h1

Adrenalina 1 i 2

7 Wrzesień, 2009

crank

Gdybym Was zapytał jaki film idealnie odwzorowuje akcję dziejącą się w którymkolwiek Grand Theft Auto, pewnie musielibyście się chwilę zastanowić. Podalibyście niejeden film gangsterski. Ja tymczasem wymieniłbym „Adrenalinę” :)

Jason Statham jest aktorem, który zaszufladkował się sam. Począwszy od pierwszego „Transportera” w 2002 roku, przez „Death Race: Wyścig śmierci” po „Transportera 3” kojarzy nam się z kierowcą, który na dodatek dobrze umie się bić. Tym samym reżyser „Adrenaliny” nie musiał się długo zastanawiać nad obsadą głównej roli w swoim nowym filmie, gdzie Statham może się popisać umiejętnościami.. nie tylko bokserskimi i szofera.

crank1Adrenalina 1” opowiada historię niejakiego Cheva Cheliosa, który odkrywa, że została mu podana śmiertelna trucizna. Znajomy lekarz opisuje mu dokładnie działanie owej tajemniczej substancji i jak należy przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się jej w organizmie. Podstawowym sposobem jest produkcja wzmożonej ilości adrenaliny na jakikolwiek sposób. Teraz zamknijcie oczy i popuśćcie wodze fantazji – Jak naprodukować sporo adrenaliny w krótkim czasie? :) Tak, wszystko to, co przyszło Wam do głowy ujrzycie w tym filmie! Począwszy od zażywania narkotyków, poprzez bójki i ucieczki samochodami i motocyklami przez miasto, aż do trykania swojej blond dziewczyny ;P

Nie bez powodu porównałem ten film do GTA. Po pierwsze mamy tu ciągłą akcję. Bohater kradnie fury, rozwala złych kolesi i jest poszukiwany przez wszystkie instytucje porządku publicznego. Jego Wanted Level wzrasta z minuty na minutę, a na dodatek każdy chce go zabić („Chev, czemu nie pójdziesz wreszcie spać?”).  Gdyby to jeszcze robił dla kasy bądź satysfakcji, tymczasem jego przekleństwem jest fakt, że przeżył i nie ma ochoty umierać. Pomaga mu w tym lekko głupiutka dziewczyna, która „z miłości” daje się przez niego gwałcić w japońskiej dzielnicy pośród tłumu gapiów :]

Ujęcia są niezwykle dynamiczne i mocno podkręcają akcję. Można nawet powiedzieć, że utrzymują u widza wysoki poziom adrenaliny przez pełne półtorej godziny filmu. A jak mu jest mało to warto sięgnąć po..

crank2Adrenalinę 2„!! Tutaj wszystkiego jest więcej, lepiej i szybciej! Tym razem już od pierwszych minut filmu pojawia się mega przegięcie na stole operacyjnym, gdzie Cheliosowi wycinają serce! XD Na szczęście nic nie jest zbyt proste i koleś dostaje rozrusznik napędzany małymi wyładowaniami elektrycznymi :) Teraz zabawa się rozkręca i już żywcem przypomina czasowe misje w gta. Chev żyje od naładowania do naładowania. Jak nie akumulator to defibrylator, jak nie paralizator to ponownie seksik ze swoją laską ;] Coś jak ładowanie życia u prostytutek w grze ;P W poprzedniej „Adrenalinie” chciał dorwać bad guy’ów aby dostać antidotum na truciznę, tutaj najzwyczajniej w świecie chce odzyskać swoje „końskie” serce :D

O ile „Adrenalina 2” jest fajniejsza niż jedynka, tak jest też o wiele bardziej pojechana :P Cała masa zwrotów akcji i kosmicznych sytuacji, jakich normalny człowiek nie byłby w stanie przeżyć to tylko czubek góry lodowej. Przykładem niech będzie scena jak z japońskiego filmu o Godzilli, która walczy z potworami na tle makiety wielkiego miasta :) Ogólnie, jak komuś podobał się pierwszy film, to drugi już całkowicie go usatysfakcjonuje. Gorąco polecam, choć nie jest to wybitne kino i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. A na zachętę >>Bai Ling<<, grająca panią lekkich obyczajów :]

bai ling
pozdrawiam,
pit :)

Od Utha w temacie:
Ja zacznę od mocnego „Fuck you Chev Chelios, Fuck you!” i na tym w zasadzie mógłbym skończyć całą tyradę, jaką chcę wytoczyć na temat tego przestrasznego filmu bez fabuły (generalnie to czepiam się dwójki) ;)
Na początek aktor, który jak nie patrzeć idealnie wpisuje się w stereotyp kozaka, przystojny, duży, trenował sztuki walki, zaszufladkowany w filmach akcji, łysy brutal o dzikim imieniu Chev, który większość swoich problemów rozwiązuję prawym prostym, albo czymkolwiek co mu wpadnie w dłonie (niczym Frank West z Dead Rising), bądź czymkolwiek kieruje choćby nawet to był walec.
O ile pierwsza część tak jak w przypadku Transformers trzymała wszystko świetnie zbalansowane i zaledwie ocierała się o granicę durnego absurdu, tak druga już zupełnie rujnuje całą rzeźbę, która powstała po szalonym i nieprzewidywalnym endingu jedynki (liczyłem na kontynuację- niestety pewnie życzenia się spełniają).
Momentalnie ordynarny i zarazem kapitalny żart przeradzał się w scenę pościgu zmontowanego z szalonych i dynamicznych ujęć przefiltrowanych jakimiś dziwnymi narzędziami, wszystko w fajnej, dzikiej i logicznej harmonii. Inaczej mówiąc przepiękna dynamika, żart i akcja wartka niczym najdziksza górska rzeka. Oł, je!
W dwójce jest inaczej, faktycznie jest tak jak napisał Pit: biger, badder and more badass. Czy to się sprzedaje? Oczywiście, że tak (np. w przypadku Gears of War 2). Sam pomysł na wciśnięcie bohaterowi plastikowego serca i zmuszenie go do ponownego, bezsensownego biegania po mieście i przypadkowych, nieoczekiwanych i debilnych zbiegów okoliczności gwarantuje 100% sukces. Tytuł mocny, aktor mocny, pomysł już raz sprzedany… i co? I dupa blada, film jest tak głupi, że po prostu nie potrafię przełknąć tak wielkiej dozy bezmyślnej brutalności, seksu i brudnych ujęć kamery. Identyczny jak część pierwsza, podobne schematy, wstęp zbieżny, scena seksu podobna, babcia- check! No i jak już wspomniałem wszystko poszło nie tak, każda scena jest przesycona tematem tak mocno, że nie potrafiłem tego wytrzymać, raziło niczym patrzenie stroboskop. Żarty wciśnięte na siłę, pomysły w stylu „ej przyszedł mi do głowy głupi pomysł, użyjmy go”, Azjaci, Latynosi i cała banda gangów z ulic San Andreas, która stara się Was przekonać do tego, że jest to doskonały film akcji. Wymieszanie z poplątaniem, surrealistyczne wizje, stary David Carradine, który nagle dostaje drugie życie bo ma serce Cheliosa…
Dla mnie to żenująca ekranizacja gry, która nie powinna powstać (zarówno gra jak i film) na miarę koszmarków Uwe Bolla…
Sorry Pit, takiej adrenalinie mówię zdecydowanie „3xnie”, ale znów czego mogę oczekiwać po zbokach, którzy stworzyli „Patologię”…
A Cheva tak bardzo lubiłem za filmy Guya Richiego i „rule nr 1: never change the deal.”.

Być może nie wyłączyłem pstryczka próbując to obejrzeć, ale w końcówce filmu byłem już najzwyczajniej w świecie zmęczony. Po finale było „uff i aby tego już nigdy nie ruszali”, choć skoro końcówka identyczna jak w jedynce to i pewnie trójka będzie.

Pozdrawiam
Uth

Wobec takich zarzutów muszę to napisać: nie słuchajcie Utha, Adrenalina 2 to jeden z najlepszych filmów akcji ostatnich lat. Sam obejrzałem go chyba z 6 razy, a jak pojawi się wydanie DVD to szmyrgnę do sklepu, żeby postawić to dziełko na półce. Rzekłem to ja, Bzduras.

Reklamy

2 komentarze

  1. „A Cheva tak bardzo lubiłem za filmy Guya Richiego i „rule nr 1: never change the deal.”.”

    ^Snatch i Transportery może też kiedyś zostaną opisane ;]


  2. No to powiedz jeszcze Uth, że Transporter 3 był dobry i zrobię fikołka w przód i w tył w jednym momencie… Adrenalina 2 – fakt film dla mało wymagającego widza (podobnie jak jedynka), z masą absurdów, pojechanych akcji itp. itd. Ale… Kto o to dba?! Moar, moar, moar! ;-D



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: