h1

Uth poleca, Szaleństwo w Kosmosie!

11 Listopad, 2009

    pandorum_poster
    Jakoś przypadkiem o uszy obił mi się tytuł „Pandorum”. Do wczoraj myślałem, że to jakaś azjatycka produkcja z duchami i panienkami płaczącymi łzami o kolorze krwii… Jakże się zdziwiłem, gdy moim oczom ukazało się klimatyczne i zarazem enigmatyczne wprowadzenie w tematykę tego filmu. Pierwsze skojarzenia? „Event Horizon”, „Dead Space”, „Alien” i pewnie nie tylko, natomiast każdy kto widział te tytuły zauważy pewną wspólną, bardzo zimną, zielonkawo-niebieską specyfikę, pokrytą kablami, żelastwem i tawotem do smarowania plazmowych rdzeni, gdzie coś czai się w ciemności.

    „Pandorum” można rozumieć dwojako, jako termin określający chorobę wywołaną przedłużonym czasem hibernowania objawiającą się paranoją, tendencjami maniakalno-depresyjnymi, skłonnościami samobójczymi, halucynacjami, drgawkami i innymi fajnymi symptomami bez których obejść się w kosmicznej próżni nie można. „Pandorum” to również twór niemiecko-armerykańskiej współpracy filmowej, dodać należy że w mojej opinii bardzo dobry twór. Scenariusz napisali wspólnymi siłami Travis Milloy i Christian Alvart, których w zasadzie nie kojarzę z żadnego tytułu, zatem debiut komercyjny można powiedzieć że jest mocny niczym czarna kawa z Peru.
    Jako główne mordy przewijają nam się Denis Quaid (który jakieś doświadczenie w s-f już ma: Frequency, Innerspace, The Day After Tommorow), oraz Ben Foster (znałem go wcześniej tylko z negatywnej roli w 3:10 to Yuma i Punishera). Jak się sprawdzają? Bardzo dobrze, inne role niż te dotychczas znane, autentyczne, pozbawione kretyńskich skryptów i poważne w tym co robią.
    A co i gdzie robią jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Pierwszy bohater, którego mamy okazję poznać (nie licząc tych z wprowadzenia) to kapral Bower. Facet budzi się właśnie z hibernacji nie wiadomo jak po długim czasie, trzęsie się, nie wie gdzie jest, nie bardzo pamięta jak się obsługuje tutejsze urządzenia, jest głodny i sam-a reszta śpi w kosmicznym letargu. 1
    Już pierwsze sceny obrazują statek Elysium jako miejsce potężne, samotne i pogrążone w czymś nieznanym i niebezpiecznym. Do Bowera dołącza przed chwilą zbudzony z hibernacji Payton i razem starają się rozwikłać tajemnicę statku widmo na którego pokładzie się znaleźli. Prowadząc dialog przypominają sobie coraz więcej, a układanka zaczyna tworzyć coraz wyraźniejsze kształty. Dowiadujemy się, że Bower należy do grupy inżynierów i pewne rzeczy w temacie mechaniki okrętu po prostu wie, a mostek jest miejscem do którego powinni się udać. Obaj uświadamiają sobie równie, że powinni zostać zbudzeni z hibernacji przez grupę 4 (należą do 5) na swoją 2 letnią wachtę, jednak po grupie czwartej śladów żadnych nie ma. By było ciekawiej okazuje się, że statek ma rozregulowany generator energii i potrzebny jest restart systemu nim wszystko rozleci się na kawałki. Brak narzędzi i broni, oraz konieczność skradania się szybami wentylacyjnymi nie jest ostatecznie najgorszą z możliwości o ile jest bezpiecznie. Tutaj oczywiście sprawa się komplikuje, a Bower już po chwili znajduje pierwsze ciała- jedne już nadkruszone przez czas, pewnie ofiary podobnej podróży do reaktora, inne świeże- lekko żywe, podwieszone pod sufitem na kablach… 2W tym momencie już pewne jest, że statek skrywa mroczną tajemnicę, pewne jest że z załogą stało się coś złego, pewne jest że pozostanie w takim miejscu gwarantuje jedynie objęcia lodowatych dłoni Kosmicznego Żniwiarza i pewne jest że w tej podróży poszło coś nie tak. Poznajemy historię smutną, straszną i w zasadzie całkiem świeżą, a film stanowi zastrzyk adrenaliny w już lekko zestarzałym i opuszczonym gatunku space-horrorów. Pomyślcie, że w locie który ma trwać ponad 100 lat coś idzie nie tak, a bohaterowie budzą się w miejscu w którym za pancerną szybą nie ma gwiazd, tylko ciemność. W miejscu z którego nie ma już jak wrócić, a towarzysze wiją się w amoku pandorum, bądź śpią snem z którego nie można ich zbudzić. Nie chce pisać zbyt wiele, zdradzać fabuły, która jest świetnie prowadzona i karmi nas okruszkami przesmacznego pieczywa w którym ukryta jest śliwka. To jest tytuł, który podobnie jak polecane poprzednio przeze mnie filmy albo się kocha, albo nienawidzi. Jest coraz bardziej otulające bohaterów szaleństwo, samotność, zagrożenie i statek kosmiczny. Tutaj boimy się nie tylko potworów z mackami, czy pełzających po ścianach xenomorfów, ale nas samych. Ludzi którzy utonęli w obłędzie podczas za długiej podróży przez wszechświat, samotnych, niepoczytalnych i zaadaptowanych w nowych warunkach bytu.3
    Inaczej mówiąc: świetne role, kapitalny klimat, dobra fabuła i pomysł, rezurekcja gatunku, oraz zaskakujący finał.
    Uth poleca!

     

    Trailer leciutko spojlerujący:

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Will sprawdzę.


  2. No musisz, musisz. Generalnie mamy totalnie różne gusta, ale może Ci podejdzie :)


  3. Sprawdzimy – jeżeli tylko nie ma tam niemieckiego rapu to może nie być źle ;)


  4. http://ja.gram.pl/blog_wpis.asp?id=354123&n=145 zdecydowanie odmienny punkt widzenia tutaj.


  5. Hej, proszę o kontakt na podanego maila. Chetnie zobaczyłabym pare z waszych tekstów i na naszym wykluwajacym sie portalu. Mowa tu o kontach partnerskich tylko, ze do tego potrzebny mi już mail autora by nie smiecic w komentarzach. Pozdawiam.


  6. Kto ma klucz do lodówki?! Argh!



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: