h1

(500) Days of Summer

25 Luty, 2010

Jeżeli współczesna komedia romantyczna ma zamiar iść w tym kierunku, to jestem zdecydowanie na tak :)

Na wstępie wypadałoby zaznaczyć, że do końca filmik taką typową komedią to nie jest. Już od początku pomiędzy obrazkami cukierkowymi niemal ociekającymi słodyczą pojawiają się „ciemniejsze chmury”. Dzieje się tak, gdyż fabuła jest przedstawiona w formie puzzli, które są porozrzucane czasowo. Piękne i romantyczne chwile z początków znajomości przeplatają się z wydarzeniami z końca związku – pozbawionymi energii i magii, czyniącej każdą wspólną chwilę wyjątkową.

Film opowiada o dwójce młodych pracowników firmy zajmującej się produkcją kart okolicznościowych, w której Tom Hansen grany przez Josepha Gordona-Levitta jest pomysłowym autorem zabawnych wierszyków drukowanych wewnątrz walentynek, a Summer Finn grana przez Zooey Deschanell pełni rolę sekretarki. Tom poznaje Summer podczas cotygodniowej narady, w trakcie której dziewczyna tylko na chwilę wpada do pokoju. Dla wierzącego w przeznaczenie i miłość od pierwszego wejrzenia Toma, to wystarczy, aby od tej chwili zwracać na Summer większą uwagę. Uczucie się pogłębia, kiedy po zakrapianym wieczorze karaoke okazuje się, że ona je odwzajemnia.

Wydawać by się mogło, że poza ciekawie poprowadzonym scenariuszem „500 dni miłości” niczym innym nie zaskoczy, ale bardzo szybko okazuje się, iż film ten wyróżnia się znacznie ponad typową przeciętność, gdyż w obrazowy sposób przedstawia wszystkie stadia miłości od zauroczenia, poprzez pełnię uczucia, po monotonię. Jest prawdziwy jak żaden inny. Osobiście bardzo szybko wszedłem w skórę bohatera, a to dlatego, że mam podobne doświadczenia jak Tom. Do tej pory wszystkie dziewczyny jakie spotykałem na swej drodze przypominały wypisz-wymaluj Summer, czyli niedostępną kokietkę, która słysząc słowa „Kocham Cię” skreśla faceta ze swojej listy potencjalnych partnerów. Dziewczyny, które lubią z kimś być dopóki się nim nie znudzą i szukają nowych wrażeń.. swojego księcia z bajki. Najbardziej mnie poruszyła rozmowa pod koniec filmu na ulubionej ławce Toma, w trakcie której Summer na przykładzie swojej osoby niejako opisuje zachowanie typowej kobiety.

Nie ma sensu, abym Wam streszczał tę, jak i inne sceny, bo film powinniście zobaczyć sami. Jest tak prawdziwy i w pewnym sensie pouczający, że zapamiętam go na równi z „Domem nad jeziorem„, choć to dwie zupełnie inne historie. Joseph i Zooey zagrali świetnie i tylko gratulować doskonałego gustu reżyserowi za dobór aktorów. Dzięki nim film ogląda się z wielką przyjemnością i jeżeli ktoś zamierza podejść do niego, tak jak do innych typowych komedii romantycznych, to bardzo się zawiedzie, gdyż jest on po prostu mądry. Daje wskazówki i wiele porad, choćby jak nie zwariować, gdy życie uczuciowe wali nam się na głowę. Uczy też, że żadna miłość nie jest czasem straconym i potrafi być pretekstem do całkowitej zmiany swojego życia, a także wstępem do czegoś nowego. W połączeniu z doskonałą muzyką oraz debiutancką reżyserią Marca Webba dostajemy świeży, lekki w odbiorze, czasami zabawny, czasami smutny film o nas samych.

Recenzję tę dedykuję naszej stałej czytelniczce Misie :)
pozdrawiam,
pit

Reklamy

5 Komentarzy

  1. this is a story of boy meets girl… ; ]


  2. ergh, dałem się kiedyś zaciągnąć na ten film przez hasła w stylu „Jeżeli współczesna komedia romantyczna ma zamiar iść w tym kierunku, to jestem zdecydowanie na tak”… ogólnie nie chwyciło mnie w żadnym punkcie poza zakończeniem, które faktycznie było udane. Pokazano z lekka beznadziejnego gościa, typową kokietkę i kolejny raz opowiedziano historię ich zażyłości. W sumie miło, ale szału ni ma.


  3. Dla mnie Film Roku 2009. Mówcie co chcecie, ale to będzie film, który będzie wyznacznikiem dla mnie odpowiedniej partnerki. Jeśli jakiejś potencjalnej dziewczynie film się spodoba, będzie warta moich starań. No później jeszcze będzie musiała obejrzeć Gwiezdne Wojny, ale najważniejsze że ten przecudny, romantyczny film ma jej się podobać.


  4. Zgadzam się z Agonem :)

    A Ty Aras masz jakiś spaczony gust, bo Into the Wild też Ci się nie podobał ;P


  5. Kurcze, ale mnie zaszczyt kopnął :D

    „…cześć jestem jesień…” :) hihihi



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: