h1

Autofire p.II: Shank

1 Listopad, 2010


Witajcie po miesięcznej przerwie. W ten pełen zadumy i mgieł dzień zapraszamy was do kolejnej odsłony cyklu Autofire w którym tym razem na celownik bierzemy grę studia Klei Entertainment pt. „Shank”(dostępna na PC, X360, PS3). Dowiecie się z tego tekstu, czy gra oceniona przez 1up.com literką „A” faktycznie jest czekoladowym jajem z niespodzianką, czy cuchnącym zbukiem ubranym w kolorową folię aluminiową. No bo przeca taka ocena zobowiązuję, prawda? Pytanie „do czego?” Zapraszam zatem do dalszej części tekstu…

Zacznijmy jednak od samego początku kiedy niczego nie było, a wszystko było zabronione. Działo się to w Białymstoku, a Kono… Wróć! Można przypuszczać, że Marianne Krawczyk zainspirowana losami pewnego jegomościa w tureckim swetrze… Ech, znowu wróć. Nie ma co owijać w turecką bawełnę, był Rambo i Desperado, domyślam się iż Marianne zainspirowana obiema postaciami napisała scenariusz na ramach którego zrobiono omawianą grę. To już mniej więcej powinno sugerować czego można oczekiwać i nie mam na myśli zatrudnienia inżynierów i prac nad planem budowy dróg, powtarzam nie mam na myśli zatrudnienia inżynierów i opracowywania planów budowy dróg!
„Shank” to przedstawiciel gatunku, który swoją świetność przeżywał na przełomie lat 80/90tych. i zaryzykuje stwierdzenie, że niemalże wszyscy go kochali (pozostali wtedy grali w „Cywilizację” i nazywali nas barbarzyńcami). Dzieciaczki w ortalionowych kurtkach i dżinsach z gumką w pasie uwielbiały wydawać ciężko zebrane od rodziców złocisze na scrollowane w prawo bijatyki. Jak niewiele potrzebne było wtedy do szczęścia: gałeczka, 3 albo 2 guziki, złotówka i hordy brudasów nacierających na naszego samotnego niczym białostocki kandydat bohatera. Tłum obserwujący zmagania bohatera krewko przepychał się dookoła automatu wykrzykując co chwilę „podskocz”, „użyj medżika”, „daj Ci nacisnę!”, tak, tak . Właśnie tak wspominam pierwsze spotkania z 2d beatem up i po superfajnym trailerze „Shank” miałem podobne oczekiwania. Co prawda tym razem spokojnie przed TV w domku, ale tornado emocji wew. mojego ciała powinno pozostać takie jak za tamtych czasów. Tego właśnie oczekiwałem po „Goleniu” (bezp. tłumaczenie „Shank”) od ekipy, która przygotowywała port „N+” na X360.
Historia jest całkiem sztampowa: nasz wyglądający niczym Sly heros zostaje zdradzony przez swojego pracodawcę, jego ukochana zbrukana i śmiertelnie ugodzona, a ciało pokiereszowane. Przeżywszy jednak tą jakże smutną historię, bogatszy o bagaż doświadczeń, zmotywowany i okrutnie wkurwiony postanawia wybrankę serca pomścić, sromotny wpierdol złym gościom spuszczając. No i tak pnąc się po drabince psów głównego złego, przez różne lokalizacje w klimacie Tarantinowskich filmów rozlewa krew na przeróżne sposoby krocząc w stronę prawą i czasem podskakując.
Tytuł od samego początku utrzymany jest w mało poważnej, rysowanej na kanwę filmów animowanych stylistyce. W znanym dla tego rodzaju gier schemacie każdy etap kończy się przerośniętym co najmniej o dwa korpusy troglodytą, a drogę do niego torują agresywne psy, najemnicy, żołnierze, drwale, przerośnięci co najmniej o wysokość jednego korpusu troglodyci i wrogo nastawione ubrane w kabaretki, cycaste kobiety zabójczynie (wszyscy je uwielbiamy, dla przypomnienia ubrane w skórę i kajdanki laski z gry „Final Fight”). Nasz czempion nie ustępujący w sprawności fizycznej znanemu z serii gier „Devil May Cry” Dante`mu, sunie po billboardach pomiędzy dachami budynków, wbiega po pionowych ścianach, wspina się po słupach niczym szympans i odbija się od powietrza, rzucając przy tym twarde teksty, robiąc groźne miny i w widowiskowy sposób przy tym z bosów życie wyciskając przez uszy. Uzbrojony w przeróżne mechanizmy eliminacji wrogów swój arsenał złożył całkiem sprawnie dając nam następujące możliwości odbierania życia: od szybkich ciosów małymi nożami z którymi się nie rozstaje, poprzez cięższą broń białą pokroju pił łańcuchowych, katan, maczet i łańcuchowych kastetów, na granatach i broni palnej kończąc. To jednak nie koniec, Shank kapitalnie żongluje przeciwnikami w trakcie combosów zmieniając broń, strzelając, rzucając granatami, wrogami, tnąc, szarpiąc, podskakując, unikając i dobijając leżących.

Combosy zatem spokojnie sięgają bez napinania dwucyfrowych wyników, a opanowawszy odpowiednio sterowanie i schematy można grę przejść sposobem „rush” jak w grze „Zool”… Inaczej mówiąc: robi się szybko nudno.
Grze czegoś brakuje, grafika jest przyjemnie kolorowa, wrogowie różni, broni sporo, ciosów jest niby wiele, klimaty westernowo-lucha librowo-meksykańckie, lokalizacje jakoby się zmieniają, czasem wpadniemy w jakiś urokliwy cień i nawet w którymś momencie pędzimy pociągiem przez pustynne prerie, ale to wszystko jest niczym jakaś kiepska pętla, którą co jakiś czas dzięki Bogu, na chwilę przerywają „kozackie” cutscenki.

Niestety dla gry, wszystko zdaje się być zaledwie okej, pomyślałem zatem że multiplayer może sytuację odmienić, a opinię przetransumotwać w „dobry”. Zasiadłem do multi z żoną i o ile ona się dobrze bawiła, chichotała, podskakiwała i piszczała grając jakimś wyglądającym niczym Dany Trejo latynosem, tak ja nadal się nudziłem (tryb multi jest prologiem do gry w trybie single player).
Będąc wyprowadzonym na manowce przez własne oczekiwania nie wiem jak grę ocenić. Gosia się bawiła dobrze, ja średnio. Dla podsumowania: kreska, którą posługują się graficy- w cutscenkach jest prosta i wyrazista, dzięki czemu już po mordach łatwo można stwierdzić kto tu jest twardy, kto nie, kto jest zły, a kto bardziej zły.

Po prostu ładna… Zdaje się, że w samej grze nabiera innego wymiaru dzięki animacji, ale w praktyce to niczego nie zmienia. Da się zauważyć, że graficy nieszczędzili czasu na ożywienie głównego bohatera, wszystko jest płynne i ciekawe- ale na tym też się kończy „rewelacja”, wrogowie już tak animowani nie są. Tło graficzne jest monotonne, jeśli dachy to do końca misji dachy, jeśli kopalnia to kopalnia. No i w ten sposób po 20 minutach gry widzieliśmy już wszystko i nic nie jest w stanie nas zaskoczyć pod kątem zarówno rozgrywki, jak i środowiska. Brakuje interaktywności, jakiegoś zróżnicowania. Idąc tym torem do końca gry jest „ładnie” a bohater jest „spoko animowany”- nie ma szału jak w przypadku „Limbo”, czy „Shadow Complex”. Same mordowanie również szybko robi się nudne. Nie wymaga od nas precyzji, masterowania, czy myślenia, na kilku bosów jest taki sam patent, na wrogów z bronią zawsze działa atak z powietrza, na psy i ogrów shotgun… I tak do końca, jeśli będziesz powtarzał odcinek od czekpoint`u to pewnie dlatego że przeskakując pomiędzy budynkami nacisnąłeś nie ten przycisk co trzeba, albo przypadkowo czymś dostałeś.
Może znudzenie nie wynika z powyższego, a z poziomu trudności, który od nas nie wymaga- w porządku, to sprawdza się w przypadku „Lego”, ale „Lego” oferuje nam o wiele więcej niż „Shank”. I nie myślcie, że to ja jestem winny ;) Nie wyrosłem z takich gier, „Castle Crashers” nadal bawi mnie przeokrutnie i przeszedłem ją kilka razy z różnymi ludźmi. W mojej opinii „Shank`owi” brakowało momentów takich jak w „Cadlillac&Dinosaurs”, czy choćby „Franko” kiedy sunęło się autem w prawo, jechało na jakimś zwierzaku, or shit. Dlaczego „Alien vs Predators”, czy „Dungeons&Dragons” nie nudzi? Trudno powiedzieć, jedne gry mają jajo inne nie. I jak mówi stary czerstwy dowcip o Rambo na plaży, „może nagi Shank wygląda jak bomba, ale zapalnik mizerny”. Nie oczekujcie po tym tytule zbyt wiele, to taki średniak, no ładny jest, ładny…
Dla mnie ocena 1up jest zdecydowanie przesadzona… Wolałbym te 1200MP wydać na „Braid” =/

Ocena: 6/10
Typ: beatem up
Cena: 1200mp
Czas gry: 5-6h
Ilość graczy: 1-2
Pegi: 18+

Reklamy

One comment

  1. W tym tygodniu Shank jest do kupienia za 800 punktow.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: