h1

James Cameron’s Avatar: The Game

27 Styczeń, 2010


Ocena końcowa: 9/10.  Tyle powinno Ci wystarczyć drogi czytelniku abyś nie bał się sięgnąć po ten magiczny i naprawdę dobry tytuł :) Jednak domyślam się, iż targają Tobą sprzeczne myśli, bo jak to jest, że wszyscy recenzenci na świecie oceniają Avatara jako średniaka i dają mu co najwyżej 6-7? Odpowiedź jest prosta, bo ludźmi rządzą stereotypy..

Od niepamiętnych czasów ugruntowało się w branży, iż gry robione na licencjach filmowych są crapami, przykładem może być Terminator Salvation, Ojciec Chrzestny, Rezerwowe Psy, Path of Neo bazujący na świecie Matrixa.. Niestety ku porażce recenzentów pojawiła się gra, która jakościowo jest adekwatna do włożonej w nią pracy, zaangażowania i finansów. Jest nią właśnie Avatar. Tylko jak znaleźć odwagę i wyjść przed szereg przyznając, że większość się myli? Dlatego właśnie macie nas :]

Gra jak za pewne wiecie bazuje na najbardziej kasowym filmie współczesnego kina – Avatarze, którego interesującą recenzję popełnił Shini. Ja obejrzałem film z małym opóźnieniem, ale nie ma się co dziwić, skoro walka o miejsca na widowni nie była łatwa ;) Niemniej oczarowany filmem z wielką nadzieją sięgnąłem po produkcję Ubisoftu. Tylko jedna recenzja na dziesięć, które przeczytałem w necie sprzyjała temu dziełu. Przyznam, że dodatkową motywacją były dla mnie filmiki znalezione na tubie oraz na blogu Zeratula, a także jego opinia o grze.

Pierwszy kontakt nie był przyjemny. Tytuł gry zamieszczony na pudełku sugerował, iż gra którą zakupiłem jest grą komputerową. Gdyby nie charakterystyczny biały pasek z logiem xboxa 360, to do końca nie byłbym pewny, czy się nie pomyliłem. Na szczęście już druga strona instrukcji z rysunkiem i klawiszologią do pada pozwoliła mi odetchnąć z ulgą. Nawet zalecane pod koniec książeczki poszukiwania dxdiaga na dysku już nie popsuły mi humoru :)

Od samego początku gra oczarowuje nas piękną grafiką, jednak baza sama w sobie niczym nie zachwyca. Podobnie jak w filmie lądujemy w głównej centrali RDA na Pandorze jako zwykły, niczym się nie wyróżniający żołnierz.. no może nie do końca, bo potrafimy sterować Avatarem :) Już po chwili trafiamy do dżungli i pierwsze wrażenie jest piorunujące!! Jeszcze tak pięknie odwzorowanej przyrody nigdy nie widzieliście! Masa drzew, roślin, zwierząt, barw i promieni światła jaką przepełniona jest ta gra działa na człowieka jak narkotyk – nie sposób się oderwać! Po wzięciu głębokiego oddechu i zebraniu myśli ruszamy w świat wykonać kilka zadań i zaznajomić się z podstawami sterowania. Co ciekawe każda mapa jest od początku dostępna w całości i tylko od nas zależy, czy zaczniemy od wykonywania zadań czy niczym Tarzan znikniemy w buszu. Zadania na początku nie sprawiają trudności. Uczymy się życia z groźną naturą, bo raczej tajemnicą nie jest, że wszystko co żyje na Pandorze (zwierzęta jak i rośliny) próbuje nas zjeść, otruć lub porządnie uszkodzić :) Dopiero jak przejmiemy kontrolę nad naszym Avatarem wraz z wątkiem fabularnym, to będziemy mogli się czuć bardziej bezpiecznie.

Dość szybko dostajemy wybór, którą ścieżką podążymy. Osobiście doradzam Wam zacząć od Naavi, gdyż wątek ten przypomina baśń i jest najbliższy swojemu filmowemu odpowiednikowi. Także z racji długości gry jest znacznie dłuższy od kariery RDA i bardziej urozmaicony. Obrazowo podzieliłbym go na dwie części – dłuugi tutorial, czyli nauka jak to jest być niebieskim oraz właściwa gra. W pierwszym etapie uczymy się wielu przydatnych rzeczy, takich jak jazda na koniu, latanie Banshim, używanie mocy (RDA też ma swoje odpowiedniki) oraz posługiwanie się bronią np. łukiem. Jest także łatwiejszy – przeciwnicy szybciej giną i zadają mniej obrażeń. W drugim etapie, który na pewno sami rozpoznacie po poziomie trudności, częściej można zginąć, a także trzeba umieć perfekcyjnie żonglować odpowiednimi mocami i bronią. Bez tego ani rusz, bo gra stawia wyzwanie. Na szczęście zastosowano bezstresowy system wskrzeszenia. Podczas gry ładuje się pasek uleczającego eliksiru, który w razie śmierci na chwilę zwalnia czas, w którym bohater wypija miksturę i wraca natychmiast do walki. Gdybyśmy jednak za często ginęli, to zmartwychwstaniemy w najbliższym checkpointcie, a te są autosejwowane niemal co krok :) Na plus dodam, iż zabity lub ranny przeciwnik nie respawnuje się po auto-załadowaniu ponownego stanu gry.

Dzięki takiemu mechanizmowi Avatar: The Game przypomina interaktywny film i tak niesamowicie wciąga, że ciężko jest odejść od konsoli. Już samo patrzenie na otaczający świat sprawia masę przyjemności i działa halucynogennie – gdy będziecie szli spać, to jeszcze długo przed oczami pozostanie Wam obraz lasu. A ten został zrealizowany z wielką pieczołowitością! Pierwsze i najważniejsze – jest wielopoziomowy. Możecie będąc Avatarem podobnie jak bohaterowie filmu śmigać po konarach wysoko nad ziemią i siepać do przeciwników na dole z łuku lub jako marine naparzać do nich z mashineguna.

O ile jako 4 metrowy Naavi czujemy się dosyć bezpiecznie przez większość gry, o tyle z punktu widzenia malutkich ludzi las wydaje się bardzo groźny, dziki i nieznany. Byłem w niezłym szoku, gdy po skończonej kampanii Niebieskich zabrałem się za wątek RDA (gra robi sejwa w odpowiednim momencie, toteż szybko można zacząć drugą kampanię.. choć ja z pewnego powodu, którego nie będę Wam zdradzał, a poznacie go sami, zamierzam RDA przejść jeszcze raz!). Muszę przyznać, że Avatar to pierwsza gra, w której pojazdy nie zostały zaimplementowane w grze dla zasady, ale pełnią bardzo ważną funkcję – szczególnie z punktu widzenia małego Marine. Nawet nie wiecie jak cieszy w tej grze widok buggy’ego, samochodu opancerzonego czy mecha!! Po pierwsze jazda nimi i manewrowanie pomiędzy konarami daje wielką satysfakcję. Po drugie i najważniejsze możemy przez chwilę czuć się bezpieczni :) Pędząc buggym przez las jesteśmy nieosiągalni dla tutejszej fauny i flory, choć pojazd podgryzany ze wszystkich stron i zalewany kwasem szybko się niszczy. Autorzy nawet przygotowali kilka smaczków, jak wyłaniające się nagle przepaście, które pokonujemy naszym pojazdem dosłownie o włos! :] Tymczasem Mech stanowi krótki odpoczynek dla naszego bohatera swoją siłą ognia i wytrzymałością. Od tego jak będziemy go traktować, czyli nie dopuścimy wroga pod nogi, tak długo będziemy mogli się nim poruszać. Po jakimś czasie oczywiście kończy się amunicja i trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, wyciągnąć shotguna lub karabin i ruszyć z buta. Na radarze oznaczone są wszystkie pojazdy w naszym zasięgu, a jest ich na tyle dużo, że raczej narzekać nie będziecie. Mimo to zawsze banana na twarzy robi widok polowego obozu z naszymi kamratami strzegącymi jego obejścia. Znajdziemy tu pojazdy, komputer do ‚gry w grze’ o czym za chwilę i amunicję w specjalnym, przypominającym parkometr urządzeniu (na mapie jest ich sporo). W przypadku Naavi jednym ze środków transportu jest qń i ułatwia on bardzo poruszanie się po Pandorze. Niestety jest dosyć delikatny, więc możecie zapomnieć o szarży przez zastępy wroga :D

W jednej, jak i drugiej kampanii w różnych rejonach lasu i naszych ‚baz’ znaleźć można terminale pozwalające wejść do alternatywnej gry strategicznej. Niebiescy mają specjalne drzewo, służące również do teleportacji po mapie, ale ani razu z niej nie skorzystałem, bo przedzieranie się przez gąszcz samo w sobie jest świetne. RDA tymczasem posiadają aktywujący się naszą obecnością portal taktyczny :] Gra polega na przejmowaniu terenów wroga. W naszym państwie – stolicy budujemy jednostki za kasę zdobytą wraz z doświadczeniem w normalnej grze. Przesyłamy je do sąsiadujących terytoriów zajętych przez frakcję przeciwną. Jeżeli jest nas więcej, to wygrywamy i teren jest nasz. Jeżeli mniej to przegrywamy i trzeba od nowa budować jednostki. Na każdym zdobytym terenie ukryte są bonusy, które podnoszą nam statystyki w normalnej grze. 50% zajętego obszaru daje achieva. Recepta jest prosta: Mając 7000-10000 $ zbudujcie na maksa piechoty (czyli 5000 wojaków), trochę mechów i odrobinę Scorpionów (samoloty). Z taką armią ruszcie do boju. Oczywiście z czasem się ona wykruszy i ekspansja ulegnie przerwaniu, ale jak będziecie raz na każdej mapie wchodzić do tego trybu, to spokojnie uciułacie te 50% :) Pamiętajcie tylko, że z racji długości kampanii lepiej i chyba w ogóle możliwe jest zdobyć to osiągnięcie będąc Naavi.

Dobra, na razie wymieniłem same superlatywy tej pozycji, która jak już sami z powyższego tekstu widzicie słaba nie jest, ale czy ma jakieś wady? Chyba główną jest zbyt szybka potrzeba podjęcia ważnej decyzji. Przyznam, że wolałbym aby wątek Avatara pracującego dla Naavi był dłuższy i poprowadzony podobnie jak w filmie – czyli najpierw poznawanie świata przy pomocy żółtookiej przyjaciółki, a dopiero potem wybranie strony konfliktu. I tutaj wyłania się kolejna wada – brak porywającej fabuły. Questy polegają najczęściej na zasadzie: idź > pozamiataj > przynieś. Na szczęście świetny klimat i masa akcji jaką zaserwowali nam twórcy w stu procentach nadrabiają te niedociągnięcia. Ja sam nie raz złapałem się na tym, że będąc Naavi zamiast podążać za celem misji zbaczałem tam gdzie słychać było strzały. Możecie sobie wyobrazić 4 metrowego kolosa wywijającego mieczem wśród bezbronnych dwunogich mróweczek XD Właśnie za to kocham Avatara – najlepszą i najpiękniejszą grę w jaką grałem od czasu Fallouta 3 :)

Na koniec garść porad:
– lewy spust odpowiada za turlanie/piruet bohatera – stosując często tę opcję szybko uciekniecie zagrożeniu, jak i szybciej dotrzecie z punktu A do B!
– są misje dla RDA, w których trzeba ubić wielkiego kota i nosorożca. Zamiast uciekać znajdźcie miejsce pomiędzy konarami, gdzie zwierz Was nie dosięgnie, a Wy w spokoju będziecie mogli go punktować. W przypadku niebieskiego kociaka jedynym sposobem aby go pokonać są kości leżące na prawo od palącego się samolotu. Istota sama Wam pomoże się w nich zagnieździć uderzając mocno łapą ;P A tutaj filmik, gdzie to miejsce się znajduje:

– na kota najlepszy jest shotgun, na nosorożca karabin, na rośliny miotacz ognia.
– łatwo połamać sobie kręgosłup, dlatego patrzcie uważnie pod nogi gdzie idziecie, bo nawet zeskok z małego wzniesienia może kosztować Was życie. Jak chcecie dostać się z klifu na dół skorzystajcie z pojazdu – do czasu jego zniszczenia jesteście w nim całkowicie bezpieczni, również przy upadkach!
– nie przejmujcie się amunicją i jak macie ochotę walić z granatnika to róbcie to XD Jest jej pod dostatkiem w co kilka metrów mijanym zasobniku.
– przycisk ‚back’ nad krzyżakiem daje wgląd do mapy – podstawowy ficzer w Avatarze! Bez mapy można się zgubić.
– jeżeli jednak zabraknie Wam amunicji, to kliknijcie ‚start’ nad prawym grzybkiem i w ‚weapons’ zmieńcie broń na inną, nieużywaną przez Was >> będzie miała max ammo!
– lewy górny przycisk + X/Y/A/B pozwala wybrać moc – poćwiczcie na sucho, tak abyście to robili odruchowo w czasie walki.
– delikatne piśnięcie informuje, że dana moc jest załadowana i gotowa do ponownego użycia.
– korzystając z łuku przytrzymajcie dłużej spust, a będziecie mogli dokładniej namierzyć przeciwnika.
– jadąc konno, prawy spust zachęca konia do galopu.
– do strącania samolotów najlepszy jest karabin tak u Avatara, jak i marine.
– do strącania sond najlepiej stosować łuk – jest pewniejszy niż miecz.
– gdy za dużo wrogów znajdzie się dookoła korzystajcie z mocy ‚odpychania’!
– challenge są wymagane do zdobycia aczików. Dostajemy się do nich włączając mapę i potem X. Nie są trudne i razem z wykonywaniem zadań powinniśmy je zaliczyć.

To byłyby chyba wszystkie moje porady. Gorąco Avatara polecam, w szczególności, jeżeli film Was oczarował. To kawał dobrej gry, praktycznie pozbawionej Wad, z wpadającą w ucho muzyką i wspaniałą grafiką, jakiej nie widzieliście jeszcze w żadnej grze. Kto wie, może Cameron połasi się o kontynuację – nie tylko filmu, ale i gry, choć po hajterowych, stereotypowych reckach tego drugiego nie można być pewnym. No nic, opowiedziałem Wam o grze sporo – sami wyciągnijcie wnioski :)

pozdrawiam,
pit

——————
EDIT (4 luty 2010)

Uwaga Achievement Hunterzy!!

Challenge na każdej mapce róbcie od razu jak się tylko na niej pojawicie! Ja po skończeniu historii Naavi postanowiłem polecieć do wcześniej odwiedzonych mapek aby sobie wykonać wszystkie czelendże a tym samym zdobyć kilkanaście aczików.

W Iknimaya zrobiłem wszystko i został mi tylko jeden A-POD do znalezienia.. Kilka godzin lizałem ściany i nic. Nie dało się drugi raz dotrzeć do terenów, które zwiedzamy idąc po Banshee, gdyż znikła liana, a przewidywałem, że tam znajduje się ostatni POD.

Postanowiłem drugi raz zagrać i jak tylko dostałem się z fabułą do Iknimayi to zacząłem szukać A-Podów.. Oczywiście idąc po Banshee znalazłem 2!! A jakież było moje zdziwienie, gdy w miejscach, które wcześniej przeszukałem, po ponownym rozpoczęciu wątku Naavi znalazłem tam świeżutkie czekające na destrukcję A-PODy!! Jednym słowem: po skończonej kampanii część A-PODów zniknęła!!

Zaraz ktoś powie, czemu nie poleciałem Ikranem, tam gdzie nie było liany? Otóż zrobiłem to, ale programiści zablokowali możliwość wylądowania na tych terenach! Polatałem sobie nad ziemią i dopiero po ponownym rozpoczęciu historii pojawiły się tam A-PODy, bo wcześniej gdy ich szukałem to nie było.

Complete all Challenges at every map You reach with the story because after You finish campaign some of the A-PODs disappear!! This situation was observed at Iknimaya map.

————————-

The Hanging Gardens

Jeżeli nie możecie znaleźć wszystkich 10 AMP Suit to po prostu uważnie szukajcie. Piszę z pamięci:

– 1 znajduje się na polanie gdzie przebywa Thanator – obszar na południowym wschodzie widoczny na samym dole mapki. Wskoczcie na skałę, wykończcie zwierzaka i pójdźcie po część leżącą na środku polany.
– 1 na rogu polany gdzie biega Hammerhead (taktyka podobna jak wyżej).
– 2-3 wspinając się buggym w miejscach gdzie m.in. walczą marine z wilkami.
– 1 w szczątkach starej bazy.. chyba tej gdzie rozstawiamy zagłuszacze..
– 1 w pobliżu żółtego pojazdu budowy na rozjeździe.
– 1 (bardzo trudno wypatrzyć) za opuszczonym domkiem-kontenerem w jego cieniu.
– 1 w bardzo wąskim przejściu pod klifem pomiędzy dwoma skałami – na oko centralna-wschodnia część mapki.
– 1 (o ile mnie pamięć nie myli) obok domku avatara, którego musimy zabić.

Gdybyście zauważyli jeszcze gdzieś to dajcie znać, ale chyba wymieniłem wszystkie. Nie chce mi się drugi raz tam wracać, a z ponad 3 godziny centymetr po centymetrze szukałem tych części :/

– One is on the Thanator territory – SE at the bottom of the map.
– One near Hammerhead territory.
– 2-3 on the buggy tour where marines are fighting wolf packs.
– One in the old base.
– One near the bulldozer.
– One in the shadow of the barrack (very hard to see).
– One in the very tight passage between two rocks – Central East side of the map.
– One next to Avatar house..

Advertisements

13 komentarzy

  1. Fajna recenzja, miło się czytało zwłaszcza przy kawie ;] Co prawda, ja nie gram za dużo i nie fascynuje mnie to z bardzo, ale mam nadzieję, że tekstem przekonasz dużą rzeszę ludzi.

    Pozdro


  2. A dziękuję :) Przyznam, że ostatnio dopadła mnie recenzencka zapaść i dawno już nie naskrobałem tak obszernego tekstu, w dodatku który również mi się podoba ;)


  3. Pit Ty tak na powaznie? Ta gra jest slaba ;)


  4. A grałeś w nią? :foch:


  5. Si,jestem w posiadaniu. Powiedz, dobrze pamiętam że Tobie się podoba „Lost Planet”?
    Bo jeśli tak to lubisz taką stylistykę, wiadomo że nie ma co dyskutować o gustach…
    Ale zdziwi mnie jeśli powiesz, że Lost Planet nie lubisz , a lubisz to :)
    Takie badanko.


  6. Nie grałem jeszcze w Lost Planet ;P


  7. Ja lubię Lost Planet, które jest tak samo zajebiste, jak reszta gier Capcomu. A Ty się nie znasz na grasz :P


  8. Reszte gier capcomu lubie, Dead Rising to miszcz! :P


  9. Uth, Lost Planet jest super ;P
    Ale co do Avatara jako gry to się zgodzę, średniak, frajdę dużą sprawia na początku, ale im dalej w las tym…. Średniawo


  10. Uth nie lubi MGS, RE oraz DMC – to oczywiste, że ma dziwny gust jeżeli chodzi o gry ;)


  11. Ech, z kim ja pracuję.


  12. Musi być ktoś z drugiej strony barykady by nie było nudno ;) To nie koło wzajemnej adoracji, zdania muszą być różne :P


  13. Mam oryginał Lost Planet’a. Całkiem fajna, niedoceniona przez ludzi gra.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: