h1

Call of Juarez 2: Więzy krwi

3 Luty, 2010

Shootery dla konsol są, jak Ople Kadet, albo Renault 19 dla polskich dróg- jest ich od zajebania dużo, a niewiele w związku z bezpieczeństwem użytkowników powinno przejść przegląd techniczny i wyjechać z garaży. Jak jest z Call of Juarez: Bound In Blood, które dodatkowo zostało wyprodukowany przez naszych ziomków z Techlandu? Jest bardzo dobrze, mogę wręcz śmiało powiedzieć, że odwrotnie niż zwykle to bywa w przypadku kontynuacji, jest dużo, dużo lepiej a sequel, który w zasadzie jest prequelem przerósł pierwowzór co najmniej o wielką, końską głowę.

Grę rozpoczynamy w okopach armii Południa (Wojna Secesyjna), która krótko mówiąc dostaje mocne lanie i na gwałt potrzebuje pomocy bohatera (tak o Ciebie chodzi). Zatem jak to w grach bywa kilka minut później z pomocą samouczka odpieramy atak Północy, zostajemy lokalnymi czempionami i przy okazji poznajemy obu playable bohaterów tej emocjonalnej i smutnej historii.

Ray i Thomas McCall to bracia którzy samemu diabłu nie odpuszczają, nie boją się śmierci, mordowania bez zawachania, a zemstę odebrali Panu siła. Należą do typu ludzi, których Widzący w przód (tłum. własne, Indianin, bohater, npc) określił jako wściekłe wilki i coś w tym jest. Jeżeli można coś zrobić cicho to oni zrobią to najgłośniej jak się da, duet z którym sama śmierć chyba bała by się zagrać w karty myśląc, że jak coś pójdzie nie tak z ich kartami to zbierze kulę pomiędzy oczy.

Jak nie patrzeć na więzy, bracia jednak stanowią przeciwieństwa siebie nawzajem, Ray to zakapior spod najciemniejszej gwiazdy. Morda poorana bliznami, wielkie śmierdzące cielsko (nie lubi wody i cuchnie jak wnętrze starego buciora), dwa rewolwery i dynamit to znaki rozpoznawcze jego firmy. Thomas znów to typ przystojniaka, mało mówi, preferuje walkę na dystans a z bliska używa jednego rewolwera, albo noży, jest też tym bardziej sprawnym (inteligentniejszym, raczej też). Umie się wspinać, używa lassa itd. (dlatego wolałem grać Ray`em, zdecydowanie bardziej z niego Conan niż Casanova).

Tą dwójkę oczywiście łączy prócz braterstwa krwii kilka równie istotnych rzeczy, który mają nie mały wpływ na ich dalsze losy:

-William, najmłodszy z braci, który wybrał drogę służenia Panu. Oczywiście również najbardziej nieporadny (choć w przeciwieństwie do Ray`a potrafi się wspinać), ale najbardziej oddany rodzinie, więc nie opuszcza rozbrykanych, jak młode kozice braci na krok.

-słabość do pięknych kobiet, zwykle tych samych,

-słabość do złota, zwykle przeklętego przez jakieś indiańskie bóstwo.

Prolog, którym jest tutorial w okopach prowadzi nas w okolice domu rodzinnego bohaterów i tam też rozpoczyna się właściwa historia. W mojej opinii bardzo emocjonalna i dramatyczna, nie było bowiem chyba jeszcze takiej gry w której finał by mnie wzruszył tak bardzo. Kapitalna narracja podczas loadingów w postaci szkiców węglem i przemyśleń Williama dotyczących aktualnej sytuacji, czy relacji pomiędzy braćmi sprawia, że coraz bardziej zbliżamy się do naszych bohaterów, a przy tym bardziej poznajemy ich charaktery przez co nie są płaskimi postaciami do których zaliczam każdego bohatera Cod, MoH, AC, czy innych serii. Tutaj faktycznie ma się wrażenie, że każdej akcji towarzyszy reakcja. Da się odczuć konflikt i napięcie, które czai się gdzieś w powietrzu, wyczuwa się dramat Indian, czy choćby zbrukanie sacrum tj. rodzinne więzy, czy święte ziemie na których rodzeństwo zostawia łuski i krew wchłoniętą w glebę.

Naszych bohaterów prowadzą proste rządze, jednak nie myślcie że to jest opowieść błacha i tania. Przez myśl przeszło mi, że gdyby ktoś się wziął za nakręcenie ekranizacji to wyszedł by z tego całkiem dobry western (a przecież to taka nisza).

Gra świetnie się sprawdza w swoim typie.

Pochwalić ją należy również zdecydowanie za kapitalną fizykę. Przedmioty mają swoją wagę, jedne można odstrzelić, gdy ktoś się za nimi chowa, inne przestrzelić (np. drzwi), jeszcze innymi zrobić krzywdę (np. łapiąc krzesło i rozbijając je na czyimś kapeluszu). Co jeszcze? Można wziąć lampę naftową i machnąć nią gdzieś za skrzynki, gdzie schował się jeden z psów, albo strzelić w lampę- efekt ten sam, okolica pokrywa się płomieniem, który wykurza nam typa prosto pod lufę. Niczym kojot szamotający się w pułapce pozostawiony na łaskę trzymanej w rękach broni…

A te w grze dzielą się na dwa rodzaje, rewolwery i strzelby. Każda grupa ma kilku przedstawicieli, a te znów dzielą się na zasadzie jakości. Zatem jeśli ktoś znajdzie swój ulubiony rewolwer, albo strzelbę to warto zwrócić uwagę, czy jeden z zastrzelonych właśnie hombre nie rzucił czegoś wartego do podniesienia o lepszej jakości (zdarza się to rzadko, aczkolwiek się zdarza). Sloty ekwipunku dzielą się na dwa rodzaje rewolwerów, flintę i tu zależnie od postaci dynamit, albo wspomniane wcześniej noże, łuk i lasso. To absolutnie wystarczy by poczuć się niczym Clint Eastwood, albo dziki Bill Rosewood.

Jako że gra wymusza na nas pewien sposób rozgrywki oparty na wyborze bohatera (co jakiś czas dokonujemy wyboru kim będziemy grać) należy zdecydować się, czy chcemy grać Rayem, czy Thomasem. Pierwszy wpada pomiędzy wrogów z dwoma rewolwerami, wypluwa 12 kul na lewo i prawo, po czym wskakuje za skrzynkę, tam ładuje, wypuszcza zza winkla (przyjemnie działający automatyczny cover-mode) kulę z shotguna i wybiega do najbliższych drzwi siejąc z rewolwerów śmierć we wszystkie strony świata, w tym czasie Thomas osłania swojego nieokrzesanego brata gdzieś zza skrzyń wymierzając dokładnie każdy strzał. Da się odczuć, że ten ma mniejszą odporność na obrażenia, albo jego napierśnik zrobiony jest z dykty (obaj noszą stalową zbroję na tors). Wszystko zależy od tego jacy sami jesteśmy, ja wolałem grać bez zoom`u lecąc na pierwszą linie ognia, lawirując pomiędzy puszkami, patelniami i innym meksykańskim syfem. Czuje się wtedy, że jest się w centrum akcji. Dookoła strzały, obraz się rozmywa, słychać cięzki oddech i nawoływania gringos.

A na tych pięknie działają napotykane hotspoty w których bracia chowają się za jakąś kolumną i na „ry” wyskakują zza osłony w zwolnionym tempie sadzając wszystkich na ziemię. Podobny tryb jest jeszcze dostępny indywidualnie dla każdego z bohaterów, concentration mode (bo tak się nazywa) odpala się z przycisku po nabiciu pewnej ilości „killi”. Świat wtedy zwalnia i robi się szary, a wrogowie podświetleni są na złoty kolor, tak by nie tracić czasu na szukanie ich po krzakach. W tym momencie mamy kilka sekund na opanowanie dwóch celowników, albo szybkie machanie cynglem (znów zależnie od postaci).

Jest jeszcze jedna rzecz bez której Dziki Zachód nie może istnieć- to oczywiście pojedynki. W grze jest ich całkiem sporo i zwykle są wisienką na torcie, czymś w rodzaju ostatecznego pojedynku. Operujemy wtedy dwoma gałkami, jedna odpowiada za ruchy bohatera po kole tak by przeciwnika mieć ciągle w centrum obrazu, natomiast druga sterujemy ręką z której będziemy strzelać, najpierw ostrożnie do kabury, wystarczająco blisko by móc wyjąć broń w mgnieniu oka i…. po sygnale dzwonu, bang!

Czuje się moc ukrytą w poszczególnych rodzajach broni, latające drzazgi, czy krwawe mgiełki gdy ktoś zbierze w bok są naprawdę soczyste i kojarzą się z najlepszymi westernami. Oczywiście moc jest różna od typu broni, są takie które ładuje się w 2 sekundy i takie które wymagają 6 -jednak strzał z takiego potwora to czysta radość… Drzazgi i mgiełka :)

Grafika działa na chrome4 i jest różnie, postacie są świetne, tekstury z daleka potrafią oczarować, jednak z bliska mogą się okazać obrzydliwą plamą- zatem trudno oceniać, sami z resztą pewnie powiecie „wow” widząc walący się budynek, czy wodę, oraz „ble” gdy z bliska przyjrzycie się teksturom gór.

Jakkolwiek jest bardzo dobrze, podobnie w przypadku dźwięku który wypada świetnie. W tle słyszymy charakterystyczne dla tego gatunku granie na gitarce, albo ostre riffy gdy piekło się przed nami otwiera. Broń również wydaje różne dźwięki, są kapiszony i są bomby… A wszystko to przy często kąśliwych komentarzach braci na swój temat, którzy mają głosy bardzo fajnie dobrane do fizyczności. Produkcja się postarała (thumbs up!)

Miód. Niestety co-op nie ma, a wielka szkoda bo gra się aż o to prosi.

Co jeszcze? Kilka misji pobocznych trwających kilkanaście minut, pościgi na dyliżansem z gatling gunem, sklepy z bronią, no i wszystko co fajne w westernie.

Czekacie na Red Dead Rewolwer? Tu macie coś co w piękny sposób wyostrzy Wasz kojoci apetyt.

Uth poleca

Pozdrawiam

Reklamy

16 komentarzy

  1. Grałem, przeszedłem. Podobała mi się, chociaż żadna rewolucja. Bardziej grałem Rayem chociaż drugi brat był dla mnie bardziej „cool”. Za to Billy mnie wkurwiał niesamowicie. Ale gra sama w sobie bardzo fajna.


  2. Billy byl w jedynce, ktora raczej byla slaba :)


  3. Milo ja wspominam. Dobry western – fajna fabula i duzo strzelanin. W shooterach, zwykle, postacie sa slabo zarysowane, a te w CoJ2 maja dusze.


  4. Dziki Zachód ma mnóstwo niewykorzystanych motywów, napady na pociąg, na bank, pościgi w wagonikach, barowe bójki… Szkoda, że miast westernów powstają kolejne średnie strzelaniny w czasach II WŚ. No i to o czym wspomniałeś, jak już powstają to bohater jest tylko dwoma dłońmi/dłoniami(?) trzymającymi broń.
    Brakuje bohaterów z charakterem, pewnie dlatego ta gra tak mnie oczarowała. Ukazanie więzi rodzinnych, droga przez pewną śmierć by pomóć bratu bez zawachania – kozackie pomysły. Bracia są kapitalni..

    Teraz czekamy na RDR 2 i modlimy się by nie zrobiono z tego GTA na koniach. Gun2 też bym z chęcią przyjął :)


  5. Nieźle, będę musiał spróbować gierkę :) Grałem trochę u znajomego na piecu w pierwszego CoJ i rozwalił mnie motyw z czytaną Biblią XD Tutaj pewnie tego nie ma, ale skoro wymieniłeś tyle smaczków i tak fajnie zobrazowałeś rozgrywkę, to nie ma szans aby gra była słaba! W serwisie tvgry.pl CoJ2 dostało glutoplazmę za najbardziej ironiczny motyw (nie mylić z oniryczny ;P) czy paradox.. nevermind – a mianowicie za scenę w której bohaterowie są zamknięci w szopie i związani, a obok nich leży sobie piła ;> Nie mniej grę bardzo chętnie sprawdzę, tym bardziej, że jak się domyślam grałeś w nią na x’ie, no i obowiązkowo trzeba wspierać rodzimą ekipę :]


  6. Ja spasuję, nie lubię westernów, demo mnie niczym nie przyciągnęło. Crap ;p


  7. Piterek myślałem że chodzi o Borubara Perejro, który w grze też ma swoje 3 sekundy ;)Z ta pila wyszlo na tyle sprawnie, ze nie zwraca sie na to uwagi- z resztą cała akcja trwa kilka sekund. I potem wymachuje sie krzeslem :D

    Shini to nie jest crap, gwarantuje :P Nie dac szansy lokalnej produkcji, wstyd. Taki duży chłopiec a ocenia gry po demie, a filmy też oceniasz po trailerach ? :P
    Lanie w pupe.


  8. No przecież po to jest demo żebym sprawdził czy mi się gra spodoba czy nie. Bo co, tylko po recenzjach? ;)

    Nie lubię westernów, to nie kupię, nawet w akcie wsparcia lokalnej deweloperki. Foch.


  9. Red i Gun też Ci nie podchodzą? A Outlaws od Lucasa? Desperados? Ani jedna?


  10. Dobra gra, szkoda że tylko dobra (imo). Zdecydowanie fabuła > mechanika. Gdyby ktoś chciał posłuchać mojego zdania na temat tej produkcji, to zapraszam do obejrzenia wideorecenzji:

    http://www.gaminator.pl/video/10328,Call-of-Juarez-Bound-in-Blood-videorecenzja.html


  11. Bylem, widzialem, skomentowalem. Calkowicie sie z punktem Twoim widzenia nie zgadzam ;)


  12. Wiesz, gdyby nie te pierdółki to ocena byłaby bardzo wysoka. Ale zważywszy na ich małą szkodliwość społeczną, nie ciążą wcale tak bardzo a jedynie powodują pewne uczucie niedosytu. Przynajmniej u mnie.


  13. Masz rację- generalnie to zgadzam się z Twoją oceną, jest subiektywna i jak nie patrzeć nadal wysoka, widać natomiast że mierzysz w tytuł o wyższych aspiracjach- juarez 2 dla mnie stoi i tak wyżej niż modern warfare 1 – które mnie wynudziło, a jest bardziej dopracowane.
    Może oczekuje od gier mniej, tymbardziej od naszych produkcji i tego konkretnego typu, jakkolwiek wskazane przez Ciebie skazy nie przeszkadzają mi w czerpaniu ogromnego fun`u z gry- natomiast ostateczna ocena jest jak najbardziej fair :)


  14. O jedno „i” za duzo w tytule.


  15. Zgadzam się z Olim. COJ2 to solidna produkcja, w której błędy nie dają w kość jak np. przy STALKERZE. Skończyłem ja na boxie i nie przypominam sobie żebym musiał gdzieś kur*** sypać z jakiegoś powodu. BTW sam nie przepadałem ze westernowymi grami, ale COJ2 odwrócił sytuacje o 360 stopni i teraz czekam na RDR2 i inne ciekawe pozycje z dzikiego zachodu!


  16. Wiesz że obrót o 360 stopni stawia Cie w tym samym miejscu?
    Produkcja git ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: