h1

Po drugiej stronie nory czarów

25 Marzec, 2010

Każdy z nas powinien mieć idoli, nie tylko tego jednego – ale wielu z różnych dziedzin, wielu mistrzów, osób, którymi chcielibyśmy być, albo nam się wydaje, że trochę jesteśmy jak oni, osób z którymi coś nas łączy. Moim pośród filmowców jest Tim Burton. Gość, który towarzyszył mojemu życiu praktycznie od startu. Najpierw dał mi filmy na które nie miałem psychiki i bałem się oglądać, potem heros dzieciństwa w jego wykonaniu i plakat w skali 1:1 na ścianie, pastisz o latających spodkach i przepiękny film o jeźdźcu czerniejszym niż czarna żopa.

Co było dalej? Piękny scenariusz z Jackiem Skellingtonem, kolejny film spod jego ręki o relacjach i ikonicznym znaczeniu ojca w naszym życiu… Kolejny film animowany, tym razem nie tylko z jego scenariuszem, opowieść o szalonym cukierniku, który miał problemy dentystyczne, słabsza planeta zabaw, muzykalnie dziwna opowieść o socjopatycznym golibrodzie i… Alicja w Krainie Czarów – największe rozczarowanie, jakie mogłem przeżyć na idolu. Potrafiłem przegryźć to, że Van Damme tańczył balet, że Chewbacca tak naprawdę nie był owłosiony, a Vanilla Ice nie był kryminalistą jak to twierdził. Jednak cios jaki zadał mi mój ukochany filmowiec jest bolesny niczym rana wyszarpana prosto na mózgu.

Przede wszystkim powieść Alicja w Krainie Czarów broni się sama i niewiele trzeba by w swoim przekazie była urokliwie zachwycająca. Świadomość tego, że istnieje świat w którym króliki gadają i noszą śmieszne kamizelki, a po niebie lata bestia najstraszniejsza zwana Dziaberlakiem od razu nasuwa uśmiech na usta i milion wyobrażeń tegoż świata. Sam widziałem kilka ekranizacji oraz film animowany i śmiało mogę powiedzieć, że trudno tę powieść zepsuć i obedrzeć żywcem z lekko zeschizowanego klimatu, którym jest nasączona, jak gąbka. Naprawdę trudno… Zwłaszcza takiemu mistrzowi, jak mój idol.

Jeśli się zastanowić, to najbliższą mi i zarazem odpowiadająca wersją była ta przedstawiona przez American McGee: szaleństwo, mrok, wyrywająca się z ryzów magia i postacie, które tak naprawdę nie wiadomo po której stronie stoją. Trudne do ustalenie szaleństwo, kto tu jest większym świrem? Alicja, która biega z nożem i zmienia się w demona, okolczykowany kot z Cheshire, czy może mackowata królowa? Interpretacja świata stworzonego przez Charlesa Dodgsona była diametralnie odmienna od oryginału i okropnie mi to odpowiadało, tego również oczekiwałem po wizji Burtonowskiej.

Skoro na plakatach częstował nas gigantycznym czerepem Heleny Carter i bliźniaków Twiddle, powykręcanymi roślinymi, to spodziewałem się prześmiewczo-chorej i mrocznej prozy na miarę Bettlejuice, oczekiwałem muzyki Elfmana porównywanej do tej ze Sleepy Hollow, oczekiwałem kwintesencji Burtonowskiej stylistyki. Niepewności, która tutaj miała co najmniej kontynentalne pole do popisu. Co dostałem prócz szarego filtru na obiektywie, jednej charakterystycznej sceny z zamkową fosą i przepięknej charakteryzacji?

Disneyowskie szambo, które wylano mi na głowę nie dając szansy nawet otworzyć parasolki. Nie da się nie zauważyć, że jest to ogromny skok na kasę, skierowany do szerokiej publiczności, którą ucieszą zwariowane i kolorowe myszki skopiowane funkcją ctrl+c -> ctrl+v ze Shreka, tańczący breaka Johny Deep, czy tak naprawdę kryptokochane włochate bestie. Ten film to kopniak w jaja wszystkim, którzy uwielbiają stylistkę dark fairy tale. Dlaczego? Najpierw zostaniecie okradzieni z pieniędzy i zaproszeni na seans 3d, który tak naprawdę jest absolutnie niepotrzebny i nie wiele tego 3d filmu uświadczycie. Potem wasze oczy zacznie kłuć oczojebna różowatość świata, uszy przytakują kiepskie dialogi (nie wspominając o piosence Avril Lavigne) i w waszym mózgu zaświta myśl, że chyba pomyliliście sale, bo bliżej temu filmowi do Piratów z Karaibów niż ekranizacji z 1985 roku, która moim zdaniem biła Disnejowski „hit” na głowę, mimo iż nie miała 3d, pięknych efektów, przekapitalnej charakteryzacji i pompatycznej muzyki. Potem kiepska retrospekcja totalnie pozbawiona jakiegokolwiek przekazu emocjonalnego, irytujące zmanierowanie Białej Królowej i odliczanka Alicji, która skojarzyła mi się z filmami sióstr Olsen.

Czym jest Alicja w Krainie Czarów 3d? Filmem absolutnie wypranym z Burtonowskiego klimatu, filmem usypiającym, o bieganiu w tę i nazad, filmem pełnym sympatycznych stworzonek bez charakteru (nie licząc marcowego zająca), interpretacją Disneya, która momentami pozwoliła Burtonowi na wciśnięcie swoich kilku groszy, bowiem gdzieniegdzie widzimy jego cień – ale to naprawdę momenty zdawkowe. Jest ekranizacją powieści i niczym więcej, słabą ekranizacją, o której zapomnę szybciej niż o napompowanym Awatarze
Nie oczekujcie magii Tima, największego baśniopisarza swojej epoki, oczekujcie filmu z Hollywood, który pewnie Was porwie… Mnie również porwał, tyle, że na strzępy. Wykorzystał i porzucił. Żyję jednak myślą, że pieniądze z tego filmu pozwolą mu na ekranizacje jakiejś swojej wizji, a jeśli nie to „Damn you Tim Burton, Damn you!”.
Zatem czy Alicja jest filmem zły? Nie, dla wielu będzie fajnym filmem przy którym można spędzić czas z dziećmi i dobrze się bawić… Popatrzeć na kapitalną rolę Heleny Bonham Carter to miód, najbardziej autentyczna i ekspresyjna postać w całym filmie – chyba nieliczna gwiazdka na niebie tego koszmarku. Szkoda, że jej nie zapamiętam… Zapamiętałem za to tańczącego Deepa przy jakimś drętwym techno kawałku. Na tym zakończę, dla mnie to również film Burtona o którym chce zapomnieć (mój idol dał ciała), tak jak o tej scenie z tańcem.

Aktualizacja:
Przez pierwsze 3 dni projekcji film zarobił więcej niż Avatar, przez swoje pierwsze 3 dni. Czemu mnie to nie dziwi?

Pozdrawiam
Uth

Advertisements

3 komentarze

  1. Niezła recka. Właśnie dlatego nie chciałem iść na ten film, bo się spodziewałem najzwyklejszego na świecie skoku na kasę – nic dziwnego po Avatarze. Swoją drogą miałem nadzieję, że nie umieścili w filmie tej marnej piosenki Avril, którą widziałem na vivie x_X Szkoda tylko, że mój ulubiony aktor Depp musiał dać ciała razem z Burtonem :(


  2. Wiesz, ten film nie jest zły sam w sobie. Jest po prostu zawodem, bo każdy spodziewa się po Burtonie wielkich rzeczy, a Alicja jest po prostu trochę nie w jego stylu. Mówię, nie jest zła, jest po prostu przeciętna.

    A Biała Królowa była super ;)


  3. Ten film w mojej opinii jest fajne, ale i nijaki. Nie potępiam go jako filmu, ale jako pracy Burtona- a BK była denerwująca ;P



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: