h1

Superman & Doomsday – Superman Series, DC Direct

29 Styczeń, 2010

Ach, nie ma to, jak potęga internetu. Dzięki niemu nawet z naszego zacofanego, pod względem rozwijania hobby, kraju robi się centrum światowej rozrywki. Niedawno znalazłem kolejny sklep z figurkami, tym razem polski (w przeciwieństwie do ostatniego, brytyjskiego), który sprowadza z US właściwie wszystko, co bozia dała w całkiem normalnych cenach. Wiecie jak to jest z takimi przybytkami, wchodzisz by kupić jedną rzecz, a wychodzisz z pięcioma i pustym portfelem. A później czujesz, że świetnie wydałeś swoje pieniądze.

Ostatnio spoglądając na moją rozwijającą się kolekcję poczułem chęć dokupienia czegoś stricte amerykańskokomiksowego. Pierwszą zdobyczą był Spider-Man, później miał przyjść czas na Batmana. Wyruszyłem więc w poszukiwania tego najlepszego jakiego mogłem znaleźć. W międzyczasie postanowiłem zaopatrzyć się jeszcze w Batsa Beyond, Jokera, Nightwinga (wciąż jednak go nie kupiłem) i Supermana z Doomsdayem (właśnie tu recenzowanych).

Opakowanie – ♪♪♪♪♪

Spodobało mi się, serio, serio. Zamiast kupić ich pojedynczo udało mi się wyhaczyć jeden z tych specjalnych dwupaków do których wrzucają określoną parę bohaterów i znaczący dla nich komiks. Udało się Batmanowi i Jokerowi z The Killing Joke, jest i Sups z Doomsdayem z okazji śmierci tego pierwszego. Każde z tych pudełek jest zbudowane dokładnie na tej samej zasadzie, wszystkie są bardzo collector friendly. Wystarczy odciąć taśmę z góry i można bezpiecznie wyjąć schowane w środku i wciśnięte w plastik figurki. Doom dostał nawet specjalną maskę na twarz by nie uszkodziła się jego „broda”. Takie opakowania, to ja rozumiem.

Rzeźba – Superman ♪♪♪♪♪, Doomsday ♪♪♪♪1/2

Superman jaki jest, każdy widzi. Teoretycznie. Komiksy mają to do siebie, że co jakiś czas zmieniają swoich rysowników, a każdy z nich chce w rysowanej przez siebie postaci zostawić coś swojego. Dlatego tak trudno jest znaleźć jednego Supsa, Batmana czy Spider-Mana. Niby różnią się tylko detalami, ale to właśnie one przesądzają o tym, czy postać się podoba. Poszukiwania mojego Supermana trwały na szczęście sporo krócej niż w przypadku Batmana. Po prostu na niego wpadłem i od razu pokochałem. Cała jego postać, zaczynając od loczka na czole i kończąc na długości peleryny, krzyczy „lata 90-te!” i takiego właśnie chciałem go mieć. Jest lekko okrągła twarz poważnego i dobrodusznego faceta po trzydziestce, znacząco krótsza niż u Batmana peleryna, wielkie i wyrzeźbione S na klacie (na wspominanej pelerynie również), jest wreszcie muskulatura godna największego z bohaterów.

Najbardziej chyba jednak podoba mi się głowa. Krótko przystrzyżone włosy Człowieka ze Stali robią świetne wrażenie niezłymi detalami, a opadający i fajnie zakręcony kosmyk domyka sprawę. Do tego mamy jeszcze skupioną twarz, która, o dziwo, naprawdę sporo dodaje do wyglądu Supermana. Dzięki jej wyrazowi i głowie osadzonej na stawie kulkowym nie ma problemu w ustawieniu Supsa spoglodającego w górę bądź w dół z wysokiej półki. Gwarantuję, że obie opcje robią świetne wrażenie.

Jeszcze jedno. Strasznie podoba mi się peleryna z gumowatego plastiku uchwycona w momencie powiewu wiatru. Jest świetna.

Doomsday, to lekko wyższa od Clarka, bardziej umięśniona krowa. Jest ciężki, na pewno zaboli jeśli zechcecie kogoś nim rzucić, a po tym, jak cało wyszedł spadając z mojej półki na ziemię, wnioskuję, że trudno będzie go uszkodzić. Ale to dobrze, dzięki temu sprawia wrażenie prawdziwie niezniszczalnego. I taki właśnie powinien być.

Wygląda naprawdę dobrze. Wszystkie wypustki kostne są w naprawdę zdumiewającym stopniu wyrzeźbione. To samo z twarzą Doom. Został uchwycony tak, jak zwykle wygląda – rycząc ze złości. Uwagę najbardziej zwraca „broda” zrobiona z wystających kości. Przykuwa także uwagę jedna wada, otóż, jak widzicie na zdjęciu, oczy Doomsdaya chronione są przez wystające części szkieletu. I o ile jest to całkiem fajny patent, to w połączeniu z głęboko osadzonymi gałkami ocznymi z daleka wygląda to jakby miał mocno wytrzeszczone oczy. Naprawdę szkoda, bo powinno się patrzeć na jego czerwone gałki, a nie mocno rozwinięte łuki brwiowe.

I to właściwie wszystko, co można o nim napisać. Tu nie powinno być zaskoczenia, Doomsday, to wielkie i groźne bydle, które nie tylko Supermanowi rozbiło czaszkę. Naprawdę to widać.

Niestety potwór nie jest wolny od słabostek. Największą z nich jest, paradoksalnie, jego świetne odwzorowanie. Ale o tym później. Dlatego i przez dziwnie zagięte nogi traci pół nutki.

Farba – Superman, Doomsday – ♪♪♪♪♪

Bardzo podobają mi się żywe kolory na Supermanie (na zdjęciach w naturalnym świetle nawet żywsze). Niebieski, czerwony i żółty wyglądają tak, jakby wszystkie części zostały odlane w odpowiednich kolorach, a nie pomalowane. W przeciwieństwie do Doomsdaya, trudno znaleźć tutaj jakieś błyszczące czy „skórzane” elementy, które skupiają uwagę w sporym świetle. Nie uważam tego jednak za wadę, trudno byłoby wybrać coś, co powinno się świecić, choć nie pogardziłbym odpowiednio wypastowanymi butami.

Jeśli chodzi o jakieś wpadki, to właściwie ich nie ma. Ok, na tarczy z „S” można dostrzeć jedno malutkie rozmazanie oraz w miejscu, gdzie kończą się buty i zaczynają rajtuzy gdzieniegdzie widać trochę zbyt dużo czerwieni, ale to są rzeczy, które zauważa się dopiero szukając błędów.

Doomsday w tej kategorii zostaje oceniony równie wysoko, co Sups. A gdyby jego kostium był ciekawszy i wymagał większej ilości kolorów, to nawet dostałby ocenę wyższą. To dlatego, że na jego kości nałożone są dwa kolory, ciemniejsza, trupioszara podstawa i jaśniejsze, prawie białe ostre krawędzie. Efekt jest olśniewający i na pewno takiego wykonania nie powstydziłaby się żadna droższa figurka.

Oprócz tego mamy zielone spodenki oraz buty i kilka błyszczących srebrnych pasków przypominających, że ubranie Dooma jest resztą kosmicznego skafandra.

Ruchomość – Superman ♪♪♪♪1/2, Doomsday ♪♪♪1/2

Obaj panowie mają prawie taki sam zakres ruchu. Superman dostał staw kulkowy dla głowy i w barkach, cięte bicepsy, pas i uda, bolce w łokciach, kolanach i stopach, biodra T (ruszające się tylko do przodu i tyłu) oraz cięte/bolce w nadgarstkach. I choć da się z tym zrobić sporo, to jednak w niektórych pozycjach Clark nie stanie, choć teoretycznie powinien.

Doomsday natomiast dostał tylko ciętą głowę, kulkowe barki, bolec w łokciach, biodra T i bolec w kolanach. Nie ma ruchu w nadgarstkach, nie ma w stopach, nie da się nawet przekręcić rąk. Najmocniej brakuje tego ostatniego, ponieważ dzięki wypustkom kostnym na ramionach nie da się ich podnieść nawet na tyle, żeby razem z tłowiem utworzyły kąt 90 stopni. Bardzo, bardzo szkoda.

Akcesoria – ♪♪♪♪

Nie liczyłem tu na wiele i wiele nie dostałem, bo właściwie co można było dać tym dwóm? Kawałek ulicy? Chętnie, ale to nie diorama, więc nie było co na to liczyć. Obaj dostali tylko półprzezroczyste niebieskie podstawki w kształcie supermańskiego „S”.

Ale to nie dzięki nim zgarnęli aż cztery nutki. Jak wspomniałem na początku, w pudełku oprócz figurek można było także znaleźć komiks. Tepek The Death of Superman (256 stron) jest najlepszym akcesorium jakie mogli dostać.

Wartość – ♪♪♪♪♪

Nie uwierzycie. Sam bym nie uwierzył. Za cenę jednej figurki (65zł) dostałem dwie + komiks. Nie pozostaje mi nic innego, jak wlepić pięć nutek i podrzucić link do sklepu z którego ich okazyjnie wyrwałem.

Rzeczy, na które warto uważać

Byłbym ostrożny ze stawami, szczególnie od razu po wyciągnięciu z pudełka. Moje figurki przyszły bardzo sztywne, a jedno z ciętych ud Supermana jest nie do ruszenia. Pewnie przez zaschniętą farbę, ale nie chcę ryzykować z kręceniem na siłę, bo już ostatnio urwałem nogę jednemu osobnikowi.

Uważajcie też na sam akt wyciągania chłopaków z plastiku, siedzą w nim bardzo mocno. Co prawda nie powinno się im nic stać, ale jeśli, jak ja, nie chcecie niczego uszkodzić w opakowaniu, warto podejść do tego ostrożnie.

Ogólnie – Superman ♪♪♪♪♪, Doomsday ♪♪♪♪

Naprawdę świetne figurki. Dzięki nim i reszcie kupionych bohaterów DC zachciało mi się postawić na półcę większą część Ligi Sprawiedliwych i kilku ich głównych przeciwników. Największą wadą tego zestawu jest zdecydowanie zakres ruchu Doomsdaya. Gdyby tylko dostał kilka więcej stawów i ktoś wcześniej zauważył, że kilka kości przeszkadza w postawieniu go w fajnej pozycji dostałby maksymalną notę. A tak, to albo jakimś cudem znaleźć mu mniej więcej fajną pozę albo spiłować dwie kostki i móc podnieść jego ręcę do góry.

Ale sam wygląd figurek, dołączony komiks oraz zaskakująco niska cena pozwalają mi tylko polecić ten zestaw. Kto nie kupi, ten trąba. DC Direct znów spisali się na medal.

Shinigami

Aha, jeśli tylko nie wynikną żadne problemy techniczne, to w sobotę (w sensie jutro) pojawi się wcalenierecenzujący filmik.

Reklamy

2 komentarze

  1. Śmierć Supsa to jedna z moich ulubionych historii z tym herosem. Fajnie, że do zestawu dają całego tepeka a nie tylko pierwszy numer historii, jak to zrobili w przypadku boxu z Red Son (kolejna z moich ulubionych historii swoją drogą :D ). Nic tylko pogratulować zakupu!


  2. Masz dar pisania o figurkach. Nie widzę siebie opisującego jedną figurkę na kilka stron w wordzie, hehe. Figurki faktycznie widać, że dają radę.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: