h1

F.U.C.K.T.#11: Army of Two: the 40th Day

16 Styczeń, 2010

Nowy F.U.C.K.T. o jeszcze nowszej, gorącej grze, mającej premierę dosłownie kilka dni temu! Mowa oczywiście o Army of Two: the 40th Day. Autorem recenzji jest czytelnik, który pragnie pozostać anonimowy, pozwolił jedynie mówić na siebie Jeżyk. Poza tym, dzięki temu tekstowi chce się dostać do redakcji. Dajcie znać w komentarzach co myślicie.

====================================================

Elektroniczni Artyści są aż tak jebiście zajebiści, że wcisną Ci gówno jak tort pełen wiśni.

Tak żenujący rym dedykuje równie żenującej firmie, która od paru ładnych lat wciska swój szit milionom graczy na całym świecie, stosując przy tym najtańsze możliwe haczyki marketingowe. O zgrozo, robi to z sukcesem! Co najsmutniejsze, ten chłam łykają Ci najbardziej obeznani w rynku, tak zwani: prawdziwi gracze. Wiadomo, że pare $ dla kilku wpływowych recenzentów zrobi swoje, Ameryki nie odkryłem. Boli to, że przeciętny Kowalski też to potem łyknie. Rozumiem, że taki Smith łyka… ale cyniczny i zdystansowany Kowalski???? Tak było z Shiftem, wcześniej Undercover, który poszedł w ponad 5mln kopii. Tak też pewnie będzie/jest z drugim Army of Two i nadchodzącym Dante’s Inferno.

Ok, czemu jestem taki zły? Przede wszystkim znienawidzisz kolor pomarańczowy i jego maksymalne ‘przekontrastowanie’, niczym w obrobionych fotkach maszkaronów Naszej Klasy. Jeszcze żaden inny tytuł w aż tak chamski i prymitywny sposób nie starał się wysadzić Twoich gałek ocznych – gwarantuję! Trochę przesadzam, bo ostatni level osadzony jest w szaro-czerwonych barwach, które pewnie w głowach twórców mają symbolizować przemijanie, smutek w jakim pogrążył się Szanghaj na skutek totalnego ataku terrorystycznego, przy którym bin ladenowskie WTC jest jak wyprysk na twarzy szalonego nastolata z grzywą zaczesaną na bok.

Właśnie! Przecież zaczyna się od przedstawienia fabuły. Oto i ona: Szanghaj zostaje rozpierdolony w drobny mak przez bliżej niezidentyfikowaną grupę harcerzy, a naszym zadaniem jest ich zabijanie. Koniec fabuły – no shit! Potem Ci już nie zależy na słuchaniu radyjek, czy równie pierdółkowatych cut scenek, przynajmniej mi nie zależało. Nie wiem, nie zauważyłem…

No to gramy! Wybieramy se chopka, jak przystało na prawdziwego twardziela, biorę Pudziana, którego ryj wygląda jakby wpadł wprost pod wirujące ostrza kombajnu – jest chłodny, jest i to jeszcze jak! Poziom trudności – Normal. Mój Pudzian nosi na sobie z 300 kilowy pancerz, snajperkę, karabin, pistolet, kilka granatów. W każdej chwili mogę dodatkowo podnieść broń trupa. Co ciekawe, nie jest to związane z porzuceniem broni poprzedniej. Nieużywaną broń przykleja sobie wtedy do klaty – pewnie na rzepy, albo silne magnesy. Trzeba przyznać, ze to całkiem fajny motyw, który byłby mile widziany w podobnych produkcjach, gdzie ograniczenia naszej broni są moim zdaniem, no… ograniczone.

Zostając w temacie broni. Główny marketingowy ficzer to ponoć pimpowanie naszego oręża; nawet z tyłu na okładce ta cecha jest wymieniona jako pierwsza, cytuję: „Najbardziej zaawansowane opcje personalizacji broni w historii gier video”. W praktyce wygląda to biednie. Wbijasz do menu customizacji, kupujesz najlepsze ulepszenia, zmieniasz skórkę na np. zimowe camo, wychodzisz. O ile w NFSie ma to oczywisty sens, bo przecież Twoja przypakowana fura zwróci lanserką zazdrość przechodniów, o tyle nie sądzę, żeby jakikolwiek terrorysta na nanosekundę przed zgonem pomyślał: „O kurwa! ale zajebisty chromowany spust, zawsze o takim marzy…” po czym JEB! gleba, we własną krew i kawałki mózgu. Poza tym broń, jak i cała gra wygląda troszkę brzydkawo, jest strasznie ziarnista i błyszczy się jak psu jajca. Tak więc, customizacja broni to żadna rewelacja, tym bardziej zasługująca na nagłówek pierwszej strony. Twórcy zapewne chcieli przedłużyć gemplej z 4ech do 16 godzin. Osobiście gnaty tuningowałem z 5-6 razy… w tutorialu, po przejściu każdego levelu (nowe części) i jeszcze raz, kiedy w trakcie gry wyskoczył mi monit „że mam dużo kasy i wypada ją wydać”. Szacun!

Czas na sam gemplej. Mamy klasyczne tpp: „od pasa w górę” podczas strzelania, i „od klaty w dół” w trakcie sprintu, który pomaga w szybszym dotarciu do kolejnej miejscówki strzelankowej. Pole bitwy to murki do chowania o pejzażach takich jak: rozwalone wieżowce Szanghaju, jego rozwalone ulice, a także mniej rozwalony park/ogród, wszystko przyprawione pięknym, intensywnym pomarańczowym kontrastem. No to podbiegamy sobie do pierwszego lepszego murka, chowamy się i zaczynamy lutować do podobnie jak my, niezmieniających pozycji wrogów. Z uwagi na granat albo brak celów w zasięgu, czasem trzeba zmienić pozycję na inną, bardziej przystępną. Własnych granatów nie ma sensu rzucać, chyba, że masz cela i trafiasz przeciwnikom pod nogi albo lubisz czasem zrobić bum! Żeby radosne stanie w miejscu szybko nam się nie znudziło developer dostarczył masę urozmaiceń.

Najfajniejszym z nich jest Twój partner. Zanim go zjadę z góry w dół, jeden plus. Chłopak naprawdę się stara, dużo biega, robi sporo dymu, przejmuje inicjatywę, potrafi pomóc kiedy jesteś ranny, a co najważniejsze, zalicza sporo killów. Na tle podobnych tytułów wypada rewelacyjnie. Koleś po prostu pomógł mi w przechodzeniu gry, a nie tylko się przyglądał strzelając w powietrze. Superlatyw wystarczy. Do dyspozycji mamy też system prostych komend: „łaź za mną”, „napierdzielaj” i „zostań”. Każda z komend jest dwustopniowa pod względem swej mocy, czyli może np. napierdzielać bardziej, albo mieć mocniejszy klej. Tutorial zachwalał zajebistość tego motywu, że ma niebagatelne znaczenie w strategii i w ogóle cacy. Wiecie, robienie zasadzek itp. W praktyce komenda „atakuj” w stopniu drugim, sru do przodu i tak przez całą grę. Polecenie o tyle super, bo dzięki niemu mogłem patrzeć z metra na profil przeciwnika (nawet i dwóch/trzech), który w ferworze wymiany ognia z moim partnerem najwyraźniej mnie nie zauważył, zajarzył dopiero, gdy pocisk mej błyszczącej giwery przebił mu wątrobę. Bo jakby przebił głowę, to pewnie brakłoby mu czasu na zatrybienie ocb. Więc, o ile SI mej drugiej połówki daje ostro czadu i potrafi zarządzić, o tyle SI harcerzy zatrzymało się w rozwoju na poziomie komandosów obsługujących wieżyczki strzeleckie amigowskiej gry Fire Force.

Są i inne urozmaicenia, a jak! Muszę zaznaczyć, że skorzystałem z nich tylko w tutorialu, co świadczy o tym jak zajebiście świetnie są wkomponowane w rozgrywkę i zachęcają do ich używania.

– „Zdechł pies” – W każdej chwili kompan może paść na glebę i udawać dead meat. No super, szkoda tylko, że ta gra to nie skradanka, ale szuter na szynach: pole bitwy, wrogowie i my itd. itd.

– „Możesz się poddać” – Możesz zapodać wyrafinowaną ściemę: wyskakując zza winkla zapodajesz hasłem: „ej sorry terroryści, proszę nie zabijajcie mnie, jestem tylko biednym full metal jacket najemnikiem z 30letnim stażem pracy, a mój ryj wygląda jakby wyszedł z sokowirówki, co prawda zdaję sobie sprawę z tego, że przed chwilą bez skrupułów wykonaliście egzekucje na bezbronnych cywilach, no, ale mi odpuścicie plizz, i dajcie chwilkę na to bym Was wkręcił…”, po czym odpalasz matrixa, z dupy wyciągasz gnata i zaczynasz sadzić hedami, w czym pomaga Ci przyczajony koleżka. O mój Boże WHYYY??!?!?!?! Możesz jeszcze uwalniać wspomnianych wyżej cywylów – odpalasz swój wyczepisty system identyfikacji celów, oznaczasz cele dla partnera i jeb-jeb-jeb będzie kaska na nowy opalizujący tłumik.

Na koniec zostawiłem istną rewelację – decyzje moralne! Jeszcze low five dla inFamousa i jedziemy. Posłużę się przykładem z drugiego albo trzeciego levelu. Trafiamy do zbrojowni firmy ochroniarskiej i rozglądamy się za nowym sprzętem do wzięcia. Kij, że leży tego pełno na ziemi, ale nie chce nam się schylać, wolimy prosto z regału – nówkę. No i jak na złość, ni z dupy ni z pietruchy zza winkla wyskakuje zesrany po nogawki ochroniarz (dodajmy, że czarnoskóry ochroniarz). Kupa w majtach nie przeszkadza mu celować do półtonowego giganta i trochę lalusiowatego, ale też dziarsko umięśnionego i opancerzonego koleżki. No i nakazuje nam nie kraść broni. Jaaaaaaasne, wiadomo, że dbanie o mienie korporacji jest najważniejszym czynnikiem do wypłacenia premii, a to, że 95% powierzchni Szanghaju leżu w gównie to przecież mały pierd. No i w tym momencie masz wybór: olać parcha i zabrać, co Twoje, albo: „dobra wyluzuj, sorry stary, my tylko oglądaliśmy”. Wybrałem to pierwsze, po czym kolega laluś z lolem na ryju powoli podchodzi do służbisty w celu odebrania mu broni. Jednak tak niefortunnie się zdarzyło, że w trakcie obezwładniania, pewnie pod wpływem nacisku zwieraczy afroamerykańskiego kolegi broń wypala, i chyba rykoszetem robi mu dziurę w deklu. Pech. I teraz najlepsze albo najgorsze, odpala się komiksowa cut scenka (MEGA ULTRA HIGH FIVE dla inFamousa). Ukazuje ona dziurę w głowie naszego pechowca, po czym mamy najazd na otwarty portfel, na którym widać… Tak, tak kurka, oczykurwawiście !! ….. zdjęcie córeczki !!!!
AAAAAAAAAAA za co ?!!?!?!?!?!?!

Zmiana tematu, muszę odpocząć. Może jeszcze słówko o przeciwnikach i powoli kończę. Jak w każdej grze akcji, czasem wyjdzie jakiś większy bigmutherfucker z chainem, flamem czy granatnikiem, od zwykłych leszczy różni się oczywiście siłą ognia, wytrzymałością i możliwymi hit pointami, czyli np. butla z butanem, czy torby z granatami, nie że się czepiam braku oryginalności. Chodzi o to, że zwykle przed wejściem takiego pana mamy krótką cut scenkę ukazującą potęgę tego gościa – na serio, robi to wrażenie, myślisz: „o fuck, będzie hardkor”… Niestety, goście się banalnymi do pokonania leszczami. Żal.

Muzyka jakaś tam leci, nie zwróciłem uwagi. Kamera czasem potrafi wkurzyć. Hmm co tam jeszcze… Zgubić się nie zgubisz, a nawet jeśli byłbyś kobietą u której za orientację przestrzenną odpowiada tylko jedna półkula, z pomocą przyjdzie Ci super 3d holo komputer z windows pentium na pokładzie (długo się odpala), dzięki któremu zobaczysz zielony trop, coś jak w DS, czy linie jazdy idealnej w wyścigach dla troglodytów. Gadki naszych bohaterów to też żaden ogień. Spodziewałem się „fucków” w co trzecim słowie, a jest tak sobie, rzadko i bez wyróżniającej finezji. Podobnie z cutscenkami, kompletnie nie pasujące wstawki komiksowe o decyzjach moralnych (coś jak w Biegnij, Lola, biegnij, lol) , a także te na silniku gry. Jeśli widziałeś spota, w którym śmigłowiec z przymocowaną na linach amfibią przypierdziela w wieżowiec, to widziałeś już wszystko. Jest jeszcze spadający samolot, ale znika za horyzontem, po czym wybucha. W kolejnej lokacji możesz podziwiać jego wrak, niestety bez porozrzucanych tu i ówdzie cywilnych trupów, mimo iż wcześniej i potem, można takowych zaobserwować jako wystrój wnętrz.… Pewnie na spadochronach wyskoczyli.

Dobra, czas podsumować. EA po raz kolejny udowodniło, że nie potrafi robić gier, ale potrafi je wydawać i z powodzeniem sprzedać. Army of Two: the 40th Day, to produkt niekompletny, skandalicznie krótki, monotonny i brzydki. To nie MW2 czy KZ2, które pomimo swojej krótkości mają do zaoferowania nieustanną zróżnicowaną akcję, a nie samą akcję. Na pewno w grę przyjemniej się będzie grało w coopie, ale to tylko +1, maks +2 do oceny końcowej. Multi nawet nie tykałem i tyknę, więc się nie wypowiem, ale to tylko strzelanie, jak wszędzie. Z taką mechaniką gry na pewno bez rewelki. No cóż, została do skończenia połowa ostatniego levela, w której zapewne znajduje się cała esencja gry, na nowo weryfikująca wszystkie powyższe wynurzenia. Jeszcze będzie mi przykro, że to wszystko napisałem.

I dobre słowo na koniec: dziękuję wydawcy, za poczęstowanie mnie na początku roku takim crapem, teraz może być tylko lepiej.

Plusy:
– SI kompana
– fajnie się strzelało na drugim levelu

Minusy:
-pomarańcz + kontrast + piaskowatość = grafika
– SI harcerzy
– monotonna, nudna
– skandalicznie krótka
– w ogóle do dupy

4/10

Jeżyk

====================================================

Ja od siebie dodam tylko, że się z recenzją nie zgadzam. Co prawda tylko wstępnie, bo na razie mam za sobą jedynie demo dwójki, ale coś czuję, że nie jest ona gorsza od jedynki, która, szczególnie w koopie, jest naprawdę bardzo fajną grą.

Shinigami

Reklamy

13 Komentarzy

  1. e, przecież ja już jestem w redakcji ! pojutrze kolejny tekst albo dwa, a na koniec miecha jak znikną problemy techniczne, zabieram się za wideo reckę ! no !
    btw. Jeżyk nie jest anonimowy ! ja owszem, ale jeżyk nie – przecież na zdjęciu nawet jest :]


  2. recka 10/10 :) Nie wiem, czy autor miał to na myśli, ale porządnie się przy niej uśmiałem XD


  3. pit, no ba! przecież ja nie umię grać neoszutery i też średnio lubie :]


  4. Niestety…No cóż dla kogoś kto jak sam się określił nie lubi neoszuterów ocenienie takiej gry na 4 sugeruje , że chyba nie jest źle. Ja osobiście jestem fanem tej serii, jedynka na najwyższym poziomie z żywym partnerem to miód. Wystarczy, że dwójka będzie odrobinę lepsza i dostarczy nowych poziomów- będe zadowolony…
    Przywykłem do tego, że konsole oferują produkty ambitne w skali 1:10, a większość gier przehype`owanych do obłędu nudzi mi się po 4 godzinach grania, stąd tytuły na 5-9 godzin grania są dla mnie jak lekarstwo.
    Większość ostatnich tytułów to nędza która jest zapowiadana jako lamborghini,a po teście okazuje się że tkwii w tym silnik od Trabanta…
    Army of Two jest jak fiat Panda, jeździ, mieści się wszędzie, wygląda jak Panda i ma silnik jak Panda- nie oszukuje w przeciwieństwie do np AC2, które już w drugim mieście jeśli się robi poboczne questy zabija monotonią….
    Szkoda, że nie dałeś tej grze szansy z żywym partenerem :)


  5. 4/10 to całkiem przyzwoita ocena ;] ja bardzo surowo oceniam gry. No, może powinna dostać 5/10 – wczoraj pograłem i na końcówce całkiem trudno się zrobiło – zaczynałem ginąć stojąc w miejscu, więc gra nabrała dynamiki, a także zmusiła do całkiem częstych zmian komend dla mojego latynoskiego geja ;] tylko czemu dopiero pod koniec gry….


  6. Gra duzo zyskuje w coopie. Polecam sprobowac.


  7. Gra piekielnie zepsuta. Moja ocena: 3/10. Jeśli chcecie to mogę nadesłać moje słowa na temat tego nie zbyt pięknego lecz brzydkiego kaczątka. :). Pozdrawiam.


  8. Cypers ostatnio narzekasz jak stara baba :P


  9. Starość nie radość ;). Po prostu ostatnio bardziej mi zależy w grach na jakości, a nie na widowiskowości. No i jeszcze coraz bardziej wczuwam się w role recenzenta gier :).


  10. propsuje fwanka


  11. Nie zgadzam się z recką, dlaczego? Czaje ze jeżyk ocenia gry surowo, ale pany ku***! Kustomizacja broni? Inne gry tego nie mają i dla mnie to był strzał w dziesiątkę! Nie chciałeś mieć jeżu G36 z kolbą od kałacha? Takie rzeczy dają dużo frajdy. Następna sprawa, że nie dałeś grze szansy grania coopie z żywym latynoskim gejuskiem, gra wiele zyskuje. Akcje takie jak udawanie martwego przydają się w sytuacjach kiedy partner nie może poczęstować cie adrenaliną i zamiast powtarzać lvl od checkpointa po prostu dajemy sobie chwilę wytchnienia i lecimy dalej. Tak samo sprawa tyczy się poddawania się kiedy wylecimy na tangosów zza winkla. Zamiast od razu sięgać po klame akcje tego typu dają chociaż trochę zróżnicowania w rozgrywce. Bo dla mnie zróżnicowaniem nie jest skakanie po wszystkich krajach świata i strzelanie do niemiluchów na zmianę z misją snajperską i prucie do szmaciarzy z AC-130 (vide MW – chociaż mi to akurat się podobało, lecz ciągle chodziło o napierdalanie do tych spawnujących się skurwieli!). Domyślam się, że wiesz że nie ma gier idealnych i w każdej znajdziesz jakąś nielogiczność, ale IMO MW to akurat zły przykład na porównywanie rozgrywki. Ta gra, aż kipi od napierdalania do wszystkiego co się rusza, masa wybuchów, latające na głową śmigłowce, drący mordę kompani (najfajniejsi są Ci ultra nieśmiertelni)… Można wymieniać bez końca. Kończę te swoje wywody! Nie ma takiego pisania! Dziękuję dobranoc! ;-P


  12. […] F.U.C.K.T.#8: Powrót do życia F.U.C.K.T.#9: Wipeout HD F.U.C.K.T.#10: Spyro: Enter the Dragonfly F.U.C.K.T.#11: Army of Two: The 40th Day F.U.C.K.T.#12: Professor Layton and the Casual Gamer F.U.C.K.T.#13: Pozytywna skaza na psychice – […]


  13. […] zechce się uaktywnić ;> Oto jego pierwszy i ostatni jak do tej pory wpis na naszym blogu: Army of Two: the 40 Day. Przy okazji dla przypomnienia kilka najlepszych tekstów byłego redaktora cpn Bzdursky’ego: […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: