h1

Władcy Edenu – Rozdział 1

28 Styczeń, 2018

Władcy Edenu  – autor: Piotr Dąbrowski (piterekd)

Rozdział 1

Kiedy odsłonił twarz i otworzył oczy, Piotr Dąbrowski ujrzał coś nieprawdopodobnego – jego 8 letni czerwony Ford Mondeo, ten sam, który przy prędkości 140 km/h miał uderzyć w samochody stojące we mgle w korku na autostradzie, stał teraz na środku ulicy ciągnącej się po horyzont między szeregiem 4-piętrowych budynków.

Piotr odpiął pas bezpieczeństwa i powolnym, wciąż lekko rozdygotanym ruchem otworzył drzwi. Stanął na przeciw auta próbując pozbierać myśli i ocenić szkody. Przód był nienaruszony, podobnie jak reszta samochodu. – Ale jak to? – pomyślał. Spojrzał w niebo. Było tego samego koloru co wtedy na autostradzie, Wielkie, czarne chmury przewalały się powoli z zachodu na wschód. Spojrzał na zegarek – również godzina się zgadzała: było w pół do piątej.

Wszechobecna cisza przypominała głuchy las. Piotr szybko sobie uświadomił, że nie jest to normalna cisza, która panuje w środku nocy, gdy leżysz w łóżku i próbujesz zasnąć za wszelką cenę. Ta cisza była dziwna, nienaturalna, złowroga. – Gdzie ja do cholery jestem? – krzyknął, choć wiedział, że od nikogo nie uzyska odpowiedzi. Echo odbijane od ścian okalających ulicę budynków poniosło jego pytanie dalej, aż znikło w bezkresie pustki, jak ostatni krąg wzbudzonej rzuconym do wody kamieniem fali. Przestraszył się.

W tej samej chwili przypomniał sobie, że w bagażniku, w walizce, ma schowaną broń palną służącą do samoobrony. – Co za zbieg okoliczności… – pomyślał z przekąsem, uśmiechając się lekko do siebie. Klapa bagażnika znajomo sycząc uniosła się do góry, a zamek teczki krótkim mechanicznym dźwiękiem potwierdził zgodność wpisanego kodu, uchylając swoją zawartość. Wyciągnął Berettę i przeliczył naboje. Sześć znajdowało się w magazynku, a jeden w lufie. Była wyprodukowana we Włoszech. Posiadała mechanizm spustowy z samonapinaczem przy pierwszym strzale. Miał jeszcze na wszelki wypadek dwa zapasowe magazynki. Schował je do kieszeni w marynarce garnituru, a broń wsunął za pasek od spodni. Na koniec poprawił krawat, co wynikało raczej z przyzwyczajenia niż troski o wygląd. Mając przy sobie broń od razu poczuł się pewniej w tym dziwnym miejscu. Beretta pozostała mu jeszcze z czasów gdy był prezesem firmy „Startec Computers”. Wiele osób pragnęło jego śmierci, szczególnie konkurencja walcząca o klientów. Często dostawał anonimowe listy z pogróżkami i życzeniem śmierci. – No cóż takie czasy. – pomyślał.

Piotr zamknął Forda i ruszył przed siebie ulicą. Postanowił, że rozejrzy się po okolicy. Budynki sprawiały wrażenie opuszczonych od bardzo dawna. W wielu mieszkaniach nie było szyb w oknach, a te które pozostały całe i tak nie zachęcały do zwiedzania odpychając ewentualnego gościa swoją surowością i mrokiem. Na szczęście na parterze większości budynków widniały wyłaniające się ze zwałowiska gruzu i tynku liczne wystawy sklepów. Znajome szyldy nieco dodawały otuchy w tym obcym świecie dając namiastkę normalności. – I kto by pomyślał? – Piotr uśmiechnął się do siebie widząc leżący na ziemi potłuczony neon przedstawiający czerwoną butelkę ze słomką. Logo produktu napisane było kursywą. Poczuł, że zachciało mu się bardzo pić.

Po 5 minutach wędrówki dotarł do skrzyżowania. W rogu budynku znajdował się pub. Wejście nie było bardzo zawalone gruzem więc zdecydował się zajrzeć do środka. Miał nadzieję, że znajdzie jakieś informacje na temat miejsca w którym się znalazł. Odsunął lekko drzwi wejściowe. Karteczka „Zamknięte” dyndała bezwładnie pokryta grubą warstwą pyłu. Wewnątrz dostrzegł leżące na ziemi płótna i bandaże, a półki na których powinny stać trunki były puste. – Musiały tu być majstrowane koktajle mołotowa. – pomyślał. Ponieważ panował półmrok, więc po omacku przejrzał wszystkie szafki w lokalu jak i na zapleczu, ale nic wartościowego nie znalazł.

Wtem do jego uszu dotarł dźwięk silnika pracującego na wysokich obrotach, zbliżający się powoli do skrzyżowania przy którym znajdował się pub. Piotr ukrył się za ladą, aby z ukrycia obserwować przebieg wydarzeń. Ryk koni mechanicznych powoli sunął po ulicy i zza rogu wyłonił się czarny wan. Miał przyciemnione szyby, więc nie widać było kierowcy. Z tyłu, tuż za wanem, toczyła się przyczepka o kształcie metalowej podstawy obwiedziona żeliwnym płotkiem. W centrum jeżdżącego więzienia znajdowała się dziewczyna, przykuta do stelaża łańcuchami. Była przytomna, gdyż od czasu do czasu podnosiła głowę, rozglądała się niepewnie po okolicy i pozbawiona nadziei spuszczała ją z powrotem. Gdy karawana zniknęła za rogiem, skręcając w ulicę na wprost tej, w której stał Ford, Piotr wyszedł z ukrycia. Próbował zrozumieć, co właściwie przed chwilą widział. Czarny wan, dziewczyna przykuta kajdankami, dziwna przyczepka sprawiająca wrażenie sceny, na której zazwyczaj odbywają się przedstawienia, ale tu nie było aktorów, lecz uwięziona, bezbronna dziewczyna.

Naszło go przeczucie, że ona może mu pomóc. Gdyby udało mu się ją oswobodzić, może zyskać cenne informacje. Poza tym nie miał nic do stracenia. – Może wreszcie te liczne treningi na strzelnicy do czegoś się przydadzą? – pomyślał i wybiegł z pubu. Pognał ile sił w nogach do swojego Forda. Nie później jak po dwóch minutach siedział już w aucie. Wyjął Berettę zza paska i położył ją na siedzeniu pasażera. Włączył silnik i ruszył z piskiem opon w głąb ulicy w pogoni za czarnym wanem.

Piotr szybko dogonił swój cel. Gdy zrównał się z przyczepką, postanowił najpierw przyjrzeć się zakładniczce. Była to brunetka o krótkich włosach do ramion. Szczupła, ubrana w niebieską bluzkę bez rękawów i czarną mini spódniczkę. Na szyi nosiła chokera o takim samym kolorze. Spódniczkę okalał pasek z błyszczącą klamrą, a nogi skrywały brązowe kozaki. Na początku nie zauważyła Forda, ale gdy tylko podniosła głowę Piotr ujrzał smukłą twarz umorusaną sadzą i zaschniętą krwią oraz bystre błękitne oczy. Była piękna. Nawet pomimo lekko skołtunionych włosów i śladów walki na rękach i nogach, wiedział, że odrobina wody z mydłem oraz grzebień wystarczą aby przywrócić jej urodę do idealnego stanu. Podziwiał zgrabne piersi dziewczyny i powoli przesuwał swój wzrok do góry w stronę karminowych, lekko zaciśniętych ust, gdy wtem jej oczy spotkały się z jego oczami. Przeszył go dreszcz. Jeszcze nigdy żadna kobieta nie patrzyła na niego w ten sposób – tak jakby zaglądała do jego wnętrza i czytała go jak otwartą księgę. Nie musiała otwierać ust aby usłyszał niemy szept – Uwolnij mnie… -. Jej delikatne brwi drgały prosząc go aby się pospieszył. Oboje wiedzieli co zaraz się wydarzy.

Kierowca wana najwyraźniej spostrzegł intruza, bo zaczął gwałtownie przyspieszać. Gdy Ford zrównał się z jego prawym przednim kołem, Piotr nacisnął przycisk elektrycznego opuszczania okien i sięgnął po pistolet. Ostrożnie wychylił się przez lewe okno samochodu i wymierzył w koło wana. Nie czekając dłużej niż tego potrzebował aby wycelować – strzelił w oponę. Trafił. Nagła utrata powietrza w przednim kole zaskoczyła właściciela pojazdu, który nie był w stanie zapanować nad kierownicą i w efekcie wan uderzył w bok Forda Mondeo spychając go w stronę zalegających na ulicy śmieci. Piotr nacisnął gwałtownie hamulec, ale i tak samochód przeorał górę gruzu, odbił się od ściany budynku o mało co nie wpadając w witrynę sklepu sportowego i zatrzymał bokiem na środku ulicy.

Wan daleko nie odjechał z przedziurawioną oponą i zatrzymał się kilka metrów dalej. Nastała cisza, ciągnąca się w nieskończoność. Tak samo głucha jak w chwili gdy pierwszy raz ją usłyszał w tym dziwnym mieście, tym razem jednak przerywały ją miarowe stękania stygnącego fordowskiego silnika. Na niebie nie było już chmur, a słońce chylące się ku zachodowi zalało czerwienią całą okolicę.

Wtem maskę samochodu od świateł po słupki drzwi przeszyła seria z karabinu maszynowego metalicznie dźwięcząc z każdym uderzeniem kuli o poszycie. Piotr miał szczęście – w ostatniej chwili odruchowo rzucił się na siedzenie pasażera. W zagłówku, gdzie przed chwilą miał głowę, powstała miazga z gąbki czyniąca z niego bezużyteczną masę poszarpanych włókien. Wykorzystując przerwę między seriami przeciwnika, Piotr zdecydowanym ruchem otworzył drzwi po stronie kierowcy i wygramolił się na zewnątrz. Natychmiast przypomniał sobie zasady jakich nauczył się na kursie strzeleckim. Trzeba pamiętać aby nie dawać wrogowi okazji do trafienia, ale samemu cały czas mieć go na oku. Ostrożnie wyjrzał więc zza lewego błotnika Forda. Kątem oka dostrzegł ruch w pobliżu przedniego zderzaka wana. Tam ukrywał się jeden z przeciwników. Położenia drugiego nie mógł zlokalizować, o ile w ogóle takowy był, jeżeli jednak, to musiałby wciąż ukrywać się wewnątrz pojazdu. Postanowił na razie skupić się na pierwszym wrogu. Gdy ten znowu wychylił się aby oddać serię w stronę Forda, Piotr namierzył go i oddał trzy strzały – dwa w klatkę piersiową i jeden w głowę. Strzał w głowę zawsze eliminował przeciwnika -… i zombiaki.. – uśmiechnął się pod nosem. Nie wszystkie kule dotarły do miejsca przeznaczenia, jedna utkwiła w zderzaku wana. Mimo to wróg leżał martwy. W magazynku pozostały jeszcze 3 naboje. Piotr wysunął się powoli zza błotnika Forda i wolnym krokiem trzymając oburącz broń ruszył w stronę wana. Nagle dostrzegł w tylnej przyciemnionej szybie jakiś ruch. Nie zauważyłby go, gdyby nie odblask słońca w jednej z wystaw sklepowych znajdujących się po drugiej stronie pojazdu. Był na tyle jasny, że na jego tle wyraźnie dało się zauważyć ruch, nawet pomimo przyciemnionej szyby. Postanowił, że nie da się podejść i wolnym krokiem, według planu, zbliżał się do zwłok pierwszego przeciwnika, nie dając po sobie poznać, że coś podejrzewa. Będąc na wysokości tylnego okna wana, stanął, uczynił nagły zwrot w stronę szyby i oddał dwa strzały. Wróg nie mógł się tego spodziewać. Potwierdzeniem był stłumiony odgłos upadającego ciała na podłogę. Aż resory pojazdu skrzypnęły.

Piotr szybkim susem znalazł się przy dziewczynie przeskakując sprawnie niewysokie żeliwne ogrodzenie platformy. Był tak zajęty wymianą ognia, że nie miał czasu sprawdzić czy nic jej nie jest po tym jak wan uderzył w Forda. Widział co prawda jej sylwetkę i modlił się o to aby żadna zbłąkana kula nie dosięgła jej wątłego ciała, ale jednak nie miał pewności czy wszystko jest ok.

Dziewczyna wyglądała na całą i zdrową. Spojrzała krótko na niego, po czym wymownie ruszyła skutymi rękami i nogami. Kajdanki i łańcuch rytmicznie zadźwięczały. Nie chciała teraz tracić czasu na rozmowę. Pragnęła jak najszybciej opuścić to miejsce. Nie czekając ani chwili dłużej wycelował najpierw w łańcuch spinający jej ręce. Zamknęła oczy, gdy naciskał spust. Rozległ się głośny strzał. Echo poniosło go hen ponad budynkami w stronę powoli zachodzącego słońca. Piotr przeładował broń i wyrzucił pusty magazynek. Jeszcze jeden miał w kieszeni. Kolejny strzał uwolnił jej nogi. Wprawdzie na kostkach i nadgarstkach nadal ciążyły jej kajdanki, ale w tej chwili nie mogli z tym nic zrobić. Przez głowę przebiegła mu nawet myśl, aby przeszukać zwłoki poległych przeciwników w poszukiwaniu kluczy, ale gdy spojrzał na dziewczynę, spostrzegł, że ona patrzy gdzieś daleko za jego plecami. Nagle jej źrenice rozszerzyły się i złapała go mocno za rękaw garnituru..

– Skacz! – krzyknęła

Chwilę później wan eksplodował jakby miał zainstalowaną w podwoziu bombę. Oboje siłą odrzutu wylądowali kilka metrów dalej. Gdy się ocknęli, Piotr spojrzał przed siebie i w głębi ulicy zobaczył dwóch identycznych mężczyzn biegnących w ich stronę. Jeden z nich trzymał w rękach wyrzutnię rakiet.

– Tędy! – ściskając mocno jego ramię, dziewczyna ruszyła w stronę sklepu sportowego, tego samego, w który o mało co nie wjechał swoim Fordem po zderzeniu z wanem. Drzwi wejściowe były zamknięte, ale nie stanowiły przeszkody, Piotr kolbą Beretty rozbił szybę. Karteczka „Otwarte” wylądowała na ziemi, a oni przedostali się ostrożnie do środka i pobiegli na zaplecze. Aby dostać się do drugiego wyjścia musieli przebiec krętym, ciasnym korytarzem. Na jego końcu znajdowały się grube drewniane drzwi.

– Daj broń. – wyciągnęła rękę. Podał jej pistolet, a ona wycelowała w zamek. Strzał roztrzaskał drzwi w pobliżu framugi. Dziewczyna wyważyła je butem i wyrwany zamek upadł na podłogę. Po chwili biegli dalej korytarzem jeszcze węższym i ciaśniejszym niż przedtem.

W pewnej chwili Piotr usłyszał charakterystyczne klaśnięcie kuli bardzo blisko mijającej głowę. Miał wrażenie jakby przeleciała o milimetr od jego ucha, po czym uderzyła w ścianę tuż obok. Przerażony spojrzał do tyłu. Pościg był coraz bliżej. Ten, który wcześniej dzierżył w łapach wyrzutnię rakiet teraz trzymał pistolet.

– Szybciej! – krzyknęła dziewczyna, jednak na nic to się zdało, gdyż za zakrętem wpadli do małego pomieszczenia bez okien i bez wyjścia, z pojedynczą żarówką skromnie oświetlającą pustą przestrzeń. – To już koniec, nie ma gdzie uciec.. – wymamrotała ze smutkiem. Była zdyszana, a klatka piersiowa chodziła jej jak u sprintera po iron manie. Zrezygnowana oparła się o ścianę i osunęła na ziemię. Ręce zaplotła na kolanach, a głowę schowała w ramiona. Chyba było jej już wszystko jedno.

Piotr rozejrzał się po pokoju i zaintrygowało go pewne miejsce w samym rogu pod sufitem, które najsłabiej oświetlała żarówka. Podszedł bliżej i wymacał kanał wentylacyjny. Był za wąski dla niego, ale ona z łatwością by się zmieściła. – Może jednak jeszcze nic straconego – powiedział z nadzieją w głosie, aby ją pocieszyć. – Ale ty się nie zmieścisz – rzekła analizując drogę ucieczki. – To nic – uśmiechnął się do niej i podstawił rękę aby mogła się wspiąć. Tak jak przewidział, dziewczyna idealnie wpasowała się w niewielką przestrzeń. – Dziękuję – usłyszał – będziesz zawsze w mojej pamięci. – czuć było w jej głosie drżenie. Chyba naprawdę była mu wdzięczna.

Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż pościg dotarł do pomieszczenia. Teraz obaj przeciwnicy trzymali w rękach pistolety. Żarówka oświetlająca pokój była tak słaba, że Piotr ledwo ich widział, ale udało mu się zauważyć kilka szczegółów: posiadali zielonkawe celowniki na oczach w kształcie podłużnych blaszek na prawym oku, także ich strój był taki sam – czarny skórzany uniform, w rodzaju tych noszonych przed laty przez ninja, ale buty nijak nie pasowały do tego wizerunku, gdyż były grube i ciężkie. – Pewnie wyposażone dodatkowo w metalowe blaszki. – pomyślał. Nie chciałby nimi oberwać, na szczęście śmierć jaka go czekała miała być lekka i natychmiastowa. Próbował wymacać za paskiem Berettę ale przypomniał sobie, że przecież dziewczyna ją miała. W takim razie pozostało mu już tylko jedno – podniósł powoli obie ręce do góry nad głowę w geście poddania i uśmiechnął się do siebie. Był zadowolony z tego, że Bóg pozwolił mu choć raz znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, a on nie zmarnował tej szansy i wykorzystał ją. Wycisnął z niej wszystkie soki, jak cytrynkę. Pomógł tej bezbronnej dziewczynie, której przecież nawet nie znał i nigdy na oczy nie widział. Poświęcił dla kogoś swoje życie w miejscu, które właściwie już nie istnieje, pewnie nawet już nie ma tego miasta na mapie i tylko ona będzie pamiętać o tym co zrobił.

Najwyraźniej jego szczery uśmiech zbił z tropu ścigających, gdyż spojrzeli głupio po sobie nie spodziewając się takiego obrotu sprawy. Ale nie trwało to długo i obaj po chwili z kamiennym wyrazem twarzy wycelowali w głowę Piotra ze swoich pukawek.

Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Żarówka ledwo zauważalnie, nieśmiało zamrugała jakby chciała powiedzieć – No już, dalej, kończcie to, chcę znów zostać sama. – Twarz dziewczyny jeszcze raz, tym razem ostatni pojawiła się przed oczami Piotra – chciał aby to wspomnienie razem z nim pozostało już na zawsze..

..ale zaraz, przecież widzi ją wyraźnie, zbyt wyraźnie..

– Łapcie to! – spust Beretty lekko i z wdziękiem posłał błyszczącą kulę prosto w skroń pierwszego z przeciwników, przeszła przez jego głowę jak nóż przez masło zatapiając się z łatwością w drugiej głowie i przeszywając ją na wylot, ostatecznie kończąc swoją śmiercionośną krucjatę w pobliskiej ścianie. Żarówka łagodnie się zakołysała, gdy dwa ciała bezwładnie osunęły się na ziemię jak domino.

Dziewczyna teatralnym gestem zdmuchnęła niewidzialny dymek z lufy Beretty i podała ją Piotrowi. – Na imię mam Kasia – uśmiechnęła się.

link do Rozdziału 2 >>

Reklamy

One comment

  1. […] << link do Rozdziału 1 […]



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: