h1

Oglądając świat poprzez żółte oczy

30 Grudzień, 2009

Jakaś pusta ta końcówka roku, zarówno growo jak i filmowo. Wszyscy wydawcy gier w strachu przed Modern Warfare 2 uciekli na początek 2010 (teraz znów przekładając premiery, bo tłok się zrobił niemiały) zostawiając nas jedynie ze średnio udanym The Saboteur. Podobnie mamy w kinie, choć nie wiedzieć czemu. Jeszcze w tym roku miałem zobaczyć Alicję w Krainie Czarów i Sherlocka Holmesa, kolejno w reżyserii Tima Burtona i Guya Ritchiego. Dzięki obsuwie styczeń jest zawalony filmami jak mało który miesiąc, by tylko wspomnieć o Parnassussie, czyli tym prawdziwym ostatnim filmie w którym pojawia się Heath Ledger. Na szczęście kinomani mają lepszy powód do radości niż gracze, ponieważ koniec roku przywitał ich jednym naprawdę wartym zobaczenia filmem, którego tytuł na pewno już znacie z nagłówka wpisu. Tak, mowa tu o Awatarze.

Wszystko zaczęło się od wielkiej porcji nachos z masą serowego sosu i sporą Colą. Idąc do sali odebrałem okulary 3D i zawędrowałem na swoje, osadzone na rubieżach, miejsce. Tak zawalonego kina nie widziałem od przedpremiery Kochaj i tańcz (jeszcze raz wielkie dzięki dla TVNu za zaproszenie). Do dziś jestem tym zaskoczony, nie przypuszczałem, że jakikolwiek normalny film uzyska w naszych kinach podobną frekwencję jak dowolna polska komedia romantyczna. Tym bardziej, że Awatar chyba nie był jakoś konretnie u nas rozreklamowany. Zawsze mi się robi ciepło w serduszku jak widzę tyle ludu w kinie, a nie w domu przed torrentem. Ta premiera oficjalnie przebiła babcie (liczba mnoga) na wejściu Mrocznego rycerza w moim małym Kajecie Kinowych Zajebistości. A później był trailer Mass Effect 2 w polskiej wersji językowej, czyli konsole atakują po raz kolejny (wcześniej choćby przed Zombieland)!

Fabuła w najnowszym filmie Camerona jest tak prosta, że nawet nie ma czego tłumaczyć, bo wystarczy obejrzeć jeden zwiastun i już wiecie jak to wszystko się potoczy. Ale czy to wada? Oczywiście, że nie, ja jestem fanem niezobowiązującego kina akcji, szczególnie kiedy jest tak piękne. Dla ludzi żyjących w komorze kriogenicznej małe wprowadzenie… Mamy rok 2154, ludzkość skolonizowała już kawałek kosmosu wciąż jednak głównie mieszkając na Ziemi. Ostatnio ich najważniejszą kolonią jest ta na Pandorze, księżycu jednej z planet spoza Układu Słonecznego gdzie wydobywają bardzo drogi minerał zwany unobtanem. Niestety, nad największym złożem wartościowego kruszcu swoją wioskę ma plemię rdzennych mieszkańców Pandory – Na’vi. Są to wielkie, prawie trzymetrowe istoty przypominające nieślubne dziecko człowieka z dzikim kotem. Omaticaya (bo tak nazywa się akurat to plemię) żyją w zgodzie z naturą w stopniu, który przewyższa nawet wszystkich ziemskich ekologów, zielonych świrów i indian z Ameryki Północnej na których (na indianach w sensie) byli najbardziej wzorowani. Do porozumiewania się z Na’vi ludzie używają tytułowych awatarów, sztucznie wyhodowanych hybryd. Awatary nie tylko wyglądają jak ich „piloci” zmienieni w mieszkańców Pandory, także tylko z nimi mogą współpracować, co polega na przeniesieniu jaźni człowieka do jego awatara (połączenie działa podobnie, jak przy Evangelionach w NGE). W tym właśnie miejscu poznajemy głównego bohatera, Jake’a Sully’ego, którego brat – naukowiec – został zabity zanim mógł wziąć udział w Programie Awatar. Sully przystaje na propozycję, jako sparaliżowany od pasa w dół były marine nareszcie może się do czegoś przydać. Na Pandorze Jake szybko wdaje się w konszachty z niecnym pułkownikiem-najemnikiem, który w zamian za informacje ma załatwić zabieg przywracający mu czucie w nogach. Jeszcze szybciej natomiast uczy się obsługi swojego Na’vi, co dobrze dla niego wróży, bo już podczas pierwszej misji zostaje zaatakowany przez miejscową faunę i gubi się w wielkiej i niebezpiecznej dżungli. W niej znajduje go Neytiri, księżniczka plemienia Omaticaya, które z pewnego powodu postanawia przyjąć Jake’a w swoje progi, co cieszy zarówno naukowców zajmujących się badaniem Na’vi jak i złych biurokratów.

Zabawna sprawa, scenariusz Awatara w szufladzie Jamesa Camerona po raz pierwszy znalazł się 15 lat temu. Produkcja miała się zacząć zaraz po nakręceniu Titanica, budżet miał wynosić 100 milionów zielonych, a sam film prawie w całości składać się z efektów komputerowych. Z tych trzech postulatów do dziś przetrwał tylko ostatni. Wiecie dlaczego tak długo zwlekano z kręceniem filmu? Technika komputerowa musiała nadgonić wyobrażenia Jamesa. I dobrze, że z tym zaczekano, bo to, co możemy zobaczyć na ekranach kin jest olśniewające i powinno zgarniać Oscary przez kilka najbliższych lat. Faktycznie jest tak, że większość terenów i „dekoracji” została stworzona za pomocą komputerów, większa część ważnych postaci także została  obłożona kupą tekstur. I to wszystko naprawdę wygląda cudownie, warto to powtarzać. A prawdziwości nadaje nowatorska technika mocapu, dzięki której kamery mogły zczytywać aż 95% gry ciała, ze szczególnym uwzględnieniem mimiki, aktorów. To wszystko jeszcze zostało okraszone specjalnym systemem kamer 3D opracowanym przez Camerona i ludzi zajmujących się tak hitechowym sprzętem.

To i tak nie koniec zachwytów. Zadziwia pieczołowitość świata Pandory, chyba jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś tak spójnie zaprojektowanego. Wszystko, od wyglądau drzew i kwiatów, po wszelkie zwierzęta i Na’vi wygląda jakby naprawdę należało do jednego ekosystemu (wiecie, że na potrzeby filmu stworzono nawet cały język niebieskich mieszkańców Pandory?). Wydaje się, że w Awatarze nie ma nic przypadkowego, nad projektami na pewno spędzono bardzo, bardzo dużo czasu. Pewnie równie sporo zajmowano się także samymi Na’vi. W jednym z wywiadów słyszałem, że składową wszystkich projektów musiało być jedno – Neytiri (i reszta gromady) miała być fuckable. Poważnie. I udało się jak cholera, bo mimo tego, że są to naprawdę dziwnie wyglądający obcy, to wraz z postępem fabuły i zwiększeniem się czasu ekranowego niebieskiej ksieżniczki coraz bardziej się w niej zakochiwałem i myślałem nad międzygatunkowymi dziećmi. Jest to tak głupie, że w tym miejscu powinno znaleźć się kilka elo emotek uwidaczniających ten fakt, ale nie, podrzucę coś innego. Poszukajcie w internecie tematów na forach o tym, czy Neytiri jest hot czy nie, zdziwicie się ile tego można znaleźć. Brawa dla grafików i grającej Neytiri Zoë Saldaña.

Jeśli jesteś fanem kina i nie pójdziesz na Awatara, to grzeszysz. Może nie jest to ósmy cud świata, najlepszy film przygodowy wszechczasów czy najbardziej poruszająca historia, ale na pewno jest wielkim krokiem do przodu jeśli chodzi o efekty specjalne. Dołóżmy do tego jeszcze dobrą grę aktorską, postaci, które naprawdę da się lubić, przepiękny świat, wspaniałą Neytiri (ach) i energetyzującą ścieżkę dźwiękową, która potrafi zatrząść całą salą kinową i mamy murowany hit. Aż dziw, że film nie miał premiery w okresie letnim. Już nie mogę się doczekać edycji Blu-ray z mega ostrym obrazem i tonami dodatków. Mniam.

Jeszcze dwa słowa od ojca prowadzącego. Film oglądałęm w jednym z kin Cinema City, wersja cyfrowa 3D. Odradzam, tak niewyraźnego obrazu nie widziałem od dawna. Serio, mimo, że Awatar był kręcony z myślą o oglądaniu go w trzech wymiarach, to nie wszędzie ten efekt wygląda dobrze. Jeśli nie macie zaufania do 3D w swoim kinie i nie da rady wybrać się do pobliskiego IMAXa (do którego ja na dniach na dzieło Camerona wpadnę), to wybierzcie nawet seans analogowy. Pewnie będzie wyglądał o wiele lepiej niż słabe trzy wymiary.

Shinigami

Tekst możecie znaleźć również na Yeppy.pl
http://www.yeppy.pl/artykul/4629/1/Ogladajac+swiat+poprzez+zolte+oczy/

Advertisements

11 komentarzy

  1. avatar a nie awatar


  2. Nie, wolę spolszczoną formę.


  3. no ja może kopsne się niedziele lub sobotę :)


  4. Teraz będę miał parę dni wolnego to może się przejdę, grzeje się na ten film od dłuższego czasu.


  5. Ja jak wytrzeźwieję po Sylvku to skoczę do radomskiego Heliosa – przynajmniej ludzi będzie już mniej ;)

    btw. Shini, ja też często myślę o międzygatunkowaniu np. w Planescape Torment chciałem to zrobić z Anną :zakochany:


  6. Avatar dzis dostał Złotego Globa :)


  7. […] za pewne wiesz bazuje na najbardziej kasowym filmie współczesnego kina – Avatarze, którego interesującą recenzję popełnił Shini. Ja obejrzałem film z małym opóźnieniem, ale nie ma się co dziwić, skoro […]


  8. Pozwólcie, że odświeże temat… bylam niedawno dopiero, ale lepiej poźno niż wcale. Dalej jest full ludzi siedzialam w 4 rzedzie – szok. Co do samego filmu… tak, tak, tak podobal mi się, ale… jak dla mnie było za mało efektów gdzie można było spaść z krzesła (fotela), wcześniej byłam na bajce i tam się bardziej postarali… no ale pewnie nie ma co porównywać filmu do bajki ;)
    Teraz „czeba” iść na Alicję.


  9. ehhh zapomnialam dodać :)

    http://www.joemonster.org/art/13127/Co_laczy_Avatara_i_Pocahontas_

    godne uwagi :D


  10. Tylko nie nastawiaj się na wielki hit w stylu Burtona.


  11. Misa nie idź na Alicję, a Ty Shini bierz się do roboty i wrzucaj teksty ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: