h1

Na Jesienną depresję (p.I): Dorian Grey

22 Październik, 2010

Oliver Parker to reżyser o którym zapewne wielu z Was wcześniej nie słyszało (w tym i ja) bo i nie miał za bardzo czym się chwalić (no może prócz koprodukcji „Otello”). Oscar Wilde natomiast to już zupełnie inna para kaloszy i choć znając życie większość z nas nie zna jego powieści, tak już nazwisko gdzieś w czaszce dzwoni.
Tych dwóch niezwykłych dżentelmenów z wysp postanowiło połączyć swoje siły już jakiś czas temu (zaczęło się od ekranizacji „Idealnego męża” z 99 r.) no i w ten sposób spod ręki Parkera wyszło kilka lepszych i gorszych filmowych ekranizacji tekstów Wilde`a. Klasyka to klasyka i sprzeda się w każdej postaci. Prawda? ;)
Ostatni film tego duetu (metaforycznie) powstał w oparciu o gotycką powieść pt. „Portet Doriana Graya” (1891 r.). i choć film odbiega od oryginału w dużym stopniu (inny finał, inna historia) to zachowuje z niego min. pewną ponurą, ale niezwykle prawdziwą myśl- jeśli zaczynasz tańczyć z diabłem to pamiętaj, że to on będzie prowadził twój taniec…

Postać Doriana Graya możecie kojarzyć już z filmu „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, gdzie ten nienagannie ubrany jegomość prócz pewnej niezwykłej zdolności charakteryzował się niemałym bezeceństwem i jeśli go tak pamiętacie to no cóż… Dorian Gray to okrutnie zepsuty człowiek, a jego zgniła dusza sączy dookoła jad, smród i śmierć.
Film rozpoczyna scena mordu po której nasz protagonista bez fizycznej skazy wrzuca kufer z mostu do Tamizy, a historia cofa się o rok. Poznajemy wtedy młodszego Doriana, który właśnie przybywa do Londynu by odebrać niemała fortunę po ojcu psychopacie. Młodzieniec dotąd sprawiający wrażenie niewinnego i nie dotkniętego dekadenckim i hedonistycznym stylem życia bogaczy powoli wstępuje w świat salonów, żabotów i dotąd nieznanych przyjemności. Nie dzieje się tak jednak od razu, panicz Gray powoli smakuje uroków cywilizacji, zapala pierwszego papierosa z południa, smakuje ginu, zwiedza ponure meliny dzielnicy White Chapell (znana min. z przygód Sherlocka Holmesa)…Wszystko za sprawą poznanego na jednym z przyjęć lorda Wootona, znawcy smaków i zapachów, kobiet biednych i bogatych, prawd i oszustw.

Lecz nasz protagonista poznaje nie tylko go, na salonowych spotkaniach ludzi „niepróżnych” poznaje również malarza Basila, którego oczarowuje swoją urodą i nieskalanym dotąd przez mrok charakterem. Da się zauważyć, że Hallward (Basil) popada w pewną obsesję na punkcie Graya, a swoją pracownie zastawia szkicami i malunkami młodzieńca… Ostatecznie tworzy dzieło doskonałe, portret pozbawiony wad i szpetności, dzieło tak idealne i kuszące pięknem, że nasz młody bohater w swojej próżności nieświadomie podpisuje cyrograf na własną duszę.
Odtąd Dorian na zawsze pozostanie takim jak go uwidoczniono na obrazie w chwili jego stworzenia, a obraz stanie się lustrzanym odbiciem duszy bohatera przeniesionym w kanwy. Zbiornikiem zła, zgnilizny i ciemności, którą utoczy Dorian Gray…
Historia z tym momentem wkracza w mgły Londynu „po drugiej stronie”, gdzie nie ma już miejsca na nieświadomość i cnotliwe chichotanie spowodowane widokiem nagich piersi. Gray rozpoczyna swoją podróż przez najciemniejsze zakamarki ludzkich pragnień i pokus znanych w tamtych czasach, a historia dociera do punktu początkowego filmu. Co się dzieje dalej zobaczcie sami.
Czeka na Was spektakl przedstawiający przemianę młodego człowieka niezbrukanego zjełczałym klimatem tamtych czasów w potwora pozbawionego skrupułów i dylematów, a następnie upadek i znudzenie, które musi w końcu dotrzeć do jakiegoś katharsis.

Jeśli czytaliście książkę to wiecie w jakiej formie to wszystko się kończy, jeśli nie czytaliście to zapoznajcie się z filmem. Oczywiście jest to spłycona wersja powieści, jakkolwiek oddaje pewną fantastyczną, mroczną atmosferę, które jest niemal możliwa do poczucia na języku. Jest w nim „Vidocq`owa” baśniowość, jak i „Pachnidłowy” horror.
„Doriana Graya” możecie spokojnie wchłonąć w jakiś smutny listopadowy wieczór, nie oczekujcie jednak straszenia krwią i potworami. Znajdziecie tu raczej horror związany z ludzkimi słabościami. Wszyscy przecież chcielibyśmy pozostać piękni i młodzi, pytanie tylko jak wiele jesteśmy gotowi zrobić by takimi pozostać…

Pozdrawiam
PS. By nie było że napisałem tylko o plusach. Kilka razy przewija się motyw straszącego obrazu, imho wrzucony na siłę patent do straszenia nastolatków, który odbiera całości autentyczność. Z chęcią bym strzelił pomysłodawcę tego debilizmu w ucho ;)

Advertisements

2 komentarze

  1. nice .. shame i can’t understand a word haha XD


  2. It`s never too late, to learn other languages ;)



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: