historia nie zostanie dokończona. Tytuł nadal epatujący czarem, udowadniający, że gry wideo, to nie tylko mega-realistyczna grafika i eksplozje efektów o dziwnych nazwach. Udowadnia, że prawdziwa radość z grania płynie z gier w których coś Cię łączy z tym, co się dzieje po drugiej stronie szklanego ekranu, że wirtualna rozrywka potrafi budzić emocje i zmuszać niektórych do płaczu.

Nie będę dawał ocen, bo to jest gra, którą po prostu trzeba przejść. Nie interesuje mnie to, że możesz o niej myśleć „staroć”, „kiepuch”, czy „przeżytek” – jeśli nie potrafisz docenić tego utworu, to w mojej opinii będziesz pozbawionym gustu graczem-pożeraczem. Bo to nie jest gra-hamburger, to taka gra-sushi. O wiele więcej, wraz z otoczką pełna rytuałów i tej niezwykłej folklorowej tradycji. Bo w jakim folklorze bohaterzy nie są kultywowani? W jakim folklorze rodzina nie jest wartością nadrzędną? Ta gra przypomina te stare wartości, a robi to tak pięknie, że ech… Czekamy na sequel i ekranizacje.

Must see&must have&must end!

Uth

9

Advertisements

7 komentarzy

  1. Gra legenda dla mnie.
    Klimatyczna, świetnie rozrysowana, a kontynuacja jest dla mnie top must download :P


  2. Hahahah, ja kupiłem oryginał pierwszej części. Jeśli wyjdzie dwójka to również się skuszę na taki wydatek :) Pey J Chili Con Carne, jak Mr. Carlson & Peters to jedne z fajniejszych charakterów świata gier, no i ta przepiękna ścieżka dzwiękowa.
    Ciesze się, że są jeszcze fani :)


  3. Świetna gra, wciąga bardziej niż niektóre tytuły konsolowe. Naprawdę polecam.


  4. BG&E, to też tytuł konsolowy :P


  5. Absolutnie tak, tytuł multiplatformowy i zajebisty.
    Szkoda, że takie gry jak BGE, okami ,shadow of collossus, ico przemijają :(


  6. Ueda obok tego francuzika i Kamiyi? Obrażasz Uedę.


  7. Dlaczego?



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: